sobota, 21 maja 2016

Zauropsyd łuskonośny!

Piątkowy wieczór. Juwenalia. No dobra, wolałbym mieć w ten dzień 22 lata i podczas koncertu nad jeziorem, czerpać pewne korzyści* w zamian za papierosa lub piwo - genialne value for money!
Ale nie mam. :)
Każdy wiek ma za to swoje prawa, a moim prawem był wybór między klasycznym spędzaniem piątkowego popołudnia, a nieklasycznym.
Całkowicie zatem nieklasycznie w rozumieniu ogólnospołecznym, a w moim klasycznie, wybrałem się do lasu.
Jeżeli przeczytaliście chociaż czterysta postów tego bloga, łatwo się zorientujecie, że las jest moją pasją, domem, środowiskiem naturalnym ... no to gdzie niby miałbym pójść? ;) Wybór był oczywisty.

Późne ciepłe popołudnie. Idę fantastyczną przesieką. Widzę wąski korytarz jakby wycięty w liściastej roślinności. Długa prosta, na której dokonałem już wielu obserwacji. Tym razem nic. Powietrze drży od świergotów i śpiewów. Słychać kilkanaście gatunków, ale oczywiście dominują zięby. Są wszędzie.
Zbliżam się do niezwykle urokliwej polanki. W ostatniej chwili fotografuję samca gila.



Polana jest wąska, długa, z jednej strony bagnista, przecięta rowem melioracyjnym. Położona jakby w wąwozie. Wydaje się, że przed laty było tu jeziorko. Przynajmniej powinno było być.
Pokonałem raptem ze 3 km. nie byłem zmęczony ale postanowiłem zasiąść nad brzegiem polany. Mam tu taki swój ulubiony pniak, który po dłuższej trasie zdaje się być sofą, kanapą, wygodnym meblem. Niebo pokryte chmurami, delikatnie pada deszcz. Czuć jednak, że jestem na granicy opadu, więc zupełnie nie biorę tego do głowy. Przejdzie. Przeszło!
Siedzę dobre dziesięć minut i nagle widzę taki widok! Tak śpiąca sarna reaguje na kichnięcie z niewielkiej odległości :))) Sosny pylą jak szalone, kręci w nosie :)

 Całkowite zaskoczenie polega na tym, że ta trawa jest naprawdę płytka.
Tylko na zdjęciu się wydaje głęboka, ale ona jest nieco ponad kostki! Ta sarna leżąc, była zupełnie niewidoczna.
 Sarny o tej porze roku wyglądają kompletnie niewyjściowo. Moment zmiany sukni zimowej na letnią, powoduje, że przypominają zużyty filc po przejściach.

 Podnosiła się tak leniwie, jak tylko mogła.

Ostatecznie wykonała "hyc" i po kilku skokach znikła.
Również postanowiłem zniknąć, gdyż dłuższe siedzenie mierzi mnie i nudzi. Wolę poruszać się między drzewami. Ledwo wdrapałem się na górę, a tu kolejna niespodzianka.

 Liniak ale czujny :)

 Dyg :)

 Eeeee, mam go gdzieś! (to taka taktyka na zobojętnienie)

Tylko po to, by za sekundę wbić wzrok w sam środek moich źrenic! :)

Ostatecznie uznała, że nie stanowię zagrożenia i zaczęła podchodzić.

Całkiem blisko!

Lekka asynchronia :))))

 Ponowna kontrola.

 Uuuu, czyżby ?!?

 Po odbiegnięciu kilku kroków.

 Ostatecznie jednak skok w nadprzestrzeń - klasyka. Sesja i tak trwała około kwadransa. Zrobiłem jej chyba z dwieście zdjęć :)

 Pożegnalne spojrzenie po ponownym ale już ostatnim spotkaniu.

A tu:
Gromada - Zauropsydy
Rząd - Łuskonośne
Rodzina - Padalcowate

No po prostu padalec zwyczajny. Ostatnio mam farta do ciekawych odmian barwnych. Miałem miedzianą kukułkę, czarnego kozła, a teraz takiego padalca. Trochę żałowałem, że zapadał zmrok, bo nie udało się oddać tego koloru w pełni. Był bardzo ciekawy. Jak wszystko, jak cała przyroda.

Przyroda jest piękna! ;)

*pewne korzyści - w pierwszej wersji były dookreślonymi korzyściami związanymi z przyjemnością wynikającą z bliskich relacji między osobnikami rodzaju ludzkiego w wyniku ich wzajemnej się sobą fascynacji, ale wszechobecna poprawność polityczna podpowiedziała mi, że lepiej to jakoś ogładniej ująć . :)

17 komentarzy:

  1. Klasyczne zachowanie saren :) bardzo to lubię gdy tak reagują na intruza. Ta ciekawość z podejrzliwością,i wtedy zastanawiam się podejdzie, nie podejdzie taka typowa pokerowa zagrywka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, to prawda, chociaż sarny mają kilka klasycznych zachowań, a najpierwszym z najpierwszych jest ucieczka, a potem ucieczka i na trzecim miejscu ucieczka. :))))

      Usuń
  2. No, gila w maju to ja chyba nigdy nie widziałam, a w poszukiwaniu padalca chodzę na porębę i też nic. Ty to masz szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ten padalec wyobraź sobie, w gęstym lesie wychowany! Żadnej polanki, skrajni lasu, nic, najmniejszej poręby, czegokolwiek :) A gila w takim razie dedykuję Tobie ;)

      Usuń
  3. Ta sarna pewnie bardzo ciekawska była, padalca w tym roku jeszcze nie spotkałem :( pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin, bo ciekawość to jej drugie imię :)

      Usuń
  4. Czasami sie trafi taka ciekawska. Fajne spotkanie. Padalce w tym roku miałem już 2. Jeden był ciemny a drugi bardzo jasny. Trafiły się w przeciągu 20 minut.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spotykam ich zbyt często, ale raz nawet udało mi się zrobić zdjęcie z wysuniętym jęzorem :)

      Usuń
  5. Sesja z sarną cudna... piękność pełna wdzięku :) Ciągle się zastanawiam czym zadziwisz w kolejnym poście .... i zawsze jestem mile zaskoczona :) :) Muszę się pochwalić - wczoraj "wpadł" mi w kadr czarna odmiana daniela.... Pozdrawiam Hana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, no to gratulacje! Daniele są piękne. W następnym poscie postaram się znowu czymś zaskoczyć ;)

      Usuń
  6. Faktycznie ta sarenka to taka wymiętolona nieco, ale już niebawem będzie ślicznie ruda i lśniąca. A mnie w tym roku to padalce same wpełzają pod obiektyw, spotkałam już chyba siedem razy a nie jestem w terenie codziennie, raczej raz na dwa tygodnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luna, ja do padalców aż takiego szczęścia nie miałem, ale i z tych, które widziałem cieszę się :) Dziś widziałem resztki nieszczęśnika, którego coś w większości zjadło.

      Usuń
  7. Podoba mi się to sarnie wychylenia głowy w poszukiwaniu celu: "Aaa tu jesteś?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie coś takiego mi wtedy powiedziała :))))

      Usuń