wtorek, 16 października 2018

A Warmia szaleje, przebiera się i stroi!

Staram się nie być przewidywalny w moich wyborach i gustach. Dotyczy to również, a może przede wszystkim, próby zaskakiwania samego siebie, a niewiele brakowało i tej opowieści dałbym tytuł "Barwy Jesieni".
Posłużenie się czymś tak oklepanym, byłoby kompletnie beznadziejne. Już jutro, o mniej więcej 7.13 rano czułbym się z tym źle.
Nie twierdzę, że nadany tytuł jest w czymkolwiek lepszy, ma jednak jedną niezaprzeczalną przewagę ... jest w swojej formie jedyny! I o to mniej więcej chodzi tygrysom :)

Ugiąłem się przed urokami jesieni i klęknąłem przed nimi. Jak każdy, ja też musiałem, a nawet bardzo chciałem, poświęcić przynajmniej jeden dzień na hołd złożony urokom tej pory roku.
Nie wybrałem się do lasu, ot co!
Warmia, kraina w której się urodziłem, której jestem wierny, którą szczerze uwielbiłem, oferuje nieskończony wachlarz możliwości sycenia się nietuzinkowym krajobrazem. Moreny, górki, pagórki, jeziora, lasy i pola, nieużytki, remizy, bagna i torfowiska ... co komu w duszy gra.
Tym razem wybrałem się na wałęsanie po polach i łąkach.
Tu nic nie jest do ogarnięcia po horyzont. Głębia każdego widoku definiowana jest polodowcowym ukształtowaniem terenu. To z tego powodu w lesie, gdy nie możemy tego ocenić, okazuje się, że jakaś część drogi męczy nas w sposób szczególny, bo jak się okazuje, od dwudziestu minut praktycznie się wspinamy.

Na tę wyprawę wybrałem całkowicie nieprzypadkowy dzień. Wiedziałem, że będzie mgliście i słonecznie. Wyruszyłem znacznie przed świtem.
 Rozpoczynam sarnami skaczącymi po ciemnym jeszcze ale kwiecistym nieużytku. W zasadzie sam je ledwo widziałem.

 W porze gdy świt dopiero zapowiada się ledwo wyczuwalną poświatą.

 Na pochylni jednej z nadjeziornych moren.

 Kraina tajemnic i marzeń.
Za godzinę jej bramy będą zamknięte, więc śpioszki obudzą się już w zwykłym świecie.

 Tu akurat łagodnie pofałdowany teren z nieckami wypełnionymi mgłą.

Jaśnieje.

Świt zastał mnie na polach przy gigantycznej trakcji energetycznej. Zwykle unikam takich miejsc, a szczególnie nie lubię ich fotografować. Jak pisałem jednak na wstępie, jeszcze bardziej lubię się zaskakiwać i ...
... Warmia ma też i takie oblicze.

 Nie mogłem się oprzeć tej wymownej graficie.


 W zagłębieniach terenu jeszcze długo zalegały mgliste pierzynki.

 Wystrzeliła bardzo wysoko. Nie mogłem oprzeć  się wrażeniu, iż w tym miejscu na potrzebę jej skoku, ktoś wyłączył grawitację! :)

 Warmińskie kaskady i remizki ... bardzo warmińskie zdjęcie.

 Wschód zawsze jest początkiem końca krainy, której mgliste niedopowiedzenia leżą mi blisko na sercu.

 Gęsi zbierające się między morenami do dolotu.

 Dzięki wybrzuszeniom terenu można jeden świt przeżyć kilka razy :)

 Tak wyglądają odchodzące w zapomnienie warmińskie drogi. Mam nadzieję, że nie uda się wszystkich zamienić w trasy szybkiego ruchu. Warmia straciłaby ogromnie dużo ze swojej "klimatycznej wyjątkowości".  Między innymi podróżowanie takimi drogami przenosi turystów do innego świata, To dzięki takim drogom, czują, że są w cywilizacyjnym zaciszu, na marginesie pędzącego świata. Uwielbiam nimi podróżować.

