niedziela, 24 czerwca 2018

dziki - coś się odczarowało!

To nie jest rok obfitości jeżeli chodzi o dziki w moim wydaniu.
Wiadomo, że jest ich mniej, jakieś jednak musiały oprzeć się głupocie decydentów i przetrwać.
Przyłapałem się na tym, że przestałem nawet oczekiwać spotkania z nimi. Ten dzień również nie budził nadziei na zmianę.
Zaczął się niezwykle elegancko, ponieważ trzy spotkane o wschodzie koziołki dały mi sporo fotograficznej satysfakcji.

Taki witał mnie wschód, a chwilę później ...

Przedstawiam je kolejno:

 Trawiasty!


 Jednorożec.


 i Pan Zadrzewny zaprosili mnie do swojego grona.


 Było pozowanie grupowe.


 Chwile zadumy i kontemplacji.


 Nic nie robiły sobie z mojej obecności.


Ganiały się, skakały, postanowiły rozpocząć dzień bezstresowo i moja obecność niczego tu nie wniosła :)


Część z Was zna to zdjęcie z Fb :)


A w lesie:
 Czubatka ocenia manicure.


 Czarnogłówka ... mnie!
W zasadzie chętnie oznaczyłbym ją jako ubogą ale środek ogromnego kompleksu leśnego jakoś mi nie pasuje do ubogiej.

Po jakimś czasie nic nie spotkałem i najwyraźniej wpadłem w histerię, bo na widok tego centymetrowego maleństwa zaliczyłem klasyczną glebę, by zrobić to zdjęcie.

Jest ich teraz mrowie. Pełno ich pod nogami, trzeba uważać. Ropuchy są niezwykle pożyteczne.


Słońce było już wysoko. Dziewiąta godzina. Niczego się nie spodziewałem i niczego nie oczekiwałem.
Gdy wyszła locha, ta głębiej, to już na pewno nie spodziewałem się, że druga wyjdzie mi wprost pod nogi. To pełna klata bez kadrowania. Gdybym zrobił trzy kroki, dotknąłbym ją. :)


O, tu widać nawet fragment pasiaka.



Była okazja to wszyscy spojrzeliśmy sobie w oczy.

Ucieszyło mnie to spotkanie, ale wtedy, czyli wczoraj, jeszcze nie wiedziałem, że dzisiaj, czyli jutro, znajdę się jeszcze bliżej dzików :)

piątek, 22 czerwca 2018

Gdy wiatr gra we włosach ...

Wczoraj duchota osiągnęła apogeum, więc późnopopołudniowe przełamanie frontów wyrwało mnie z domowych pieleszy.
Chciałem się cieszyć ochłodzeniem i co najważniejsze, długo oczekiwanym deszczem.
Urodziłem się w deszczową pogodę i być może stanowi to jakąś determinantę moich preferencji.
Już droga przez deszczowe miasto prowokowała mnie do zdjęć.

W zasadzie można by było rozwinąć ten temat i pobawić się mocniej deszczowymi impresjami.
Miasto nadaje się do tego wyśmienicie.



Następnym razem znajdę jakiś głębszy koncept i odważniej pokombinuję z tym zagadnieniem.

Wiadomo, że nie o miasto mi chodziło :)

 No jak nie lubić tak nastrojowej aury?


 Tu Warmia pod patronatem granicy frontów.


 Nisko sunący pierzasty ostaniec.


 Końcówka frontu.


 A gdy już wracałem, w mieście ... w mieście życie w niezwykle uroczy sposób wracało do normy.
Gdy lepiej się przyjrzałem, uznałem, że miasto też ma czym zachwycić. Ma swoje zalety i niewątpliwe uroki. Ciekawa architektura, światła, podziały i ... w ogóle ... . ;)

środa, 20 czerwca 2018

Drapieżne, odważne i piękne!

Sikory, bo o nich tu dziś będzie.
Poczciwe, piękne i całoroczne ozdoby lasu strefy umiarkowanej.
Co ja bym bez nich zrobił zimą?
Las ucichłby na dobre, a ja z braku wyboru musiałbym wsłuchiwać się we własne myśli.
Nie zawsze byłoby to rozsądne i zawsze niepożądane.
Tego dnia usiadłem nad niezwykłej urody leśnym bagienkiem, którego wymiary nie przekraczają 8 x 30 metrów.
Bywały lata, gdy wysychało. W tym miejscu zrobiłem sporo unikalnych fotek, w tym niezapomniane śpiące łanie.
Tzn. żeby nie być nieskromnym, niezapomniane przeze mnie bynajmniej :)
Tym razem opadły mnie sikory różnego autoramentu zarówno pod względem gatunkowym jak i wiekowym.
Pełna dywersyfikacja :)

Już dawno stwierdziłem, że nasze "perełki" są niezwykle odważne i ... drapieżne!
Drapieżne oczywiście na miarę swoich gabarytów :)

Poobserwujmy je dziś razem w pięknych okolicznościach warmińskiego lasu.

 Bogatka szukająca ofiary, czyli owada. Oczywiście jakiegoś. Owad powinien i musi być jakiś!

Bo wiecie:
- widziałam owada!
- jakiego?
- nie wiem ... jakiegoś!


 Czarnogłówka zerkająca na mnie spoza gałązki.


 Poirytowana.


 Młoda modraszka utopiona w zieleniach drągowiny świerkowej.


 O o! Czyżby ... człowiek?!?


 No niech się upewnię!!!


 Wersja na ducha.


 Młoda bogatka.


