sobota, 22 kwietnia 2017

Jeleń w deszczu.

W nocy lało jak jasna cholera, więc już przez sen uznałem, że podszyt będzie miękki  i cichy, co oznacza, że warto będzie wybrać się do liściastego lasu.
Lasy liściaste i mieszane, gdy jest sucho, są praktycznie niedostępne dla mnie jako tropiciela zwierząt.
Liście zalegające grubą zwykle warstwą na ziemi, są hałaśliwe więc poważnie ograniczają szanse na podejście czegokolwiek poza sosną. ;)

Ale dziś!
Dziś był ten dzień!

Tzn. pod względem cichości podszytu, bo ogólnie to może i byłby, gdyby nie szczególnie silny wiatr.
Zwierzęta tego nie lubią.
Wszechobecny szum, łamane gałęzie i rozmiatane wiatrem zapachy kompletnie je dezorientują.
Zwykle w takich razach chowają się w ostojach i matecznikach, by uniknąć niechcianego spotkania.

Wiedziałem, że padający deszcz nie ułatwi obserwacji w i tak problematyczną pogodę.
Ale pewnie tak już jest, że każde wyjście, każda sesja służy powstaniu jednego, tego jedynego zdjęcia.
Dziś, oczywiście wyłącznie w mojej subiektywnej ocenie, tak właśnie było.

Aby nie budować napięcia zacznę od niego właśnie!

Deszczowy półmrok dodał od siebie to czego szukam w leśnej fotografii - tajemnicy, zgaszonej kolorystyki i niedoświetleń!
W dodatku mimo trudnego, gęstego lasu, udało mi się go spanoramować.
O szczęściu spotkania o tej porze roku byczka-młodzieńca w pełnym uzbrojeniu, nie wspomnę.
Większość starszych od niego byków, od jakiegoś czasu chadza już bez poroża.

Po chwili wykonałem mu kolejne zdjęcie:
 Co za radocha, a dzień zapowiadał się nieciekawie.



Poniżej o rok starszy  kolega już bez wieńca.

Zmoczone deszczem strąki grzywy zwisały pod ciężarem wchłoniętej wody.

Po dwóch godzinach jakby przejaśniało. Zdjęcia nabierają innej przestrzeni i kolorytu.

 Pani zięba w cieniu i ...


 ...  pan zięba już w słońcu.



 Tu rosną jedne z największych sosen tej części lasu. Boję się wyrokować ile mogą mieć lat ale sądzę, że spokojnie ponad dwieście, a znam jeszcze większe! Szczerze powiedziawszy większych w Polsce jeszcze nie widziałem. Nie można obojętnie przejść obok tego monstrum! Ogrom pnia robi zniewalające wrażenie.




 Pędzone silnym wiatrem chmury przepuszczały światło to tu, to tam, oświetlając las wybiórczo.
To zawsze pozwala na pobawienie się planami.


W tej okolicy tak gigantycznej wielkości dęby wciąż rosną. Do wykonania fotografii zainspirował mnie jednak ten, leżący.

A na zakończenie idąc w pobliżu tajemniczego leśnego jeziora ...

A raz słońce, a raz deszcz ;)



piątek, 21 kwietnia 2017

Cisza ...



Cisza - pani niepokorna,

raz dumna, to znów strachliwa,

drży na liściach, zamyka usta.

Cisza jest powietrzem jedynie

i na nic my jej, bez nas przecież

... nie zginie.

Krzysiek Leśny Mikunda 


teatr cieni


w stronę słońca


 z Klebarkiem w tle


 jeszcze chwila i remizka moja!


 Ojejej jak swędzą!


 podziały


 graby ruszyły!


 wydłubany między gałązkami


 miłość od pierwszego wejrzenia :)
(karoserię autka mam do tej pory ostemplowaną jego łapkami;) )


ukryty

 świetlisty!

na koniec dorzucam filmik z zarejestrowanym głosem ... sami zobaczcie ;)

FILM, FILM, FILM :  https://youtu.be/W2hhLXlE4KI



p.s.
żałuję, że poprzednia opowieść zawierająca sporo fajnych fotek zaliczyła niespotykane wcześniej "spadki giełdowe" :)


środa, 19 kwietnia 2017

Tajemnice świtu.

Dzień do dnia jest niepodobny, każdy świt jest inny, a ten był w jakiś sposób wyjątkowo fotogeniczny.
W takich sytuacjach nawet zwykłe kadry "dostają przypraw".

Poniższy widok to w gruncie rzeczy nic takiego, ot przydrożne bagno otoczone robotami ziemnymi.
Jednak ubrane w mgliste szatki odpowiednio podświetlone, nabiera odwagi, by zaprezentować się dumnie i w pełnej krasie.


Niestety większość takich świtów spędzam w lesie, a ten nie stwarza możliwości pokazania Warmii w świetlistościach mroźnego poranka. Z tego powodu dziś trochę dłużej pomarudziłem w terenie otwartym.

 Nawet pospolita sikora bogatka liźnięta porannym światłem "gra" nieco inaczej.


