sobota, 18 listopada 2017

Leżące jelenie i Led Zeppelin!

Pisząc tę opowieść słucham mojej najukochańszej kapeli na świecie - Led Zeppelin.
Głośno słucham ... bardzo głośno, więc nie wiem jeszcze co napiszę.
Mniej więcej wiem o czym, ale nie wiem jaką to przybierze formę i na jakie tym razem pozwolę sobie dygresje.
W zasadzie nigdy nie było inaczej, więc póki co zachowuję spokój buddyjskiego mnicha, jakoś będzie :)

Aktualnie leci Kashmir kto zna, rozumie, że nie jest mi łatwo się skupić.
To bardzo angażujący utwór.
Wyzwala silne emocje, a naukowcy (prawdopodobnie amerykańscy) odkryli, że emocje są fundamentem pamięci!
Tzn. lepiej zapamiętujemy sytuacje, którym towarzyszyła jakaś emocja.
To oznacza, że tę opowieść, jej pisanie, zapamiętam szczególnie dobrze.
Tym bardziej wypadałoby się postarać :)

Na szczęście postarała się dziś za mnie sama natura.
Obdarzyła pięknym światłem i takimiż obserwacjami.

o, teraz Misty Mountain Hop! też świetny kawałek!

Dzień budził się pięknie tym samym budziły się moje nadzieje.
Wybierając miejsce wyprawy o tej porze roku muszę brać pod uwagę nie tylko kierunek wiatru.
Staram się wiedzieć, gdzie odbywają się polowania, a w zasadzie gdzie się nie odbywają!
Z mojej wiedzy wynika, że najbezpieczniej byłoby pod Ratuszem, ale nie o takie jelenie mi chodzi :)

Nie wiem ile razy jeszcze w życiu zainspiruje mnie ta aleja. Dziś przymroziło. Większość pól pokryta była ażurem mrozu.

W lesie, w prześwitach, również jak widać, można było znaleźć ślady aktywności "królowej mrozu".
Zjawisko tyleż rzadkie co piękne!

Szedłem tak cicho, że udało mi się zaskoczyć odpoczywające jelenie w pozycji leżącej!
Gratka!
Żałowałem, że w powietrzu było tyle wilgoci i obraz nie mógł być nieco lepszy.

 Rozumiem, że widzicie tego drugiego? No!

 Bardzo starał się mnie zwietrzyć.


 Wstał i "wydechnął obłokiem". Ten za nim wciąż leży niewzruszony :)


Tych nie udało mi się podejść. Były cholernie czujne! Wokół pełno wilczych tropów, czym tłumaczyłem sobie ich niepokój.


Taki eksperyment.


 Przemykająca.


 Dziś naprawdę kapitalnie było być w lesie.


 No tak, brawo Krzysztof! Można rzec żyleta! :)



Las mnie dziś odurzył, co mniej więcej w ten sposób chciałem pokazać.

aktualnie Four Stics - świetny utwór!!! Polecam.

Niezwykła, niepowstrzymana ciekawość modraszki pozwoliła mi na sesję z najbliższego bliska.


 Rozejrzała się w prawo, potem w lewo i ... tyle :)


 Nawet w samo południe las był wciąż ciekawy.


 Pojechałem na zasłużoną kawę do Leśniczówki Gaja. Gosia przyjęła mnie wyśmienitym śniadaniem.
No niech ktoś powie, że życie nie potrafi być piękne ... bywać. :)

Zainteresowanym przekazuję od razu najnowsze ustalenie - opowieści o wilkach odbędą się 7-ego stycznia 2018 - serdecznie zapraszam na trzecie już nasze spotkanie :)
Godzina jeszcze nie jest znana, ale podam na FB. Zresztą Gosia zrobi "wydarzenie" na funpage Leśniczówki.

 Gdy opuszczałem gościnne progi Leśniczówki, spotkałem jeszcze tę uroczą damę.


To drzewo, to odwieczna prowokacja w drodze powrotnej. Niemal nie można mu odmówić zdjęcia :)

No i jak na zamówienie Stairway to Heaven, dacie wiarę?
To jest utwór tysiąclecia, bez kitu.
Odpływam, przepraszam, więcej nie jestem w stanie napisać.
Byłbym szczególnie wdzięczny, gdybyście oglądając te zdjęcia, słuchali tego właśnie utworu.
Przekonacie się jak bardzo będzie inaczej.
Jeżeli ktoś z Was to zrobi, czekam na recenzję z tak spędzonej chwili.
Przekonacie się za co tak kocham Led Zeppelin :)



poniedziałek, 13 listopada 2017

przywitać i pożegnać las

Dzień mimo zapowiadanego słońca zaczyna się ... tak sobie.
Jedną z przyczyn może być fakt, że o tej porze roku niemal każdy dzień zaczyna się tak sobie.
Ten był szczególnie wietrzny.