 Ktoś ... coś ... jakieś wątpliwości, że nie przesadzam? :)

Wracając zajrzałem do prywatnej hodowli jeleni, którą odwiedziłem w zeszłym roku. Ten piękny byk, nałożył w tym roku nieco słabsze poroże. Jest już w wieku redukcyjnym, uwstecznia oręż. Oglądanie tych zwierząt w zagrodzie, z ich oczywistą dedykacją kulinarną, wywołuje we mnie negatywne odczucia. Ten człowiek oczywiście robi to legalnie, zwierzęta są okolczykowane itd. Nie można mieć do niego żalu, jednak nie mogę pozostać niewzruszony, gdy król puszczy chodzi po pastwisku z kolczykiem w uchu jak krowa. Dziwne to jakieś ... niepojęte. Nie zmienia to faktu, że byk jest piękny.


poniedziałek, 15 października 2018

Pocałunek jeleni!

Dziwna niedziela.
Dziwna, ale to nie jej wina. Po prostu przez lata uzbierało się.
Zbiera się coś w człowieku i on, ten człowiek nawet nie wie, że coś się kumuluje!
To nie musi być nic złego, to może być nawet odkrywcze, bowiem rzeczy dobre, odkrycia czy coś w podobie, mimo, że zakończone okrzykiem zaskoczenia "eureka!" gdzieś w tyle czaszki również "zbierały się do życia". Wstajemy, jemy, czynnościujemy, a w tle, pod naszą nieświadomość, gromadzą się doświadczenia i przemyślenia.
Dziś takie właśnie mnie dopadło w lesie!
Lata leśnego łażenia zaowocowały następującą konkluzją - wszystkie pojedyncze nici pajęcze są otóż rozciągane na wysokości moich oczu, a konkretnie rzęs! Wszystkie podkreślam!
Jeżeli macie podobne (jak się spodziewam) doświadczenia, wniosek jest jeden - wszyscy mamy ten sam wzrost - 185 cm!
Ile mi się tego dziś nawklejało w rzęsy ... no szok!
Pewnie nie wpadłbym na to wiekopomne odkrycie, gdyby nie fakt, że przez odklejanie nitek od rzęs spaprałem pięknego byka!
Nie można jednocześnie uwalniać oczu od lepkich nici, rozglądać się i robić zdjęć ... mając tyle oczu ile mam i tyle rąk ile mam, no nic z tego!

Tym bardziej, że do lasu wchodziłem w półmroku. Jesienny półmrok to coś innego niż letni. Rzekłbym nawet, że jesienny półmrok, to coś znacznie mroczniejszego niż letnia ciemność, ot co.
Kąt padania promieni ... ach, jakich tam promieni, kąt padania tego, co za godzinę będzie światłem, jest taki, że w lesie i tak noc i tak noc.

Tak wygląda ściana wschodnia widziana od środka lasu.
To zjawisko trwało dosłownie 2-3 minuty. Pojawiły się niezwykłe fiolety i ciemne róże. Pięknie, tajemniczo, mrocznie. UWIELBIAM!!!

Chwilkę dosłownie później, polanka śródleśna wyglądała już tak. Krzewy w mglistej otulinie o niezwykle ciepłym kolorycie, wyglądały bajecznie. Krajobraz odrealniony.

Gdy wchodziłem do starego lasu, zagarnąłem rzęsami pierwszą porcję pajęczych nici.
Nie dość, że w lesie wciąż noc, pajęczyna w oczach, to jeszcze aparat nie ustawiony na nowe warunki.
W tym momencie pierwszym rozklejonym okiem dostrzegam, że przepiękny byk niestety już wie, że jestem. Co za pech!
Robię zdjęcie tak jak mogę, czyli kompletnie bez sensu ...

Szczerze mówiąc to zdjęcie doskonale ilustruje to co widziałem, czyli ogromne poroże zamajaczyło w półmroku.
Wiem, nie jest to zdjęcie atlasowo-słodkopierdzące, ale przysięgam, że wytrzymałbym z takim na ścianie znacznie dłużej niż z pięknie wyrysowanym portretem z rozmytym tłem. Tego typu zdjęcia rodzą scenariusze, poruszają wyobraźnię, a te dosłowne, dopowiedziane w każdym calu ... nie.
Pokazuję je mimo fatalnych walorów jakościowych i poznawczych, zawiera jednak sporo walorów  emocjonalnych. Tak to czuję.
Robię korektę parametrów w aparacie, mija kilka minut i świat wygląda już zupełnie inaczej.
To a'propos tak zwanego złotego kwadransa. Nie ma nic takiego jak złoty kwadrans, chyba, że uznamy, że to ten kwadrans, w którym oświetlenie zmienia się najdynamiczniej w ciągu całej doby - o tak, z tym to się zgadzam. Między 6.00, a 6.15 na sto procent zachodzi więcej zmian temperatury barwowej i ilości światła, niż między np. 9.00, a 15.00! Przez te 6 godzin zmienia się kierunek, ale to w przybliżeniu wszystko co się zmienia :)

