Wracałem już z lasu i postanowiłem zajrzeć nad bardzo znane leśne jezioro.
I zajrzałem! :)
Stary bielik przeleciał mi nad głową, niestety plątanina olchowych gałęzi tak zabadziała kadr, że AF nie wyostrzył w porę. Nie pokonał bariery pierwszego stopnia :)
Nic nie mam do olch, wręcz przeciwnie, ale wtedy miałem ochotę poodgryzać im gałęzie!
(słabe - kora włazi miedzy zęby! ;) )
Po drugiej stronie przesmyku zauważyłem żurawie na gnieździe. Ponieważ przesmyk jest stosunkowo wąski, zaniepokoiła je moja obecność. Odszedłem, chociaż przyznać muszę, że miejscówka jest doskonała. Cokolwiek zechciałoby przepłynąć między akwenami, musiałoby znaleźć się w odległości niemal portretowej ode mnie.
Pomyślałem, że to i tak będą krzyżówki i polazłem dalej:)
Po drugiej stronie pierwszego akwenu pływała para największych latających kaczkowatych w Polsce - łabędzi niemych.
Powodowany głównie zmęczeniem, usiadłem schowany za olchą i czekałem na rozwój wypadków.
Mogły wybrać 359 innych kierunków, tyleż miały możliwości, ale zdecydowanie płynęły w moją stronę. Zrobiłem taką fotkę i czekam ... no bo co niby innego mógłbym zrobić? Przecież do nich nie polecę!!! :) Wprawdzie mój sprzęt jest w 100% wodoszczelny, mógłbym płynąć, ale woda jakaś taka mokra się wydawała i chyba zimna .. brrrrr.
Po tym zdjęciu uznałem, że wystarczy, łabędzi mamy na dziś dość i temu Panu już dziękujemy!.
Ale jegomość z nonszalancko założonym "wiosłem" postanowił ni to dryfować, ni to płynąć, dokładnie do mnie. Jakbym siebie widział na kajaku. Zawsze kombinuję jak wykorzystać powierzchnię piór wiosła, żeby wiatr mnie gnał "za darmochę". Ostatnio na jeziorze Wulpińskim przez to moje kajako-żeglowanie do wyspy płynąłem ponad godzinę ... brawurowo pokonując oszałamiającą odległość stu metrów! :)))))
Sam nie wiem kiedy, samiec znalazł się blisko mnie i z wyprostowaną jak u krzykliwego szyją, bacznie mi się przyglądał.
Pomyślałem, dobra, w końcu skoro się napraszają, skoro im tak zależy - jedziemy z tematem - sesja!
Szukałem motywu, najmniejszego pretekstu, by je fotografować. Przez myśl mi przeszło, że mimo tego, że są popularne i rozpoznawalne, wcale nie jest ich tak dużo. Pięć, sześć tysięcy par jak na taki kraj, tyłka nie urywa. Pocieszałem się, że fotografuję stosunkowo nieliczny gatunek i do tego objęty ścisłą ochroną! Ale w ostatniej chwili pomysł nasunął się sam - KROPLA!
Mam nadzieję, że ażury trzciny dodatkowo urozmaiciły tego i tak, najczęściej fotografowanego, ptaka.
Czekałem, aż wyjmą głowę z wody i szukałem różnych relacji łabędź - woda.
Efekt nie zawsze był zgodny z oczekiwanym.
Największą radochę przygotował mi Pan Łabędź na koniec sesji - ulało mu się ha aha ha a
I to konkretnie;)
Czy wiecie, że one wyrywają dziennie do 10 kg zielska z dna? Pracusie ;)
Powinny mieć stały etat na plaży miejskiej.
wtorek, 10 maja 2016
poniedziałek, 9 maja 2016
złoty strzał!
Taki zwyczajny, słoneczny wieczór w Puszczy. Spokój, cisza, ciepło, zapachy wiosny i śpiew ptaków.
By poczuć się wybrańcem losu, wystarczyłoby tu tylko być.