Zdjęcie tego pozornie nie oddaje, bo co miało spaść z drzew, spadło, więc "listy świadczące o jesieni" nie komunikują wiatru.
Swoją drogą listy ... matko, czy to ktoś jeszcze pamięta?
Gdy byłem na koloniach, w drugim końcu Polski, rodzicie przysłali mi list.
Wyjeżdżając na kolonie najbardziej przeżywałem rozstanie z moim ukochanym psem - Bartem.
Ojciec wpadł na świetny pomysł!
Posmarował łapę Barta pioktaniną i odcisnął mi ją na kartce listu jako jego podpis.
Wzruszony ryczałem jak bóbr nad tym odciskiem ... czy dziś w dobie fotografujących komórek, komputerów i w ogóle, można jeszcze przeżyć taką emocję? Szczerze wątpię.
Tego typu wydarzenia nie mają dziś odpowiedników. Wszystko jest podane w przetrawionej i niestety raczej oczywistej formie ... zdjęcie, filmik itd.

Wróćmy do lasu.
Jak widzicie potrafię zrobić jasne, kolorowe zdjęcie :)
Muszą być spełnione dwa warunki:
1. musi świecić słońce
2. musi być kolorowo :)))
A tam gdzie łażę i pory, o których tam jestem, nie służą sprawie.
Mam nadzieję, że tą barwną pocztówką wykupiłem swoje winy na kilka następnych opowieści ;)

 W lesie znalazłem jednen z najsmaczniejszych grzybów tej planety!
Kto zna, wie o czym piszę. "Szmaciak gałęzisty" lub "kozia broda" jak kto woli - podany w cieście naleśnikowym jest delicją nie do opisania!!! Tej konkurencji nie wytrzymują ani kanie ani nawet rydze. Do 2014 roku był pod ochroną.

Taka ... subtelność. Chyba nawet ja umiem docenić słońce w lesie.


Choć o tej porze roku nasza gwiazda pracuje tak nisko, że jak widzicie, światło nie wdziera się zbyt głęboko do wnętrza lasu. To zdjęcie idealnie ilustruje mrok jaki panuje w lesie mimo słonecznej pogody. A zdjęcie zrobiłem z obrzeża lasu oczywiście, bo tylko tam można znaleźć w pełni oświetlone pnie.


Bezcenny dar dla lasu! Mnóstwo istnień zawdzięcza życie i przetrwanie takim ostańcom.


Nudziłem się, to widać :) Polecam taką zabawę obiektywem, czasami wychodzą ciekawe rzeczy.


Skala efektu jest sterowalna jak widać.

W tzw. międzyczasie wpadłem na wieś do znajomych na kawę (Inga dziękuję!)
W Ich ogrodzie znalazłem gęsto uwikłaną sikorę :)


Niezwykłej urody sikora uboga w podobnej scenerii.

Wieczorem wróciłem do lasu.
Jakbym czuł, że coś ciekawego na mnie czeka.

To młody jeleń w trzeciej głowie czyli czterolatek. Tzw. dziesiątak.
Wyszedł mi na spotkanie w szczególnie atrakcyjnym fotograficznie miejscu.
To co mnie zdziwiło, to fakt, że był sam. Byczek w tym wieku, o tej porze roku, powinien mieć towarzystwo stada kawalerskiego. W najgorszym wypadku, w towarzystwie równolatka, powinien towarzyszyć starszemu bykowi. Niestety jest okres intensywnych polowań i grupy zwierząt zostały porozbijane.

Zasiadłem nad leśną polaną.  Gdzieś daleko zamajaczyła sylwetka młodego bielika kołującego nad lasem.
Gdyby nie gwałtowne podmuchy wiatru niemiłosiernie targające szczytami drzew, mógłbym tak siedzieć do rana.
Zapadał zmrok.


Las żegnał mnie równie interesująco, jak witał.

Gdy zbliżałem się do samochodu, mrok wspomagany silnym wiatrem, spiesząc się, przeganiał resztki światła.
Mijał kolejny piękny dzień!




sobota, 11 listopada 2017

Pogadać z jastrzębiem!

