sobota, 20 stycznia 2018

Stado kawalerskie!

Od czasu gdy otrzymałem informację, że w pewnym miejscu kręci się pokaźne stado kawalerskie, minął miesiąc.
Nijak nie mogłem się tym cwaniurom "dobrać do tyłków".
Ale po cóż jest ponowa!
Świeżo opadły śnieg jest bezcennym darem dla tropiciela.
Zdradzi wszystko i wszystko podpowie.
Dosłownie wszystko.
Dwa wyjścia wystarczyły by udało się je otropić. Te dwa wyjścia to bagatela, około 25 km. po śniegu.
Ale warto było.
Nie powiem, sądząc po tropach, stado porusza się niezwykle przebiegle. Nie jest łatwo je odnaleźć.
Przeciskają się młodnikami, świerczynami i drągowinami. Nie żerują na otwartej przestrzeni.
To typowe jelenie środka lasu. Rzadkość. Zwykle ciągną gdzieś na rzepak, opuszczają zwarty kompleks leśny, a te nie!
Dziś dosłownie przez moment dały się zauważyć na porębie. A i tak nie krosowały polany w poprzek, a szły skrajem.


Jednak to nie był początek obserwacji. Tu dorwałem je po upiornych dwóch godzinach podchodu.
Śnieg głęboki i trzeszczący nie ułatwiał sprawy.

Pierwsza obserwacja o mały włos umknęłaby mojej czujności.
A moją dzisiejszą czujność można porównać wyłącznie do tej, jaką dysponuje harcerz na pierwszej nocnej warcie obozowej w środku lasu.
Krótko mówiąc oczy wyprzedzały mnie o jakieś półtora metra, a uszy o dwa!

Ledwosieniunieńko go zauważyłem! Stał nieruchomo w cieniu z dala ode mnie. Zamajaczył ledwo odmienną od otoczenia plamą. Ładny byczek. Pięciolatek. W tym roku nałoży jeszcze cięższy wieniec i z pewnością namiesza nieco podczas rykowiska.
Poszedłem za nim.
Nie chcę Was zanudzić ilością zdjęć z jeleniami, ale zrobiłem ich dziś grubo ponad setkę.

 W tym przejściu mam kolejno sporo byczków.
Wiedziałem dokąd zmierzają, więc dorwałem je w kolejnym prześwicie!


 Tu również mam całą plejadę kolejno jak i gromadnie, co widać na zdjęciu :)
I ponownie w wilczym kłusie, na ugiętych kolankach, przebiegłem kolejny oddział i ustawiłem się w trudnym ale malowniczym prześwicie.

 Piękne rozłożyste poroże.


 Wymieniały się w tunelu na stanowiskach jak kryształki szkiełek w kalejdoskopie.


 Całkiem słuszny koleżka.

I udało mi się je dojść jeszcze w jednym miejscu.
Eskapadę za jeleniami, skończyłem po trzech godzinach mokry jak wycieraczka w Boże Narodzenie.*

*to taki skrót myślowy. Chodzi o to, że w Boże Narodzenie przychodzi dużo gości, pada deszcz, bo przecież nie śnieg, a Oni chcą w taki dzień być szczególnie mili i skrupulatnie wycierają buty :)

Kawalerów trzech! Na potrzeby chwili nadałem im imiona ... Atos, Portos i Aramis. ;)

czwartek, 18 stycznia 2018

szeroki kąt widzenia

Cieszę się faktem wczorajszego opadu, choć na co dzień opad nie jest zjawiskiem mile widzianym.
Atmosferyczny w rzeczy samej! ;)
Jakoś mnie ta biel pozytywnie nastraja.
Nawet w pochmurny dzień światła jest w lesie zdecydowanie więcej.
Pozwólcie zatem, że w ramach pielęgnacji wybielonej radości, pokażę jeszcze i tych kilka zdjęć.
One, jak większość zdjęć reporterskich, nie wnoszą nic do świata estetyki, ale pokazują jak jest.
Część z nich zrobiłem ( o matko, w końcu!!!) obiektywem szerokokątnym.
Natychmiast się zorientujecie które, bo niezmiernie rzadko chce mi się wymieniać szkła, a jeszcze rzadziej targać dodatkowy obiektyw do lasu.
Zatem "wuala".



No i poniżej jedziemy już szeroko! :)




 Jelenie lubią przemieszczać się lasem sosnowym przerośniętym świerkiem. Czują się bezpieczne. Gdy zna się ich zwyczaje i wie się o której i gdzie chadzają, warto poczekać na skraju takiego miejsca. Moja ilość spotkań z jeleniami wynika między innymi ze znajomości ich rewirów i zwyczajów. Ale też i to najczęściej, z kilometrów, które robię po lesie :)

Ostatnie dwa ponownie wąsko.

