czwartek, 19 października 2017

Żuk leśny z twarzą!

Czasami mózg płata mi figle i podrzuca całkiem kretyńskie pytania.
Tym razem spojrzałem na żuka gdy w nieokiełznanych czeluściach umysłu zrodziło się głupie pytanie - czy żuki mają różne twarze? Czy tak jak ludzie różnią się nimi?

Myślałem, że się przewrócę ze śmiechu ale pytanie padło, powstało tym samym jakieś zobowiązanie wobec pytającego, a nie zwykłem byłem się ignorować, bo wiem, że to się źle kończy.
Zamiast wypatrywać jeleni czy nieistniejących już prawie dzików, jak wariat kucałem od żuka do żuka i przyglądałem się ich "fejsom".
No qrka jak Chińczycy ... wszyscy jednacy!

Ale skoro się nakucałem, to przyznajmy im chociaż zasługi.
Te maleństwa grzebią kilkudziesięciocentymetrowe korytarze, a potem składają w nich butwiejące części roślin, które stanowią pożywkę dla larw.
Czy muszę mówić jaką to pełni rolę dla napowietrzenia i użyźnienia leśnej gleby?
Są niezwykle pożyteczne!
A że przy okazji piękne, to i zdjęcia mimo wszechpochmurności, robiło mi się ciekawie.
Musiałem o nich w końcu napisać, bo ... ja "leśny" i żuk ... leśny ;)

 Z niezwykłą lekkością lewitowały ledwo dotykając delikatnych źdźbeł.

 Gdy tak frunęły jakby grawitacja ich nie dotyczyła, przypomniał mi się film "Dom latających sztyletów".




No i teraz rozwiązanie zagadki. To są trzy różne żuki, a jakoby jeden. Wg. mnie niczym się nie różnią ... Chińczyki! ;)

Nie to co mućka Wojtka, która jest moim przekleństwem. I nie o to chodzi, że jak widać, zawsze ryczy na mnie jakby diabła zobaczyła, nie. Ona ma ten cholerny naturalny kolor wypłowiałego jelenia i od lat, od lat niezmiennie, za każdym razem gdy ją zobaczę z daleka, zanim "gupi łeb" zrozumie, że to krowa, serce skacze mi do gardła - byk! Ech, mówię Wam, nie jest łatwo :)



A pomimo wszechpochmurności, tłuc się i tak było przyjemnie, bo Warmia przyjemna jest zawsze!

Tym bardziej zdobiona kolorami jesieni.

poniedziałek, 16 października 2017

formowanie klucza i kot-ciecz!

Dlaczego ptaki pokonujące duże odległości budują charakterystyczne klucze?
Wiadomo, że wiadomo, ale młodszym Czytelnikom przybliżę nieco zagadnienie.
W każdej populacji, tworzące ją osobniki różnią się nie tylko płcią ale w oczywisty też sposób siłą czy wiekiem.
Zwykle ciężar "zbiorowych eventów" spada na barki tych najsilniejszych i tak jest również z wyczerpującym przelotem na dużych odległościach.
Żurawie pozostają wprawdzie w Europie, część leci raptem w okolice południowych landów niemieckich ale to wciąż kilkaset km. o tych, które lecą do Hiszpanii nie wspominając.
Bociany są szczególnymi rekordzistami, pokonują ponad 5 tys. km. a rekordziści odlatują nawet na 10 tys. km.!!! Ptaki o dużej powierzchni skrzydeł,  musiały coś wykombinować, bo machanie takimi "dechami" wyczerpałoby je zanim opuściłyby teren województwa :)

Najsilniejsze osobniki tworzą szpicę klucza. Konfiguracja kolejności jest zmienna, ponieważ pierwsze 3-4 osobniki mają do wykonania najcięższą pracę, a pierwszy to już typowy "taran". To od niego zaczyna się tworzenie "korytarza powietrznego", w którym lecą następne ptaki. Pierwszy musi "rozpruć" nietknięte jeszcze powietrze. Skrzydła ptaka wytwarzają tzw. wir brzegowy.
Może widzieliście filmy z samolotami lądującymi lub startującymi we mgle. Widoczne zawijasy powietrza na końcach skrzydeł, to właśnie wiry brzegowe.
Wygenerowany wir w oczywisty sposób wprowadza falowanie powietrza, więc następny ptak stara się trafiać w tę wznoszącą falę wiru i tak kolejny i kolejny. Wytworzony wir oddala się od skrzydeł na zewnątrz, dlatego każdy następny ptak ustawia się pod kątem mniej więcej 45 stopni za poprzednikiem. Nawet ewentualne machanie skrzydłami poszczególnych ptaków podlega rygorom pewnego porządku i kolejności. Z ziemi może tego nie widać, ale ptaki lecące w kluczu falują, czyli opadają i podnoszą się z rytmem wiru powietrznego.
No i najciekawsze! Badania dowiodły, że lot w kluczu, czyli z szacunkiem do aerodynamiki, pozwala zaoszczędzić ptaku nawet ponad 60% sił i wydłużyć jego lot o ponad 70%!!!
Przyznacie, dostosowanie się do reguł grupy w tym przypadku jest w pełni uzasadniona :)

