piątek, 24 sierpnia 2018

Ying i Yang ... światło i cień!

Wybierając się  wczoraj wieczorem do lasu, żyłem wciąż wspomnieniami ostatnich spotkań z jeleniami.
W głowie przewalały mi się niezwykłej urody obrazki - pocztówki.
Nie przepadam za słońcem, szczególnie w lesie, ale przyznać muszę, że czasami oglądanie byków w promieniach soczystego słońca daje przyjemność. Ich połyskujące, nasycone światłem mięśnie rysują się znacznie wyraźniej.

Jak zwykle w czasie takich sesji, udało mi się wykonać sporo zdjęć.

Nie sposób wszystkich pokazać, ale to poniżej ...
... taka scenka, która ani fotograficznym, ani obserwacyjnym szałem nie jest, ale sumaryczny ładunek byków biegnących pod taką "zieloną markizą" ujrzanych gdzieś w rozświetlonej szczelinie, zostaje w głowie na dłużej.

Dla równowagi, jako człowiek cienia, wczoraj pozostałem w lesie do zmroku.

Usiadłem w tym miejscu i słowo honoru, jak nie ja, siedziałem tu półtorej godziny!
Byłem pewny, że coś wyjdzie z tej grabiny.
I wyszło ... kuna!
Ani byków, ani dzików.
Zabrałem się w drogę powrotną, by zmienić radykalnie miejsce. Postanowiłem na ostatnie pół godziny podjechać nieco dalej.
Słońce chyliło się już ku upadkowi, a oglądane przez ażur lasu, jest to niezwykle efektowne.
Gwałtownie spada temperatura i ilość światła w lesie.
To drugie wśród drzew przebiega szczególnie szybko. Na polach jeszcze swobodnie można robić zdjęcia, a w lesie ... nokto! :)

W nowym miejscu zdążyłem jeszcze zobaczyć łanie meandrujące wśród traw.

Później zadki ich koleżanek umykających w leśną głębinę.

Strażniczka na skraju puszczy cierpliwie czekała na zakończenie spektaklu i odeszłą gdy chmara ukryła się już bezpiecznie.


Usiadłem i doczekałem zmroku bawiąc się, a to trawami ...

... a to drzewami.


Resztki światła zmieniają "teksturę" lasu. Z długim czasem naświetlania matrycy można się nieco powygłupiać.
Skwapliwie skorzystałem z tej możliwości :)


poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Jelenie - bycze spotkanie!

Nieznane są ścieżki Pana Puszczy, czyli nigdy nie wiesz człowieku gdzie go spotkasz. Byka znaczy :)
Za tymi samcami chodziłem od tygodnia. Znam ten las jak własną kieszeń i znam zwyczaje jego mieszkańców.
Wiem co preferują przy takiej czy innej pogodzie, mniej więcej wiem jaką wybiorą rutę przy wiatrach południowych, jaką przy np. północnych.
Mimo wszystko przy dzisiejszych warunkach środowiskowych, zmiennych, które wpływają na zachowania zwierząt jest więcej i nie wszystkie da się przewidzieć.
Pilarze, harvestery, układacze gałęziówki, myśliwi, grzybiarze, inne foto-świry,  miłośnicy rowerowego off-roadu, niestety endurowcy i quadowcy, spacerowicze, surviwalowcy, lokalersi skracający drogę samochodem jadąc przez las, czy w końcu np. kłusownicy.
Zapewniam, że z każdym z wymienionych czynników miewam osobliwe doświadczenia :)
Presja jest spora, a wyszczególniłem na szybko 1/10 przyczyn dla której jelenie potrafią nagle zmienić zachowanie.
Krótko mówiąc cała moja znajomość środowiska i zwyczajów zwierząt często bierze w łeb!
Prawie zawsze :)
I bardzo dobrze, bo gdyby nie to wszystko, to szedłbym jak po swoje, tym samym już dawno nie odczuwał satysfakcji z ich podejścia. To mniej więcej byłaby satysfakcja wędkarza, który łowi pstrągi w łowisku specjalnym nieco większym od kałuży ...  o coś takiego! :)))
A to spotkanie ucieszyło mnie niezmiernie.
Byki dorodne, okoliczności przyrody również.