A tu zagadka. Nie wiem jaka jest nagroda, ale jakaś będzie. Nie podawajcie jednak wraz odpowiedziami numerów kont bankowych, nagrody będą niefinansowe. Może kawa wypita razem, może wyjście do lasu, może audiobook z dedykacją, no nie wiem.
Czekam na sugestie - ile jeleni jest na tym zdjęciu?
Ciekaw jestem Waszej spostrzegawczości:)


środa, 17 stycznia 2018

Skosztować zimę!

Taaaa ... zimę od czterech lat kosztuje się jak krewetkę w dipie czosnkowo-koperkowym!
Nie rozpieszcza nas zima od kilku lat, oj nie.
I gdybyśmy w normalnej sytuacji użyli tej pieszczotliwej frazy, oznaczałaby, że zima ostro dowala, ale w świetle ostatnich lat, nie rozpieszcza czyli unika nas, nie pokazuje się, nie pozwala się sobą cieszyć.
Taka przewrotność.
Pewnie Pan Bóg dba o to, by jakaś globalna średnioroczna wartość śniegu i chłodu na kuli ziemskiej się mniej więcej zgadzała. Ale skoro nam zimę zabrał, to gdzieś musiał przywalić.
I przywalił! W Hiszpanii i USA, a co!
A ja tu proszę Pana cierpię!!!
Usycham bez śniegu!
Kocham zimowy las najbardziej ze wszystkiego!
Toteż gdy zobaczyłem te rachityczne ochłapy bieli, wydarłem z firmy i już.
Zapomniałem o PKB, o wspieraniu kraju podatkami, nawet o ZUS-ie zapomniałem, a przecież to między innymi emerytura dla mojej mamy! Jej wprawdzie przez całe życie wmawiali, że pracuje na swoją emeryturę, ale wiadomo, że to my teraz ledwo nadążamy z tym koksem. Kto wypracuje naszą, jeden pies wie, ale obawiam się, że na jedzenie nie starczy o lekach nie wspomnę.
Ale podobno Państwo jest zainteresowane naszym szybkim zgonem, a już na pewno nie chce nas podtrzymywać przy życiu w wieku poprodukcyjnym, to co ja się będę martwił.
Wiadomo, że prywaciarz umiera w pracy, czyli ciągnie ile da, do końca! ;)
I tak w tym otępieńczym zapomnieniu, ogarnięty histerią, że w tym roku śnieg będzie tylko jeden dzień, bo wszystko na to wskazuje, uciekłem z pracy!
To co zastałem w lesie, to może nie zima stulecia, ale warto było :)

 Najpierw nieśmiało na skraj wyszła ta dama. Wiedziałem co mam dalej robić :)


 Kawałek dalej najpierw szły z prawej na lewą stronę ...


 i szły ...


  Potem chwila konsternacji i ...


 wracały z lewej na prawą ...



 Po tym manewrze, kolejny kawałek dalej, ponownie z prawej na lewą ...


 Potem o dziwo, znów z lewej na prawą ...


 i kolejne zawahanie ... w tę czy w tamtę?!?


 Ostatecznie wszystkie (łącznie ok. trzydziestu sztuk) poszły w lewo! Ufff :)))


 Po tym wyczerpującym spotkaniu udało mi się jeszcze z daleka obserwować stado kawalerskie.
Dominowały młodziaki. Wolałem ich nie płoszyć. Nie podchodziłem bliżej. Kiedyś jeszcze je tu odnajdę :)


Przystojniaczek w kożuszku podchodzi do kostki soli.


Dwaj kawalerowie, przyszli władcy tych terenów i w tle inne osobniki.

Chwila wyrwana rzeczywistości i codzienności ale jakże bezcenna ;)

wtorek, 16 stycznia 2018

Zdjąć koronę z głowy chama!