To też następne zdjęcie  ...
... jest równie nieostre ale klimacik ... no klimacik jest. To świat, w którym nie istnieją kontury, wszystko jest miękkie ale za to bardzo barwne.
Pozwólcie mi tak ładnie wytłumaczyć zdjęcie, które nie mogło być i w związku z tym nie jest ostre :)))

Kręcąc się po krzaczowiskach, w mglistych przecierkach z najwyższym trudem dostrzegłem jakiś ruch. Zdjęcia robiłem na czuja, w zasadzie prawie nie widziałem co fotografuję.

 Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że na jednym z kadrów uwieczniłem całujące się jelenie!!!
Młodzież lubi się całować i jak widać dotyczy to również zwierząt.
Wyjątkowa, przepiękna chwila. Szkoda, że w takich warunkach, ale dokument nie ma większych wymagań.


 Wiatr przedmuchiwał mgły i co jakiś czas robiło się "ostro". Przynajmniej mogłem obejrzeć zwierzęta, którym od kilku minut się przyglądałem.

No dobra, część moich zdjęć i tak spotyka się z niezrozumieniem, więc przejdźmy do czegoś bardziej oczywistego.
Optykę aparatu skierowałem w nieco lepiej oświetloną stronę. Fotografia bez światła nie istnieje, więc gdy jest go więcej, wychodzi proporcjonalnie lepiej. Technicznie lepiej oczywiście.

 Rudzik baraszkujący w niezwykle barwnym otoczeniu musiał zwrócić moją uwagę.

 To była przyjemna dla oka sesja i bardzo satysfakcjonująca. Mam go w wielu pozach.

Zrobiłem dwa zdjęcia dla koneserów gry świateł, żeby nie było :)


Trudno było nie skorzystać z takiej aury. Opadające liście robią tu dobrą robotę. Las był cały czas poprzeplatany wilgocią. Dawało to ciekawe efekty rozmyć i przejaśnień.

Strzyżyk ukryty w cienistym krzewie gdzieś nad rzeką.


 Mój wiek, jest ze mną jak zespawany. No właśnie, on jest wyłącznie mój, a nie jest mi przychylnym partnerem! Nie ustalał tego ze mną, a uważam, że za bardzo się spieszy! To nie fair!
Powyżej pamiątka z minionych czasów, które z racji niesłusznie i niesprawiedliwie posuniętego wieku, doskonale pamiętam. W latach 60-ych i 70-ych byliśmy żywicową potęgą na makroskalę.
Mnóstwo sosen było tak porylcowanych, a na końcu tych ran, wisiały kubeczki do zbierania żywicy.
Walały się po całym lesie, głównie turlały się pod nogami. Tym razem chyba na szczęście dla zdrowia i wygody lasu, nasze żywice zostały wyparte przez chińskie, ukraińskie i brazylijskie. Proceder zakończono w 1993 roku.
Dziś spotkanie takiej sosny staje się wyjątkiem, ale w zamian za to niemal wszystkie drzewa mają jakieś grafomańskie symbole, są wysprejowane w kółka, kropki, kreski i cyfry. To tajny kod pracowników LP.  Może w ten sposób informują się o imprezach, może przesyłają sobie pozdrowienia, naszczekują na przełożonych albo ekologów, kto wie. :)
Na poważnie to oczywiście oznakowania brakarskie, oznaczają granice obszarów przeznaczonych do wycięcia, drzewa, które należy zostawić i zawierają wiele innych, praktycznych informacji.
Tak czy siak, są miejsca, w których trudno zrobić zdjęcie bez tych oznakowań.

Słońce było już wysoko ale to zderzenie żółci i niebieskości jakoś mnie zaskoczyło.
Las żegnałem w niezwykłym uniesieniu. To był przyjemny dzień. Pogodowo!
A to że spaprałem trzy dorodne byki, głównie wyciągałem pajęczyny z oczu i strzyżaki z karku, to już zupełnie inna sprawa. :)

Zapomniałbym o listku tym!
Gdy się dobrze przyjrzeć, widać nitkę ... czyli już wiecie, na jakiej wisiał wysokości! :))))



poniedziałek, 8 października 2018

Mocny byk, część druga.