 Pierwsza faza formowania klucza. Ptaki kołują nieuporządkowanym stadem szukając kominów powietrznych. Zanim wybiorą się w podróż, czekają na odpowiednią pogodę. Termin wylotu nei jest przypadkowy!


 Druga faza formowania klucza. Już mniej więcej wiadomo kto będzie "taranem", kto będzie zamykał ogony.


 Trzecia faza, klucz niemal uformowany. Teraz już tylko uporządkować odległości i kąty i w drogę!

Ciekawostką okazało się również, że ptaki lecące w kluczu zapadają w kilkusekundowe drzemki.
Gęsiom zdarza się spać połowicznie. Pracuje jedna półkula kontrolująca lot, gdy druga w tym czasie odpoczywa.
Podsumowując, jedno jest pewne, młode ptaki nie pokonałyby pierwszej trasy, gdyby nie pilotaż i wsparcie silniejszych osobników.

No i gotowe! :)

Całej sprawie przyglądał się ten uroczy rudzielec, którego pierwotnie wziąłem za lista. Podchodząc go na gliniastym polu spowodowałem tylko to, że każdy z moich butów oklejony mokrą gliną, ważył po jakieś 5-6 kg!
Doprowadzenie ich do stanu używalności zajęło mi pół godziny, więc może ktoś z Was będzie łaskaw napisać w komentarzu, że fajny materiał, i że szkoda, że tym razem nie jelenie i ... w ogóle! ;)

A co do kota ... zemsta będzie słodka!
Każdemu spotkanemu teraz kotu/otowi powiem do ucha, że jest cieczą, bo kształtem dostosowuje się do naczynia, w którym się znajduje! ;)


sobota, 14 października 2017

Oberwałem w dupsko! ;)

Nooo ... czeka człowiek na sobotę, a Pan Bóg kule nosi, czy jak to tam leciało!
Całe szczęście jest złota polska jesień i koloryt tzw. okoliczności przyrody rekompensuje brak światła.
Pada, chmurzy, ciemni i wilgoci oraz robi co może, żeby skaszanić sobotnie wyjście.
Ale człowiek nie jest w ciemię bity. Mówię o przeciętnym, statystycznym człowieku.
Mnie również nie bito w ciemię, a w zasadzie to raz w życiu oberwałem w dupsko za niezbyt udany handelek.
Ojciec skrupulatnie zbierał srebrne dwudziestozłotówki. Miałem chyba z dziesięć lat i ani kruszec ani nominał tych monet nie robił na mnie szczególnego wrażenia.
Natomiast resoraki przywiezione przez rodzinę kupla z Niemiec, tak! To było coś.
Kumpel widząc moje maślane oczy, zaproponował zamianę. Był starszy o sześć lat i na nim albo kruszec albo nominał robiły wrażenie. Resoraki najwyraźniej mniejsze.
Sami widzicie, że spełniały się wszystkie czynniki handlu idealnego, On miał to czego chciałem ja, ja miałem to, czego pragnął On. To nie mogło się to skończyć inaczej jak wymianą towarowo-pieniężną.
Dopiero gdy przyjmowałem baty w dupsko, zrozumiałem, że handel nie jest ani tak prosty ani oczywisty.
Sądząc po złości Ojca, musiałem gdzieś popełnić błąd! Może w ilości oddanych monet ... szukałem zrozumienia do końca.
Po godzinie lania przypucowałem się. Starszy wszystko odkręcił, a ponieważ miał aparycję i charakter, a w bicku przynajmniej pół metra, sąsiedzi szybciutko przystali na wymianę zwrotną.
Życie wróciło do normy.