A do tego wszystkiego, do kontemplacji leśnej przyrody, dochodzą przecież miłe niespodzianki, nieoczekiwane lub trochę tylko oczekiwane spotkania.
Słońce jest jeszcze stosunkowo wysoko, a już w pierwszym kroku traperskim spotykam taki widok:
Las posiepany światłem jak jako na twardo krajalnicą. Trudno cokolwiek dojrzeć.
Te dwie łanie pasące się u "bramy lasu" zapowiadają jednak ciekawe obserwacje. Aktywny dzień. Za miesiąc, gdy nadejdą upały, spotkanie jeleni w środku dnia, będzie niemal niewykonalne.
Las wydawał się taki przestrzenny, że czułem się jak bohater jakiejś gry 3D. Ostro rysujące światła, mocne kontrasty, soczystość otaczającej mnie przyrody.
Na dużej polanie pasły się trzy jelenie. Dwa z nich sfotografowałem z daleka i poszedłem dalej. Nie było sensu im przeszkadzać.
Gdy dochodziłem do kolejnej polany, z daleka zauważyłem kolejne dwie łanie. Mocna gra świateł i cieni stworzyła jakiś intrygujący mnie obraz.
Szczerze mówiąc te też chciałem odpuścić ale to by oznaczało, że muszę wracać skąd przyszedłem, a tego nie lubię. Chciał nie chciał, postanowiłem je podejść.
Niestety wiedziałem, że będę musiał je przestraszyć, ale w ostatecznym rozrachunku uznałem, że to nie jest najwyższy wymiar nieszczęścia jaki mógł je spotkać na skutek kontaktu z człowiekiem. Chyba, że zdjęcia naprawdę zabierają duszę ... a to przepraszam :)
Odbiegły z nieukrywanym wdziękiem. Ciągle są w fazie pozbywania się zimowych wdzianek. To moment nie najlepszej prezencji, strzępy zimowego futra sterczą bez kontroli jak kłaki owczarka nizinnego, który wyszedł z chaszczy ;)
Przyszedł czas na zdjęcie i tego jelonka. To młody byczek, w pierwszej fazie nakładania poroża.
Widzę go trzeci raz w ciągu tygodnia.
Zawróciłem i poszedłem zobaczyć co słychać na babrzysku. Mimo tego, że dzień chylił się ku upadkowi, wciąż było gorąco i liczyłem na jakieś małe chrumkające spotkanko.
Udało się. Zeszłoroczna młodzież korzystała z uroków SPA, ale czujna mamusia ukryta w drągowinie obok, zagrzmiała groźnie. Uwielbiam ten niskotonowy pomruk z pewnością nie zapowiadający ocieplenia relacji.
Młody szukając źródła niepokoju postawił irokeza by zwiększyć swoją optyczną przewagę. Byłem wprawdzie dobrze ukryty ale w tej konkurencji nie miał do mnie szans.Optycznie go dominowałem :)
W drodze powrotnej jeszcze raz spotkałem "matki trzy", które niedawno fotografowałem z bliska, więc im również odpuściłem. taki dzień ... odpustowy.
Jak się dobrze przyjrzeć, pasiaki też widać :)
To ten sam cielak, którego portretowałem dwa posty temu. Również uznałem, że nie ma co za nim iść, bo komu jak komu, ale jemu po poprzednim podejściu, mógłbym założyć kartotekę w stylu "portret z lewej, portret z prawej" z ewidencją każdego kłaczka :)))
Odchodząc pozwolił jeszcze sfotografować się w pięknej scenerii Puszczy. I za to byłem mu naprawdę wdzięczny.
O wiele ciekawsza obserwacja rozgrywała się w tym samym momencie, dwadzieścia metrów dalej.