Końcówka rykowiska to moment, w którym usłyszenie byka jest już w zasadzie nagrodą.
Ryczą niechętnie, nie mają motywacji, zrobiły swoje.
To co je ewentualnie skłania, to zaznaczenie dominacji, terenu i spadający ale wciąż krążący w żyłach testosteron. Ryk w tym okresie nie wyzwala już w samcach ani chęci walki ani próby odbicia łań. Ale jak miałem okazję się przekonać, nie pozostaje bez reakcji ze strony nasłuchujących jeleni.
Ten, obok którego stałem (poprzednia opowieść) ewidentnie zareagował (film) na ponure i raczej leniwe porykiwania drugiego samca.
Niska tonacja odgłosów zdradzała dorodnego jelenia. Postanowiłem go odnaleźć. Dzieliło mnie od niego 1-1,5 kilometra. Wiedziałem, że ryknie jeszcze dwa, maksymalnie trzy razy i zamilknie. Tak się stało. Musiałem skazać się na intuicję, szczęście i odrobinę tropicielskich umiejętności.
Doskonale znałem teren, więc to już spory zadatek na dobry efekt poszukiwań.
Jeżeli nic ich nie spłoszy, mam szansę je dojść.
Słońce zaczynało przebijać się nad koronami drzew. Jaśniało.
Czekało mnie przejście na drugą stronę rzeki. Zwalone drzewo nie jest może szczególnie komfortowe, ale też nie ma innej sposobności, więc nie ma co marudzić. Trzeba uważać na fragmentach ze zdartą korą - odsłonięte drewno w mokre poranki jest śliskie jak mydło.
Długo analizowałem tropy i ślady zwierząt po drugiej stronie rzeki i doszedłem do wniosku, że poszukiwany byk wraz z garstką samic przeszedł, a w zasadzie przepłynął przez rzekę. Świeże, jeszcze mokre tropy wskazały mniej więcej kierunek jeleniej marszruty. Nie bez problemu wspinałem się na wyjątkowo stromą skarpę. Dwa razy zjechałem do punktu wyjścia. Podczas zdobywania takich przewyższeń myślę tylko o dwóch rzeczach - o aparacie i żeby spadać jak najciszej :)))
To dwustopniowe przewyższenie jest taką mini ścianą płaczu i nie ukrywam, że na górze musiałem wyrównać oddech :)
Teraz, gdy stanąłem w przesiece, trzeba zdecydować czy jelenie poszły w lewo czy w prawo. Analizuję kierunek wiatru i atrakcyjność obu stron. Staram się obudzić do pracy "jelenią część mózgu".  Zastanawiam się co bym wybrał. Przesieka jest porośnięta szczotką grabową, więc każdy krok może skończyć się rozerwaniem buta lub skręceniem kostki. Wybieram lewą stronę. Niestety po zrobieniu kilku kroków, czuję jak podeszwa buta nagniata grabowy kikut sterczący z ziemi. Ten, napięty jak łuk, wystrzeliwuje spod stopy i grudka ziemi czy to z niego czy wyrwana z buta, ze znaczną siłą uderza mnie prosto w oko! Z drewna grabu robi się m.in. pałki perkusyjne ... nie ma na co liczyć, kikut nie pęknie pod ciężarem buta!
Uroki podchodu ...
Miałem nadzieję, że palcami wydobędę ziemię z oka, gdy właśnie z lewej strony lasu wybiegł ON!

Jedno oko łzawi, nic na nie widzę, drugim, na szczęście prawym, ogarniam temat w wizjerze aparatu.
Łzawiące i piekące oko nie pozwala mi na delektowanie się chwilą, mam jedynie pewność, że przede mną paraduje piękny okaz.
Nie mam pojęcia czy to tak było, ale uważam, że "strzał" wyrywającego się spod buta naprężonego grabowego badyla, wypłoszył go z chaszczy.
Może to i lepiej, bo w lesie mógłbym go nie zdążyć "złapać w szkło."
Mokra i tym samym lśniąca sierść potwierdziła moje domniemanie - przed chwilą przeszły rzekę.


