sobota, 24 maja 2014

NIE-PO-WIARY-PROSTU-GODNE!

Zupełnie niezwykłą okazała się moja dzisiejsza wyprawa. O trzeciej rano ... w nocy, byłem już na terenie rezerwatu Kośno. Piękne miejsce na Ziemi i naprawdę trudno było mi się zdecydować, którą część lasu mam penetrować. Ciągnie samo jezioro z prawdopodobnymi bielikami i rybołowami, ciągnie bagno z prawdopodobnymi łosiami i w końcu mnie najbardziej ciągnie las, w tym wypadku stary bór sosnowo-świerkowy. Oczywiście wybrałem to trzecie, bo mam ostatnio jakąś "jazdę" na dziki.
W zasadzie tak sobie ustawiłem marszrutę, że zahaczyłem o bagno. Spory areał otwartej wody, trzcinowiska, mnóstwo zieleni - idealne miejsce na fotogrficzną przygodę. Ptactwa wodnego było dziś sporo, w oddali zamajaczył rybołów, były mewy, łyski i sporo kaczek. Donośny głos trzcinniczka upewniał mnie, że jestem nad "poważną wodą" :)
Przez polanę, w oddali przebiegł samotny jeleń. W zasadzie, przyrodniczo, wszystko było w jak najlepszym porządku. Sporo się działo, wiele obserwacji, ale migawka aparatu nie napracowała się zbytnio. Wszystko jakoś daleko ... . Czsami tak bywa. Podniosłem szanowne ciało i ruszyłem na podchód. Mimo godziny 4.30 temperatura powietrza i "to coś w powietrzu" nie zachęcało do wysiłku. 
Po trzydziestu minutach dotarłem do uroczej, śródleśnej, sporej polany. Zasiadłem na zabranym wędkarskim krzesełku. Na drugim końcu polany śniadanie spożywały dwa żurawie i mimo tego, że chciałem podejść nieco głębiej, postanowiłem ich nie płoszyć. Trochę żałuję decyzji, bowiem po 10 minutach zasiadki, ze ściany lasu po prawej stronie, wyszła łania z cielątkiem. Uroczy widok. Przeprowadziła potomka przez polanę, a ja mogłem się tylko oblizać. Odległość była niesatysfakcjonująca.



 Na zdjęciu poniżej widać jak "mały" stara się naśladować matkę :)

Na tej samej polanie poobesrwowałem myszołowa, sarnę i poszedłem dalej. Słońce, godzinę po wschodzie, było już bardzo dokuczliwe. Wiedziałem, że próba kolejnych obserwacji na otwartej przestrzeni spełźnie na niczym. Zdecydowałem się nie opuszczać lasu i odpuściłem wszelkie polanki i łączki. Gęsty starodrzew poprzerastany krzewami młodej buczyny i leszczyny z bogatym podszytem przyniósł mi nagrodę. Szedłem szczególnie cicho i wolniutko, ostrożnie stawiając nogę za nogą. Intuicja podpowiadała mi, że w takich miejscach należy tak właśnie się zachowywać, jeżeli oczekujemy czegoś więcej niż spaceru. Nie uwierzycie, ale mam nadzieję, że to widać na zdjęciach - podszedłem do licznej gromadki dzików na niewiarygodnie bliską odległość. Najbliższy osobnik był zaledwie 4 metry ode mnie! W takich gęstych chaszczach doszło do pewnej paranoi. Naprawdę dziwna sytuacja. Byłem najbliżej dzików jak się tylko da być w lesie, a nie mogłem zrobić zdjęcia! Autofocus wariował na maksa. Zobaczcie jak wychodziły zdjęcia, chociaż to pierwsze ma jakiś swój dziwny urok. Widać, że w drugim planie dzieje się coś ciekawego :)


Potem było nieco lepiej, choć ostrość musiałem już ustawiać ręcznie.





Kolejnym celem było śródleśne bagienko. Wymyśliłem, że to dobre miejsce dla zwierzyny w taki gorący poranek i nie pomyliłem się. W turzycach i nadbrzeżnych trawach zaległa łania. Podniosła się w ostatniej chwili, mimo wszystko zaskakując mnie. Ponieważ niezmiernie rzadko udaje się fotografować łanię z tak bliska, pokazuję kilka zdjęć.





 Zdjęcie poniżej, choć lekko nieostre, ukazuje niezwykłą grację i dynamikę jeleniowatych.

Na zakończenie porannej wyprawy, fotografowałem młodziutką wiewiókę. Gra świateł i niewielka odległość zachęcają mnie do pokazania rónież kilku zdjęć:)




To zdjęcie podoba mi się szczególnie ze względu na ten ogon :)

8 komentarzy:

  1. Piękne spotkania - jak zwykle, nagroda za upór i wytrwałość, i chęć wstania o szalonej porze :-)

    Ja dziś miałam nastawiony budzik na 3:30, ale gdy Mąż oznajmił, że boli go gardło, z ulgą przyłożyłam ponownie głowę do poduszki ;-)

    Rezerwat jeziora Kośno miałam swego czasu zdeptany solidnie (od strony Łajsu zwłaszcza). Dziś tylko czasami odbywamy spacer ścieżką nad samym brzegiem jeziora...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to wyjątkowe miejsce. Najczęściej zaglądałem tam zimą, ale po dzisiejszym dniu, pewnie jeszcze nie raz zdecyduję się na letnią wyprawę :)
      Przyznaję, że gdy się obudziłem o 2.30 rónież szukałem argumentu, żeby zasnąć, ale żonę niestety nic nie rozbolało ;)))

      Usuń
  2. super zdjecia. Ja jestem taka ignorantka ze nawet nie wiem jak nazwac zdjecia ktore mi sie podobaja - boje sie uzyc zlej nazwy zwierzecia :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Elu, zawsze można podać które w kolejności, np. 4/18 czy 9/18 albo po prostu czwarte i dziewiąte.
    Śmiało bo to dla mnie też miłe i ważne co się Tobie i innym podoba:) i w ogóle się nie przejmuj, bo dla wielu ludzi sarna to partnerka jelenia, koziołek to mały jeleń a łania to chyba jakiś odrębny gatunek :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie zajrzałam hurtowo do ostatnich postów, nęci się już błotniaki zającami ...o matko! Piękne zdobycze naprawdę...piękne. Ale z tym brakiem manualnej ostrości przy dzikach to jakiś dramat. Pozdrawiam bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie, kiedyś wydawało mi się, że błotniaki nęci się błotem ale zające okazały się skuteczniejsze:). Droga emm, bardzo się cieszę, że zaglądasz do mnie - dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznaję, że wygrałeś. Co prawda mogłeś dać mi maleńkie fory w postaci pozostania tego dnia w domu, ale trudno. Mam wrażenie, że zawody polegające na sfotografowaniu jak największej liczby gatunków ssaków jednego dnia, równie dobrze możemy zamienić na grę, w której wygrywa osoba mająca na imię Krzysztof. Chociaż w tym drugim przypadku jakieś, hipotetyczne szanse bym miał!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy, że założymy się o ptaki i moje imię będzie znaczyło tyle co przegrany :)))

      Usuń