Kozioł postanowił ugasić "testosteronowy pożar" na młodej sosence. Zaatakował bez pardonu z takim impetem, że gałąź pękła. Na jego nieszczęście wplątała się w parostki i odchodząc z miejsca boju, targał na grzbiecie ten "przyozdóbek". Pękałem ze śmiechu :)))
Kabaret :)
Gdy wychodziłem z lasu, żegnał mnie, nieco mniej elegancko, stary kumpel - zając. To nie dość, że odmiana stacjonarna, to jeszcze leśna ;)
W ostatniej chwili zauważyłem fajne zjawisko! Zastanawiałem się jak to możliwe, że takie wielkie Słońce, mogło trafić tylko w to jedno wybrane w całym lesie drzewo? :)
Niewiarygodne! Nasza gwiazda oświetlała w tym momencie pół układu słonecznego i ... tę jedną sosnę!
Taki ... "złoty strzał" ;)
Poza terenem Puszczy "złapałem" jeszcze tego żurawia startującego w stronę zachodzącego słońca.
A na sam koniec, gdy już było naprawdę ciemno, trafił mi się kozioł z bardzo długimi parostkami!
No i taki to wieczór się trafił. Do tego przeżyłem jeszcze opisane post wcześniej spotkanie z potworem ;)
Przyroda jest piękna ... czy ja już o tym pisałem? ;)
By poczuć się wybrańcem losu, wystarczyłoby tu tylko być.
A do tego wszystkiego, do kontemplacji leśnej przyrody, dochodzą przecież miłe niespodzianki, nieoczekiwane lub trochę tylko oczekiwane spotkania.
Słońce jest jeszcze stosunkowo wysoko, a już w pierwszym kroku traperskim spotykam taki widok:
Las posiepany światłem jak jako na twardo krajalnicą. Trudno cokolwiek dojrzeć.
Te dwie łanie pasące się u "bramy lasu" zapowiadają jednak ciekawe obserwacje. Aktywny dzień. Za miesiąc, gdy nadejdą upały, spotkanie jeleni w środku dnia, będzie niemal niewykonalne.
Las wydawał się taki przestrzenny, że czułem się jak bohater jakiejś gry 3D. Ostro rysujące światła, mocne kontrasty, soczystość otaczającej mnie przyrody.
Na dużej polanie pasły się trzy jelenie. Dwa z nich sfotografowałem z daleka i poszedłem dalej. Nie było sensu im przeszkadzać.
Gdy dochodziłem do kolejnej polany, z daleka zauważyłem kolejne dwie łanie. Mocna gra świateł i cieni stworzyła jakiś intrygujący mnie obraz.
Szczerze mówiąc te też chciałem odpuścić ale to by oznaczało, że muszę wracać skąd przyszedłem, a tego nie lubię. Chciał nie chciał, postanowiłem je podejść.
Niestety wiedziałem, że będę musiał je przestraszyć, ale w ostatecznym rozrachunku uznałem, że to nie jest najwyższy wymiar nieszczęścia jaki mógł je spotkać na skutek kontaktu z człowiekiem. Chyba, że zdjęcia naprawdę zabierają duszę ... a to przepraszam :)
Odbiegły z nieukrywanym wdziękiem. Ciągle są w fazie pozbywania się zimowych wdzianek. To moment nie najlepszej prezencji, strzępy zimowego futra sterczą bez kontroli jak kłaki owczarka nizinnego, który wyszedł z chaszczy ;)
Przyszedł czas na zdjęcie i tego jelonka. To młody byczek, w pierwszej fazie nakładania poroża.
Widzę go trzeci raz w ciągu tygodnia.
Zawróciłem i poszedłem zobaczyć co słychać na babrzysku. Mimo tego, że dzień chylił się ku upadkowi, wciąż było gorąco i liczyłem na jakieś małe chrumkające spotkanko.
Udało się. Zeszłoroczna młodzież korzystała z uroków SPA, ale czujna mamusia ukryta w drągowinie obok, zagrzmiała groźnie. Uwielbiam ten niskotonowy pomruk z pewnością nie zapowiadający ocieplenia relacji.
W drodze powrotnej jeszcze raz spotkałem "matki trzy", które niedawno fotografowałem z bliska, więc im również odpuściłem. taki dzień ... odpustowy.
