niedziela, 8 maja 2016

widziałem POTWORA!!!

W tym dniu sfotografowałem co chciałem. Mam jelenie, dziki, ptactwo i wiele innych zdjęć, a nawet kozła targającego na grzbiecie ułamany konar. Ale pokażę je w następnych postach. Nasycony sporą ilością spotkań w ostatnim czasie, postanowiłem poszukać czegoś innego, czegoś oryginalnego.
Moją uwagę przykuły tajemnicze dołki pod świerkiem. Wyglądało to tak:


O ludzka naiwności! Przyznaję się bez bicia - pomyślałem, że to ślady okapu po ostatnim deszczu.
Że krople spadając z dorodnego świerka, wytłukły takie kratery.
I kiedy tak się przyglądałem mikrokraterom, zauważyłem, że z kilku z nich, jakąś tajemną siłą wyrzucany jest piasek.
Jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, jak okrutne królestwo oglądam i kto tu rządzi, ale czułem przez skórę, że będzie ciekawie.
Klęknąłem, by baczniej przyjrzeć się sprawie. W korzeniach drzewa, mrówki rudnice urządziły sobie mrowisko. Najwyraźniej nie tylko ja je odkryłem. Ktoś jeszcze postanowił skorzystać z łatwego dostępu do mrówek - swojego przysmaku!
Pamiętacie poprzedni post ... są inne góry jeszcze wyższe!
Właśnie spostrzegłem tę kolejną, nieznaną i jeszcze wyższą górę.
Czasami trzeba się pochylić i zmrużyć oczy, by ujrzeć nowy wszechświat.
Z każdą chwilą pilnej obserwacji, wchodziłem za kurtynę niezwykle przerażającego teatru.

Początkowo zaobserwowałem chrząszcza, który starał się opuścić dołek. Niestety piach był sypki, a kąt opadania ścian lejka nie do pokonania. Raz po raz spadał, a gdy wdrapywał się i był prawie na górze, jakaś siła wyrzucała drobiny piachu dosłownie zestrzeliwując go powtórnie w stronę gardzieli leja.
Pochyliłem się jeszcze bardziej, by poznać tę tajemnicę. Sprawa wydawała mi się cholernie interesująca.

Niestety zaglądamy do świata w skali mikro, więc darujcie, że zdjęcia wymagają skupienia, ale nie było łatwo to sfotografować, tym bardziej, że akurat na te chwile, słońce przykryło jakieś chmursko!


Na dnie lejka zauważyłem coś niepokojącego!!!
Rozumiem, że wszyscy sobie właśnie przypominamy czerwie z Dune! Natychmiast o tym pomyślałem.
Zobaczyłem nieprzyjemne narzędzie średniowiecznych tortur - żuwaczkę larwy Mrówkolwa!!!
Te same żuwaczki służą do wystrzeliwania piachu i chwytania ofiar.
Larwa mrówkolwa jest zbudowana inaczej niż wspomniany czerw, ale mimo niewielkich rozmiarów robi przerażające wrażenie!
Jej taktyka polega na zagrzebaniu się w piasku, utowrzeniu leja-pułapki i wyczekiwaniu aż nieszczęśnik wpadnie ... na chwilę.
Stąd już wyjścia nie ma!
Larwa oczekuje na rudnice, ale nie pogardzi żadnym owadem, który "zaliczy dołek".

Tu widać bezkompromisową konstrukcję zabójcy. Larwa nafaszerowana jest wszelkiego typu kolcami ustawionymi "pod prąd". Krótko mówiąc siedzi w piachu stabilnie zakotwiczona, jest nie do wyciągnięcia. To pozwala jej na siłowe rozwiązania czyli wciąganie ofiar pod piach, gdzie duszą się, a ona wysysa z nich ... co się da.

Prześledźmy teraz kolejno akcję.

 Tu widać jak silne żuwaczki trzymają ofiarę za odwłok.

 W trakcie szamotaniny, zsunęło się truchło mrówki. To już tylko "wydmuszka", a ściślej rzecz biorąc "wysyska" :)

 Larwa gdy ustabilizuje uchwyt, z potworną siłą i szybkością rzuca ofiarą góra-dół starając się ją zabić lub przynajmniej ogłuszyć. Nie wiem ile to uderzeń na sekundę ale oniemiałem. Scena bardzo brutalna i mimo skali, przemawiająca do wyobraźni. Musiałem wykonać takie dynamiczne zdjęcie, by oddać zamaszystość i siłę uderzeń. To scena, której długo nie zapomnę.

