piątek, 20 lipca 2018

Dziki ... na wspólnym śniadaniu!

Wstałem po czwartej wiedziony takimże oto zamysłem, że skoro jest piątek to coś trzeba z tym fantem zrobić.
W klasycznych "corpo jest to dzień każualowy, krótko mówiąc swobodny.
Zwykle ogranicza się to do ubrań ale w naszej firmie nic nie jest do końca normalne, więc u nas w piątek można przeklinać.
Dzięki temu zabiegowi, jesteśmy sobie bliżsi, bardziej otwarci, bo to i kawał bez ogródek można sypnąć i emocje wyrazić jak człowiek. Są rzeczy, które przestają denerwować, one w piątek po ludzku wq...iają :)
Ale moje zapędy poszły znacznie dalej. 
Ubrałem się każualowo i miałem w planie czmychnąć do lasu. Taki sprytny plan :)
Pierwsza rzecz jaką robię po przebudzeniu, zaraz po najpierwszej rzeczy, to podchodzę do okna i rozglądam się po włościach. 
Spokojnie, spokojnie, nie jestem obszarnikiem, nie po swoich włościach się rozglądam :)
Na środku pola widzę ciemne palmy. O tej porze jodopsyna i rodopsyna w czopkach i pręcikach siatkówki moich oczu nie zachowuje jeszcze najwyższych standardów współpracy z mózgiem.
(och taki autokomplement mi się trafił, sugestia posiadania mózgu jest lekko nieskromna i być może nawet na wyrost)
Przecieram zatem oczy, ręką sięgam po zawsze pozostającą w pogotowiu lornetkę ... są! 
DZIKI!!!
No, to już cały misterny plan wyjazdu do lasu poszedł na szczaw i tylko przez wzgląd na dzieci mimo piątku nie napiszę co on, ten plan poszedł robić.
Ale nie żebym narzekał, o nie.
Dosłownie cztery (4) minuty później byłem już na polu.
A com przeżył i com widział, reportaż w skrócie Wam opowie :)

No nie mogłem nie zacząć od tego zdjęcia, gdyż je uwielbiłem najmocniej. Niestety nie mam pojęcia jak wyszedł efekt kręcącej się ziemi wokół stojących dzików ... szkoda.

A teraz wzorem scenariusza "Ojca Chrzestnego" wróćmy do początku ...

Było ciemnawo, pochmurnie i wcześnie dość, więc takie wychwyciłem plamki.


Był też kozioł o nieprzytomnie długich parostkach w towarzystwie dwóch koleżanek, jak rodzice mawiali o moich dziewczynach :))).


Druga część stada najwyraźniej pozostawała pod wpływem lektury "Buszujący w zbożu".


Pewna Pani (jak widać karmiąca) jednak zorientowała się, że coś jest nie ten teges ...


Dziarsko się do mnie zbliżała. Po niedawnym dziczym ataku na moje jestestwo, tą dynamiką się zbliżania obudziła lekki dyskomfort.


 Na szczęście nie była to największa z loch, więc moja obawa była też proporcjonalnie mniejsza :)
p.s.
najważniejsze to umieć się pocieszyć :) 


 Obchodziła mnie niezwykle zaintrygowana zagadkową obecnością.


 Szukała wiatru.
Niestety dla niej, nie trafiła na amatora kwaśnych jabłek - wiatr wiedział co robić! :)


 Była już bardzo blisko i wciąż ... nic! :)))


Zaciągała powietrze jak odkurzacz mąkę, ale nijak nie udało jej się "rozwąchać zagadki".


Tymczasem z drugiej strony podchodziła mnie druga damulka. Piękna! Ciekawe umaszczenie kawy z mlekiem. 

No i teraz dopiero powstało to zdjęcie, które jest na początku. 
W żaden, przyznacie sposób, nie zasłużyło by znaleźć się na końcu :)
O 5.15 (piątej piętnaście) byłem już w domu.
Gdyby nie to, że nie miałem czystej karty, pojechałbym do lasu.








poniedziałek, 16 lipca 2018

Jelenie w lipcowym lesie.

Lipiec nie należy do moich ulubionych miesięcy w lesie. W rozkwicie jest wszystko, owady również.
W parny i ciepły poranek przejście kilometra wiąże się z wielokrotną próbą pobrania mojej krwi przez większość bzyków i nie są to tylko komary.
Jelenie w tym okresie są w przedostatniej fazie budowania poroża.
U starszych byków jest ono praktycznie już uformowane. Widać konkretne korony, opieraki budzą respekt, a u starych samców długie, wywinięte ku górze oczniaki tworzą charakterystyczne "sanie".

Moje niedzielne obserwacje jeleni rozpoczęło się od spotkania tego młodzieńca.
Ujrzałem go w otoczeniu imponujących sosen i świerków.
Między tymi kolosami wydawał się zagubionym maleństwem.

Odwrócił się w moją stronę dając do zrozumienia, że ma świadomość mojej obecności.