Jak się dobrze przyjrzeć, pasiaki też widać :)
To ten sam cielak, którego portretowałem dwa posty temu. Również uznałem, że nie ma co za nim iść, bo komu jak komu, ale jemu po poprzednim podejściu, mógłbym założyć kartotekę w stylu "portret z lewej, portret z prawej" z ewidencją każdego kłaczka :)))
Odchodząc pozwolił jeszcze sfotografować się w pięknej scenerii Puszczy. I za to byłem mu naprawdę wdzięczny.
O wiele ciekawsza obserwacja rozgrywała się w tym samym momencie, dwadzieścia metrów dalej.
Kozioł postanowił ugasić "testosteronowy pożar" na młodej sosence. Zaatakował bez pardonu z takim impetem, że gałąź pękła. Na jego nieszczęście wplątała się w parostki i odchodząc z miejsca boju, targał na grzbiecie ten "przyozdóbek". Pękałem ze śmiechu :)))
Kabaret :)
Gdy wychodziłem z lasu, żegnał mnie, nieco mniej elegancko, stary kumpel - zając. To nie dość, że odmiana stacjonarna, to jeszcze leśna ;)
W ostatniej chwili zauważyłem fajne zjawisko! Zastanawiałem się jak to możliwe, że takie wielkie Słońce, mogło trafić tylko w to jedno wybrane w całym lesie drzewo? :)
Niewiarygodne! Nasza gwiazda oświetlała w tym momencie pół układu słonecznego i ... tę jedną sosnę!
Taki ... "złoty strzał" ;)
Poza terenem Puszczy "złapałem" jeszcze tego żurawia startującego w stronę zachodzącego słońca.
A na sam koniec, gdy już było naprawdę ciemno, trafił mi się kozioł z bardzo długimi parostkami!
No i taki to wieczór się trafił. Do tego przeżyłem jeszcze opisane post wcześniej spotkanie z potworem ;)
Przyroda jest piękna ... czy ja już o tym pisałem? ;)
niedziela, 8 maja 2016
widziałem POTWORA!!!
W tym dniu sfotografowałem co chciałem. Mam jelenie, dziki, ptactwo i wiele innych zdjęć, a nawet kozła targającego na grzbiecie ułamany konar. Ale pokażę je w następnych postach. Nasycony sporą ilością spotkań w ostatnim czasie, postanowiłem poszukać czegoś innego, czegoś oryginalnego.
Moją uwagę przykuły tajemnicze dołki pod świerkiem. Wyglądało to tak:
O ludzka naiwności! Przyznaję się bez bicia - pomyślałem, że to ślady okapu po ostatnim deszczu.
Że krople spadając z dorodnego świerka, wytłukły takie kratery.
I kiedy tak się przyglądałem mikrokraterom, zauważyłem, że z kilku z nich, jakąś tajemną siłą wyrzucany jest piasek.
Jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, jak okrutne królestwo oglądam i kto tu rządzi, ale czułem przez skórę, że będzie ciekawie.
Klęknąłem, by baczniej przyjrzeć się sprawie. W korzeniach drzewa, mrówki rudnice urządziły sobie mrowisko. Najwyraźniej nie tylko ja je odkryłem. Ktoś jeszcze postanowił skorzystać z łatwego dostępu do mrówek - swojego przysmaku!
Pamiętacie poprzedni post ... są inne góry jeszcze wyższe!
Właśnie spostrzegłem tę kolejną, nieznaną i jeszcze wyższą górę.
Czasami trzeba się pochylić i zmrużyć oczy, by ujrzeć nowy wszechświat.
Z każdą chwilą pilnej obserwacji, wchodziłem za kurtynę niezwykle przerażającego teatru.
Początkowo zaobserwowałem chrząszcza, który starał się opuścić dołek. Niestety piach był sypki, a kąt opadania ścian lejka nie do pokonania. Raz po raz spadał, a gdy wdrapywał się i był prawie na górze, jakaś siła wyrzucała drobiny piachu dosłownie zestrzeliwując go powtórnie w stronę gardzieli leja.
Pochyliłem się jeszcze bardziej, by poznać tę tajemnicę. Sprawa wydawała mi się cholernie interesująca.