Do lasu wszedłem w półmroku. To był świt, ale zanim wszedłem do lasu, słońca jeszcze nie było nad horyzontem, a jedynie barwna poświata.

Szedłem niemal po omacku, gdy usłyszałem przebiegającą sarnę.
Okazało się, że to młodziutki koziołek spłoszony moją nagłą obecnością, wyskoczył z pomiędzy drzew prosto przede mnie.
Obciążonemu astygmatyzmem koziołkowi skromna ilość światła nie pomagała w rozpoznaniu mojej nieruchomej sylwetki.
ISO 2600! Czas 1/20 sekundy!
Przy tych parametrach niemal nie można zrobić dobrego zdjęcia. Mimo wszystko to co wyszło, podoba mi się.

Bardzo miłe spotkanie, jednak to nie uroczy gnojek stworzył pretekst do napisania kolejnej opowieści.

Pretekst zjawił się chwilę później.
Szukając tych byków, jak szybko obliczyłem, zrobiłem łącznie 48 kilometrów.
Dużo to czy mało, nie wiem, tym bardziej, że większość tych kilometrów robiłem celowo, a dzisiejsze byki znalazłem ... niecelowo :)
Po prostu szedłem, jakaś ruda plama zamajaczyła między drzewami, okazało się, że to pokaźny korpus jednego z byków.
Wciąż było ciemno, czas migawki 1/20 sekundy więc najmniejszy ruch jelenia rozmazywał go na matrycy. Taka kwantowa zamaziaja :)

 Byłem stosunkowo blisko nich, ale jedyne co rzucało się w oczy, to ich okazałe klejnoty ;)


 Ta sytuacja przypomina mi podstawówkę. To były dawne czasy. Rządził ruch gitowski. Taka odwięzienna subkultura, która przenikała do naszej codzienności. W klasie siedzieliśmy razem, po lekcjach kumplowaliśmy się, ale w mojej szkole była moda na tzw. "starciki". Bez względu na rodzaj zażyłości, na długiej przerwie laliśmy się na pięści. Co chwila z kim innym. Pojedynek przebiegał wg. pewnych reguł. Nie wolno było kopać itp. ale z nosa krew poleciała nie raz.
Zachowanie byków jest identyczne. Łażą razem w stadach kawalerskich, żerują razem, ale o tej porze co i rusz jeden szturchnie drugiego. Rogują, siłują się, toczą pojedynki.
W jednym z poprzednich wpisów pokazałem byka z krwawiąca raną. Jestem niemal pewny, że to dzieło jednego z kolegów z paczki, z którą chodził.
Ot taka to męska natura :)

Lubię to powiedzieć, więc powiem - las sosnowy zawierający byka :)

Nie miałem szans iść za nimi. Wiatr makabrycznie niesprzyjający.
Założyłem, że gdy je obejdę robiąc ok. 2,5 km, to najpewniej spotkam je na pewnej leśnej polance.
Nie zastałem.
Uznałem, że plan się nie powiódł. Szkoda ale to nie pierwszy raz, więc  ... .
Odchodziłem w inną część lasu i od niechcenia, jakby na pożegnanie, rzuciłem już pomiędzy drzewami tzw. ostatnie spojrzenie. Pełzające mgiełki nie ułatwiały zadania. Przyłożyłem obiektyw do oczu lub oko do obiektywu, teraz już nie jestem pewny jaka była kolejność, ale ... są!
I dawaj wsteczny!
800 metrów ... 600 metrów ... 400 metrów i wciąż je widzę - pewnie się uda ... 200 metrów, czuję jak woda w chłodnicy podgrzewa się! Nigdy nie wiem, czy to wysiłek bardzo trudnego "szybko-cicho-marszu" czy emocje. 100 metrów i przechodzę w fazę podchodu ...  mam je!!! Teraz tylko opanować oddech i jedziemy z tym koksem!

