wtorek, 1 września 2020

Rykowisko 2020 - rogowanie.

 Witajcie po przerwie, już jestem.

Wrzesień - magiczny i niepowtarzalny miesiąc, przynajmniej dla miłośników przyrody, a w szczególności wielbicieli wyjątkowego aktu jakim jest pora godowa jeleni popularnie zwana rykowiskiem.  

Dwa wieczory wybierałem się w to miejsce w oczekiwaniu na obserwację byków.

Pierwsze wyjście bardzo udane mimo tego, że bez byków.

Warmia dbała o moje zmysły prezentując rozmaite slajdy, a co jeden to piękniejszy.


Pod moje oblicze została przyprowadzona ciekawska lisiczka. 

A tam przyprowadzona! Sama przyszła :)


Spotkanie ze mną wywarło na niej spore wrażenie, a już na pewno spore ciśnienie ... na pęcherz.



Wczoraj jednak aura była inna. To co widzicie na zdjęciu powstało w ciągu kilku zaledwie minut. W tym momencie wysłałem do Marcina smsa, że coś się wydarzy. Szybko podnosząca się, zimna mgła zwiastowała nadejście jeleni. Pojawienie się chmur przyspieszyło zapadanie zmroku.


Ze ściany lasu pierwsza wyjrzała licówka. Czujnie rozglądała się po okolicy. Mnie na szczęście nie dostrzegła i nie wyniuchała. Spokojnie zawróciła do lasu, ale jestem za starym wróblem w te klocki, żeby pochopnie się podnieść, czy odejść uznając, że zmieniła zamiar i się wycofała. Mino szybko zapadającego zmroku, cierpliwie czekałem.

I było warto :)

O dziwo pierwszy wyszedł starszy od pozostałych byk , choć też nieprzesadnie stary. Szacuję go na szósty rok życia.

Mocna konstytucja, poroże regularne, wprawdzie niepełne korony, bo widlice ale tyki mocne, symetryczne, z pewnością to przyszłościowy byk i mam nadzieję, że przeżyje to rykowisko. 


Nie był sam. Miał dwa chłysty, przyszłych kibiców jego podbojów. W drugim planie mocno zapracowane nauką fechtunku.

TU FILM: (kliknij na niebieski link)

https://www.youtube.com/watch?v=XhyA5yeTbPQ&feature=youtu.be


Mgła to rzedła, to gęstniała. Warunki fotograficzne koszmarne. Ciemno i mgliście. Raz było je widać by za chwilę ledwo majaczyły rozmyte sylwetki zwierząt.

ISO 3200, migawka 1/30 sekundy ... nie muszę wyjaśniać, katastrofa. Stąd moja decyzja na nieco eksperymentalne wywołanie tych zdjęć.


Przerwa w potyczce.


I ponowne starcie.


Trwało to długo, zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć.


Za rok ich spotkanie przebiegnie już wg. innego scenariusza. 


Rozejm! Poszły za dość licznym stadem i swoim mentorem. 

Także może jeszcze nie ryczą ale dzieje się.

Wracałem usatysfakcjonowany faktem, że rykowisko nie rozpoczęło się na dobre, a mi już się udało obejrzeć potyczkę. 









piątek, 29 maja 2020

Ciekawska locha.

Ostatnio pisząc e-book p.t. "Kruki - czego o nich nie wiecie" wypstrykałem się literacko nieco.
Starając się wykrzesać jakiś słowotok, muszę podkreślić, że tak bliskie spotkania z mamą-lochą jak to, wcale nie są częste. Ba, nawet pamiętam, że w zeszłym roku miałem kilkumiesięczną posuchę dziczą!
Z tym większą radością wykorzystałem okazję fotografowania dzików ze szczególnym uwielbieniem dla ciekawskiej "uszatki".

Pierwotnie obserwowałem rodzinkę z pewnej odległości. Jak widać "uszatka" od początku była czujniejsza od reszty.