Dziś w sumie mój pobyt w terenie też do niej wrócił. Udało się cośtam cośtam ;)

 Biegłaś zboczem brązowo-zielonym ... :)

A pogoda beznadziejna ...


Te łanie to przypadkówki, wartość dodana.
Tak naprawdę szedłem do niego!
I guzik z tego wyszedł. Trudno.

Miało nie być o jeleniach, ale gdybym ich nie pokazał, to niespecjalnie miałbym co ... w ich miejsce.




Ale las i tak był cudowny.
 Moje ukochane grabiszony!


Nie mogłem się oprzeć, przepraszam :)

Akurat miałem prześwit w parasolu koron, gdy nieświadome moje obecności przeleciały gęsiaki.

 Pierwszy klucz stosunkowo wysoko, ale następny tuż nade mną.


Idealna szarość nieba dwóch ostatnich zdjęć stworzyła w zasadzie grafikę.


piątek, 13 października 2017

Przebłyski ...

Piąteczek, piątunio!

Wczoraj przez chwilę dostrzegłem słońce.
W te pędy (obcokrajowcom uczącym się polskiego wyjaśniam, że w tym zwrocie nie chodzi tyle o rośliny, co o pośpiech) wydarłem z domu.

Natychmiast pomyślałem coś w stylu "O Warmio moja miła!" i co chwila fotografowałem wyrwane z dotychczasowego mroku, rozświetlone kadry.

Wszystko mnie cieszyło, nawet pospolite "niemowy".

 Można było eksperymentować, bo z tytułu wiatru, co i rusz inne niebo!


Nawet "infra" wydawała się atrakcyjna, choć w kadrach omijam ślady człowieka, jak mój niezapomniany pies kałuże.

To oczywiste - wbiłem do lasu!
A w lesie bosko ... przez moment. W lesie ogromna chmura zaskakuje. Nie widać jej z daleka, jak na polu. Pchana wiatrem wyłania się gwałtownie zza drzew i efekt jest taki, jakby ktoś nagle wyłączył światło!

W ciągu pół minuty zrobiło się ciemno.
Wypad!
Lecę szukać ostatniego światła na otwartej przestrzeni.

A tu dzieje się!


Krowy z niezmąconym niczym umysłem, kontynuowały rozpoczęty rano posiłek. I tu mam z nimi wspólny mianownik, bo ten scenariusz na życie bardzo by mi odpowiadał. Wstać, jeść i od czasu do czasu oddać trochę płynów ustrojowych! Farciary!

To drzewo gdyby umiało przemówić, brzmiałoby to raczej "Nie ja, lecz chamskie śruby we mnie!"

W konsekwencji tego powyższego obrazka, po uświadomieniu sobie czegoż to w imię wiary nie położyliśmy pod ołtarzem ofiarnym, nie mogłem oprzeć się przed wykonaniem tego kadru.
Jakoś mi tu konweniował.
Piękny, krwisty zachód słońca ... można by rzec ;)

I tak, to raz zachwycając się cudem jakim jest Warmia, przyroda, raz popadając w spontaniczną kontemplację nad dysonansem poznawczym jaki wynika z faktu bycia człowiekiem, spędziłem wczorajszy wieczór.


Mam ten kadr w stu odsłonach, w stu różnych porach roku, dnia i pogody :)

Sesję zamykałem nocnym już zdjęciem sarny.
 Nie mam pojęcia jak aparat ją zobaczył, bo jej już nie widziałem!

wtorek, 10 października 2017

Baśń tu, na Ziemi!

Lata mijają, a my pozostajemy w swoich wcześniejszych wyborach.

Być może to słynny syndrom piosenki, którą już znamy, a może tęsknota za wszystkim co było otoczką tamtego wyboru.
Nie chcę "filozować" jak mawiają, ale to co chcę, to pokazać dziś zdjęcie, które na pewno nie spadło z panteonu moich ulubionych.
To było niby cztery lata temu ale jakże inny był to czas.
Pokonywałem setki kilometrów po leśnych ostępach ciesząc się naiwnym i szczerym odczuciem wolności.
Las mówił do mnie, a ja słuchałem go i długo pozostawałem w tym mistycznym dialogu.

W takim okresie największej szczęśliwości, zrobiłem poniższe zdjęcie.
Jest najważniejszym, ponieważ w pełni oddaje moje wyobrażenie lasu idealnego.
Klimat, światła, moje ukochane jelenie i mocno ograniczone zaufanie wyrażone ich odchodzeniem.
To ważne, odchodzeniem, nie ucieczką.