 Dama z łapką ... na gałązce!


 Czarnogłówka w ujęciu oddolnym.


 Czarnogłówka z ofiarą!


 Z ofiarą, która się rozczłonkowała na skutek permanentnej maltretacji.


Z rozbryzgami odofiarnymi.


No i powiedzcie patrząc nawet na jej sylwetkę, czy to nie jest typowy drapol!?! :)
No nie, nie jest oczywiście w rozumieniu systematycznym, ale zapewniam, że ani odwagą ani zawziętością nie ustępują żadnemu szponiastemu!


poniedziałek, 18 czerwca 2018

Miss świata naga w środku lasu!!!

Wczoraj dostałem od lasu przepiękną możliwość obserwowania wilków i sfotografowania wilczycy.
Mając na uwadze te osobiste satysfakcje, do lasu wchodziłem dziś na kompletnym luzku, czyli bez jakichkolwiek oczekiwań.
W zasadzie najbardziej chciałem się przekonać czy po wizycie ewidentnie polujących wilków, las wrócił do normy.
Okazało się, że wrócił.

Dwieście metrów od miejsca spotkania z wilkami, zastałem taką scenę.

 Przyznacie zrobiło się nieco sielankowo.


 Młody już dobierał się do "pożywnego źródełka" i gdyby nie to, że łania była skupiona wyłącznie na mnie, niechybnie po raz kolejny uwieczniłbym cudowny moment karmienia.
Niestety tym razem się nie udało ale to właśnie te niedostatki ciągną mnie w dwójnasób do lasu.
... dwójnasób ... co za wyraz! Że też ja zawsze coś takiego ...

 Przed oczywistym wschodem, już po drodze miałem okazje na obserwacje życia lasu.


 To najpiękniejsza i najbardziej długonoga łania jaką w życiu widziałem!!!
No po prostu miss świata łań! I to w środku lasu i zgodnie z ich nawykami ... no wiecie ... bez ubrania ;)
Nie muszę mówić, że obfotografowałem ją solennie. Ostatecznie zrobiłem jej kilkadziesiąt zdjęć w różnych pozach.

 To jest dokładnie co do metra to miejsce, w którym wczoraj spotkałem wilki.


Te leśne cieszą znacznie mocniej niż łąkowe.



A ta filigranowa piękność filowała na mnie co jakiś czas i podbiegała bliżej i bliżej :)



Przyznam, że od kliku lat marzyłem o zdjęciu tumaka (kuna leśna) z bliska.
W końcu dziś się udało!
Szczerze - to zdjęcie cieszy mnie nie mniej niż wczorajsza wilczyca.



I na koniec nie uwierzycie.
Wsiadłem już do samochodu, odpaliłem silnik, ustawiłem się do wyjazdu, a po drugiej stronie asfaltowej drogi ...
 Taki dzień, taki niesamowity weekend, którego długo nie zapomnę :)

sobota, 16 czerwca 2018

Canis Lupus Galopus!

Jak zauważyliście od jakiegoś czasu nie pojawiałem się w lesie.
Tyle działo się w terenie otwartym, że jakoś mnie nie ciągnęło między drzewa.
Mam nadzieję, że ostatnie opowieści okazały się i dla Was miłą przerwą od drzew i jeleni, a przy okazji udało mi się pokłonić urokom "otwartej" Warmii.
Dziś postanowiłem zajrzeć do lasu, by nie tracić ciągłości obserwacji.
Porobiłem sporo fajnych zdjęć, gdy dotarłem do młodnika, z którego wybiegła łania.
Wydała mi się przepłoszona i o naiwności, uznałem, że to ja coś zrobiłem nie tak.
W zasadzie nie wiedziałem za co, ale w ramach profilaktyki zganiłem się w myślach szpetnie.
Kucnąłem, bo miałem nadzieję, że przebiegną następne.
Po chwili achilles dał mi sygnał, że wypadałoby się wyprostować.
Słucham sygnałów od współpracujących ze mną części ciała, więc wstałem na chwilę.
Odprowadzałem wzrokiem łanię przebiegającą przez porębę, gdy kątem oka zauważyłem ruch!
Obracam się - wilk!
Piękny, masywny basior przeskoczył przez leśną dróżkę w dwóch odbiciach.
Nie mogąc oderwać oczu w ultra miłej emocji, nawet nie próbowałem robić zdjęcia.
Kucnąłem jednak machinalnie i podejrzewając, że nie był sam, czekałem.
Nie minęło więcej niż 5 sekund, wilczyca podążyła tą samą drogą.
Tym razem migawka strzeliła w porę, choć w ostatniej chwili.


I tak odwdzięczył mi się las za odwiedziny. I jak nie wyciągnąć wniosków?

A dzień zacząłem bardzo wcześnie.
Świat był piękny o tej porze. Nie ukrywam, że bawiłem się światem jak chciałem.

 Zarówno przed wschodem.


 Jak i w trakcie jego mocnego, choć chwilowego akcentu.


 No co tu jeszcze pisać ...


 ... skoro miałem co chciałem :)


 Nawet ten wdrapał się na jakąś górę piachu i pozował niestrudzenie.
Tak wyszedł gdy robiłem go na ciemnych tłach.


 A tak, na tle jasnego nieba :)


 Potem, już w lesie, uchwyciłem łanię spomiedzydrzewną.


Później wybiegła ta spłoszona.


Po chwili jej cielak.

A po kolejnych sekundach już wiecie co, bo od tego zacząłem opowieść :)

Taki poranek to ja i owszem ;)