I już popadałem w wewnętrzny dyskurs nad tym czy największa czujność lochy jest pochodną jej bojaźliwości czy czego ale po wszystkim co za chwilę nastąpiło sam odpowiedziałem sobie na pytanie.
Ruszyła jako pierwsza i w sumie  jedyna w moją stronę.

Starała mi się przyjrzeć, ale przy ich niedowzroczności wiedziałem, że jeżeli będzie chciała zaspokoić ciekawość, podejdzie bliżej.

Chodziła po łuku raz w lewo, raz w prawo za każdym razem zmniejszając dystans.

Co i rusz czujnie sprawdzając czy ja jestem czymś czy kimś?

Ogon majtał się nerwowo. Raz go widziałem raz nie ale do góry nie powędrował!

 Decyzja zapadła - radykalne skrócenie dystansu. Abyście mogli ocenić realność tej sytuacji, nie kadrowałem zdjęć, wszystkie są pokazane w tych samych wymiarach.

 Oczko jakby zalotne ;)

Konsternacja ...

No tu to nawet musiałem się zastanowić czy podoba mi się jej krótkowzroczność! :)))

Uch ... jest większa niż sądziłem!

I w końcu oddaliła się ale wciąż pozostawała w procesie poznawczym.

I takie to tam ... bliskie spotkania do wspominania :)


Kochani, na www.krzysiekmikunda.com jest naprawdę warte grzechu opracowanie o krukach.
Gorąco zachęcam, to tylko 1,50 zł. a materiał zbierałem 5 lat!





niedziela, 12 kwietnia 2020

Przyroda w mieście.

Napiszę to z wielką niechęcią ale jakiś ślad po paranoi, która się dzieje, chcę pozostawić.
Nie zajmuję się komentowaniem polityki i ocenianiem poczynań tej czy innej partii, ale na skutek niepojętych przesłanek rząd zabronił wchodzenia do lasu. Panuje pandemia wirusa. Wprowadzono wiele restrykcji. Pewnie jako naród przyjęlibyśmy ograniczenia swobód obywatelskich lepiej, gdyby wprowadzono stan wyjątkowy. Niestety partia rządząca dla własnych korzyści czyli aby nie przekładać wyborów prezydenckich póki mają poparcie, nie chce tego zrobić. Tym samym część ograniczeń automatycznie jest wbrew prawu i to budzi bunt w narodzie. Długo przyjmowałem kolejne ograniczenia rozumiejąc ich powód. Zakaz wstępu do lasu niestety spowodował organiczny sprzeciw, tym bardziej, że reprezentanci rządu w pełnej pogardzie dla wprowadzonych przez siebie decyzji, zgromadzili się licznie przy pomniku upamiętniającym katastrofę smoleńską. Dodam, że nie założyli masek, nie mieli rękawiczek, nie zachowywali bezpiecznych odległości między sobą. Na co może liczyć taki rząd, na jaki posłuch? Ano nie może. Autorytet mają żaden, więc wprowadzili kary do kilkunastu tysięcy za łamanie ograniczeń. Typowo zamordystyczny styl, państwo z dnia na dzień zrobiło mi się totalitarne. Muszę jednocześnie do czegoś się przyznać. Z tym zakazem wstępu do lasu mam typowy dysonans poznawczy! Otóż z jednej strony trafia mnie szlag na nieprawność i niezasadność tego zakazu, z drugiej strony cieszę się, że przyroda w tak kluczowym okresie (gody) odpocznie od naszej obecności.
Dlatego i wyłącznie z tego powodu, wbrew swojej naturze, odstąpiłem od demonstracyjnego wyjścia do lasu.
Pokręciłem się rano w przydomowej okolicy i też było pięknie i też było ciekawie. Miasto jeszcze spało, więc była cisza, samochodów znacznie mniej niż kiedykolwiek, to i powietrze było czyste. Spacer zaliczony :)

 W środku miasta, gdy to jeszcze śpi ...