Długo łaziłem bezowocnie.
Łącznie byłem w trzech różnych miejscach i wszędzie wielkie nic!
Wiatr kręcił jak polityk zapytany o realizację programu, a zwierzyna jak zaczarowana.
Rano wprawdzie widziałem trzy łanie i cielaka, ale znowu w ciemnościach i postanowiłem Was już nie gnębić nicniewidzeniem :)
Pokonałem niemal dwadzieścia kilometrów ... nieefektywnych dwadzieścia kilometrów.
Wiem, że walczyć trzeba do końca, ale już fotografowałem huby na martwej brzozie szukając do tego jakiejś filozofii w zmęczonej głowie.
Nagle kilkadziesiąt metrów przede mną, na leśną drogę niczym grom, ba! dwa gromy z jasnego nieba, spadły z niemałym łomotem spięte szponami kruk i jastrząb!
Co tam się działo!

 Początkowo jastrząb był górą! Zwaliłem to na efekt zaskoczenia, bo nie mogłem sobie wyobrazić, że kruk przegra z młodym, było nie było, jastrzębiem.

 Kruk niczym wprawny zawodnik mieszanych sztuk walki, wykonał przewrót i tym samym jastrząb stracił równowagę.

 To był początek końca młodego drapieżnika!
Kruk niemiłosiernie walił ogromnym dziobem. Jastrząb jak widzicie już położył głowę na ziemi i nie podejmował walki. Kwilił przeraźliwie.

 Kruk nie dość, że go okładał, to krakał mu "prosto w mózg". Uwierzcie mi, że wiem jak bardzo jest to deprymujące. Odebrał jastrzębiowi resztkę chęci do walki.

Gdybym mógł wcześniej porozmawiać z tym młodzieńcem, wytłumaczyłbym mu, że atak na kruka to najgorszy z pomysłów jaki mógł mu przyjść do głowy!
Niestety nie miałem takiej sposobności.

 Kruk w pełni zdominował jastrzębia!


 Jastrząb postanowił wykorzystać moją bliskość i resztką sił wyrywał się "czarnej mocy".


 Kocham kruki, ale zrobiło mi strasznie żal młodego drapieżnika.
Inne kruki już krążyły nad drzewami czekając na oczywisty finał pojedynku.


 Walka przeniosła się pod świerkowe gałęzie. To tu jastrząb miał pożegnać się z życiem.
I pożegnałby się, gdyby nie moja beznadziejna obecność.
Normalnie nigdy nie ingeruję w scenariusze natury. Co ma się wydarzyć, wydarza się mimo moich ludzkich osądów.
Tym razem nie wytrzymałem. Rozgoniłem towarzystwo.
Gdyby jastrząb był naturalnym pokarmem kruków, nie zrobiłbym tego, cokolwiek by to było.
Ale to była wojna o wpływy. Te gatunki się nie lubią.
Nie chciałem, by młody drapol stracił życie.

Zobaczcie ile miał przerażenia w oczach.

I teraz zastanówmy się, ile warte są kolejne, beznadziejnie nudne, statyczne zdjęcia ptaków wykonane w czatowniach, okropnym kosztem, jakim jest wprowadzanie do środowiska ton mięsiwa?
Scena, którą dziś pokazałem, jest wynikiem naturalnej obserwacji, bez nęcenia, bez ingerencji.
Fakt, fart jakich mało, że las obdarzył mnie taką akurat sceną.
Ale żadne, nawet najbardziej wystudiowane zdjęcia znęconego na karkówkę ptaka nie dałoby mi nawet procenta tej satysfakcji.
Zastanawiajmy się proszę - jaka jest cena za zdjęcia przyrodnicze?
Zwracam na to uwagę, ponieważ fotografów przyrody przybywa jak grzybów po deszczu, a większość z nich nie zna i nie rozumie przyrody. Taka akurat panuje moda.
Chcąc jak najszybciej osiągać efekty, szukają drogi na skróty.
Nie jestem z tym w zgodzie.
Fotografia przyrodnicza jest dyscypliną coraz bardziej inwazyjną, szkodliwą.
Powstają komercyjne czatownie, czytaj "koryta dla dzikich zwierząt" - horror!
Pan nowobogacki zasiada w takiej czatowni, płaci 5 stów i uważa, że zrobił zdjęcie przyrodnicze.
To tak, jakbym cieszył się, że złowiłem rybę ... w akwarium w rybolu!
Poddaję to pod rozważenie, ponieważ chciałbym popularyzować naturalną fotografię przyrodniczą, bez sztuczek i wymuszeń, bez naruszania podstaw etyki i jednocześnie zapewnić, że zdjęcie naturalne, być może z powodu wyczekania, mniejszego prawdopodobieństwa obserwacji, daje o wiele większą satysfakcję.
Dziękuję :)


czwartek, 9 listopada 2017

Chmara co niemiara!