Niestety zaglądamy do świata w skali mikro, więc darujcie, że zdjęcia wymagają skupienia, ale nie było łatwo to sfotografować, tym bardziej, że akurat na te chwile, słońce przykryło jakieś chmursko!
Na dnie lejka zauważyłem coś niepokojącego!!!
Rozumiem, że wszyscy sobie właśnie przypominamy czerwie z Dune! Natychmiast o tym pomyślałem.
Zobaczyłem nieprzyjemne narzędzie średniowiecznych tortur - żuwaczkę larwy Mrówkolwa!!!
Te same żuwaczki służą do wystrzeliwania piachu i chwytania ofiar.
Larwa mrówkolwa jest zbudowana inaczej niż wspomniany czerw, ale mimo niewielkich rozmiarów robi przerażające wrażenie!
Jej taktyka polega na zagrzebaniu się w piasku, utowrzeniu leja-pułapki i wyczekiwaniu aż nieszczęśnik wpadnie ... na chwilę.
Stąd już wyjścia nie ma!
Larwa oczekuje na rudnice, ale nie pogardzi żadnym owadem, który "zaliczy dołek".
Tu widać bezkompromisową konstrukcję zabójcy. Larwa nafaszerowana jest wszelkiego typu kolcami ustawionymi "pod prąd". Krótko mówiąc siedzi w piachu stabilnie zakotwiczona, jest nie do wyciągnięcia. To pozwala jej na siłowe rozwiązania czyli wciąganie ofiar pod piach, gdzie duszą się, a ona wysysa z nich ... co się da.
Prześledźmy teraz kolejno akcję.
Tu widać jak silne żuwaczki trzymają ofiarę za odwłok.
W trakcie szamotaniny, zsunęło się truchło mrówki. To już tylko "wydmuszka", a ściślej rzecz biorąc "wysyska" :)
Larwa gdy ustabilizuje uchwyt, z potworną siłą i szybkością rzuca ofiarą góra-dół starając się ją zabić lub przynajmniej ogłuszyć. Nie wiem ile to uderzeń na sekundę ale oniemiałem. Scena bardzo brutalna i mimo skali, przemawiająca do wyobraźni. Musiałem wykonać takie dynamiczne zdjęcie, by oddać zamaszystość i siłę uderzeń. To scena, której długo nie zapomnę.
Akcja przebiegała ze zmiennymi scenariuszami. Owad raz na jakiś czas uwalniał się, ale jak widać Leon Zawodowiec czeka z otwartymi ramionami :)
Powtórnie w uścisku coraz bliższej śmierci.
Niestety zbliża się scena kończąca. Z tego uchwytu już ofiara się nie wydostanie.
Życie chrząszcza jak i jego obraz rozcierało się w obliczu nieuchronnie zbliżającego się końca.
Świat mikro, kryje miliony scenariuszy, które mogą być i są niewyczerpywalnym źródłem inspiracji dla twórców filmów S-F.
Przyroda jest piękna, choć momentami przerażająca. Życie.
Moją uwagę przykuły tajemnicze dołki pod świerkiem. Wyglądało to tak:
O ludzka naiwności! Przyznaję się bez bicia - pomyślałem, że to ślady okapu po ostatnim deszczu.
Że krople spadając z dorodnego świerka, wytłukły takie kratery.
I kiedy tak się przyglądałem mikrokraterom, zauważyłem, że z kilku z nich, jakąś tajemną siłą wyrzucany jest piasek.
Jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, jak okrutne królestwo oglądam i kto tu rządzi, ale czułem przez skórę, że będzie ciekawie.
Klęknąłem, by baczniej przyjrzeć się sprawie. W korzeniach drzewa, mrówki rudnice urządziły sobie mrowisko. Najwyraźniej nie tylko ja je odkryłem. Ktoś jeszcze postanowił skorzystać z łatwego dostępu do mrówek - swojego przysmaku!
Pamiętacie poprzedni post ... są inne góry jeszcze wyższe!
Właśnie spostrzegłem tę kolejną, nieznaną i jeszcze wyższą górę.