 Ona (kwiczołowa) trzyma w dzióbku materiał na gniazdo, wiadomo kobieta, a on (kwiczoł) w tym czasie ją ... no wiadomo, facet. To trochę jak seks podczas gdy kobieta gotuje czy sprząta. Oczywiście nie mówię nie, wręcz przeciwnie, super! ;)



 Widać przygotowane do kwintesencji miłości narządy rozrodcze.
Wybaczcie nieco słabą jakość ale były naprawdę wysoko.


 Korelacja kolorystyczna dziobu i ogrzanego barwami wschodzącego słońca otoczenia - marzenie.


 Poziom czujności spadł mu tak bardzo, że mogłem podejść bliżej niż zwykle.


 Od świtu wszystko co fruwa było dziś aktywne.
Wrony, a to znosiły materiał na gniazdo, a to kopulowały.

 Takie mam widoki przed oknem :)


 Z elementem industrialnym.


 Samiczka kosa skoncentrowana na nasłuchiwaniu śpiewu samca.


 We wczesnoporannych barwach.


 Pod słońce.


 I mirabelka sfotografowana w stylu azjatyckim.


poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Wypluwki i inne takie ...

Wyjątkowo piękny sobotni poranek sprowokował mnie do poszukania czytelnych oznak wiosennego przebudzenia. Tym razem moim celem nie były leśne ssaki co nie oznacza, że ich nie widziałem. Pierwsze dni kwietnia, nawet jak tegoroczny słonecznego kwietnia, charakteryzują się tym, że przed świtem jest przerażająco zimno, po wschodzie słońce irytująco długo oślepia z niskiego pułapu nie dając ciepła, a potem jest równie irytująco zbyt gorąco, ponieważ nie wiadomo co robić z nadmierną ilością ubrań. Przynajmniej o kurtkę jest za wiele.
Otwartego słońca nie lubię, o tej porze roku jest niefotogeniczne. Kontrastowe i oślepiające.
Tym bardziej skupiłem się na poszukiwaniach innych niż zwykle.

Rudnice pracują już pełną parą odbudowując powierzchniowe zniszczenia mrowiska po zimie. Nie wiem kto tam czuwa nad rozdzielnikiem zadań i porządkiem, ale to wszystko ma sens. Organizacja pracy mrówek to wciąż wielka tajemnica przyrody. Niepojęty mechanizm pozwala tysiącom osobników realizować jakiś większy plan.

Udało mi się sfotografować jedną z mniejszych polskich ważek - straszkę pospolitą. To o tyle ciekawy gatunek, że nie dość, że zimuje z dala od zbiorników wodnych, to potrafi wykazywać aktywność nawet w mroźną zimę. Trudno było ją dostrzec w otoczeniu idealnie zgodnym z jej barwami ochronnymi.

Nawet mi nie sugerujcie, że trudną ją zauważyć! :))) Dla uświadomienia Wam wielkości tej błonkoskrzydłej kruszyny, patyk w dolnej części kadru to w rzeczy samej złamana igiełka sosnowa!


Największe zaskoczenie tego dnia - rusałka żałobnik!
Powyżej portret, poniżej akt ;)


Poniżej wypluwki.
Niewtajemniczonym uprzejmie donoszę, że ptaki drapieżne ale nie tylko, wypluwają niestrawione resztki pokarmu. Sierść, kości, chitynę itp. elementy są formowane w wolu i wypluwane.

 To jak sądzę wypluwka puszczyka.


A powyżej w kolejnej wypluwce wyraźnie widoczne kości długie zjedzonego gryzonia. I tu się zawahałem czy to na pewno puszczyk, bo sowy połykają ofiary w całości. Nie wykluczam jednak, że w czasie ataku kruche kostki mogły popękać. Trochę obstaję przy sowie, ponieważ znalazłem kilka wypluwek w jednym miejscu, a to typowe gdy znajdziemy miejsce, w którym sowa odpoczywa lub czatuje.

Jelenie spotkałem mimo woli gdy przemierzałem podmokły ols. Nawet za nimi nie poszedłem.

Żuraw - jedno z nielicznych stworzeń, które można znaleźć na surowej ziemi.

Tuż po wschodzie obserwowałem je przeszukujące podmokłe trawy wokół rzeczki.

sobota, 28 marca 2020

Grab w oku i inne przypadki.