 Za Klebarkiem - zwykle nic szczególnego, a nawet powiedziałbym nuda, ale dziś ...


 A gdy jeszcze trafia się taki kąsek! Widoczne frędzle ścieranego scypułu to już absolutny bonus!

Fotografowałem sobie przecudnej urody trawy, gdy tymczasem w drugich planach ... ;)
Oczywiście żartuję.
Optyka jak to często bywa, ignoruje mnie i skupia się na czymś zupełnie innym :)))
Ale wiecie co? Nie uznaję tego typu zdjęć za zmarnowane, one mają jakiś urok ;)

 Na szczęście "dorwałem go" już po chwili.

 
A to chyba jego brat ukryty nieco dalej w zmrożonych trawach.

Kilka kilometrów dalej obserwowałem walkę bielika z krukiem. Walka to może za dużo powiedziane, one zawsze się ganiają. Tak już mają. Żyć bez siebie nie mogą, ale kiedy mogą przepędzają się. Taka toksyczna przyjaźń :)


W najśmielszych snach nie mogłem przewidzieć, że ostatecznie wlecą mi na tarczę wciąż widocznego księżyca!
Nie ukrywam, że to zdjęcie mocno mnie ucieszyło.

W tym samym czasie, po drugiej stronie rudelek wypasał się na pagórkach. Swoją drogą to ciekawe jak różnie fotografuje się niebo. Ostatnie dwa zdjęcia powstały w odstępie 2-3 minut.

Dwa kolejne zdjęcia to tzw. zwyczajne foty zrobione ze światłem, czyli tak, jak nie bardzo lubię. Czuć jednak ciepło porannego światła.


Do następnych trzech ustawiłem się już w tzw. kontrze czyli tym razem tak jak lubię.




Poniżej kolejne dwie obserwacje.
 
W tym zdjęciu, nie ukrywam, zafascynowała mnie tekstura tych drzew jak i nietypowa ich kolorystyka. Zdjęcie wydaje się niemal 3D. Takie rzeczy tylko wiosną!


Sfotografowanie tej "wariatki" wlocie i z bliska graniczy niemal z cudem!


To ten sam poranek z przedostatniej opowieści, czyli zaczynający się dzikami na polu.
Duża obfitość wszystkiego. Potem jeszcze las dołożył swoje. Co za dzień!


A kurcze, wrzucam tu jeszcze dzisiejszego boćka, bo gdzie ja go potem wstawię?
Pojechałem dziś rano, zrobiłem tylko jego i co? :)

wtorek, 18 kwietnia 2017

bocian - cierpliwość i pokora

Bocian, który bez mrugnięcia powieką jest w stanie zabić i połknąć kreta, nornicę, czy padalca, potrafi też wykazać się finezją i nadbocianią cierpliwością.
O tej porze roku bociany nie mają jeszcze dostępu do pełnej karty dań, raczej do przystawek.
W zasadzie nie ma jeszcze lęgów i jaj wielu ptaków gniazdujących na ziemi, aktywność wielu gadów i płazów jest również ograniczona. Płazy wbrew powszechnie panującej opinii, stanowią raptem ok. 5% ofiar tego cudownego drapieżcy.  Nie jest oczywiście ptakiem szponiastym, ale to zdeterminowany drapol.
Kiedyś opublikowałem na blogu reportaż z polowania na kreta. Bocian nie potrafi rozdrobnić ofiary przed połknięciem, więc tak długo tłucze krecinę, aż pogruchocze mu wszystkie kosteczki, zdeformuje i w postaci takiej rozbitej masy połknie.

Tymczasem w deszczową sobotę udało mi się podglądać bociana w zupełnie innym wydaniu kulinarnym - w trakcie wyszukiwania larw jakiegoś owada.
Muszę przyznać, że po kilku minutach oswoił się z moją obecnością i kręcił się blisko mnie, nic nie robiąc sobie z faktu, że jestem nim tak zajęty :)
Przyglądanie się niebywałej precyzji z jaką operuje ogromnym dziobem wyłuskując małe larwy, przyniosła mi ogrom przyrodniczej satysfakcji.
Cieszyło m.in. uwiecznianie kropel wody, które za każdym razem gdy podrzucał larwę rozpylały się z jego dziobu.


Zrobiłem kilkaset zdjęć, ale wiadomo, pokażę kilka wybranych.
Deszcz, wiatr i ziąb jakby dla niego nie istniały. To raczej ja miałem problem z wytrzymaniem w tych warunkach.

 To zdjęcie jest jakby kwintesencją sobotnich obserwacji, ale zobaczmy w kilku odsłonach jak to wszystko wygląda z bliska.

 1 faza - wypatrywanie


 2 faza - atak


 3 faza - podrzut i ... do przełyku :)

Poniżej kilka różnych ujęć tej najciekawszej fazy.




 Tu ze zdobyczą trzymaną z najwyższym pietyzmem!


 Ładny :)


Podskok z poderwaniem setek kropel wody. Na dobrych monitorach zauważycie też krople strząśnięte ze skrzydeł.

Na koniec filmik z intensywnej fazy żeru.

FILM:      https://youtu.be/nRP2deOE15Y