Czasami trzeba się pochylić i zmrużyć oczy, by ujrzeć nowy wszechświat.
Z każdą chwilą pilnej obserwacji, wchodziłem za kurtynę niezwykle przerażającego teatru.
Początkowo zaobserwowałem chrząszcza, który starał się opuścić dołek. Niestety piach był sypki, a kąt opadania ścian lejka nie do pokonania. Raz po raz spadał, a gdy wdrapywał się i był prawie na górze, jakaś siła wyrzucała drobiny piachu dosłownie zestrzeliwując go powtórnie w stronę gardzieli leja.
Pochyliłem się jeszcze bardziej, by poznać tę tajemnicę. Sprawa wydawała mi się cholernie interesująca.
Niestety zaglądamy do świata w skali mikro, więc darujcie, że zdjęcia wymagają skupienia, ale nie było łatwo to sfotografować, tym bardziej, że akurat na te chwile, słońce przykryło jakieś chmursko!
Na dnie lejka zauważyłem coś niepokojącego!!!
Rozumiem, że wszyscy sobie właśnie przypominamy czerwie z Dune! Natychmiast o tym pomyślałem.
Zobaczyłem nieprzyjemne narzędzie średniowiecznych tortur - żuwaczkę larwy Mrówkolwa!!!
Te same żuwaczki służą do wystrzeliwania piachu i chwytania ofiar.
Larwa mrówkolwa jest zbudowana inaczej niż wspomniany czerw, ale mimo niewielkich rozmiarów robi przerażające wrażenie!
Jej taktyka polega na zagrzebaniu się w piasku, utowrzeniu leja-pułapki i wyczekiwaniu aż nieszczęśnik wpadnie ... na chwilę.
Stąd już wyjścia nie ma!
Larwa oczekuje na rudnice, ale nie pogardzi żadnym owadem, który "zaliczy dołek".
Tu widać bezkompromisową konstrukcję zabójcy. Larwa nafaszerowana jest wszelkiego typu kolcami ustawionymi "pod prąd". Krótko mówiąc siedzi w piachu stabilnie zakotwiczona, jest nie do wyciągnięcia. To pozwala jej na siłowe rozwiązania czyli wciąganie ofiar pod piach, gdzie duszą się, a ona wysysa z nich ... co się da.
Prześledźmy teraz kolejno akcję.
Tu widać jak silne żuwaczki trzymają ofiarę za odwłok.
W trakcie szamotaniny, zsunęło się truchło mrówki. To już tylko "wydmuszka", a ściślej rzecz biorąc "wysyska" :)
Larwa gdy ustabilizuje uchwyt, z potworną siłą i szybkością rzuca ofiarą góra-dół starając się ją zabić lub przynajmniej ogłuszyć. Nie wiem ile to uderzeń na sekundę ale oniemiałem. Scena bardzo brutalna i mimo skali, przemawiająca do wyobraźni. Musiałem wykonać takie dynamiczne zdjęcie, by oddać zamaszystość i siłę uderzeń. To scena, której długo nie zapomnę.
Akcja przebiegała ze zmiennymi scenariuszami. Owad raz na jakiś czas uwalniał się, ale jak widać Leon Zawodowiec czeka z otwartymi ramionami :)
Powtórnie w uścisku coraz bliższej śmierci.
Niestety zbliża się scena kończąca. Z tego uchwytu już ofiara się nie wydostanie.
Życie chrząszcza jak i jego obraz rozcierało się w obliczu nieuchronnie zbliżającego się końca.
Świat mikro, kryje miliony scenariuszy, które mogą być i są niewyczerpywalnym źródłem inspiracji dla twórców filmów S-F.
Przyroda jest piękna, choć momentami przerażająca. Życie.
sobota, 7 maja 2016
Są inne góry, jeszcze wyższe!
A kiedy wreszcie nadejdzie,
ta chwila oczekiwana,
że staniesz wysoko na szczycie,
wielka radość ...
Lecz to co ujrzysz,
Twym całym światem zakołysze,
bo obok Twojej, tej naj,
są inne góry jeszcze wyższe!