 Wow! Są większe i starsze niż sądziłem. Każdy z nich odegra już swoją rolę podczas rykowiska.

 Ten ostatni zadek, to łania. Już przed rykowiskiem trzyma się z czterema dorodnymi bykami ... nie wiem co o niej myśleć.
Może po prostu lubi ten sport :)

 Delikatny wiatr nawiał subtelną mgiełkę. Zwierzęta jakby ugrzęzły między mgiełką w pierwszym, a mgłą w drugim planie.

 Dziesiątak nieregularny. Widlica na koronę. Opieraki słabo rozwinięte, brak nadoczniaków, poroże nieco zbyt lekkie jak na byka w tej masie. W myśl obowiązujących w Polsce zasad selekcji, niestety byk do odstrzału. Jest w wyśmienitej formie i w przyszłym roku jak nic będzie regularny! Gdy zima okaże się łagodna i zdrowie mu dopisze, pewnikiem zbuduje większy wieniec.
W Polskim łowiectwie dominuje ocena głównie poroża, a nie ocena pokroju czy rzeczywistej kondycji zwierzęcia. Jasne, że poroże jest jednym z markerów zdrowia byka ale nie jedynym! Różne czynniki mogą powodować, że samiec o dobrych genach, w danym roku nałoży słabszy oręż. To mogły być czynniki przejściowe, nieistotne dla przekazywanych genów. Na kształt i siłę poroża wpływ ma środowisko, pożywienie, warunki pogodowe, stan zdrowia, a także hormony przysadki i gruczołów płciowych. Jak widać nie jest to efekt jednego czynnika, np. genetycznego.
Dlatego nie zgadzam się z zasadami polskiej selekcji jeleniowatych.

 Byk opuścił mgliste rewiry i szedł w moim kierunku. Miło z jego strony :)

 W końcu odległość zrobiła się, jak na te warunki, krytyczna. Wiatr zakręcił jak to na polance i ... wiadomo. Tyleśmy się sobie poprzyglądali :)

Poczułem się totalnie zajechany.
Usiadłem na pryzmie ziemi i zadziwiłem się nad piękną architekturą starego pniaka.


Nad nim dzięcioł duży usiadł w idealnym punkcie oświetleniowym!

Odsiedziałem około 20 minut w zamyśleniu i kontemplacji tego co zaszło.
Piękny, smakowity poranek.
Mogę z czystym sumieniem wrócić do domu :)



piątek, 17 sierpnia 2018

Ta noc do innych jest niepodobna ...

Zaczynam słowami utworu nieodżałowanej Kory.
Kilka gwiazd polskiej sceny próbowało ostatnio śpiewać Jej utwory, co tylko uświadomiło jak wielka przepaść umiejętności wokalnych dzieli "normalnych" wokalistów od Kory.
Wpis, bez względu na moje uwielbienie Kory, nie jest i nie miał zamiaru być podzwonnym dla piosenkarki Wielkiego Formatu, po prostu słowa pasowały mi do opowieści :)
Dwa ostatnie wieczory spędziłem w tym samym miejscu, w lesie, a że były do siebie niepodobne ...
To las, za którym niespecjalnie przepadam. Ponury, ciemny nawet za dnia, wieczorem dostaje jakiejś nieprzyjemnej aury.
Ale od lat o tej porze schodziły się tu jelenie na przedgodowe rogowania.

Z premedytacją godną najlepszego stratega, zacznę od zdjęcia wieczorów!
Po zachodzie słońca, gdy jedyne światło pochodzi od stosunkowo jasnego jeszcze sklepienia, zdjęcia mają to coś, co lubię. Algorytmy oprogramowania aparatu widzą intensywniej kolory i lepiej rysują miękką przestrzeń.


Liska wabiłem naśladując dźwięki wydawane przez myszy.
Szedł do mnie z pewnej odległości. Słuch ma pierwszoklaśny!



To spotkanie zostawiło mnie z tzw. satysfakcją fotograficzną.

