sobota, 15 marca 2014

513 metrów od domu - świt!


Jeżeli liczyliście na to, że dzisiejsza pogoda zatrzyma mnie w domu, to ... mieliście rację :)
Zwierzyna nie lubi tak silnych podmuchów wiatru, lisy szczególnie, w lesie ciemno, zdjęcia słabe, odwiedził nas syn, więc wszystko przemówiło jednym głosem - zostań w domu! I zostałem.
Jutro oczywiście pójdę do lasu choćby gromy z nieba waliły, ale dziś pomyślałem, że skoro pokazałem rzekę o zachodzie Słońca, to należy Wam się ta sama rzeka o wschodzie. Co niniejszym czynię. Wczoraj byłem na miejscu, czyli 513 metrów od domu, tuż przed wschodem, z domu wyszedłem o ... 5.13!
 Uwielbiam wschody Slońca w terenie, są takie obiecujące, a każdy inny od poprzedniego. Podnosząca się tarcza najbliższej nam gwiazdy podnosi również na duchu. Szczególnie o tej porze roku, gdy czekam na choćby 2 stopnie więcej. Rano klasyka - wszystko w szronie. Ale o tym było w jednym z poprzednich postów. Skupiłem się na ptakach. Krzyżówki skwapliwie poutykane w meandrach brzegu, niecierpliwie czekały aż przejdę dalej. Czujne jak harcerz na pierwszej nocnej warcie.
Nie da się ich w żaden sposób zaskoczyć na tak niewielkich odległościach. Łyna w tym miejscu ma może 8 metrów szerokości ... . Bobry położyły wszystko co było do położenia, od kaczek dzieli mnie tylko trzcina.


O tej porze jest tak mało światła, że trudno uwiecznić niezwykle dynamiczne 
skrzydła startującego samca ...
Sikorka uboga ... również w oświetlenie :)
                                Dopiero ten piękny moment zaczyna zmieniać reżyserię świateł.
                                           i kolejno ...
                                          odsłania ...
                                          uroki ...
                                          okolicy.
             Dopiero wracając udało mi się zrobić zaskakującą, jak na tak małą rzekę, fotografię:
                                                  Jednak nie zawsze udaje się zdążyć ...

5 komentarzy:

  1. Zdjecie numer 1 oraz nr 9 potwierdzaja tylko moja teorie, ze nie ma 'oklepanych' i niewartych fotografowania obiektow...wazna jest bowiem chwila, ktora jesli nawet nieuwieczniona pozostaje 'kadrem w glowie' na zawsze. Efekt tak mocno rozmytych skrzydel krzyzowki przy zachowaniu ostrosci pozostalej czesc kadru robi wrazenie i nie jest latwy do osiagniecia. Gratuluje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie zgadzam się z Tobą, nie ma obiektów oklepanych, bo każdy z nich może stworzyć zaskakującą sytuację. Cieszę się i dziękuję, że te 2 prace zaliczyłaś do tej grupy. :)

      Usuń
  2. 13 metrów w zaledwie 2 dni! Czyli jest szansa pobicia rekordu Amundsena z 1897 roku, który odszedł od domu na 524,6 m! Tylko czy wytrzymasz to mordercze tempo?!
    No dobra. To z zazdrości. Budzik nie zadzwonił, nie wstałem i nie poszedłem z Tobą. I teraz jeszcze bardziej żałuję.
    Krzyżówka z rozmytymi skrzydłami! Super wyszło. No i o oczywiście plenery nadłyńskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żałuję, że Ciebie nie było, bo twoje jasne szkło oddałoby więcj przysługi niż moje 4.5. Najwięcej działo się przed pojawieniem się Słońca. Next time jak powiadają Rosjanie. :) No i nie zazdrość, bo wiesz ... zimno było i w ogóle ... tak rano ... ;)

      Usuń
  3. Uśmiech podczas czytania Twoich notek, klasyka!
    W komentarzach wyżej padła bardzo słuszna uwaga na temat zdjęć, zgadzam się w stu procentach!

    OdpowiedzUsuń