Zapraszam do baśni, którą udało mi się znaleźć tu ... na Ziemi! ;)

p.s.
Zdjęcie zostało zrobione mniej więcej w adekwatnej porze roku. W listopadzie. Byki oddaliły się już od łań.

poniedziałek, 9 października 2017

Canis Lupus ...

Wilki, bo o nich dziś będzie, od zawsze wpisywały się w scenariusz istnienia naszego gatunku.
Od początku nie miały szczęścia do relacji z ludźmi.
Znienawidzone, budzące strach i najgłębsze lęki, stawały się czarnymi bohaterami niewybrednych koncepcji literackich. Ani Bajka o Czerwonym Kapturku ani Sienkiewiczowska Trylogia nie przysłużyły się wilkom.
Każdy kto padł ofiarą czarnego PR-u wie jak ogromnym wysiłkiem jest próba wyjaśnienia opinii społecznej, niesłuszności zarzutów.
Opinia społeczna to taki stwór, który żywi się aferami i nieszczęściami innych ludzi i niechętnie zmienia zdanie.
A skoro człowiek używający tego samego języka ma problem z obłaskawieniem opinii społecznej, to jak mają zrobić to np. wilki?
Bez szans!
Tacy niestety jesteśmy, że gdy czegoś nie rozumiemy, to się tego boimy. Konsekwentną reakcją jest próba likwidacji źródła strachu. Ten mechanizm przyczyniał się przez setki lat do eksterminacji wilków. Są kraje, którym się to udało. Anglia, Holandia, Dania, Szwecja i wiele innych.
Dopiero XX wiek przyniósł jakieś namiastki prób ocalenia wilka jako gatunku.
Niestety lata wspierania pieniędzmi rządowymi procederu likwidacji wilków (np. akcja Bieszczady, gdy za skórę wilka nasz rząd płacił równowartość ówczesnej pensji ...) pozostawiła silne piętno.
Mimo faktu, że trafiły na listę gatunków chronionych, wciąż nie brakuje myśliwych, którzy na samą myśl o zabiciu wilka trzęsą się w niepojętych emocjach. I niektórzy zabijają, tłumacząc, że oddali strzał do sarny i bardzo się dziwili, że miast niej, leżały zwłoki wilka ...

Trzeba chyba uznać, że sarna i wilk są bliźniaczo podobne, w zasadzie nie do odróżnienia i może stąd wprawne i doświadczone oko myśliwego błądzi od czasu do czasu, bo nie wiem jak inaczej tłumaczyć te niedorzeczne wyjaśnienia. Ostatnio jeden z łowców zabił łosia i też tłumaczył w sądzie, że był pewny, że to sarna ...
Sięganie po takie argumenty powinno być uznawane za próbę obrazy Sądu :)

Pomijając to, wcale nie mniejsze jest grono kłusowników, którzy czyhają na to piękne zwierzę.
Spora część populacji ginie pod kołami samochodów. Ich nomadyczna natura powoduje, że są zmuszone przechodzić przez drogi.

Myśliwi nie przepadają za wilkami, ponieważ uważają ich za konkurentów do "swoich" trofeów.
Ale czy tak jest naprawdę?
Myśliwi marzą o tzw. dawnych czasach, w których jak powiadają, lasy były pełne dorodnego zwierza!
A to były czasy i obfitość regulowana przez drapieżniki, w tym wilki!
Ta dorodność i ilość, nie pozostawała w konflikcie z faktem, że wilków również było mnóstwo!
Może czasami warto to sobie uzmysłowić.
No i kolejna kwestia - trofeizm!
Moda na trofea, na kojarzące się z obrządkiem satanistycznym ściany płaczu obwieszone fragmentami zwierząt, które mają niby świadczyć o ... no właśnie ... o czym?
W dobie OHZ-tów, celowników laserowych, pocisków półpłaszczowych, doskonałych sztucerów, ambon, nęcisk i polowań zbiorowych, o czym świadczą te trofea?
Już spieszę - O NICZYM!
Dziś zdobycie trofeum, nie różni się ani wysiłkiem, ani heroizmem od zdobycia znaczka pocztowego!
Gdyby myśliwi polowali dla żywności, problem by nie istniał, bo jeleni w bród jak nigdy wcześniej.
Ale panowie strzelacze, obawiają się, że wilki "zdejmą" im z łowiska najpiękniejszego byka.
Natura wilka, jak i każdego drapieżnika, przejawia się w prostej strategii - pozyskać żarcie jak najmniejszym kosztem, minimalizując ryzyka ataku.
Czy aby na pewno zatem wilki rzucają się na najsilniejsze byki?
Odpowiedzcie sobie sami.
Jeżeli wilki "położyły" byka, to znaczy, że wiedziały o nim coś, czego my nie wiedzieliśmy. Zdrowy, silny byk nie da się upolować polskim rachitycznym watahom. W polskim stadzie wilczym jest samiec i samica alfa i co najwyżej 2-3 niedoświadczone i niemal nieprzydatne przy polowaniu roczniaki. To za mało na zdrowego byka!

