sobota, 29 kwietnia 2017

Deszczowe jelenie i wszystko deszczowe ...

Długo oczekiwany długi łykend!
Jak to powiedział Łukasz w moim ukochanym Antyradiu - "jedni mają długi weekend, a inni tylko długi!" :)))
Uwielbiam Ich!

No i co?
Deszczowo!
Kogoś to dziwi?
Mnie nie!
Od zawsze twierdzę, że ktoś kto zaczął odliczanie dat i ustanowił pierwszy poniedziałek, czy od czego on tam zaczął, pospieszył się lub spóźnił o dwa dni!
Gdyby pierwszy, dajmy na to poniedziałek, był w środę, to wszystkie łykendy byłyby piękne, słoneczne i ciepłe, a tak mamy jak mamy. W tygodniu, gdy trzeba oddać się ciężkiej tyrce - słońce i palma, a w łykend wiadomo - kaszana!
I tak od lat.
Co mi pozostało, polubiłem deszczową pogodę, tym bardziej, że mimo panującego wówczas czerwca, w taki deszczowy dzień pojawiłem się na świecie.

Było jak widać - szaro, mokro i prawie ponuro.



Stworzyła się okazja do sfotografowania kilku "mokrych kur".





Tego "Patafiana" polubiłem najbardziej :)


 Z trudem gasiłem drgania aparatu wywołane śmiechem :)))





A las?
Las przywitał mnie takim widokiem międzydrzewnym:
 Jak widać młodzieżówka wciąż z "patykami" na łbach.





 Ten koleżka już buduje przyszły oręż, choć powiedzmy szczerze, niespecjalnie ma czym zaimponować ... póki co :)

Chciałem iść za nimi i nawet je wypatrzyłem (mam nadzieję, że też ją widzicie) ale ponieważ chcę tu wrócić jutro, odpuściłem.  Jutro ma być podobnież nieco słoneczka.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Ubrać się w świt!

Dziś w ramach myśli otwierającej nie będę się zbytnio wysilał i napiszę krótko i na temat:

... rano to rano!
Krzysiek Leśny Mikunda


Chciałbym, żeby te trzy słowa zostały sentencją powtarzaną przez pokolenia jak choćby Melchiorowskie "cukier krzepi!"
To by było coś ale wiadomo ... ja nie Wańkowicz, o świcie 95% społeczeństwa śpi, a cukier wpierniczają wszyscy. 
Trudno, nie wybrałem najprostszej metody na zdobycie umysłów społeczeństwa, przypiąłem się do świtu, a tego zejść się nie da, w piecu się tym nie napali, a i ubrać się w świt nie jest najłatwiej.

Ubrać się w świt ... eeee, fajne! Dobra, już wiem jaki będzie tytuł tej opowieści :)

I o co mi tu z tym świetm ... aaa, że ładnie jest rano!
No to zapraszam:

 Ta praca ma oczywisty tytuł - bociany! Przecież to oczywiste.




Jak widać w porannych kałużach toczy się całkiem poważne życie. 




Ciężka orka na ugorze w pierwszych, jeszcze mocno nieśmiałych promieniach słońca.




Przy wodopoju. Chyba szpak ... pewności nie mam.
Mogłem napisać, "prawdopodobnie szpak", byłoby jakos ładniej. Co to za wyraz ... "chyba"?!? Okropny!
Więcej go nie użyję!




O tej porze w powietrzu jest tyle dziwnego widma, że wszystko wygląda inaczej, plastyczniej i baśniowo bardziej.



Lotki prawego skrzydła wychwyciły pierwsze promienie. Takie tam poranne smaczki. 





Gdzieś między ziemią, a niebem.




Ktoś odgadnie tytuł tej pracy?
No dobra, podpowiem - żuraw! ;)
Jestem pewny, że go widzicie :)))
Przy okazji przyznajcie, że warmińskie pofałdowania mogą obudzić uczucie miłości do tego regionu.
U mnie obudziły. 