Gdy odchodził, zdałem sobie sprawę, że to jeszcze totalny dzieciak :)

Dopiero dwa kilometry dalej spotkałem jego starszych kumpli. Wśród nich byli też zdecydowanie starsi koledzy.
Ale jak to w lesie, "wydłubywanie" zwierząt spomiędzy drzew nie jest ani oczywiste ani łatwe.

 Tu trzy sztuki. Jeszcze się nie poruszyłem, a jeden już filuje w moją stronę.
Na szczęście to "gimnazjaliści", starszy byk wiedziałby, że coś jest nie tak.


 Tu też tercet egzotyczny, z tym tylko, że w tym przypadku mamy do czynienia z dorodnymi bykami, które w tegorocznym rykowisku zamieszają już, oj zamieszają.


 Musiałem być ostrożny, jeden z młodzieńców postanowił iść w moją stronę.


 Ciężko było w jakiś oczywisty sposób dobrać się do starszaków.


 Jak widać, było gęsto. Może trudno w to uwierzyć, ale na tym zdjęciu jest 5 byków!


 Budowanie poroża wymaga bieżącego i nieustającego dostarczania minerałów z pokarmu, to też jadły non stop.


 Nooo, z tym jakoś się udało! Dwunastak nieregularny. W myśl nieszczęsnej polskiej selekcji, niestety jest to byk selekcyjny. Mimo tego, że niemal wszyscy wiedzą, że następne poroże może być kompletne, czyli pojawi się na lewej tyce nadoczniak.


 Ale to już nie popierdółka, doświadczony samiec natychmiast zorientował się, że drzewem to ja raczej nie jestem  ...


Ten z prawej, liżący się po brzuchu, to też kawał byka!
Póki co przemieszczają się w stadach kawalerskich i budują przyjacielskie relacje, ale gdy do głosu dojdzie testosteron, przyjaźnie znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki :)


Na koniec filmik:
Czyżby już pierwsze "swędziawki"?


sobota, 14 lipca 2018

Tańczący z deszczami!

Człowiek zbudowany jest z różnych składników, a w śród nich znajduje się m.in. imperatyw kategoryczny.
Nie wiem do końca co to takiego ale jestem pewny, że to to świństwo właśnie dziś wygnało mnie do lasu.
Skąd wiem?
To proste, mając na względzie dzisiejszą pogodę, sam nie wymyśliłbym wyjścia do lasu, więc to musiał być ON - ten imperatyw!
Krótko mówiąc chciał nie chciał, z mocniejszym akcentem na nie chciał, ale pojechałem.
Nic ale to nic nie układało się jak powinno.
Imperatyw wypychał mnie z domu w takim tempie, że nie zabrałem kurtki p-deszcz.
Na miejscu, już w lesie, okazało się, że w aucie nie było też czapki!
To był od lat pierwszy jej, tej czapki niebyt w aucie, więc przyznacie mogłem odczuć coś na kształt zaskoczenia i rozczarowania w jednym. I odczułem!
Taki qźwa emocjonalny head and schoulders.
Najwyraźniej imperatywami w naszych głowach zarządzają jakieś żyjące w mózgach mikroby.
Pchały mnie w ulewę, bo wiedziały, że przykryte mózgoczaszką nie zmokną!
Raczej nie liczyłem się zbytnio w tej układance.
W lekkiej przemakalnej bluzie, bez czapki brnąłem w głąb lasu.
Niespecjalnie mogłem liczyć na jakieś brawurowe obserwacje. Zwierzyna pochowana, pyskami w stronę pni drzew stała gdzieś w matecznikach.
Niezbyt elegancka byłaby próba ich szukania, więc rzeźbiłem z tego co natura dała i co sam w danej sytuacji wykreowałem.
Zresztą tam sam ... pewnie o tym też stanowią "memy" - małe ustrojstwa w naszych mózgach!

Las strefy umiarkowanej dziś niewiele się różnił od tropikalnego w porze deszczowej :)


 Gdzieś między sosnowymi gałązkami znalazłem tę bidulę. Z tymi podkulonymi łapkami, przykryta zmoczonym ogonem, jawiła się jako książkowy obraz nędzy i rezygnacji.
Od tej pory wiedziałem, że nie tylko ja mam dziś ... przechlapane ... jakkolwiek to brzmi :)

Gęste strugi deszczu stworzyły arcyciekawy raster. Nie mogłem go nie wykorzystać.
Powstawały dziś obrazy jakby drukowane na blasze i przecierane gruboziarnistym ścierniakiem.


To też w strugach deszczu bawiłem się  niestrudzenie.
W zasadzie mając na uwadze, że nie było już na mnie ani jednej suchej nitki, było mi wszystko jedno.
Aparat mam wodoszczelny, deszcz na szczęście był naprawdę ciepły, więc dramatu nie było, a tematy do zdjęć rodziły się same.


