sobota, 1 października 2016

Pętla czasu ...

Cały wrzesień, bez wyjątku, spędziłem w ostępach Puszczy. Rykowisko spowodowało, że niemal każdego dnia byłem w lesie dwa razy dziennie. Okazało się jednak, że nawet pierogi z jagodami mogą się przejeść :)
Dziś rano po sprawdzeniu kierunku wiatru, zastanawiałem się dokąd jechać i na samą myśl, że muszę wybierać między miejscami, w których ostatnio byłem, coś się we mnie zbuntowało.
Dawniej często odwiedzałem zachodnią część Puszczy. Postanowiłem  wrócić na stare "śmieci".
Te lasy może nie są aż tak stare jak część Napiwodzko-Ramucka, ale znam je świetnie i potrafię z nich "wydłubać" to co mnie nteresuje.
Nagroda przyszła szybciej niż się spodziewałem, bo jeszcze w drodze do celu.
Na długo przed wschodem, na otwartej przestrzeni, dostrzegłem sylwetki jeleni. Opuściłem samochód.

W mglistym półmroku zamajaczyła sylwetka pięknego byka. Długość oczniaków daje do myślenia :)

Bliżej podejść nie chciałem, bo być może zastanę go tu jutro, a wiatr będzie korzystniejszy. Dzisiejsze spotkanie było zupełnie przypadkowe. Nie chciałem go spłoszyć. Odszedłem wierząc, że jutro się spotkamy w lepszych okolicznościach :)

Na leśnych polankach również dominowały mgły.

Poranek był prezentem dla pejzażystów. Osoby lubiące zabawę z mgłą, mogły dziś się wyżywać do woli.

Dopiero nieco wyżej powietrze pozwalało na uchwycenie detali.

 Mama czujnie obserwuje czy maluchom nic nie grozi. To zrozumiałe, w końcu dawno mnie tu nie było :)

Beztroska.

Kilkaset metrów dalej, ponownie mgliście.
 Młoda sarna w nieco pokracznym stępie. To efekt, jak sądzę, "rozkroku decyzyjnego" czyli niezborności psycho-ruchowej spowodowanej tym, że głowa chciałaby się zatrzymać, a nogi wciąż idą :)

 Musiałem się pospieszyć, szkoda.

 Tu też! Żałuję, że nie zostałem rewolwerowcem ;)

Jeszcze długo roślinność oddawała nadmiar wody i przyznać muszę, że robiła to z wdziękiem.

Gdy mgły się podniosły, zdjęcia straciły nieco na uroku.

Wiecie co? Przez lata byłem przekonany, że te dzyndzelki na nowych oponach ścierają się w trakcie jazdy. Dziś poznałem prawdziwą przyczynę ich zanikania!

Ja fotografuję las, a las w tym czasie zżera mi samochód! Ten kudłaty głodomór, tak się przypiął do dzyndzelka, że szok! Tajemnica znikania dzyndzelków została tym samym rozpracowana i niechybnie jam to uczynił! :)

Miło było odwiedzić stare kąty. To w odczuciu taka swoista pętla czasu. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że przeniosłem się do czasów, które już minęły.

Wierni czytelnicy bloga zapewne skojarzą stodołę, której pofalowany ciężarem wieku dach, wielokrotnie fotografowałem.

Zawaliła się! Dziwne, ale coś ścisnęło mnie za gardło. Tyle razy mi towarzyszyła, zachwycała i inspirowała. Już jej nie ma.

Towarzyszący stodole, opuszczony lata temu dom, również fotografowałem. Jak co roku o tej porze, porasta barwami jesieni. Ech, kocham tę okolicę, nie ma co.
Pętla czasu ... pętla czasu ...

11 komentarzy:

  1. Piękny powrót "syna marnotrawnego" na dawno nieodwiedzane łono natury :-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie w pętelce. Te ostatnie zdjęcie jakby z poprzednich lat. Dobrze że ciągle jeszcze winobluszcz się czerwieni na tej opuszczonej chałupie. I przepiękne dwie sarenki na drodze leśnej. No i mistrzu w super formie powieściowej: rozkrok decyzyjny?? Dzyndzelek objadany przez gonsiennice?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemnie było tam wrócić. Dziś również tam byłem :) A rozkrok decyzyjny często również u mnie powodował swoistą zawiechę :))

      Usuń
  3. Fajne sarenki, u mnie pod wieczór koza prowadza trojaczki. Dawno temu jeździliśmy na grzyby na Wymój i tam, za Pasłęką była taka stara chata, kiedyś zastałam ją tak jak ty tę stodołę. Przejmujący żal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trojaczki?!? jestem w szoku. Jeszcze nie spotkałem takiej obfitości koźląt przy jednej matce. No no nooo :)

      Usuń
  4. Uwielbiam taką jesień :). Muszę powiedzieć, że lisek w trawkach "miziankach" w poprzednich postach mnie rozbroił :). Byłam teraz u rodziców i zamykałam sezon spania na balkonie. No i sezon zakończyłam z przytupem! Dwie noc z rzędu słyszałam resztki rykowiska, były daleko, ale wyraźnie słyszałam. Fajnie zakończyłam :). No i podróż do domu przez piękne, "polskozłotojesienne" krajobrazy... Żal upływającego czasu, ale przed nami cudna, puchowa Pani Zima. A siedlisk też żal... Takie wspaniałe miejsca... Pozdrawiam, Kasia z Olsztyna. PS. Widziałam bielika! Och... Potężny i majestatyczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, widzę, że miałaś obfity w doznania przyrodnicze okres, rykowisko, bielik i te noce na balkonie. Co do zimy, to nie mogę się jej doczekać. Uwielbiam zimę w lesie najbardziej ze wszystkiego :)

      Usuń
  5. Piękna, słoneczna jesień... a jednak przemijania czas.. Utonęłam w sentymentalnych myślach jak zawsze o tej porze roku. Ale cóż się dziwić? Las to miejsce mojego dzieciństwa... Wracają wspomnienia jak spędzałam w nim czas z tatą.. przedeptaliśmy wiele kilometrów.. uczył mnie rozpoznawać drzewa, rozróżniać gatunki roślin.. pokazał mi leśne mogiły... pod jego opieką wspinałam się na ambony których już tam nie ma... Las zmienił się od tamtego czasu jednak sentyment pozostał ... Las mojego
    dzieciństwa jest dla mnie zawsze bardzo bliski..... ;) ;)
    Jak nie zachwycać się takim miejscem? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to jeżeli chodzi o relacje Ojciec - las - my, to mamy podobne dzieciństwo za sobą - patrz motto bloga :)

      Usuń