Ostatnio napisałem na "fanpejdżu" WOŚP, że wszystko fajnie, wspieram od lat ale wolałem, gdy światełko do nieba było symbolicznie wypuszczoną jedną gwiazdką, pojedynczą racą.
Robiło to na mnie wrażenie, nawet wzruszało głębią skromnego symbolu.
Dziś jest to kanonada petard, seria niezwykle kosztownych wybuchów, pozostająca w konflikcie z moim poczuciem estetyki i oczekiwanej skromności wynikającej z misji wydarzenia.
Ludzie, często ubodzy, przeznaczają swoje środki na szczytny cel, po czym obserwujemy jak pokaźna część pieniędzy jest puszczana z dymem ku uciesze bezkrytycznej gawiedzi.
W dosłownym tego słowa znaczeniu zresztą.
Znam przekrojowo nasze społeczeństwo i nie zaskoczyła mnie niezbyt wysublimowana reakcja komentujących mój apel.
Przypomniało mi się pojęcie wojny sprawiedliwej. Tak mnie uczono, że gdy się bronimy, zadawana śmierć ma moralne uzasadnienie i pełne poparcie.
Tu mamy podobne zjawisko ... cel szczytny, więc śmierć zaskoczonych ptaków, strach zwierząt domowych i sprzeciw części mieszkańców przestają mieć znaczenie.
Rodzi się pytanie, czy tak powinno być?
Czy to właściwe, że cele uświęcają środki?
Kiedy nauczymy się samodzielności umysłowej i czy w ogóle?
Kiedy będziemy mieli odwagę i mądrość społeczną rządzącą się wartościami bezwzględnymi, a nie subiektywnymi?
W końcu co z naszą asertywnością? Jak długo jeszcze takie cechy jak empatia, świadomość, mądrość czy wrażliwość, będą klękały przed "januszową dezaprobatą", przed presją niedouków i cebulaków?
Nikogo nie obrażam, gdyż wyżej wymienieni bez mrugnięcia powieką wystawiają sami sobie taką i znacznie gorszą opinię komentując tak jak komentują!
Chamstwo i prostactwo obnaża się na każdym kroku, a jedynym uzasadnieniem zajętego stanowiska zarówno co do formy jak i treści, jest zdecydowana przewaga liczebna!
Nikt nie ma odwagi "zdjąć korony z głowy chama" w obawie przed zmasowanym hejtem, presją nawałnicy na jaką zawsze gotowa jest bezkrytyczna głupota.
Człowiek wrażliwy, mądry, nie ma szansy wygrać takiej potyczki, gdyż komunikując się na swoim poziomie pozostanie niezrozumiany, a gdy zejdzie do poziomu "chama" zabraknie mu argumentów.
Tu rządzi tupet i niezłomna wiara w swoje racje. ... bo nasza jest racja  tylko ... ;)

Ech ...
Tak mi się ulało - przepraszam :)

Wróćmy do lasu, tam czeka na nas prawda w niemal czystej formie.

 z języczkiem :)

 prawie dobrze spanoramowany!

 Tego zdjęcia normalnie bym nie pokazał, ale to świetna ilustracja najczęstszych sytuacji, z jakimi musimy się zmierzyć fotografując w lesie.
Po pierwsze drzewa! :)))
Po drugie brak światła!
Po trzecie obiekt zwykle ucieka! :)))
No i weź tu człowieku coś uwiecznij! To bynajmniej nie wykładka przed czatownią, ani zwierzę na otwartej przestrzeni!

 Albo ten koleżka!
Co z tego, że nisko, że blisko, skoro tak ciemno!!!

No i w końcu prezent!
Niewielka, szczególnie malutka leśna polanka (co nie zmienia faktu, że z amboną!) i taka bliskość o świcie!

Do tego w trakcie robienia zdjęć, ku mojemu zaskoczeniu, dochodzi niezauważony wcześniej koziołek. Prezent jak nic!



 No po takim dictum, wiedziałem, że mają mnie dość :)))


 Czy tylko mi się wydaje, czy ona właśnie puściła do mnie oczko ... ? :)


 Warmia, uroki nieużytków. Co bardziej spostrzegawczy zauważą, że krzew jest przeładowany kwiczołami :)


Podtopione olsy. Zimno było oj zimno, ale poziom wód gruntowych ewidentnie wrócił do poziomu sprzed 4 lat! Ufff!

niedziela, 14 stycznia 2018

Złoty kruk

Długo czekałem na sobotę.
Chyba najdłużej.
Ostatnie tygodnie poprzecinane były świętami czy innymi dniami wolnymi, więc to był prawdopodobnie pierwszy od dawna kompletny tydzień.
Nic zatem dziwnego, że wpadłem do lasu jak bezdomny do MOPS-owskiej stołówki.
Wszystko co widziałem wydawało się snem, marzeniem i było za darmo.
Żarłbym ten las jak elew suchary. Mimo absolutnego pośpiechu podszytego niepokojem, miałem czas zauważyć, że "łysy cienko śpiewa". Tego dnia nie był, jak widać, w najlepszej formie.


