piątek, 24 lutego 2017

przedwiosenne reminiscencje

Nie są to zbyt odległe wspomnienia, ale w moim wieku trzeba korzystać z faktu, że w ogóle się coś pamięta :))
To odsłona z ostatniego weekendu.
Sprzątałem na karcie, a w takich razach zwykle się zastanawiam co wywalić, co zostawić.
No to tych poniżej nie wywaliłem.

 Tego nie wywaliłem, bo wprawdzie z daleka, ale lisa żerującego na sianie wcześniej nie widziałem :)


 Tego też nie, bo lubię takie tunele z nadzieją na końcu.

 To zostało z całkiem podobnych do poprzedniego, przekonań.


 To odkryłem w zasadzie dziś rano :)


A to zostało, ponieważ to był rzeczywiście ostatni widok z opuszczanego lasu i tym samym ostatni leśny zimowy jak sądzę.

I tak to rzutem na taśmę, w trakcie porządków coś się jeszcze znalazło.
Ten weekend nie zapowiada się zbyt malowniczo, więc tych kilka fotek jakoś pozwoli mi przetrwać tą beznadzieję ;)

czwartek, 23 lutego 2017

Nicość ponura ... ;)

Być może to co dziś pokażę, to ostatni śnieg tegorocznej zimy.
Tzn. w grudniu też będzie tegoroczna, ale wiadomo o co chodzi ;)
Najzwyczajniej w świecie lubię zimę. Prawdopodobnie gdyby jej nie było, nie kochalibyśmy aż tak wiosny czy lata.
Słyszał ktoś np. Greka, który komentuje nadchodzącą wiosnę? Nie. A my robimy to z niezmiennym zachwytem od lat i w dodatku z emocjonalnością dziecka czekającego na choinkowe prezenty.
Miłe to wszystko, bardzo miłe. :)

Moja ostatnia, czyli niedzielna wyprawa, odbyła się jak większość moich eskapad, bez względu na pogodę. Ta bezwzględność niestety nie wspiera moich fotograficznych zapędów, tzn. nie pomaga. :)
Bynajmniej ostatnia niedziela do łaskawych nie należała. W zasadzie nie wiem, czy w ogóle był dzień, czy przypadkiem noc nie trwała od soboty do poniedziałku z lekkim, przejściowym przejaśnieniem :)

W taki dzień pałętanie się po lesie zdaje się na nic. Nie mniej jednak to moment pokory, w trakcie którego spotkanie nawet tak pospolitej perełki poprawia humor. Prawda, że ukryta w leśnej głuszy, w panującej ciemnicy, wydaje się być jakaś szczególna? :)
No wiem, dla większości nie jest, ale ja, być może całkowicie naiwnie, tak ją odbieram.


Przy okazji pobytu w lesie, (specjalnie dla Was! ;) ) sfotografowałem typowo zimowe odchody jelenia. Jak widzicie różnią się od letnich, regularnych bobków.
Nie wiem czy ten news wyda się fascynujący, ale gdyby ktoś z Was miał łamać sobie głowę czyjeż to "perełki" odnalazł, spieszę donieść, że zimowe jelenie bobki, z tytułu zmiany karty dań, często wyglądają tak właśnie. Czyli są większe i mają takie dziwne kształty.

Jak widać, gdy pogoda jest "skaszaniona", człowiek "schyli się" z różnych powodów :))))

Opuściłem las.
Opuściłem z obawy, że gdy zostanę dłużej, powstanie np. przewodnik po odchodach leśnych zwierząt, a nie wiem, czy dalibyście radę przez to przebrnąć :)

A poza lasem szaro-bura mgła ...
No ni groma nie idzie z niej nic wycisnąć, panuje półmrok, w powietrzu brakuje kolorytu i przestrzeni.
Ale nie wymnientkam!

Fajny rudel z trzema koziołkami przemieszczał się skrajem bezlistnych chabazi.*

* chabazie to w moim slangu, czy może momentami narzeczu, krzaki, zakrzaczenia, chaszcze czyli :)

No i one, te sarny tak szły i szły i nic, a nic nie działo się ładniej ... szarość.

Ale, no właśnie, zawsze jest jakieś ale, w tym momencie zauważyłem samotnicę hen daleko na horyzoncie.
I wiecie co?

I nagle ta szarość i nicość ponura wydała mi się istotą tego zdjęcia ... kadru tego sensem.

Jakiś warmiński bezkres łagodno-morenowy i ta bidula porzucona w szaroburej rzeczywistości jak niechciane dziecko Boga, czy może dziecko niechcianego Boga, sam nie wiem jak to się poprawnie mówi.