Dobrze, że poszedłem, bardzo dobrze.
Takie wyjście do lasu, jak gdyby nigdy nic, okazało się świetnym przełamaniem ciągu otaczającej nas paranoi.
Przez chwilę wydawało mi się, że jest normalnie, a nawet że fajnie jest całkiem.
Wirus nie istnieje, a rządy nie zwariowały.
Wprawdzie wirus istnieje, a rządy zwariowały ale wydawało mi się, że jest inaczej i to było piękne i niezwykle oczyszczające.

Już sam świt w lesie był wart wysiłku.


Można było bawić się dowolnie przepuszczając światło słoneczne przez szczeliny, między pniami i w ogóle. Mi się udało spojrzeć w oko Saurona, a kto tam doszukał się czegoś innego, nie wnikam ;)

Las śpiewał głosami zięb, sikor, kosów, drozdów oraz całkowicie nieudolnych w śpiewie kowalików. Kowalik śpiewa jak dziecko uczące się gwizdać lub może raczej to dźwięk nieudanego gwizdka z topolowej gałązki, który brzmi niemal jednotonowo i wyraźnie wpuszcza dużo bezdźwięcznego powietrza :)

 Stado jeleni podszedłem już na samym wstępie. Ogromne stado, a jednak nie udało mi się zrobić zdjęcia całego.  Znalazłem je w lesie absolutnie liściastym. Ppodszyt był dziś suchy, tym samym bardzo hałaśliwy. Także liście trzymały mnie z dala od zapędów podejścia bliżej.


 Urocza czujność synchroniczna. Można by rzec, że niedaleko pada cielak od łani! To taka nowa, leśna wersja staropolskiego "ogrodowego powiedzenia".

Gdy przechodziłem przez tą grabową badylarnię, przez gęstwę papatyków, nieoczekiwanie jeden z nich dźgnął mnie w twardówkę oka ... mojego oka! Powieki odruchowo zamknęły się z impetem drzwi w przeciągu, zagarniając patol w głąb meandrów oczodołu. Podrażnienie było silne, tym silniej zamykała się głupia powieka, a ponieważ powodowały nią nerwy obwodowe na poziomie pozarozumowego odruchu, niewiele miałem do powiedzenia. Głupie było też to, że zanim zatrzymałem swoje powiedzmy ciało, głowa pokonała jeszcze kilkanaście centymetrów, co spowodowało odczucie, że okiem ciągnę całego graba. I tak wpadłem w pętlę przyczynowo skutkową, czyli gałąź drażniła oko, tym bardziej zaciskała się powieka, tym bardziej drażnione było oko, więc powieka jeszcze ciaśniej się zamykała ... nie wiem czy to jasne ale ja wciąż nie miałem nic do powiedzenia!
Zatrzymałem się, co niechybnie ocaliło grab przed oderwaniem go od planety i uruchomiłem proces dominacji centralnego układu nerwowego nad obwodowym. Puść tą cholerną gałąź debilko!!! Tak mniej więcej brzmiało polecenie wydane powiece. Puściła!
Szło mi się lżej, bo nie ciągnąłem już okiem grabu za sobą ale oko podrażnione było jeszcze długo.


 Tego wewióra fociłem jeszcze załzawioną gałą.
Dobrze, że aparat ma swoje procedury ostrzenia nie do końca zależne od sprawności mych ócz ... oczu.

Taki mi się dziś irokez trafił :)


A kilometr dalej ...

 No w końcu!


 Spotkany gołąb siniak pozwolił się uwiecznić w locie. Ich zaloty to hałaśliwy i spektakularny popis.
Warto się poprzyglądać co potrafią wyczyniać w koronach dębów. Preferują lasy liściaste, są ich niewątpliwą ozdobą. Kiedyś poświęcę im więcej czasu.

Trzy wiewiórki na jednym dębie. Co one dziś wyprawiały! Zaloty, gonitwy, popisy i walki.
Było na co popatrzeć. Mam filmik ale nie jest zbyt dobrze nagrany.