Prowadzony od lat program edukacyjny w Stanach i Kanadzie,  dowodzi, że ludzie, którzy poznali biologię wilka, zmieniają do niego stosunek. Są nawet myśliwi, którzy pod wpływem wiedzy o ich opiekuńczości, lojalności, empatii i roli jaką pełnią w środowisku, zaprzestali polowań na te zwierzęta. Iskierka nadziei na zmianę tli się zatem.

Zdjęć spotkanych wilków miałem nie publikować. Obawiałem się, że pokazywanie wilków spotęguje i tak rosnące wśród myśliwych przeświadczenie, że jest ich dużo.
Od lat są czynione starania by przywrócić je na listę zwierząt łownych.
Akurat ten gatunek ma jedne z najsilniejszych mechanizmów samoregulacji populacji. Nie trzeba wyręczać ich natury. Są silnie terytorialne i same się zwalczają gdy jest ich zbyt wiele, a obszary spełniające warunki do ich ekspansji są policzalne i mocno ograniczone.
Mam też nadzieję, że Polskę stać na odszkodowania, bo póki co np. na Podkarpaciu, gdzie jest ich najwięcej, Państwo wypłaciło ledwie ponad 200 tysięcy zł. za całoroczne szkody.
To bardzo mało mając na uwadze, korzyści jakie wynikają z ich obecności.

Obalmy kolejny mit - czy wilk może zaatakować człowieka.
Nie!
Lata bezlitosnych polowań, wdrukowały w naturę wilków niepohamowany lęk przed nami.
Nasz zapach czy widok powoduje jedyną możliwą reakcję - ucieczkę.
Bądźmy spokojni, prędzej rzuci się na nas zakompleksiony jamnik sąsiadki niż jakikolwiek wilk. :)

Pokaż mi swój stosunek do zwierząt, a będę wiedział jaki jesteś ...
Dziś, po tysiącach lat barbarzyńskich relacji ze zwierzętami, mamy szansę ocalić resztki słowa humanizm czyli wyobrażenia o nas samych.
Niestety jakiś bardzo zdolny bajkopisarz dwa tysiące lat temu napisał książkę, w której w imieniu najwyższego, sugeruje, że Bóg oczekuje od nas podporządkowania świata zwierząt ...
Jestem przerażony jak ogromna część społeczeństwa, wciąż tłumaczy swój prymitywizm tym faktem. Straszne jak łatwo przychodzi nam uzasadnianie naszych niedoskonałości i jak wybiórczo traktujemy źródła.
Od tamtej pory opublikowano tysiące mądrzejszych tomów, na które pozostaliśmy ślepi.
Ba, w tej samej książce jest przewaga mądrości, po które Ci sami zwolennicy tej publikacji nie sięgają! A szkoda.
Mogłoby się okazać, że podporządkowanie, nie oznacza bezkrytycznego zabijania.
W końcu na pewnym etapie wychowywania naszych najukochańszych psiaków, też je sobie podporządkowujemy. Czy to tożsame z zabijaniem? Jakoś nie ...