Płaskie, jednolicie szare niebo też wydało mi się jakąś wartością, której nie można pominąć i tak popełniłem kolejne zdjęcie:


Chyba zwariowałem, ale wróciłem do lasu!
Tam jak widać, zdarzały się momenty pozbawione wszechobecnego zamglenia.
Dumna i ostrożna mama, regularną leśną ścieżką, prowadziła dwójkę pociech. Drugi, ociągał się nieco, więc nie załapał się na ten kadr :) 


... a już myślałem, że żuraw ... a niech to! ;)








poniedziałek, 20 lutego 2017

raniuszek, zimowa perełka.

Zaliczane kiedyś do sikor ostatecznie wyodrębnione jako rodzina raniuszków.
I w pełni zasłużenie, bo mimo wielu podobieństw, różnią się jednak nieco.
Podobnie do sikor penetrują zakamarki gałązek czyli czynią te wszystkie akrobacje z zawisaniem głową w dół na jednej łapce włącznie.
Ale w przeciwieństwie do sikor, nie podejmują pokarmu z ziemi.
Mają inny, krótszy i słabszy dzióbek, więc lista dań jest również ograniczona.
Niemożność dobrania się do twardego pożywienia powoduje, że w trakcie ostrej zimy głodują.
Szukają larw i owadów w rozwidleniach gałązek, szyszeczkach olchy itp. miejscach. Gdy gałęzie są pokryte lodową glazurą, to dla nich trudny moment.
Wbrew temu co piszą o raniuszkach, spotykałem je również w środku ogromnych kompleksów leśnych. Z wyjątkiem okresów rozrodczych, nigdy nie są same, zawsze przemieszczają się w stadach. Słychać je z daleka, bowiem czynią niemałą zadymę jak na takie maleństwa. Często widuję je w jednym stadzie z sikorami. To może wynikać z jakiegoś wyrachowania, pewnie silniejsze sikory napoczynają coś, do czego raniuszki nie mogłyby się same dobrać.
Zdecydowanie za długie sterówki wyrastające z puchowego korpusiku, tworzą niezwykle uroczą kompozycję. Wyglądają jak wata cukrowa na patyczku. Są przepiękne.
Podobnie do sikor, są niesamowicie  ciekawskie, i kiedy nie wykonujemy gwałtownych ruchów, są w stanie usiąść bardzo blisko nas, by się przyjrzeć, a wręcz by spojrzeć nam w oczy.
Taki moment udało mi się wykorzystać. Są bardzo ruchliwe, więc sesja nigdy nie trwa długo. Tym razem, mam wrażenie, że mi się udało.
Szedłem w niedzielę za pierwszymi żurawiami, niestety ukryły się w wysokich trawach, ale po drodze dostałem tę nagrodę - reklamacji nie będzie! ;)






Wracałem naprawdę zadowolony i oczom mym ukazał się ... kod kreskowy!



Chwilę później z najwyższym trudem zauważyłem sarny. Dlaczego z trudem?
Opanowały sztukę kamuflażu do perfekcji - przyjrzyjcie się :)


Tę, którą spotkałem próbując dobrać się do pary żurawi, również trudno było dostrzec.

Całkiem fajne wyjście zamykał idący skrajem dużej polany śródleśnej, lis. 
Wabiłem go, jednak zostałem totalnie zignorowany. :)

Sporo niefotograficznych obserwacji, dziki, jelenie, sporo świeżych tropów łosi, jednak śnieg ciągle był głośny, wiatr silny, a to nie sprzyja podejściu zwierzyny.





niedziela, 19 lutego 2017

Prosimy nie regulować odbiorników!

W czasach komuny gdy nadano ten komunikat, wiadomo było, że obraz w TV, drugiej po gorzale pasji Polaków, będzie zły. Będzie śnieżyło, będą pasy, ogólnie będzie kaszana. Kaszana była wszędzie dookoła i być może z tego powodu, ludzie niespecjalnie przeżywali gorszy obraz w TV.
Mało tego, ten komunikat wywierał działanie uspokajające, bo przynajmniej człowiek wiedział, że jego odbiornik jest OK, a problem ma nadawca. Odbiornik w komunie to było coś! To był symbol statusu, to trzeba było umieć załatwić!
Załatwić, bo w tamtych czasach nie kupowało się niczego co było poważniejsze od musztardy. Załatwiało się! Ot co.

