czwartek, 29 maja 2014

bywa i tak ...

Spędzam w lesie ponadprzeciętną ilość czasu. Sądzę, że gdybym złożył wszystko do kupy, to uzbierałoby się przynajmniej kilka lat. Już jako licealista, gdy spędzałem w lesie wszystkie bez wyjątku zimowe weekendy i większość pozostałych, uważałem, że jestem w lesie ciałem obcym. Miałem i do dziś mam wrażenie, że zwierzyna z kilometra wie o mojej obecności. Nie mogę oprzeć się przekonaniu, że poruszam się w lesie z gracją słonia, a moment w którym pod nogą trzaśnie gałązka lub szyszka wydaje mi się dźwiękiem padającej sosny, by nie wspomnieć o sekwoji. Kompletnie niedopuszczalne wydaje mi się kichnięcie czy kaszel, ale różnie przecież bywa. Mam nos, a pyłek nie śpi, jak powiadają harcerze. Człowiek latami doskonali sztukę podchodu. Pewne rzeczy stają się automatyczne, wybór kierunku marszu w stosunku do kierunku wiatru, szukanie nogą cichego podłoża, krawędziowanie czy przykurczona postawa na tzw. spaniela srającego na pustyni.
Las przez lata nauczył mnie pokory i samokrytyki. Wielokrotnie łajałem się za gapowatość.
Gdy dopuści się ją do głosu, tą gapowatość,  można przy odrobinie szczęścia, zrobić jedynie takie zdjęcia:



Mam archiwum zapchane zwierzęcymi kuprami, tyłkami i tyłeczkami wszelkiego autoramentu. Z poznawczego punktu widzenia, tym bardziej artystycznego, nie mają nic do zaoferowania ... niestety. 

Czasami, gdy szczęście nieco bardziej sprzyja, można zrobić m.in. takie fotki:


Gdy jesteśmy już szczególnie czujni i pamiętamy, że las ma oczy wszędzie i nas obserwuje, a my  stosujemy się do jego zasad i nie zrobimy najmniejszego błędu, można zaskoczyć nawet łanię czy jelenia i zrobić coś takiego:

Ale, gdy ostatecznie udało nam się być i poruszać jak duch i do tego mamy więcej szczęścia niż rozumu i sprzyjają nam wszystkie farty świata, to wówczas, ale tylko i wyłącznie wówczas można zrobić też taką fotkę:


To zdjęcie jest pełnym kadrem, bez przybliżeń i fotoszopa. Zdjęcie wykonałem z odległości 4 metrów! Obaj, kozioł i ja byliśmy w podobnym szoku :) Dwa dni temu podchodziłem sarny i wlazłem z zaskoczenia na dziki, a dziś podchodziłem dziki i ku zaskoczeniu wlazłem na ... kozła.
Bywa i tak !:)))

12 komentarzy:

  1. Ależ piękny portret koziołka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Co z tą lochą się wydarzyło?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech, wiedziałem, że może tam być, bo już nie raz widywałem duże dziki w tym miejscu, a podchodziłem jak do kasy w hipermarkecie. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że taka mamuśka potrafi się skutecznie zakamuflować w tak niewielkich chaszczach.
      Tak jak napisałem, za gapiostwo w lesie rachunek przychodzi szybciej niż człowiek pomyśli, a czasami niż zdąży zauważyć :)))

      Usuń
    2. Acha, ok, trochę widać. Wystraszyłam się, że niebezpieczność pokazała swą, udo poszarpała, pogoniła. Mam jakiś respekt jak widzę dzika to raczej ani kroku w zbliż, raczej spaniel.

      Usuń
    3. aaa, to tej zapowiedzianej opowieści o ataku lochy nie zamieściłem jeszcze, gdyż ten koziołek ... uznałem, że jest ważniejszy. :)
      Opowiem o tym wydarzeniu - koniecznie, ale to nie ta locha.

      Usuń
  3. To jest najlepsze zdjęcie kozła na świecie... Serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Emm, wolę Ciebie nie mieć za wroga - zgadzam się :)))

      Usuń
  4. Najbardziej marzycielski kozioł jakiego widziałam:). Gratuluję, piękny! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie to mnie dziwi - przecież wiem co widział !!! Ten widok nie ma nic wspólnego z marzeniami :)))

      Usuń
  5. Zgadzam sie z kazdymwczesniejszym bloggerem, super zdjecie

    OdpowiedzUsuń
  6. Napisałeś, że zwierzyna z kilometra wie o Twojej obecności. Dokładnie takie samo odczucie towarzyszy mi w trakcie fotografowania ptaków. Perkozki czy gągoły muszą czytać w moich myślach, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że prawie zawsze nurkują w momencie, w którym postanawiam nacisnąć spust migawki? Ech. Niezbadane są tajemnice Pani Przyrody!
    PS. Bardzo fotogeniczne te młode buczki na ostatnim zdjęciu :)

    OdpowiedzUsuń