To kiedyś Edward Cyfus (prawdziwy Warmiak!) w niezapomnianym cyklu kłobukowych opowieści starej Gazety Olsztyńskiej, napisał, że Warmiak oderwany od swojej ziemi, wywieziony, pierwsze za czym tęskni, to właśnie za ukształtowaniem terenu, za morenami i pofałdowaniammi. Pod tym względem urok Warmii jest niepowtarzalny w swojej urodzie. Wszelkim lodowcom dziękujemy za ciężką ale jakże twórczą pracę!
Lodowiec to musiało być wymagające monstrum, wracał tu trzykrotnie poprawiać swoją robotę. Musiał być ciągle był niezadowolony ze swojej "rzeźby". Ostateczne powstało dzieło wyśmienite!




Z cyklu "sięgaj gdzie wzrok nie sięga" :)



A na naświetlonej części pola, zupełnie inna gra świateł.
 Bociek jakby wsłuchany w rytm jądra Ziemi.




W poprzedniej opowieści pokazałem start tego kaczora i mnóstwo poderwanej wraz z nim wody, ale nie mogę nie pokazać wyjątkowych okoliczności przyrody w jakich go obserwowałem.
Uroczysko.



A skoro już zawędrowaliśmy do lasu ... 


Przednia łapa samca! Basiora znaczy. Ogromna i świeżuteńka. 
To tylko kwestia czasu, spotkamy się na pewno. Kręcę się po jego rewirze od 4 lat. 
Do tej pory spotkaliśmy się raz, więc czas najwyższy na kolejne spotkanie.
Statystyka zaczyna już pracować na moją korzyść. ;)



I na zakończenie te kruszynki w ładnej grze śródleśnych świateł.


 Tu z budulcem w dzióbku.



I weź człowieku to maleństwo wypatrz! :)








niedziela, 23 kwietnia 2017

Pospolity lot kaczki i inne przypadki!




W lesie.

Nie czekam na nic, czasu nie liczę,
mógłbym trwać tak całe życie.
A gdy powiedzieć chciałbym cokolwiek,
... milczę.
Tak jest lepiej - cisza - nikt nic nie powie.

Krzysiek Leśny Mikunda





O piątej świat dziś wyglądał tak:





Ale to po jednej stronie nieba, ponieważ po drugiej, w tym samym czasie wyglądał już tak:


Jak widać padał deszcz tu i tam ... by nie pisać ówdzie, bo po co się zastanawiać na tym cholernym "ó"  :)



Wspaniały koziołek ustawił się jak na zawołanie gdy sarna w tym czasie obserwowała mnie przez ażur krzewiny jakiejś.


No i zobaczcie, wczesny poranek niedzielny, a drzewa wciąż bez liści! ;)


Droga, którą jadę ...


No i poniżej sarny w porannym galopie. Zacieniona część nieużytku, długi czas ekspozycji i panoramowanie z ręki. Lubię ;)

Nie myślcie, że dla tego efektu zaliczyłem klasyczną glebę, o nie! Wykorzystałem ukształtowanie terenu. Tym razem :)


 Kaczka ... leci.
Wolałbym napisać, że zarejestrowałem ruch kuli ziemskiej pod zawiśniętą (!) w miejscu kaczką, ale niestety to tylko rutynowa obserwacja pospolicie lecącej kaczki ... życie ;)


Baaardzo często tędy jeżdżę i chyba Was to nie dziwi :)

 Takie widoki tylko na Warmii!


