Wciąż chyrcham, w zasadzie nie powinienem był jeszcze wychodzić z domu, ale też nie wyobrażałem sobie, że go nie opuszczę. Musiałem! Leczenie psychiatryczne jest droższe niż antybiotyk na grypę! Program był prosty - robię objazd i już. Nie mogłem chodzić, bo pewnie dobiłbym się ostatecznie, ale pojeździć mogłem.
Nie wiedziałem co mnie czeka i na jak długo wystarczy mi sił, więc pierwsze zdjęcia zrobiłem już przed domem, zanim wyruszyłem w teren.
Wiecie, gdyby nic miało nie wyjść z wyprawy, to sikory jakby co, już miałem ;)
Szczęśliwie udało się opuścić miasto, więc nie nudzę sikorami, ale te dwie foty, chyba nie są jeszcze przesadą.
Pogoda w 97% była do chrzanu i rzecz raczej polegała na tym, żeby znaleźć się w odpowiednim momencie i w odpowiednim miejscu. Nie znalazłem się!
Mimo tego, moja Warmia niezmiennie mnie zachwyca i każda jej odsłona wydaje się atrakcyjna.
Może gdybym zastał to miejsce z jakimś prześwitem ... ale czy warto czegoś żałować - Warmia ma też takie oblicze!
To fragment domu w Skajbotach - magicznej wsi owianej wieloma tajemnicami.
Znam miłośników różnych teorii, którzy twierdzą, że nazwa wsi pochodzi od statku kosmicznego - SKY - niebo i BOAT - statek. Skyboat - Skajboty.
Może, może ... hunołs?
Wieś znana jest ze szczególnie dużej ilości znalezisk o stricte kosmicznej proweniencji.
Podobno też miłośnicy UFO z całej Europy zjeżdżają się tu przeżywać swoje przygody, poszukiwania itp. ekscytacje.
Ja nie szukałem kawałków tytanu i meteorytów, którymi podobno skajbodzkie pola są nafaszerowane jak kaczka kaszą, ale znalazłem ślad polskości tych ziem.
Dla mnie to też kosmos!
Za 3 tygodnie na tym rozlewisku będą dziesiątki żurawi! Nieco później zjawią się też pozostałe gatunki, nie tylko wodnego ptactwa. Będzie para błotniaków, będą tu zalatywały bieliki i wiele, wiele innych. A ja będę powracał w tę okolicę jeszcze wielokrotnie.
Okoliczne pola usytuowane są na terenie starannie ukształtowanym przez lodowiec. Trzeba przyznać, że miał tu ciężką "tyrkę" i efekty tej pracy widać na każdym kroku.
Moje oko cieszy obecność remizek, których niestety szybko ubywa z naszego krajobrazu. Są bezcenne dla przeżycia wielu gatunków zwierząt.
Ostatnia biała łacha.
Momentami nie dało się przestać myśleć o wyjątkowości tych terenów, szczególnie w aspekcie relacji z kosmosem.
Spotkane sarny, nie zawracając sobie głowy, przypuszczalnie kręcącym się nad nimi UFO, spokojnie i zgodnie z gatunkowym nawykiem, penetrowały pole rzepaku.
Nie wiedzieć czemu, nagle spojrzały na mnie tak, jakby zobaczyły przynajmniej ... ufoludka! ;)
Ciekawe wpis :-) Zdjęcia objazdowe tylko z auta, czy były małe wyjścia na rozprostowanie kości :-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zdrówka życzę
Jak zawsze ciekawie... Zaliczyłam dziś mimo wietrznej pogody kilkugodzinny wypad w teren, ostatnio próbuję uwiecznić muflony które kręcą się w okolicy :) Wspominasz o żurawiach... wyobraź sobie jak wielkie było moje zdziwienie gdy usłyszałam dzisiaj klangor żurawi... :) Wygląda na to, że już w moje okolice zawitały! To chyba pierwszy raz tak wcześnie odkąd fotografuję ptaki... Pozdrawiam Hania
OdpowiedzUsuńHaniu, słyszałaś żurawie?!? Skąd jesteś? Zapewne południe Polski, ale to i tak szok! :)
UsuńTak, można tak powiedzieć :) wielkopolska, bliżej dolnego śląska. To był szok! :) Sama sobie nie dowierzałam przez chwilę, ale tak! Klangor się niósł po łąkach, w następny weekend idę może uda się utrwalić. :) Pochwalę się jeśli się uda :) Pozdrawiam
UsuńNie no, z auta nie ma ani jednego. Do zdjęcia to już ruszyłem dupsko, tyle że się woziłem, a nigdy tego robię :)
OdpowiedzUsuńNajlepiej na nogach, ja też tak lubię :-) Dziś zauważyłem złotą liczbę na Twoim blogu ? interesujesz się królową nauk ??
UsuńPrzyglądam się jeleniom, chciałbym je zobaczyć na wolności...
Damian! Bracie! Jesteś pierwszą osobą po niemal 80-tysiącach wejść na mojego bloga, która zauważyła i skomentowała współczynnik Fibonacciego!!!! W dodatku wiesz co to jest! NARESZCIE!!! Ufff... a myślałem, że świat się już kończy:) tak, to moja druga wielka pasja. Interesuję się fizyką i filozofią kwantową. :) a toś poprawił mi humor - dzięki!:)
UsuńNie cieszy mnie ten widok. Powinno być śniegu z pół metra. Wciąż mam w głowie twoje stwierdzenie,że rozlewiska w Nowym Przykopie nie ma - wyschło.