I gdy w sobotę przed świtem wyruszyłem w teren, było jeszcze ciemno. Nie mogłem się niczego spodziewać. Gdy teoretycznie zaczynało świtać, obraz nie poprawił się! Jak to? Tak bez ostrzeżenia, bez komunikatu!
Okazało się, że najpoważniejszy póki co nadawca na Ziemi, sama natura, nadawała w sobotę obraz zamglony, niewyraźny i jak zwykle bez ostrzeżenia. Ale reklamacji nie składam. Uwielbiam mgłę.
Jest inspirująca.
Ukazuje znaną nam rzeczywistość w nowy, często ciekawszy sposób.
Pierwszoplanowe obiekty pozbawione rozpraszającego uwagę tła, zyskują na znaczeniu. Bardzo.
Na niektóre wręcz  pierwszy raz zwracamy uwagę.
Pytamy siebie, jak to, to drzewo było tu zawsze??? :)

I tak jadąc w stronę lasu, zauważam coś na polu. Nie mogę tego sklasyfikować, mgła nie ułatwia zadania, do tego jeszcze panuje głęboki półmrok. Wysiadam z samochodu.
Dzik!



 Wiem. Ale jest jeszcze prawie noc, ISO wysokie jak jasna cholera i to jedyne co było jasne o tej porze.



 Takie zdjęcie marzyło mi się od dawna.

Momentami coś tam było widać :))))

 O! Sarna. Podgatunek - polna, odmiana - niewyraźna.


Te trawy się mi się podobają ... się!


 No niestety gdy tylko jakieś towarzystwo było nieco dalej - kaszana! Dwa kozły z parostkami w scypule - to jeszcze udało się dojrzeć :)


A tu mgliste synchro.

 Nawet krótkie aleje wyglądały ciekawie.

 To jedno z drzew, które zobaczyłem dzięki mgle, dzięki temu, że drugie plany "osłabły".

 Momentami nie dawało się ich w ogóle zauważyć.


Gdy dopadłem tego kwiczoła, było całkiem całkiem, choć nie do końca wiem o co mi chodzi :)

A tymczasem w lesie ...

No bajeczka to mało powiedziane!

Wszędzie świeże tropy wilków. Kiedyś bardzo detalicznie opisałem jak rozpoznać tropy wilków i czym się charakteryzują, ale zwróćcie uwagę, że zawsze wyraźnie odciskają się środkowe pazury.
To jedna z cech, druga jest bezwzględne przyleganie pazurów do tropu i zakrzywienie ich ku środkowi. U psów rozjeżdżają się na boki. Wyjątek stanowi część ras prymitywnych, jak husky, malamut czy np. akita.
Tylny odcisk to trop przedniej lewej łapy. Jest wyraźnie większy i tylna poduszka różni się kształtem od sercowatej typowej dla tylnej łapy. (tu prawa tylna)



Ostatecznie około południa było już widać nawet kolory :))) Na zdjęciu powyżej widać jak pięknie parował śnieg. Lubie obserwować to zjawisko.

środa, 15 lutego 2017

pióra puchowe, a pustka w głowie ...

Dzień dobry :)

Wiecie co?
Jeszcze nigdy nie zacząłem opowieści od oficjalnego przywitania Was.
Wydaje mi się, że cham w tym przypadku to byłby komplement ;) Oczywiście przepraszam!

Ta refleksja tak mnie zbiła z pantałyku, ze zapomniałem wokół jakiego wątku miała się snuć ta opowieść.
Nie pytajcie też proszę skąd wzięło się słowo pantałyk, bo to jedna z większych zagadek etymologicznych. :)
Mi, półkrwi tatarowi, odpowiada teoria mówiąca o tatarskim pochodzeniu tego wyrazu.
Moi przodkowie pantałykiem mieli nazywać podobno swój łupieżczy szlak.

Ja dziś nikogo nie łupię, ale lepiej jest mieć mnie po swojej stronie ;)

O czym to ja naprawdę chciałem ... ??????

hm ....

No nic, wychodzi na to, że z tytułu sklerozy będę musiał zaraz za Wieszczem, zapisać się w pamięci potomnych jako autor kolejnej wielkiej improwizacji ... Tzn. nie żebym sugerował, że On, Wieszcz improwizował, bo zapomniał co naprawdę chciał powiedzieć, nie, nie nieeeee.
On mógł improwizować z wielu innych powodów. Może to wtedy rodził się RAP. Kto to dziś wie, kto to pamięta.

... hmmmm ... czekając na wątek, wciąż szyję jak kiepski krawiec ...

No dobra spróbujmy w tę stronę!
Za tydzień przylecą pierwsze żurawie, kruki już podobno gniazdują, śnieg jak obiecałem topnieje, wiosnę czuć w odwilżowym powietrzu.
Lubię zimę i głupio się z nią tak nagle rozstać, więc może pokażę kilka jeszcze mroźnych fotek.

(ciągle grubo szyję i naprawdę nie mam wątku prowadzącego, jeszcze 2-3 zdania i może coś złapię :)

Tym razem będzie to rozleniwiona w kontrastowym słońcu grupka łabędzi.
W jednym, choć niewymieszanym stadzie, były i krzykliwe i nieme.