To fragment utworu niezapomnianej, ambitnej grupy EXODUS. Tekst Andrzeja Puczyńskiego.
Gdyby coścoś, to wersja koncertowa jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=J6mLdRJ05qc
Muszę przyznać, że te słowa wybrzmiewają mi w głowie do dziś i w pewnym sensie stają się alegorią moich wypraw. Każde wyjście w teren, jest tą oczekiwaną chwilą, każda obserwacja tym wysokim szczytem, a za każdym razem gdy tam jestem (w tej obserwacji) dociera do mnie świadomość, że ciągle i wciąż są "szczyty nieodkryte", wyższe i coraz ciekawsze. Taka jest właśnie przyroda, taki jest las.
(qrde, zwykle jakoś zabawniej zaczynałem! ;) )
I są takie chwile np. na moim uwielbionym leśnym rozlewisku, że niby zwykły lot łabędzia krzykliwego, niby nic takiego, a dech człeku w piersiach zapiera. Ileż to sekstyliardów atomów pozamykało się w rozmaitych formach, by ukazać ócz mych źrenicom, taki widok!
To rozlewisko, a w zasadzie Rozlewisko, powinno zostać objęte ochroną rezerwatową, bowiem jest perełką biotopową bez dyskusji i kompromisów. Dzieje się tu oj dzieje.
Rzucam poniżej kilka kadrów wykonanych przy niespecjalnej wprawdzie pogodzie, ale tym bardziej wyobraźcie sobie jak tu pięknie bywa. A zresztą pokazywałem je kilka razy w różnych odsłonach.
Zwykle spotykam tu starsze bieliki, tym razem nad moją głową przeleciał młodzieniec.
Przyroda jest niekończącym się łańcuchem powiązań między jej bohaterami, niestety dla niektórych jest też łańcuchem powiązań pokarmowych, łańcuchem troficznym jak mawiają akademicy.
Po tym ptaku pozostało jelito, ale zapewniam, że za chwilę i jego już nie będzie.
Niestety obok nie zawsze apetycznych znaków działania przyrody, znajduję co czas jakiś pomnikowe ślady ludzkiej beznadziei. Ten tzw. niedopałek, to epicentrum toksycznego zniszczenia w swojej skali. Ilość syfu zawarta w tym dowodzie czyjejś słabości charakterologicznej, (wszyscy palacze pragną rzucić palenie, a nie rzucają, bo czegoś w sile charakteru brakuje) potrafi zatruć 2 metry sześcienne wody!!! To coś leżało nad samym brzegiem rozlewiska. Zwykle spotkane butle, puszki, kanistry wynoszę z lasu, petów po kimś nie podnoszę ... niestety.
Wiem, że ta dygresja nie "siedzi" w konwencji bloga skupionego na pokazywaniu przyrody, ale jak mam wyrazić pewien sprzeciw? Oburzenie? Takie ślady bytności Homo Sapiens w miejscach pięknych z natury, zawsze mnie irytują, psują humor. Pomijam inne aspekty ... jest sucho jak wiór, a pet wygląda na niedawny. Te suche żywiczne igły są idealną rozpałką. Jak można o tym nie myśleć?!?
W pobliżu rozlewiska jest piękny, stary las liściasty z bukami, dębami i grabami, uwielbiany przez dziki. A tym razem spotkałem je po sąsiedzku w iglastej części lasu. Miła i nieco zaskakująca niespodzianka.
Intensywnie żrowały. To drugoroczne maciorki prowadzące młode. Taka rozradzająca się młodzież :)
Niestety w tych trawach sfotografowanie maluchów okazało się niewykonalne.
Kawałek dalej widzę coś takiego. W tych świetlistych zamaziajach ledwo dostrzegłem jeleni tyłek :)
I wyszła z tego taka scenka środowiskowa.
Na koniec ciekawostka. Jaszczurka żyworodna z kleszczem na głowie! Nawet one nie mają spokoju.
ta chwila oczekiwana,
że staniesz wysoko na szczycie,
wielka radość ...