Ona, ta chmura tak wyszła jakby nie wiadomo co, ale to nie była chmura burzowa. Ot taki sobie kształt przyjęła. Postraszyła, postraszyła i się rozeszła :)


Lot równoległy :)))  Jak to jest, że odbicie zawsze nadąża za obiektem? A Lucky Luke potrafił strzelić rewolwerem w swój cień, zanim ten zareagował!!! ;)



Na zakończenie miłego poranka trafiłem na babrzysko, na którym kiedyś sfotografowałem śpiące łanie! Po ostatnich deszczach babrzysko zamieniło się w bagno i dzięki temu właśnie wylądował tam ten kaczor. Jak wylądował, to i musiał kiedyś wystartować, a ja tylko na to czekałem.
Muszę Wam powiedzieć, że leśna/dzika kaczka krzyżówka, nie miastowa znaczy, to jeden z najbardziej płochliwych ptaków! Tego kaczora podchodziłem tak czujnie, że gdybym w ten sam sposób podchodził do lochy, to pewnie mógłbym ją ostatecznie klepnąć w zadek ;)





sobota, 22 kwietnia 2017

Jeleń w deszczu.

W nocy lało jak jasna cholera, więc już przez sen uznałem, że podszyt będzie miękki  i cichy, co oznacza, że warto będzie wybrać się do liściastego lasu.
Lasy liściaste i mieszane, gdy jest sucho, są praktycznie niedostępne dla mnie jako tropiciela zwierząt.
Liście zalegające grubą zwykle warstwą na ziemi, są hałaśliwe więc poważnie ograniczają szanse na podejście czegokolwiek poza sosną. ;)

Ale dziś!
Dziś był ten dzień!

Tzn. pod względem cichości podszytu, bo ogólnie to może i byłby, gdyby nie szczególnie silny wiatr.
Zwierzęta tego nie lubią.
Wszechobecny szum, łamane gałęzie i rozmiatane wiatrem zapachy kompletnie je dezorientują.
Zwykle w takich razach chowają się w ostojach i matecznikach, by uniknąć niechcianego spotkania.

Wiedziałem, że padający deszcz nie ułatwi obserwacji w i tak problematyczną pogodę.
Ale pewnie tak już jest, że każde wyjście, każda sesja służy powstaniu jednego, tego jedynego zdjęcia.
Dziś, oczywiście wyłącznie w mojej subiektywnej ocenie, tak właśnie było.

Aby nie budować napięcia zacznę od niego właśnie!

Deszczowy półmrok dodał od siebie to czego szukam w leśnej fotografii - tajemnicy, zgaszonej kolorystyki i niedoświetleń!
W dodatku mimo trudnego, gęstego lasu, udało mi się go spanoramować.
O szczęściu spotkania o tej porze roku byczka-młodzieńca w pełnym uzbrojeniu, nie wspomnę.
Większość starszych od niego byków, od jakiegoś czasu chadza już bez poroża.

Po chwili wykonałem mu kolejne zdjęcie:
 Co za radocha, a dzień zapowiadał się nieciekawie.



Poniżej o rok starszy  kolega już bez wieńca.

Zmoczone deszczem strąki grzywy zwisały pod ciężarem wchłoniętej wody.

Po dwóch godzinach jakby przejaśniało. Zdjęcia nabierają innej przestrzeni i kolorytu.

 Pani zięba w cieniu i ...


 ...  pan zięba już w słońcu.



 Tu rosną jedne z największych sosen tej części lasu. Boję się wyrokować ile mogą mieć lat ale sądzę, że spokojnie ponad dwieście, a znam jeszcze większe! Szczerze powiedziawszy większych w Polsce jeszcze nie widziałem. Nie można obojętnie przejść obok tego monstrum! Ogrom pnia robi zniewalające wrażenie.




 Pędzone silnym wiatrem chmury przepuszczały światło to tu, to tam, oświetlając las wybiórczo.
To zawsze pozwala na pobawienie się planami.


W tej okolicy tak gigantycznej wielkości dęby wciąż rosną. Do wykonania fotografii zainspirował mnie jednak ten, leżący.

A na zakończenie idąc w pobliżu tajemniczego leśnego jeziora ...

A raz słońce, a raz deszcz ;)