Najwyraźniej ta oświetlona łacha lodu, przypadła do gustu jednym i drugim.
Jak widzicie, nieme trzymają się nieco na uboczu. Przy nieco mniejszej uwadze mogły umknąć jako odrębny gatunek.

(wciąż nic ... liczę już tylko na to, że zdjęcia jakoś uratują tę opowieść)

Nie mam pojęcia co go tak "wygło" ... może zapatrzył się na stado trznadli?
Zdaje się, że po prostu wyciągał się jak kot, któremu ktoś przerwał drzemkę.

 Poniżej kilka scenek ze stadnego przebudzenia.




No i odleciały!

Zawsze się zastanawiam, jak to możliwe, że pióra je chronią od zimna. Sierść to rozumiem, ale pióra!
I właśnie tego dnia, lecz kilka godzin wcześniej, miałem w lesie takie oto zdarzenie.
Obok mnie leci jakiś błonkoskrzydły. W lipcu nawet by mi powieka nie drgnęła w jego stronę, bo wokół niego byłby pierdyliard pozostałych błonkoskrzydłych i jedyne co mogłoby wprawić mnie w zdumienie, to ich brak!
(jadę! ufff! jest wiatr! :) )
Ale dzień, w którym ten egzemplarz wpadł mi w oko, to był 11 luty i było 12 stopni poniżej zera!
Nie odpuściłem! Odezwała się we mnie tatarska dusza tropiciela (a jednak poruszony wcześniej wątek się przydał) więc ruszyłem w pogoni za mrozolubem!
Na szczęście po kilkunastu metrach osiadł na śniegu. Nie był to mój najdłuższy i wyczerpujący podchód.
Klękam niezwykle delikatnie, mam go!
O!
To nie owad!
Piórko!
Niezwykłej budowy piórko!
Może te wąsy spowodowały jego typowo owadzi lot.

Ono było minimusie, a kształtu było niesamowitego.
Z najwyższym trudem je sfotografowałem, bo aparat kompletnie nie chciał zrozumieć o co mi tym razem chodzi.
To piórko jest tak delikatne, ażurowe i minimusie, że czort wie z jakiej piersi się wyrwało?
Tak więc z bliska wygląda tajemnica mrozoodporności ptasząt.
Grzeje je powietrze uwięzione w meandrach tych subtelnych zawijasków i puszków. Te dłuższe wypustki, przypominające meduzie parzydełka, stabilizują je w plątaninie puchu jaką tworzą inne pióra puchowe. Działają jak wyrzucone daleko za burtę kotwice, jak przeplot w wiklinowym koszu. To po to by wiatr nie rozgarnął ich i zimne powietrze nie dotarło do odsłoniętej skóry. Ech przyrodo, przyrodo, ileż w tobie pomysłów i patentów.

Aż wyszedłem przed dom i specjalnie na to konto zrobiłem zdjęcie modraszki. Jak widać czuła się lekko zaskoczona moim nagłym zainteresowaniem ale pozowała cierpliwie.

 Przecież ona jest zbudowana głównie z tego puchu, w środku którego siedzi maluteńki ptaszorek :)

Co się dziwić, że poniższym kaczkom, też zima nie przeszkadza.


Wiecie, że kaczka podobno potrafi wytrzymać przez godzinę -200 stopni C. bez szkody na zdrowiu?
Nieźle!

p.s.
szyłem, szyłem i uszyłem ;)


poniedziałek, 13 lutego 2017

Trzy kolory - las!

Dziś krótko. Tylko trzy zdjęcia.
Las jaki widzę na co dzień.
Ani szczególnie wyszukany, ani wyczekany.
Zwykły zimowy las.

Codzienny/niecodzienny.
Las, który lubię kontemplować w jego zwykłej niezwykłości.
Mógłbym patrzeć w dal między drzewami i patrzeć.
Wszystko mnie zachwyca.
Przestrzeń z jej ograniczeniami.
Przenikanie świateł i planów.
Migotanie i cienie oraz to czego nie widać, a trzeba się domyślać.

Gdy się zastanawiam dlaczego wybrałem las na obiekt mojej miłości, myślę, że to przez jego wieczną tajemnicę. Las zawsze coś skrywa, czegoś nie pokazuje, coś zasłania. Zawsze trzeba zajrzeć za to i kolejne drzewo i zawsze pozostają tysiące drzew, które coś jeszcze zasłaniają. Ta tajemnicza natura lasu podsyca nieopisaną ciekawość, podsyca ją i pielęgnuje. Czym bylibyśmy pozbawieni ciekawości i prób jej zaspokojenia?