Wczorajszy wieczór.
Oglądamy naprawdę dobrze zrobiony film.
Serial.
Wojenny.
Rękę do tego przyłożył Spielberg więc wiadomo, z założenia extra.
Akcja się zawiązuję, a mi w głowie bębni jedno pytanie - jaka będzie rano pogoda?
Najwyraźniej jestem towarzyskim samobójcą, bo nie wytrzymuję i zadaję je głośno.
Słonecznie - pada niezmącona, ku mojemu zdziwieniu, odpowiedź.
Wiem ... ludzie traktują już mój przypadek jako chorobowy i kompletnie nie dziwią się moim irracjonalnym zachowaniom. Straszne.
Normalnie ktoś by powiedział, hej, co Cię qwa obchodzi pogoda w takim momencie?!?
Ale nie, mi się odpowiada, bo przecież głupiemu nie tłumaczy się priorytetów, głupiemu potakuje się dla świętego spokoju.
No to pięknie, pomyślałem w równie niezmącony sposób, będzie jasny poranek!
Mogłem dalej oglądać film socjalizując się z otoczeniem, mimo faktu, że jeleni tu nie było. :))

O tej porze roku IMiGW ma przechlapane (dosłownie i w przenośni) bo co nie zapowiedzą, to i tak kicha.
Rano było pochmurnie z tendencjami do mżawek.
Wiatr też mi nie sprzyjał.
Nie szkodzi, tu już chyba się wszyscy przyzwyczaili, że prowadzącemu bloga to nie robi.
Tym samym zapraszam na spacer, beznadziejny z technicznego punktu widzenia, ale przepiękny emocjonalnie.
Tak pozwalam sobie sądzić, gdyż to co mnie kręci w obserwacji, to bynajmniej nie przejrzyste powietrze, a to co przez nie widać nawet gdy jest nieprzejrzyste ;)

Dziś podglądniemy uroczą chmarę, w której doliczyłem się sześciu byków i ponad dwudziestu łań.










wtorek, 7 listopada 2017

Tryptyk niepokorny.

Mam chyba niepoprawną skłonność do robienia zdjęć w beznadziejnych sytuacjach.
Nie umiem tego wytłumaczyć, ale jest tak dużo doskonałych zdjęć atlasowych, że budzi się we mnie albo niechęć do rywalizacji, w której grozi mi porażka, albo ja naprawdę mam takie wyobrażenie fotografii przyrodniczej. Skopane, pogmatwane, nietransparentne i mało przyjazne dla tłumów. ;)
Oczywiście gdybym bywał w lesie wyłącznie w słoneczną pogodę, zdjęcia byłyby wyłącznie słoneczne i pogodne ale ... nie bywam!
Bywam w każdą pogodę i o każdej porze, więc pokazuję to co sam widzę, a dziś pokazuję w zasadzie to czego sam nie widziałem :)))
Nie żartuję.
Dzisiejsze zdjęcia powstały wyłącznie dlatego, że aparat zauważył to, czego ja gołym okiem nie widziałem.
Lustrowałem za pomocą aparatu okolicę i ten skubaniutki jakoś rozjaśnia obraz.
Zauważyłem w wizjerze sarny. Dokładniej rzecz biorąc, one nie były w wizjerze tylko na polu, ale postanowiłem je sfotografować.
ISO w pierwszym podejściu powędrowało na 12800!!!
Noooo, pomyślałem, to mamy wyzwanie :)
Jest sporo przed świtem, jest ciemno, są mgły, podmokłe tereny, malownicze remizki i sarny.
Jakoś to się trzymało kupy, teraz tylko wypadało to uwiecznić.

 Nie przejmujcie się, że nic nie widać!
Ja, dopóki nie spojrzałem przez wizjer, też nic nie widziałem :)

Potem przebiegły pod chaszcze więc zrobiło się jeszcze ciemniej ale ta brzoza wydała mi się inspirująca.

Kilka luxów później zauważyłem jelenie.
To były te, na które wlazłem pół godziny wcześniej płosząc je w całkowitych ciemnościach.
Daleko nie odeszły.


No i tak powstał "tryptyk niepokorny".
Wiem, lajków nie będzie, trudno, ale tak widać, gdy nic nie widać.
Jedno jest pewne, dzień zacząłem cudownie, w terenie, z dala od miasta.
A com przeżył i com widział ... :)

p.s.
Tym łaniom od rykowiska towarzyszył piękny byk.
Widywałem tu terenówkę myśliwego.
Niczego nie sugeruję, ale dziś byka nie było.
Nie był to byk selekcyjny, więc mam nadzieję, że dziś po prostu został w ukryciu.