Księżyc sfotografowałem, a ciepło-czerwonego wschodu już nie. Moja natura zawsze mnie zaskakuje.
W delikatnym półmroku udało mi się w miarę cicho dotrzeć do skraju lasu. Liście i trawy były zmrożone i niestety chrupały jak rozgniatane chipsy. W lesie, by ograniczyć ilość dźwięków, znalazłem jeleni szlak i stąpałem wąską, wygniecioną racicami ścieżynką. Jelenie idą zdyscyplinowanie, jak baletnice, więc ich wąskie ścieżki zmuszają do kontroli sposobu "iścia". Za szybko się nie da.
Polanka, ufff, znacznie jaśniej, choć wciąż niezbyt jasno.
Zakradłem się w miarę cicho i stanąłem w bezruchu jak znak drogowy, jak kołek znaczy.
Okazało się, że ten bezruch po coś jednak był. Przydał się.
Kozioł schodzący z porannego pola nie zauważył mnie. Dość komfortowo mu się przyglądałem.
 Jego męskość nie dość, że obficie wyeksponowana, to jeszcze wychwyciła jakieś metafizyczne światło. Pomyślałem, że chociaż taka rekompensata za typowy o tej porze roku brak parostków.

 Naprawdę lubię niedoskonałości techniczne zdjęć powstających w półmroku. To fragmentaryczne wyostrzenie na łopatce wydało mi się wystarczające, choć oczywiście przypadkowe.

Stoch nie powstydziłby się tego lotu!

Do uszu i do tego moich, dotarł niespodziewany jak na styczeń dźwięk!
Wiadomo, że od kilku zim, z tytułu ich amatorskiej rachityczności, część żurawi zostaje w kraju. Ale obserwowanie ich zimą to zawsze rodzaj niespodzianki.

Piękne ptaki i tyle, mimo, że o tej porze roku trudno mówić o kolorystyce ... jakiejkolwiek :)

Po jakimś czasie ale wcześniej niż później, zaświeciło słońce. Na międzywiejskich przestrzeniach żerowały gromadnie wrony. Nie miałem na nie czasu ale na chwilkę przerwałem niepohamowany ciąg na las. Głównie z tego powodu, że szersze kadry pokazują Warmię, a to jest wartość ponad wartościami.

W końcu w lesie!
Długo nie musiałem czekać na wymarzoną obserwację. Las okazał się gościnny i łaskawy, choć mimo słonecznej pogody, zacieniony.

 Gdy patrzę na subtelność z jaką wyprowadza wykroczną kończynę, popadam w "poraztysięczny podziw". Ten kąt obserwacji i jej poza, uwidoczniły wymiona. Rzadki widok.

 Ciekawość.


Duchy lasu.


Nasze kochane LP ma wiele pomysłów jak pewne rzeczy robić gorzej.
Niezwykle inwazyjne zręby przy pomocy harvestera mają tylko jedną zaletę - ekonomię. Więcej zalet brak. Areałowe odkrycie ziemi to najkrótsza droga do zbliżających się problemów. Za dwa, trzy lata w przesuszonej glebie, z kształtowanej dziesiątkami lat mikoryzy pozostaną wspomnienia. Wzrastającą monokulturę sosnową zaczną gnębić choroby grzybicze i wirusowe.  Szkoda słów.

Lepiej wróćmy do nietkniętego póki co lasu, tym bardziej, że tego dnia był uroczy.

Nad głową zobaczyłem złotego kruka!
Gdy on zauważył mnie, wykonał taką właśnie figurę. Starał się zatrzymać w miejscu i zawrócić.
Lśnił jak znaczek tzw. "gapa" wpięty w klapę munduru oficera lotnictwa marynarki wojennej!
To detaliczne porównanie wynika z faktu, że mój niezapomniany wujek, a nasz rodzinny "top-gun", był właśnie pilotem, oficerem lotnictwa marynarki wojennej i Jego mundur wydawał się nam, młodym chłopakom, najpiękniejszym mundurem ze wszystkich mundurów całego świata. Piszę to mimo tego, że jestem pacyfistą, nigdy nie interesowałem się wojskowością, ale ten wujek był dla nas ważny, a jego mundur najpiękniejszy i już! :)
Tego dnia, ten konkretny kruk również wydawał się być najpiękniejszym ptakiem ze wszystkich ptaków, a inne kruki to już na pewno nie miały szans! ;)

Piękna było tego dnia znacznie więcej, choć funkcjonowało w różnych obszarach i skalach. By dostrzec jedno z nich, ulotne, bardzo krótkotrwałe, musiałem klęknąć.

Było warto.

Na tym smakowitym fragmencie Warmii jest sarna ... żeby było jasne! To z jej powodu nadłożyłem 4 kilometry w drodze powrotnej. Na szczęście samochodem.
Ale gdy zobaczyłem dokąd one zmierzały, wysiadłem z auta i podmokłym nadrzecznym trzcinowiskiem, na szczęście zamarzniętym, brnąłem by sfotografować zjawisko.

Było ich jeszcze więcej lecz nie zmieściły się w kadrze. Imponującej wielkości stado wygrzewało się na słonecznym stoku. Piękny widok.