poniedziałek, 12 stycznia 2015

post jednego zdjęcia cz.5 (chyba)

Miniona niedziela nie należała do najłatwiejszych, ale po przesiedzianej, deszczowej sobocie, nie mogłem już zrobić nic innego niż pójść do lasu. Posty jednego zdjęcia przeznaczam wyłącznie na takie zdjęcia, które wg mnie (oczywiście subiektywna ocena) prezentują fotografię, która ma jakieś drugie lub głębsze dno emocjonalne. Mi jest o wiele łatwiej wybrać takie zdjęcie, ponieważ wiem jakie za nim kryje się przeżycie, a Wy niestety widzicie wyłącznie fotografię. Do tego zdjęcia czuję taką właśnie "miętę", bo powstało w szczególnym dniu. Do lasu poszedłem w nienajlepszej formie. Dzień wcześniej bliski mi człowiek, mocno mnie zranił, a towarzyszące na każdym kroku poczucie absolutnego rozczarowania, zabierało myśli daleko od ukochanej przyrody. Zasiadłem w nowej czatowni, z której niedawno fotografowałem chmarę jeleni na zaśnieżonej polanie pozrębowej. Sosny gięły się nade mną pod uderzeniami silnego wiaru. Las wył i skowyczał z każdym podmuchem. W zasadzie aura była spójna z moim nastrojem. Szczęśliwie otoczony przyrodą, pozytywną energią, z każdą chwilą czułem jak poprawiają się również moje wibracje. Odzyskiwałem równowagę. Przelatujący w pobliżu bielik dopełnił szczęścia. Oczekiwanie na kruki wypełniały, konieczne po ostatnich wichurach, drobne naprawy kryjówki. Wpadłem na pomysł, by otwór na obiektyw zrobić też na drugiej ścianie szałasu. I to była dobra decyzja! Nad wyraz czujny kruk nie zorientował się, że jestem tak blisko. Nadeszły ciemne śniegowe chumry. Czułość matrycy powędrowła wysoko. Efekt ziarninowania szczęśliwie zapracował na specyficzny nastrój zdjęcia. Gałązki wokół otworu zrobiły coś na kształt winiety. Ostatecznie zdjęcie niesie taki ładunek, jaki chciałem. Niestety tego dnia, nic więcej nie pokazało się w "judaszu" kryjówki. Po czterech godzinach, przemarznięty do kości, wyruszyłem w drogę powrotną. Wiatr wzmagał się, a temperatura odczuwalna spadła grubo poniżej zera. Gdy opuszczałem las ... wiatr rozgonił chmurzyska i gdy zbliżałem się do domu ... przejaśniało. Co za pech, chyba nie dane mi było tego dnia nic więcej. Nie mniej jednak wracałem szczęśliwy i zrelaksowany. Kocham las za równowagę, którą mi daje, za to, że zbiera ze mnie to wszystko, czego chcę się aktualnie pozbyć. Tak patrzę na tego pięknego kruka i myślę, że właśnie On przyleciał po moje złe emocje, by rozkrakać je nad polami i łąkami i roztrzepać skrzydłami nad lasem. Prawdziwy Przyjaciel!


22 komentarze:

  1. A może mógłby je zaczarować i zamienić w pożyteczne krople deszczu bo tak to strach by było wchodzić do lasu kiedy nie wiadomo co ci na kark spadnie. Ale poważnie, to (mimo wszystko) ciężki post, ciężkie zdjęcie i ciężko coś napisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wiem, sory, jakoś musiałem to z siebie wyrzucić :)

      Usuń
  2. Bo widzisz Krzychu, przyroda, w odróżnieniu od ludzi, zawsze będzie po Twojej stronie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj masz rację, masz ... mądrego to zawsze warto posłuchać :)

      Usuń
  3. Patrząc tylko na zdjęcie można sobie różne historie opowiedzieć. Np. Sterany życiem kruk w walce z przeciwnymi prądami powietrznymi. Albo: kruk uciekający przed napastnikiem, w ciasnych skrętach próbujący zgubić wroga. Albo: próba odbicia łupu przez rzeczonego kruka, a poza kadrem banda żarłoków też walczy o koryto. I pewnie wymyśliłabym jeszcze kilka historyjek. Takie zdjęcia to lubię najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko, od tej pory będziemy robić tak; ja wstawiam fotę, a Ty opisujesz! Bardzo, ale to bardzo podobają mi się Twoje interpretacje tego zdjęcia. Oczywiście, jak to bywa w tak zwanym życiu, prawda była jeszcze inna. Otóż rzeczony kruk, został sfotografowany w momencie, gdy we właściwy swojemu gatunkowi sposób, markował ucieczkę z żerowiska. Kruki tak już robią, że zanim zaczną żer, kilka razy zrywają się do pozornej ucieczki, podskakują, wykonują kilka manewrów prowokujących potencjalnego, ukrytego drapieżcę do ataku.

      Usuń
    2. No to pudło, nie trafiłam ani razu. Nie mam pojęcia, dlaczego starasz się być miły i zachęcasz do wymyslania historyjek nieprawdziwych. Przecież właściwa interpretacja zdjęcia jest bardzo interesująca, gdyż biologicznie prawdziwa.

      Usuń
    3. jestem miły, bo rodzice mnie przekonywali, że to się bardziej opłaca :)))

      Usuń
  4. Bo to jest tak, że słowo las... znaczy świat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby cytat z Ursuli LeGuin?

      Usuń
    2. ja to nie cytaty, ja pisaty ;)

      Usuń
    3. To cytat z Ursuli :) i moje głębokie przekonanie, mieszkańcy sawann ew.biebrznięci mają przypuszczalnie inne zdanie ;)

      Usuń
    4. dla biebrzniętych młodnik brzozowy to już las ... taka regionalna specyfika. Jechałem kiedyś transsyberian express, brzozowy las było przez 7dni wokół pociągu, więc może coś jest na rzeczy :)

      Usuń
  5. Beato Kurowicka :)
    wesprzeć chcąc ranionego miłośnika lasu a mając na myśli słowa autorki, trochę pomieszałam cytaty
    poprawnie chyba będzie tak:
    'słowo las znaczy świat' - Ursula LeGuin
    'bo to jest tak, że słowo las znaczy świat' - tytuł kawałka Świata Czarownic

    Krzysztof
    obyś nie obudził nożyc zasypanych w stogu siana...

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy widziałeś także brzozy o czerwonej korze tam daleko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. droga emm, chcę mieć ten sam towar, mój nie imaginuje czerwonych brzóz, a bardzo chciałbym je zobaczyć
      :)))

      Usuń
  7. Mój też nie...niestety. Chińska północna w większym skupisku...ech...marzenie. Może były gdzieś po drodze w tych przerozległych brzozowych lasach na trasie kolei, niezauważone.

    PS. Bardzo ładna fotografia kruka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, dzięki! :) wiesz, przyznam się, że czas spędzony w tym pociągu upływał nam głównie na ... ech, no w każdym bądź razie wszystko było białe, myszy, drzewa, nawet te czerwone, więc nie mogę być pewny jakie one były naprawdę :)))

      Usuń