No wiecie co, nalata się człowiek jak głupi po lasach, nachapie kleszczy jak żaba błota, nakarmi osobistymi erytrocytami wszystko co lata i ma kłujkę, a jedno z sympatyczniejszych zdjęć sarny zrobiłem ... 118,64 metrów od domu! (sto osiemnaście metrów i sześćdziesiąt cztery centymetry)
Odległość podałem w przybliżeniu, bo dokładnie to było coś ponad sto metrów!
p.s.
jesus jak ja motam z tymi metrami ... i po co, się grzecznie pytam! ;)
W każdym bądź razie, gdy wracałem z psem, zauważyłem, że sarny z pobliskiego lasku miejskiego zmierzają w stronę wyspy drzew na polu.
Psa do domu, aparat w łapę i z powrotem na pole :)
Studentom zawsze mówię, że trzeba mieć oczy otwarte na szanse rynkowe, bo zbyt wiele ich na ulicy nie czeka. Nie twierdzę, że szansa sfotografowania sarny to jakaś szansa rynkowa, to tylko taka przenośnia, ale ją zauważyłem. Szansę, nie przenośnię rzecz jasna, :)
Tak powstało zdjęcie wieczoru:
Całkiem wporzo, hę? :)
Dodam, że wyszedłem "po cywilnemu" czyli pomarańczowe spodnie, klapki i te sprawy ... :)))
Całe szczęście wzrok jeleniowatych nie rejestruje pomarańczowego widma, ale ja i tak czułem się nieswojo. Podchodu w klapkach do tej pory jeszcze nie zaliczyłem!
Zrobiłem jej oczywiście album zdjęć ale żeby nie zanudzać, pokażę jeszcze trzy, bo ... no sami zobaczcie:
Takie "braterstwo uszne". Sarna nasłuchuje co za jej plecami, czyli po stronie zająca, a zając nasłuchuje co za jego plecami, czyli po stronie sarny. Tak to się kończy, gdy dwoje sobie nie ufa. Wykonują dwa razy więcej pracy, w tym połowę niepotrzebnie, a każda z wykonanych prac okazuje się niepełnowartościowa :)))
Sarna ostatecznie poirytowana niską jakością współpracy, pogoniła specjalistę od nasłuchów :)
Spokojnie oddaliła się wychwytując lustrem wieczorne promienie słońca.
W drodze powrotnej "złapałem" jeszcze tego mazurka.
Jakbym słyszał gdy mówi do siebie - "wytrzyma, nie wytrzyma ... wskoczyć, nie wskoczyć?!?"
Inny samczyk w tym czasie popadł w analizę meteorologiczną lub po prostu liczył chmury ;)
Rewelacyjny tekst do poduchy .. Foty fantastyczne! :)) Sarna cudna .. ale kopciuszek z dylematem trampoliny... hehe Rozśmieszacz do łez... :))) GENIALNE !!
OdpowiedzUsuńno to się cieszę, że udało mi się sprawić dobry humor ;) dziękuję za przefajny komentarz;)
UsuńCzęść sesjową można na wielkim luzie umieścić w każdej najlepszej literaturze o zwierzętach i na pewno nie będzie tym co uzupełnia literaturę o której piszę. Część tekstową należałoby dać do przewodników Pascal'a ze żeby Wiara gnała na nasze tereny odpoczywać. Super :)
OdpowiedzUsuńno widzisz, a ja mam to przed domem :) - tzn. zwierzęta, nie teksty :))))
UsuńI po co to jeździć gdzieś daleko w teren. Wystarczy limit 118.64 metra, aby zrobić fotę dnia :)
OdpowiedzUsuńZadumany kopciuszek świetny. Zastanawia się czy będzie eksmisja z ogrodu, gdy pod jego kolegą nie wytrzymają te delikatne sprężyny w trampolinie ;)
taaa, kawał chłopa z tego kopciucha :))) Najważniejsze, że ma tego świadomość i zastanawia się zanim zrobi coś głupiego ;)
UsuńWporzo! Rozumiem, że od dziś pomarańczowy shirt i klapki zagoszczą na stałe w Twojej szafie jako doskonałe camo wieczorowe na sarny.
OdpowiedzUsuńGrażynko, no chyba nie mam wyboru :))) zadziałało!
UsuńA ja sobie myślę, że kopciuch nie liczył chmur, tylko (jako Twój sąsiad) rozważał na ten przykład kwestię ciągu Fibonacciego, albo gęstości przestrzeni między cząstkami w atomach, albo innej gęstej materii. A zdjęcia jak to Twoje zdjęcia - super i najsuprzejsze sprężyny z towarzyszącym im kopciuszkiem.
OdpowiedzUsuńBeatko ... najsuprzejsze :))) sam kocham tworzyć nowe słowa, a ciągle ktoś jeszcze i coś jeszcze mnie zaskakuje :)))
Usuńp.s.
tak, masz rację, to musi być zawiecha nad jedną z tych kwestii :)
mazurek napuszony jak lusterko sarny :)
OdpowiedzUsuńsuper opowieść, lekka i zabawna :) i cudny portret wieczorny... wmurowało ją na widok pomarańczowego zjawiska ?;)
no najwyraźniej zdębiała i nie sądzę, że odegrał w tym jakąś rolę kolor, ona w końcu zobaczyła ... mnie :)))
Usuń