OdpowiedzUsuńFotki fajne. Moja Wisła pod Konstancinem też tak wygląda, ale przynajmniej widziałem ją w słońcu. Pozdrawiam nieustająco. PS. Zduś to choróbsko. Czasu szkoda.
Dzięki Piotr, mam nadzieję, że do zdrowia już bliżej niż dalej ;)
UsuńFakt, wczoraj był kosmiczny dzień, te kontaktowe wiązki zza chmur były znaczące. Ja prócz króciutkie, małe śnieżycy nic nie spotkałam. Droga ze starą gruszą piękna, a grypę to trzeba wyleżeć i zrób to szybko, bo jak sam wiesz nadchodzi najpiękniejsza pora roku i kto nam będzie opowiadał co się w PNR dzieje.
OdpowiedzUsuńPS
Myślałam, że mam omamy, ale trzy dni temu też słyszałam żurawie.
o cholerka! aż niewiarygodne ... już się pojawiają ... szok. Zawsze, z dokładnością zegarka pojawiały się 21-22 lutego. Puszczy nie opuszczę choćbym miał się czołgać - relacja będzie ;)
UsuńFajny ten strzał słoneczny przez chmury i to w Skajboty. A remizki takie jak u mnie za, przed i obok chałupy. Ale żeby zurawie już się objawiły??? I to koło mnie??? Muszę iśc na pole i posłuchać. Choć to nie czas jeszcze i to zdecydowanie. Bardzo dziękuję Damianowi, że uświadomił mnie, iż te cyferki, które widać to nie jest licznik wejść (słowo byłam przekonana, że to anglo-saski sposób zapisu licznika)
OdpowiedzUsuńNo właśnie mi z tymi żurkami to też jakoś dziwnie, ale ptaki mogą wiedzieć coś, czego my nie wiemy. Beatko ... licznik wejść ... no i jak Cię nie lubić ;) :)))
UsuńNie masz szans. Taka ze mnie osóbka do lubienia:)
Usuńnajwyraźniej i w pełni się z tym zgadzam:)))
UsuńMarketingowy tytuł ;) hehe
OdpowiedzUsuńTeż czekam na żurawie :) .. Jeszcze trochę i będę się zachwycać łomotem ich krzyków :D
no wiesz ... 26 lat w reklamie :)))
UsuńBardzo ładne zdjęcia sikorek. Naprawdę miło czyta się Leśne Opowieści! ;)
OdpowiedzUsuńto bardzo mi miło :) zapraszam Cię częściej w takim razie! :)
UsuńSikorki cudne,a sarenki wyjątkowe,tak pięknie pozowały,jakby naprawdę czuły że ich zdjęcia powędrują na bloga,pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńczuły bez dwóch zdań czuły :)
UsuńFajne zdjęcia sikorek:) Marzę o spotkaniu saren na swojej drodze, tylko...jak się nie ruszę z miasta, to raczej pozostanie w sferze marzeń:)Nawet na pewno ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
sarna miejska ...może, może, wiesz jaka jest moc wiary! ;)
UsuńLudzie, bez defetyzmu. Przypomina mi się spotkanie z koziołkiem na ulicy miasta Kortowa nocną porą przy samym rektoracie. Wszystko jest mozliwe.
Usuńale zaraz, Kortowo, moje Brzeziny, Słoneczny Stok to nie miasto. Tu sarny łażą i już :) Pomijając wszystko, Kortowo to szpital wariatów, więc wszystko może się tam wydarzyć :))))
UsuńNo i tu przyznam Ci rację
UsuńJa również w sobotę próbowałem znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze, ale niestety mimo próśb, modlitw nie udało się. Cóż, nie poddaje się. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńsobota była jeszcze trudniejsza:)
UsuńJak uwielbiam takie rozlewiska! Muszę tam pojechać. A sarny świetne- jeden to chyba koziołek?
OdpowiedzUsuńtak, jeden to koziołek. Oczywiście w scypule. Rozlewisko jest warte polecenia :)
UsuńKosmici są fajni, ale najfajniejsze w tym poście jest stwierdzenie, że za miesiąc przylecą żurawie i cała reszta ptasiego tałatajstwa. Takie zdania, pozwalają dociągną do końca zimy w zdecydowanie lepszym nastroju, niż ten za oknem:)
OdpowiedzUsuńO tym co się dzieje za oknem wolałbym nie mówić, bo okazałoby się że klnę jak szewc i długo budowany imidż poszedłby w .... ;) w tej chwili tałatajstwo to wszystko na co czekam, bo śnieg już wybiłem sobie z głowy :))
UsuńAwwww!!Pretty!!!!
OdpowiedzUsuńnajbardziej podoba mi się to początkowe wycie - Awwwwwww ;))))))
Usuń
UsuńI like the most this howling - Awwwwwww ;)))))
Życzę szybkiego powrotu do lasu, bo las się rozchoruje bez Ciebie:)!
OdpowiedzUsuńOoo dziękuję Iwonko, wezmę to pod uwagę i wyzdrowieję :)
Usuń