Moment gdy zachodzące słońce resztkami widocznej nad horyzontem tarczy, wrzuca do wnętrza lasu ostatnie promienie, jest bardzo malarski. Niewyobrażalnie ciepłe światło wpadając pod ostrym kątem, wybiórczo maluje wybrane przez siebie fragmenty architektury lasu.


Las nabiera tajemnicy i przypomina scenę teatru gdy operator świateł kolejno wygasza lampy.

Kto pamięta zdjęcie zrobione dwa dni wcześniej, przyzna, że nasz satelita "odbudowuje się" w zaskakującym tempie. Tego wieczoru, czyli wczoraj, wyglądał imponująco.



Dwa dni wcześniej miało miejsce zjawisko, które zachwyca mnie od lat.
Wieczorne chmury piętrzące się nad horyzontem zamieniają się w gigantyczne góry.
Taki wieczór za darmo i w tempie kwantowej teleportacji, przenosi mnie w inną rzeczywistość.

Idąc w to urokliwe miejsce, spotkałem dziki.
Spotkanie było mało fotogeniczne. Zmrok zabrał szczegóły, a okoliczność również taka sobie.
Nie mniej jednak od czasów gdy decyzje w sprawie dzików podejmują niekompetentni "amatorzy kwaśnych jabłek", dzik, to dzik, więc pokazuję :)

Gdy siedziałem na skraju leśnej polanki, w absolutnie ostatniej poświacie nieba, usiadł dwa metry ode mnie najmniejszy z latających strażników wieczornego lasu.
Jak on mnie wypatrzył, nie mam pojęcia, ale o wielu rzeczach nie mam pojęcia, więc i ta dodatkowa mnie nie pogrąży ;)


A skoro już jesteśmy przy teatrze cieni, pokażę jeszcze dwa kadry wyciągnięte z filmu, których bohaterem jest zrywający się do lotu dzięcioł czarny :)


Nie wiem jak zakończyć ten reportaż dwuwyjściowy, więc sięgnę po sprawdzoną frazę - i tak to Panie o! ;)

czwartek, 16 sierpnia 2018

Jeleń entomolog!

Na nagrodę w postaci unikalnego zdjęcia czekamy zwykle baaardzooo długo.
Każdy zapewne definiuje unikalność w fotografii po swojemu. Dla mnie, dokumentalisty życia lasu, to zwykle uchwycona scena, która zdarza się bardzo rzadko, jest w jakiś sposób nietypowa.
To moje pamiętne śpiące łanie, moment karmienia, śmieszna mina, zabawa jelenia z dziczymi pasiakami czy walczące kruki i inne tego typu. Oczywiście w jakiś sposób rzadko widywane zwierzęta też się łapią na określenie unikalności, ale jeżeli mają po prostu stać jak makietki, to nie bardzo.
Czasami o unikalności świadczą wyjątkowo atrakcyjne okoliczności przyrody ... światło, sceneria itp.
Niezapomniane zdjęcie doskonale spanoramowanego wilka autorstwa Marcina Nadolskiego, czy kozioł z pajęczyną między parostkami w wykonaniu Pawła Figlanta, o tak, o takich zdjęciach się pamięta.
Z góry przepraszam niewymienionych autorów innych cudownych zdjęć, dwóch kumpli wymieniłem w charakterze ilustracji zagadnienia, bo mam z Nimi codzienny kontakt i już :)

Takie zdjęcia to najczęściej pochodna szczęścia, ale to co jest ważne, to nie schrzanić okazji, gdy już się nadarzy :)

Zawsze powtarzam, że czekam na zdjęcie bielika, który niesie w szponach lisa, który ma w pysku młodego żurawia, któremu z dzioba wystaje ropucha, która złapała ważkę, w łapkach której uwięziony został motyl utytłany w pyłkach ... no ostatecznie jestem w stanie zrezygnować z tych pyłków!
Wtedy wszystkie "atlasówki" czyli jak to mówię sarna - lewy profil, sarna - prawy profil, mogę z czystym sumieniem wywalić odzyskując cenne terabajty pamięci dyskowej, co byłoby między innymi zabiegiem proekologicznym :)

Dzisiejsze moje zdjęcie w niczym nie koresponduje z tak opisanym marzeniem, ale marzenia muszą zawierać pierwiastek irracjonalności, nieprawdaż? :)

No ale do adremu, jak mawiał klasyk!


