sobota, 26 listopada 2016

Ludzka twarz Leśnego!

Grey może miał 50 twarzy, może nie miał, a może każdy ma po prostu 50 twarzy.
Nie wiem, nie jestem pewny, ale ja poza twarzą Leśnego, najwyraźniej mam też tą zwykłą, ludzką, którą las co jakiś czas obnaża, a dziś zrobił to z całą stanowczością.
Ludzka twarz jest tu pewnego rodzaju przenośnią służącą podkreśleniu faktu, że nie zawsze jest tak, że idę lasu, robię zdjęcia, czynię obserwacje i w ogóle jest cacy.
Las uczy pokory co wielokrotnie podkreślałem.

Od tej soboty wiele oczekiwałem. Miała być nagrodą po ciężkim i udanym tygodniu pracy.
Ale z tym wszystkim jest prawdopodobnie jak ze szczęściem w kartach i miłością. Jak w robocie extra, to weekend musi być do chrzanu.
To znaczy może niekoniecznie do chrzanu, bo obserwacji miałem sporo, zdjęcia niestety nie wyszły.

Pierwsze jelenie spotkałem po około dwóch kilometrach.
Licówkę zauważyłem już między chabaziami.
Wszystko wskazywało na to, że się uda, że mnie nie zauważą ...

 Niestety jak widać powyżej ona też mnie wypatrzyła!

Ogromna chmara odeszła. Ruszyłem za nimi, by je podejść.
Zrobiłem to zbyt skutecznie, nie było mowy o zrobieniu zdjęć :)))
Przebiegły bardzo blisko mnie, autofocus zwariował zupełnie. Poniżej pełne kadry!


 Miałem nadzieję na spanoramowanie ich, niestety zaskoczenie było zbyt duże. Obiektyw najwyraźniej odzwyczaił się od robienia zdjęć z bliska. ;)

Poszedłem dalej. Znalazłem fenomenalny kompleks babrzysk! To moja największa satysfakcja z dnia. Wiem, że powstanie tu sporo wartościowego materiału. Niemal spod nóg zerwały się trzy dorodne dziki. Zdjęcia ... nie powstały!

Kiedy zbliżałem się do podmokłej brzeziny ponownie przebiegło przede mną stado jeleni. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale tym razem również spaprałem foty. Co za dzień!


 Jak widać szóstak też był wśród nich.

Pomyślałem, że skoro nic mi dziś nie wychodzi, sfotografuję spokojny, statyczny las.

Gdy robiłem to konkretne zdjęcie, ech (!), pięć metrów za mną przebiegła sarna. No cóż, taki dzień.

Na koniec (chociaż to!) zapozowała sikora sosnówka.
Pożegnalna scena.


Jutro ... zobaczymy co jutro :)))

16 komentarzy:

  1. No nie jest źle! Przecież coś wyszło... zza drzew ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. Mówisz, że spaprałeś? Ale co się napatrzyłeś to Twoje :). Złapałeś "ruch" i to taki, że zakręciło mi się w główce hi, hi. I tak mi się "podobywają", wszystkie, nawet te rzekomo spaprane :). Pozdrawiam, Kasia z Olsztyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to dopiero niespodzianka! Może dlatego, że to jednak jakaś odmiana takie totalnie zwalone foty :)))

      Usuń
  3. Na łąkach dziś wiało więc towarzystwo siedziało w lesie i nasłuchiwało. Przynajmniej się napatrzyliście, Ty i sosnówka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, wszystko siedziało w gęstnikach wszelakich :)

      Usuń
  4. Las i sikorka wynagradzają pozostałe nieudane kadry :-).
    Na pocieszenie dodam, że u mnie blog świeci pustkami, bo za każdym razem kiedy planuję sfotografować zimo-jesień, nie wychodzi nic, co można byłoby pokazać szerszej publiczności. Kryzys twórczy mnie dopadł i czekam aż minie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia, w mojej ocenie jesteś perfekcjonistką, ja dokumentalistą w związku z czym dałem sobie przyzwolenie na publikowanie zdjęć o dużej rozpiętości jakościowej. Pokazuję las, nie kunszt fotograficzny. Twoje zdjęcia jedno w jedno nadają się na wystawę. Śmiało publikuj co masz, to co oceniasz jako słabe i tak, czego jestem pewny, okaże się spoooorooo powyżej średniej ;)

      Usuń
  5. Nieudane powiadasz foty? No nie!! Pokazują co się działo :) a działo się, czyli nie było nudno!! :) ot najważniejsza rzecz w lesie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, najważniejsze żeby coś się działo :)

      Usuń
  6. Mimo wsztstko fajny ten lecący zamazany łeb jeleni. Widać, że był blisko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko, na jednym łeb, na drugim zadek, przy odrobinie wyobraźni można poskładać to w całość ha ha ha aha a ha

      Usuń
    2. Fakt i jeleń jak malowany:))

      Usuń
  7. przeczytałam pierwsze zdania... jakiś czas temu doszło do mnie, że ważniejsze od udanych kadrów jest to co zarejestruje oko, tego nic nie odzwierciedli - wychodząc od uchwyconego obrazu, przez temperaturę światła, zapach, muzykę, myśl, uczucie.... coraz częściej wolę patrzeć. I nie tylko swoimi 'oczami' ... 2 i 5 zdjęcie pozwala wiele dopowiedzieć, fajnie dzieli i maluje kadr....a 6 fotografia... mykająca za Tobą sarna, odcięłaby uwagę od głębi kadru - a to jak ścieżka do Narnii... coś Ci tam jednak wyszło z tego 'ehh takiego dnia' ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, jesteś w sieci, ale fajnie :)Kalinko, wiesz, że mi się często zdarza, że obserwacja tak mnie wciągnie, że w ogóle nie chwytam za aparat:) Ileż to już okazji zmarnowałem. Kilku szczerze żałuję. Gdy kilka miesięcy temu z padliny jelenia poderwał się dorosły bielik, tak mnie pochłonęła "degustacja" tej chwili, że nie podniosłem aparatu do oka. Wolne potężne odepchnięcia skrzydeł obserwowałem jakby w zwolnionym tempie. Niewielka polanka ukryta wśród starych drzew potęgowała doznania i sprawiała wrażenie, że bielik jest jeszcze większy niż jest w rzeczywistości. Widok był bajeczny i baśniowy zarazem. Jakoś podświadomi uznałem, że gdy przykryję oczy aparatem, zasłonię się nim, stracę więcej niż uda mi się pokazać zdjęciem. To przeżycie egoistycznie zostawiłem po prostu sobie :)

      Usuń