 Akcja przebiegała ze zmiennymi scenariuszami. Owad raz na jakiś czas uwalniał się, ale jak widać Leon Zawodowiec czeka z otwartymi ramionami :)

 Powtórnie w uścisku coraz bliższej śmierci.

  Niestety zbliża się scena kończąca. Z tego uchwytu już ofiara się nie wydostanie.

Życie chrząszcza jak i jego obraz rozcierało się w obliczu nieuchronnie zbliżającego się końca.

Świat mikro, kryje miliony scenariuszy, które mogą być i są niewyczerpywalnym źródłem inspiracji dla twórców filmów S-F.


Przyroda jest piękna, choć momentami przerażająca. Życie.



40 komentarzy:

  1. Zaspałem dzisiaj do lasu,jak tylko się przebudziłem odpalam fejsa,Krzysztof na pewno był i zaraz się dowiem co tam dzisiaj się działo.Widzę tytuł postu i ciśnie mi skacze a jeszcze kawy nie piłem. Szybko klikam na link, LTE z prędkością światła w moim telefonie przerzuca mnie na bloga. Mimo to, sekundy wydają się być wiecznośią, myślę sobie może odkrył potwora i będziemy mieli swoje Loch Ness. Zaczną przyjeżdżać turyści, rzucę robotę i tych za zachodniej granicy będę oprowadzał po 10 eurasòw. W końcu strona się zaladowała, ręce mi się trzęsą, telefon lata w każdym kierunku, ledwo odczytuje literki. Jest, w końcu widzę zdjęcia, czytam. I tak sobie myślę, a jakby to bydle wciągnęło Cię do tego dołka, to kto by Ci pomógł:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin, ja natomiast piłem kawę czytając Twój komentarz! Wylądowała ze śmiechu na ekranie. Nie udało mi się jej utrzymać w jamie chłonącej. Mam teraz pełne ręce roboty i do tego musze zrobić kolejną kawę :))))

      Usuń
    2. Jestem Ci bardzo wdzięczny, za Twoje codzienne felietony z lasu. Wiem, że jak choćby dzisiaj zaśpię albo jestem gdzieś w Polsce, to zawsze jesteś na posterunku i zdasz relację co w tej naszej puszczy się dzieje. Dziękuję!!!

      Usuń
    3. taka przypadłość, co zrobić ;) mam ogromną satysfakcję, że ktoś to tak skomentuje jak Ty przed chwilą - to ja dziękuję! :)

      Usuń
  2. To całe gniazdo potworów, ja jeszcze takiego nie spotkałem...

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, ich tam było 3 x tyle! Jeszcze tam wróćę :)

      Usuń
  3. W naturze nie ma czegoś takiego jak dobro i zło, rzeczy godne pochwały lub potępienia. To antropocentryczny wymysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nigdy nie oceniam zjawisk przyrodniczych w kategorii dobre czy złe. Widok był przerażający, co nie oznacza, że nieporządany czy zły;) Zresztą już Św. Augustyn powiedział, że dobro jest brakiem zła - te zjawiska idą zawsze w parze i są bardzo blisko siebie.

      Usuń
  4. No! I zepsuł mi Pan dzień! Wielkie dzięki! ;-)

    PS. Kiedy moje dzieci były małe, w lesie bywaliśmy codziennie i obserwacje mrówkolwa (mrówkolewa?) to dla nas nie pierwszyzna. I śpiewaliśmy sobie wtedy dziecięcą piosenkę - coś z lwem w tekście. No i teraz mnie to męczy! Jak to leciało?!!!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) A ja Mrówkochybajednaklwa poznałem dziś! Masakra! :)))

      Usuń
    2. Nie wierzę. Krzysztofie. Przecież ja te dołki wypatrzę wszędzie, gdzie nawet oko nie sięga.

      Usuń
    3. biję się w pierś mą ale to fakt :)

      Usuń
  5. Współczuje! To zapewne fascynująca taktyka zdobywania pokarmu, jednak trauma po oglądaniu czegoś takiego zostaje. Modraszki w stanie larwalnym markując zapach mrówczych larw są przez nie zanoszone do mrowiska i karmione, a gdy podrosną zaczynają pożerać larwy mrówek. Puki o tym czytam to nic, ale jak bym to zobaczyła? A wszystko przez to, że musimy jeść. Krzysiu, reportaż znakomity i zdjęciowo i tekstowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyroda jest zaskakująco kreatywna :) Dziękuję za opinię, bo ze zdjęć nie byłem do końca zadowolony. Małe toto ... :))

      Usuń
    2. Cholera napisałam póki przez u. PRZEPRASZAM!