 To naprawdę okaz.


Jak one dają radę chodzić po tym grabowym ściernisku?!?
Takie miejsca wielokrotnie wygrywały z niejednym butem, a kalosze, jeden po drugim, ponoszą tu trwałe rany!
Bez ochrony kostek, odradzam próbę forsowania takich miejsc. To stwarza spore ryzyko odniesienia nieprzyjemnych uszkodzeń.


 Z pewnej już odległości zaprezentował swoją krótkotrwałą rodzinkę i tym razem już na dobre zniknęły w prawej części lasu. Nie na długo. Wiem, że gdybym się uparł, oglądałbym je raz jeszcze. Zdarza mi się tak chodzić za dzikami ale za jeleniami jakoś nie potrafię. Otrzymałem przyjemność przyjrzenia im się i niech sobie idą w spokoju. To znacznie poważniejszy byk od tego z pierwszej części. Przy okazji, zwróćcie proszę uwagę jak wygląda masa dojrzałego byka w stosunku do łań, biorąc poprawkę na to, że on jest w drugim planie. Jest potężny, a przypominam, że podczas  rykowiska stracił około 1/4 masy ciała. Król!

Cieszę się, że dane mi było go obserwować, choć jednym, ale podwójnie czujnym okiem :)))


Gdy wracałem przez rzekę, udało mi się i naprawdę nie wiem jak, uchwycić moment, w którym rzuciła się ryba! Mała rzecz, a cieszy! :) 



 Trzy bazowe dla tej części puszczy gatunki drzew - sosna, dąb i rozmyty w pierwszym planie grab.
A między nimi ... :)


 Miałem pokazać inną część tej fascynującej rośliny, ale dopiero w domu zauważyłem niezwykłą subtelność - pajęczynkę! Oset leśny to odrębny ekosystem :)


 Huba z góry - w miarę nietuzinkowo :)


 Nigdy nie przestanie mnie szokować jak wiele światła drzewa liściastego lasu zatrzymują w koronach.


 Rzadko las pozwala mi na podziwianie ich, ale odgłosy odlatujących gęsi są "dźwiękową przyprawą" moich jesiennych wypraw.


sobota, 6 października 2018

Byki znienacka.

Nie mam pojęcia kim był niejaki Nienack, ale dziś zafundował mi nie lada spotkania.
Wyjście do lasu po ciężkim i długim tygodniu pracy, jest lekiem, nagrodą i pieszczotą dla duszy.
W zasadzie nie ma znaczenia co las da, co przyniesie.
Być, iść, wąchać świerki i głaskać korę buków. Niczego bardziej nie pragnę. Aby jak najszybciej "wejść w las" podchodzę do dębu, przytulam się i stoję tak chwilę, aż moja energia wyciszy się, odetnie od miasta, aż "zgubię w sobie człowieka".
Dopiero wtedy, gdy ruszam, "widzę las i wiem, że on mnie widzi". Jestem, już jestem mój stary druhu, tak potrafię powiedzieć w myślach, ale w rzeczy samej dedykuję to puszczy.
Niczego nie oczekiwałem. Chciałem tylko wymienić energię na lepszą, rozprężyć DNA w każdej komórce. Niezbyt ostrożnie przeciskałem się przez gęsty szpaler piętnastoletnich grabów rosnących ciasno na granicy przesieki i wyjątkowo starego lasu. Ten skrawek puszczy ma to coś!
Jest tu zawsze ciemno, a dbają o to liczne rozłożyste korony dębów i omszałych grabów. Jeżeli rośnie tu sosna, to jest ponad dwustuletnim sośniszonem! Jeżeli grab, to grabiszon! Adekwatnie gdy dąb, to dębiszon! W tej części lasu często siadam na ziemi, pniaku, zwalonym konarze i zapadam się w kontemplacji nad tym, że prawdopodobnie tak wyglądał kiedyś las, dopóki nie zamieniono go w drewnodajną uprawę. Nikt nie szacował optymalnego wieku rębnego, nikt się nie spieszył, a drzewa umierały stojąc. Puszcza przez wieki rozrastała się w procesie naturalnego odrodzenia. Rosły te gatunki i tylko te miały szansę, które w danym miejscu zastawały optymalne dla siebie warunki. Glebę, mikoryzę, określoną ilość światła i w końcu odpowiadające im gatunki roślin.
Las wie, które drzewa wpływają na inne leczniczo, które się zwalczają. W naturalnym lesie mimo pozornej dowolności i chaosu, panuje przewidziany przez przyrodę porządek.