 Niezwykle cenię sytuacje, w których obserwuję spokojnie idące jelenie między filarami lasu.
Cenię, ale to nie o tym zdjęciu dziś mowa :)


 Czujny młodziak!


 Nieco starszy (o rok) kumpel.


 I jeszcze jeden. Oczywiście las ma tę niedogodną właściwość, że drzewa w kadrze znajdują się nagle i nigdy tam gdzie trzeba ;)


 Piękny las zawierający jelenia! ;)


Okazuje się, że obserwowany od jakiegoś czasu byczek, podąża za motylkiem!
Zastanawiam się, czy uda mi się go sfotografować, gdy odległość między nimi będzie mniejsza.
To byłoby to coś!


I mam!
Mając na uwadze minę jelenia, która absolutnie jednoznacznie zdradza, że chodzi o świadomą relację wobec motyla, taaaak, to jest ten rodzaj unikalności, którą cenię.


Po tej obserwacji, co mnie nie zaskoczyło, z racji bezczelnej odległości między jeleniem, a mną, również doszło do świadomej relacji ... rzucił mi spojrzenie sięgające płatów czołowych i równie świadomie oddalił się :)

Mogłem spokojnie wrócić.
Ostatnie opowieści, jak zauważyliście, często poświęcałem jeleniom. Nagroda przyszła!
Dziękuję Matce Naturze za dary :)

... dary, dary losu ... :))))

środa, 15 sierpnia 2018

Istność świetlista w środku puszczy!

Czasami i to zdecydowanie zbyt często, sytuacje w lesie układają się tak, jakby ktoś dbał o to, by nic nie wyszło.
Brak światła, nie ten moment, wszędzie jestem odrobinę zbyt późno, a jak już w porę to w ostatniej chwili chrupnie gałązka pod butem, wiatr zakręci, a jak już jest idealnie, to okazuje się, że w aparacie nie ma karty ... ciągle coś!
Na całe szczęście dla podtrzymania tej dziwnej pasji, zdarzają się też takie dni, gdy w niepojęty wręcz sposób, wszystko się zgadza.
I wtedy człowiek wie, że żyje!

Ledwo wszedłem do lasu, a już się okazało, że to nie las! To teatr i do tego wielki! Jestem uczestnikiem spektaklu, w którym główne role rozdano najlepszym aktorom - światłu i porannym mgłom!

Brakuje tylko Herna!


 


Brama do innego wymiaru!


Patrzę w prawo ... fajnie, wybieram optyką wybiórczo rozświetlone sosny, w tym samym momencie sarna wybiera mnie :)

ale patrzę w lewo i ...
w kadr, który sam już mi się podobał, wchodzi kozioł!
Nie cierpię publikować serii zdjęć tego samego tematu ale tym razem wybaczcie - takie warunki świetlne z kozłem zbliżającym się do mnie, nieprędko się powtórzą! Lub nigdy!







Nie mogłem zdecydować, którego mam nie pokazać. Każde z powodu zbliżania się kozła, ma w sobie coś troszkę innego. Pozwólcie mi tak myśleć :)))

Nieziemskie światła prowokują zabawę na różne sposoby.


Strzyżyk lawirujący między pajęczynami i bosko strącone krople deszczu.

Młodziutki rudzik usiadł bardzo blisko mnie. Gęsta świerkowa drągowina nie popisała się światłem ale za to w tłach przejaśnienia zapracowały wyśmienicie.




Na koniec przemoczony do szpiku kości trznadel. Również muszę pokazać serię jego zdjęć. Co za opowieść :)
 W deszczową pogodę jego barwy wydały się irracjonalne.

 Tu normalna postawa ...

 ...a tu w tym samym kadrze wyprostowana :)


 W trakcie się otrzepywania.


 Szyję jak widać ma naprawdę chudzieńką :)


I na koniec wkurzył się na sikorę!
To zdjęcie wydaje mi się zabawne :)))