      Usuń
  6. Ja bym ratowała biedaka ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze towarzyszy mi taki typowo humanistyczny dylemat, ale Mrówkolew też chce żyć :) NIgdy nie ingeruję w takie zdarzenia. Tym bardziej, że uważam się za drapieżnika i jednak jestem po ich stronie :))

      Usuń
    2. Antropocentryczne wymysły, tak,tak,rozumiem, ale że się nawet nie zalęgła u pana myśl aby podstawić patyczek? Pan się zachował jak reporter wojenny co to patrzył na nieszczęście nieszczęśnika aby mieć mrożący krew w żylcu materiał. Zdruzgotanam.

      Usuń
    3. a gdybym mu nie pozwolił zjeść tego owada, to nie zrobiłoby ci się przykro, że mrówkolew i to larwa, czyli takie "nienarodzone dziecko" ( :) ) właśnie ginie z głodu w strasznej agonii ? :)

      Usuń
    4. Popularność licznego gatunku kobiet, które ciągle są na diecie, powoduje empatyczne zrozumienie odmówienia sobie kąska. Natomiast robaczek-ofiara ma (miał, chlip) duży zadek, co mnie wzruszyło i mentalnie ustawiło po jego stronie ;)

      Usuń
    5. (Argumenty prenatalne jakoś nie bardzo ;)

      Usuń
    6. no fakt, larwa to larwa :) ale w mediach teraz tyle prenatalnych argumentów, że mi czujnik osłabł :)))

      Usuń
  7. O znam Ci ja te stwory od dawna, jeszcze chyba w dzieciństwie poznałam ale ze opowiadań, a jako obserwator przyrody kilka lat temu sama spotkałam. Brutalne ale za to skuteczne. A relacja pierwszorzędna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja, wstyd sie przyznać, właśnie się z nimi zapoznałem :)))

      Usuń
  8. No fakt, wypisz, wymaluj pustynny czerw, tylko w mikroskali:)

    OdpowiedzUsuń
  9. A tak w ogóle to chciałam napisać, że u mnie też incydentalny potwór, ale mniej potworny, co być może spowodowało, że zareagowałam emocjonalnie ;)
    Obserwacje w mikroskali zawsze pociągające!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż się boję pytać cóż to za potwór, ale od mojego potwora mniej potworny może być tylko mniejszy mrówkolew:)))

      Usuń
  10. Jak byłem mały adoptowałem mrówkolwa. Wygarnąłem gościa razem z piaskiem wsadziłem do słoika i codziennie karmiłem mrówkami. Byłem ciekaw co niego wyrośnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. qrcze, gdzie ja byłem tyle lat ? naprawdę ich nie znałem!:)))

      Usuń
  11. Muszę przyznać z przykrością że jeszcze nie spotkałem na swej drodze tego przystojniaka. Pewnie dlatego że moje obserwacje dotyczą osobników ponad ziemią. Ale zaciekawiles mnie tą relacją z "frontu" walki na życie i śmierć. Muszę postarać się trafić w centrum akcji, bo zakladam że zdjęcia nie sa w stanie przekazać calej dramaturgii sytuacji mimo że są świetne jak na warunki tam panujace.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia w rzeczy samej nie są w stanie oddać tego dramatyzmu. Naprawdę warto to podejrzeć :)

      Usuń
    2. Dramatyzmu nie pokażą fotki. Tak jak wczoraj miałem okazję zrobić trochę fotek bielikowi któremu w szponach szarpała sie w locie łaska. Na żywo dopiero jest na co popatrzeć.

      Usuń
    3. ło żesz! masz to??? Można to gdzieś już zobaczyć?

      Usuń
    4. Miało być " łyska " tak to jest z tym pisaniem z tel :(
      Zobaczyć - jak się ogarnę z pracą to wieczorem zrobię wpis na bloga.

      Usuń
  12. Oooo! Tego potwora to nie spotkałam jeszcze.... dobrze, że mały :) ale uważniej będę patrzeć gdzie sadzam cztery moje cenne litery hehehe :) Hana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zawsze z sobą taki plecaczek, w którym niczego nie ma poza trzema warstwami gąbki ze starej karimaty. Służy wyłącznie jako przenośne, bardzo lekkie siedzisko. Polecam ten patent. Rzecz nieprzemakalna i chroni przed niechcianymi fascynatami Twoich cennych czterech liter :)

      Usuń
    2. dobry patent... ale ja taszczę ze sobą tyle rzeczy że nie wiem jak jeszcze "podusię" pod pupę zmieszczę :D

      Usuń