I gdy postawiłem pierwszy dosłownie krok za grabowym przepierzeniem, mimo półmroku, dostrzegłem sylwetkę pięknego byka. Jak on mógł mnie nie usłyszeć?!?
Przeciskanie się między twardymi gałęziami grabów nie jest bynajmniej bezgłośne!

Tak powstało pierwsze zdjęcie:
Nie dajcie się zwieść tym prześwietleniom na zdjęciu. Tam panował mrok i cień, a aparat przy bardzo wysokim ISO tak interpretuje jaśniejsze obszary. Do wschodu brakowało jeszcze sporo czasu, a do dotarcia promieni do wnętrza lasu jeszcze więcej.

Tu wciąż nie widać jak piękny i dorodny to okaz.
 Zbliżę go Wam, ale to i tak nie wyczerpuje tematu.
Cierpliwości proszę :)

Z odległości usłyszałem ryk byka!
Październik, a one głoszą koniec rykowiska. Zaskoczyło mnie to o tyle, że tydzień temu była kompletna cisza!

Byk, którego obserwowałem odpowiedział!
Zaryczał, acz leniwie, co nie zmienia faktu, że gdy się to słyszy z kilkunastu metrów, robi wrażenie.

 I co?
Tu już widać, że poroże niczego sobie :)


 Nasłuchiwał czujnie tego drugiego.
Zaczął uderzać porożem w ziemię i kopać racicami.
Był podniecony.
Postanowiłem to nagrać.

Miałem nadzieję, że ryknie do kamery. Niestety nie byliśmy wcześniej umówieni.


 Odchodził nie będąc pewnym co go w sumie niepokoi.
Stałem wprawdzie jak świeca, nieosłonięty czymkolwiek, ale w absolutnym bezruchu.
Co jak co, ale bezruch mam opanowany do perfekcji. W bezruch to ja się potrafię zaangażować.
W zasadzie z bezruchu mam profesurę. ;)
Wiem, że dyscypliny olimpijskiej z tego nie będzie i w ogóle trudno to uznać za sport ale
paradoksalnie idealny bezruch angażuje mięśnie. Nie jest to czynność porywająca, nie wyzwala emocji. Trudno zrobić na kimś wrażenie umiejętnością pozostawanie w bezruchu. Już sobie wyobrażam rozmowę ... ja skaczę w dal 7,80 metra! o, a ja biegam setkę w 10,9 sekundy! ... a ja ... ja umiem się nie ruszać :)))
Taaaa.

 No i proszszszę!
Teraz widać, że chłopak nie ułomek! Tyki mocne, grube, dwustronnie koronny, piękny okaz.


Musiał, oczywiście musiał się odwrócić i rzucić to swoje spojrzenie.
Na szczęście doszukałem się na tym zdjęciu dowodu, że ostatecznie puścił do mnie oczko :)

Zanim doszło do tego spotkania, zmagałem się z obstrzałem łań.
Całe szczęście były dość daleko i wciąż unosiły się poranne mgiełki, skutecznie rozcierające obraz mojej sylwetki.

 Gdy słońce podniosło się nieco, zrobiłem zdjęcie, by udokumentować jak znikoma ilość światła wnika do lasu liściastego, mimo tego, że to co widzicie, to skraj tego lasu.
W zwartym kompleksie jest jeszcze gorzej :)


 Zagadka :)
Co tu Mikunda wykombinował?
Co to jest?


 No i powiedzcie sami, czy to nie jest grabiszon?
Potęga grabowa! Wiele lat doświadczeń. Wiele lat koegzystencji z otoczeniem. Nieoceniona wartość mikroświata, który powstał w jego systemie korzeniowym.
Wartość starych drzew w ekosystemie, o czym nie raz pisałem, jest nie do przecenienia.


A to! Czy to zwykłe sosny, czy jednak sośniszony?
One na bank mają ponad dwieście lat! Zobaczcie jak przy nich wygląda pień naprawdę pokaźnego dębu!

Ruszyłem w poszukiwaniu tego drugiego byka.
Czekało mnie miłe zaskoczenie.
Ale o tym w następnej części.
Muszę już iść na imprezę :)