No, odleciałem, wróćmy do istoty tematu.
Cały czas uważam, że spotkanie z wilkiem jest pochodną wyłącznie szczęścia. Gdy jednak poświęci się czas i odnajdzie ich lokalizację, można, niepokojąc je przy okazji (niestety), nękać swoimi odwiedzinami i potęgować ilość obserwacji. Dotyczy to zresztą każdego zwierzęcia.
Obawiam się, że konsekwentnie śledzone, mogą podjąć próbę zmiany terytorium, a to może oznaczać skazanie ich na śmierć. Terytorium wilczego stada to ok. 200 km. kwadratowych. Zmiana miejsca oznacza zatem odległą wędrówkę. Mogą zginąć albo od zębów innej watahy albo pod kołami samochodów. W Polsce watahy są małe. Liczą od 4 do 6 osobników. To najczęściej para "alfa" i ich zeszłoroczne potomstwo.
Wilki w drugim roku życia zwykle oddzielają się od stada i szukają szczęścia na "własną łapę". W trakcie poszukiwania nowych terenów i partnerki, potrafią przemierzać niewiarygodne odległości. To wtedy pokonują nawet kilkadziesiąt km. na dobę.
Czasami dwie watahy dzielą wspólny teren łowiecki. Często jednak silniejsze (czyt. liczniejsze) watahy przejmują tereny słabszego stada. Ale w Polsce nie ma ich tak dużo, by to było codziennością tych zwierząt.

Póki co cieszmy się faktem powolnego ale jednak wzrostu ich populacji. Mądry gospodarz wie ile ma im do zawdzięczenia. To wytrawni selekcjonerzy i sanitariusze. Regulują relacje między wieloma gatunkami na danym terenie. Gdyby nie wytępiono wcześniej wilków, nie byłoby tak wielu lisów, nie ginęłyby na taką skalę ptaki gniazdujące na ziemi czy zające. Gdy w łowisku jest równowaga, wilki raczej nie interesują się małymi zwierzętami. Wolą większą zdobycz. Samiec alfa nie poluje dla siebie. Ma misję utrzymania stada, więc ptaki ... nie bardzo :)
Dla zdrowych i silnych zwierząt, wilki nie stanowią zagrożenia. Wzmacniają tym samym geny w populacji swoich ofiar. Jak każdy drapieżnik, nie gardzą padliną. Ale co najważniejsze, sama ich obecność w naszych lasach, świadczy o tym, że średniowiecze mentalne oddala się. Pomału, bo pomału ale zaczynamy stawać się Ludźmi!

Gdy biegnie w twoją stronę, emocje rosną odwrotnie proporcjonalnie do odległości :)
Im mniejsza odległość, tym emocje większe!

Wcześniej pokazała się stara wadera. Sądząc po wolu, zwisającej dolnej wardze i ogólnym pokroju, lata świetności ma już za sobą. To wielka przyjemność móc przekonać się na własne oczy, że wilk w Polsce może dożyć sędziwego wieku.

Wieczorem dnia poprzedniego wilk wychynął zza wzniesienia ...
Odległość spora ale choć to nie była pierwsza obserwacja od zdjęcia z 2014 roku ale pierwsze od tamtej pory zdjęcie, radość była.

Zresztą tego wieczoru miało miejsce kolejne wychynięcie :)
 Było już niemal ciemno, gdy podobnego wychynięcia dokonał ten młody byczek.


Gdy nieco się zbliżył ... mina okazała się bezcenna :)

Bynajmniej nie był sam ale fotografowanie w mroku często mija się z celem :)

Między drzewami panowała już noc!

Gdy w takich warunkach spotka się zwierzę pozujące nieruchomo, to gdyby nie jakaś gałązka, która znieostrzyła jej "fejs", byłoby całkiem OK, ale gdy znienacka, a w zasadzie z lasu, wypada kilka metrów przed tobą, stado w galopie, nie ma szans na ostrość, co całkiem niewyraźnie widać na zdjęciu poniżej :)))


Zamieściłem dziś rekordowo dużo nieostrych zdjęć (życie leśnego reportera) i pewnie z tego powodu nieco ostrzej wykazałem się w treści. Ying - yang ... nieuchronnie tak musiało się wydarzyć ;)

środa, 4 października 2017

Dlaczego tak kochasz te jelenie?

- dlaczego tak kochasz te jelenie?
- bo w pełni na to zasługują!
- ale konkretnie, to czym tak się zasłużyły?
-  ... wszystkim!
- hmmm, aaa to dziękuję, teraz będę wiedział ...
- proszę :)

 Tuż przed zmrokiem.


 Przez ażur gałęzi.


 Na późnowieczornej porębie.


 cd ...


 Powrót z lasu ... noc w świetle reflektorów i moja ulubiona droga, gdzieś między wsiami, na Warmii.


 A po nocy przychodzi dzień ... niespiesznie.


Gdy dotarłem na miejsce wciąż była noc!