 Eksperymentowałem ile wlezie!
To zdjęcie bardzo mnie zaskoczyło i ucieszyło.
Ustawiacie ręcznie ostrość na blisko, celujecie w odległą ciemną plamę i delikatnie panoramując w układzie wertykalnym uwalniacie migawkę przy 1/100 sekundy.
Proste jak pamiętanie, że w deszczową pogodę zabiera się ubrania p-deszczowe ...


Powstawały kolejne grafiki, ale moja cierpliwość do pogody kończyła się ...


Sosnowe igły zdawały się zbierać perły wody jakby na zapas.


Taka Warmia ...




piątek, 13 lipca 2018

Niebo jakie jest każdy widzi ...

Trafia się taki wieczór jak wczorajszy - przełamanie frontów.
Nie można wtedy zostać w domu, tym bardziej jeżeli na jakiejkolwiek półce tego domu zalega jakikolwiek aparat fotograficzny.
A ponieważ w porę zorientowałem się, że taka właśnie sytuacja, czyli zaleganie aparatu na jakiejś półce ma miejsce, pobrałem sprzęt jak z wypożyczalni i w drogę.
Nie będę się rozpisywał, mam nadzieję, że tych kilka zdjęć odda choć w części uroki warmińskiego terenu w takim momencie.

Przed Klebarkiem.


 Tuż za Olsztynem.


 Ciężkie niebo "zamykało" przestrzeń przykrywając pola w zaskakującym tempie.


 Widać jak pracowało powietrze, jakie robiły się podciśnienia odrywając fragmenty chmur i ciągnąc je w stronę ziemi.


 Zatykało mnie z zachwytu. Co za podziały! Mark Rothko miałby czym się inspirować.


 Złota w tym momencie było ci u nas pod dostatkiem, jak onegdaj u Krzyżaków mieczy ... ;)


 Okolice Skajbot - wielce ciekawej wsi, wielce ciekawej!


 Droga do Skajbot.


 Działo się!


 Kiedyś szczytem tej moreny po prawej, szły byki ... lubię tu być.


 "Ciężar optyczny powietrza" i ziemi były równoważne, tyle na niebie było masy, koloru i wszystkiego.


 Cud Warmii widać tu w pełnej okazałości.


Kadr z powrotu do domu :)

środa, 4 lipca 2018

Byk to byk, a z nami bywa różnie ...

Nie udało się w ostatnim wpisie pomieścić każdej historii z niedzielnego wyjścia w teren.
Atak dzika to jedno, wilcza nora drugie, a wszystko co miało miejsce pomiędzy, również zdaje się zasługiwać na odrobinę uwagi.
Ćpającym jeleniom oddałem honory również w poprzednim wpisie, więc zobaczmy czym jeszcze las nas uraczył.

 Szedłem nieco zniechęcony bezpłodnymi kilometrami, gdy moją uwagę zwrócił  wystający z pobliskich paproci rudy tyłek Jegomościa. Krótkie cmoknięcie i czujna głowa, zaopatrzona w detektory wszystkiego, powędrowała do góry! Cyk i fotka gotowa :)

I to rozumiem!

 Nie była sama oczywiście, ale "czujki" nie zauważyłem, a to kończy się zwykle tak samo ...

 Tak jak pisałem na fejsie - las to miejsce, w którym w danej chwili przynajmniej jedno drzewo wyrośnie nie tam gdzie trzeba ... i to nagle! ;)


 Fajnie, jak zwykle gdy nie pali ta "cholerna żarówa"! ;)


 Sosnówce nigdy ale to nigdy nie odpuszczę.


 Uwielbiam je!


 Tym bardziej czubatce.
Mają szczególny rodzaj urody i zadziorności w jednym. Mieszanka, która u kobiet jest ogromnym wabikiem, przynajmniej w oczach facetów, a nie obowiązujących dziś obupłciowych hybryd, obiektów zunifikowanych na modłę, a wybierz sobie co chcesz, mogę być male, mogę female, nie ma znaczenia. Moda na unisex, slim, gender jest wbrew natu ... ech, nie chce mi się nawet pisać na ten temat.
Sami widzicie co się dzieje. Wiem, wiem, czasy pokoju nie potrzebują rycerzy ... nawet nie chce mi się do tego ustosunkowywać.
Będziemy żarli te przetworzone gówniane papki z marketów to zęby też nam kiedyś zanikną ale z tego co widzę, znacznie wcześniej zrobią to nasze mózgi - zanikną znaczy!

Dobra wracamy do lasu, bo znowu wkradła się dygresja i to niestety z tych "ulewanych". :)


 Pokaźne stado łań szło równolegle do mnie, albo gdy się głębiej zastanowię, to ja szedłem równolegle do nich :)


 Czym byłaby Warmia, gdyby nie śródleśne jeziora z unoszącymi się na ich lustrach łabędziami?


Bardzo wczesnego warmińskiego poranka również sobie nie wyobrażam bez takiego widoku.

Myślę, że dzisiejsza przerwa od "dużych zwierzaków" których ostatnio było sporo, okaże się dobrym pomysłem ;)