Lecz to co ujrzysz,
Twym całym światem zakołysze,
bo obok Twojej, tej naj,
są inne góry jeszcze wyższe!
To fragment utworu niezapomnianej, ambitnej grupy EXODUS. Tekst Andrzeja Puczyńskiego.
Gdyby coścoś, to wersja koncertowa jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=J6mLdRJ05qc
Muszę przyznać, że te słowa wybrzmiewają mi w głowie do dziś i w pewnym sensie stają się alegorią moich wypraw. Każde wyjście w teren, jest tą oczekiwaną chwilą, każda obserwacja tym wysokim szczytem, a za każdym razem gdy tam jestem (w tej obserwacji) dociera do mnie świadomość, że ciągle i wciąż są "szczyty nieodkryte", wyższe i coraz ciekawsze. Taka jest właśnie przyroda, taki jest las.
(qrde, zwykle jakoś zabawniej zaczynałem! ;) )
I są takie chwile np. na moim uwielbionym leśnym rozlewisku, że niby zwykły lot łabędzia krzykliwego, niby nic takiego, a dech człeku w piersiach zapiera. Ileż to sekstyliardów atomów pozamykało się w rozmaitych formach, by ukazać ócz mych źrenicom, taki widok!
To rozlewisko, a w zasadzie Rozlewisko, powinno zostać objęte ochroną rezerwatową, bowiem jest perełką biotopową bez dyskusji i kompromisów. Dzieje się tu oj dzieje.
Rzucam poniżej kilka kadrów wykonanych przy niespecjalnej wprawdzie pogodzie, ale tym bardziej wyobraźcie sobie jak tu pięknie bywa. A zresztą pokazywałem je kilka razy w różnych odsłonach.
Zwykle spotykam tu starsze bieliki, tym razem nad moją głową przeleciał młodzieniec.
Przyroda jest niekończącym się łańcuchem powiązań między jej bohaterami, niestety dla niektórych jest też łańcuchem powiązań pokarmowych, łańcuchem troficznym jak mawiają akademicy.
Po tym ptaku pozostało jelito, ale zapewniam, że za chwilę i jego już nie będzie.
Niestety obok nie zawsze apetycznych znaków działania przyrody, znajduję co czas jakiś pomnikowe ślady ludzkiej beznadziei. Ten tzw. niedopałek, to epicentrum toksycznego zniszczenia w swojej skali. Ilość syfu zawarta w tym dowodzie czyjejś słabości charakterologicznej, (wszyscy palacze pragną rzucić palenie, a nie rzucają, bo czegoś w sile charakteru brakuje) potrafi zatruć 2 metry sześcienne wody!!! To coś leżało nad samym brzegiem rozlewiska. Zwykle spotkane butle, puszki, kanistry wynoszę z lasu, petów po kimś nie podnoszę ... niestety.
Wiem, że ta dygresja nie "siedzi" w konwencji bloga skupionego na pokazywaniu przyrody, ale jak mam wyrazić pewien sprzeciw? Oburzenie? Takie ślady bytności Homo Sapiens w miejscach pięknych z natury, zawsze mnie irytują, psują humor. Pomijam inne aspekty ... jest sucho jak wiór, a pet wygląda na niedawny. Te suche żywiczne igły są idealną rozpałką. Jak można o tym nie myśleć?!?
W pobliżu rozlewiska jest piękny, stary las liściasty z bukami, dębami i grabami, uwielbiany przez dziki. A tym razem spotkałem je po sąsiedzku w iglastej części lasu. Miła i nieco zaskakująca niespodzianka.
Intensywnie żrowały. To drugoroczne maciorki prowadzące młode. Taka rozradzająca się młodzież :)
Niestety w tych trawach sfotografowanie maluchów okazało się niewykonalne.
Kawałek dalej widzę coś takiego. W tych świetlistych zamaziajach ledwo dostrzegłem jeleni tyłek :)
I wyszła z tego taka scenka środowiskowa.
Na koniec ciekawostka. Jaszczurka żyworodna z kleszczem na głowie! Nawet one nie mają spokoju.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










