sobota, 7 stycznia 2017

Los mi sprzyjnął.

Tak właśnie, sprzyjnął, no bo jak to inaczej powiedzieć? Nie mogę powiedzieć, że mi sprzyjał, bo to byłaby sugestia, że on sprzyjał mi ciągle, że to trwało czas jakiś, a on mi sprzyjnął raz, w jednej chwili to zrobił. On, ten los.
Łaziłem cały dzień po tym "skrzypiszonie" czyli zmrożonym śniegu, a łażenie to nie miało większego sensu.
Każdy krok zdawał się być słyszalnym w okolicznych gminach, o zwierzętach nie wspomnę.
Podchód to ostatnia rzecz jaką powinienem był dziś robić. Niestety zasiadka przy piętnastu ujemnych stopniach również nie wydawała się szczęśliwym wyborem. Rano, gdy opuszczałem pielesze domowe, termometr wskazywał osiemnaście poniżej kreski.
Zastanawiałem się czym zawiniłem ale prawda jest taka, że uwielbiam mroźne zimowe dni.

Po kilkunastu kilometrach miałem dość. Ani jednej obserwacji. Nic. Kaszana.
Wyjątkowo dobry dzień na zorganizowanie konkursu p.t. "kto chodzi głośniej".

Na szczęście nadszedł moment, w którym los mi sprzyjnął. Szkoda może, że po pięciu godzinach łażenia, gdy mój bufor termiczny przestał funkcjonować. Z kalorii pobranych przed wyjściem, pozostał jedynie ujemny bilans. Z bardzo daleka zauważyłem łanię, która wystawiła głowę w stronę szerokiej przesieki. Ruszyłem i to była dobra decyzja. Nie była sama.

Na granicy lasu i przesieki znalazł się przeuroczy szpicak. Sprzyjnięcie losu polegało głównie na tym, że w ten praktycznie bezwietrzny dzień, akurat teraz, na moment podejścia, zerwał się podmuch wiatru. To wystarczyło by jelenie nie usłyszały trzasków deptanego śniegu gdy się zbliżałem.


Po chwili pojawiały się też łanie.


To chyba rodzeństwo i jednak jakaś sprzeczka. Byczek nerwowo przerzucił głowę na drugą stronę, siostra ... no sami widzicie :)


 Z girlandami lodu pod brodą :)))

Licówka postanowiła obejść mnie z drugiej strony by lepiej mi się przyjrzeć.

 Inna łania wzięła mnie na celownik i taksowała z innego punktu widzenia :)

Młody z taką obstawą mógł czuć się bezpiecznie co wyraźnie malowało się na jego twarzy.

A jak zakończyła się akcja z rozpoznaniem mnie jako źródła niepokoju, najlepiej widać na tym filmie. Zawsze chciałem nagrać szczekającą łanię i tym razem mi się udało! Myślę, że ten filmik warto zobaczyć:

FILM: https://youtu.be/wU97z6JMvnw

Sesja trwała około 40 minut, które spędziłem klęcząc na jednym kolanie. Gdy wstałem, zrozumiałem jak ciężką czynnością może być chodzenie. Niemal zamarzłem. Ale ten szpicak i obserwacje były tego warte.


W drodze powrotnej zauważyłem świeże tropy łosia. Ponieważ dokładnie w tym miejscu fotografowałem łosie w zeszłym roku, myślę, że są tu na stałe. Ich tropy robią wrażenie.


W mijanej wsi złapałem jeszcze szaleńczy, wręcz brawurowy przelot mazurków na niskim pułapie.

Oby ostatnia obserwacja, szczególnie nazwa tego uroczego gatunku, nie okazały się zapowiedzią konsekwencji mojego przemarznięcia ;)








20 komentarzy:

  1. Piękne spotkanie,ja od trzech dni codziennie jeżdżąc do pracy obserwuję chmarę jeleni zerującą na rzepaku.Twój post zachęcił mnie aby tam pojechać i spróbować je sfotografować,co też uczynię jutro :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Qrcze podejście do nich na otwartej przestrzeni przy tak chrupiącym śniegu łatwe nie będzie :) Paweł, trzymam kciuki za to żeby okazało się, że umiesz lewitować albo że trafiłeś na głuchą chmarę. To drugie jest jednak mniej prawdopodobne :)))

      Usuń
  2. Jak pięknie umaszczona i ten krok dziwaczny, jakby podkreślający fakt, że to jej królestwo, no i pieszczoch też wspaniale zapozował. Cudne! Pierwszy raz przyszło mi do głowy jak mało pokazują same zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, sarny i łanie gdy nie są pewne co widzą, czują niepokój, tak właśnie kroczą. Jest w tym trochę szpanu na wszelki wypadek, trochę prowokacji i chyba jednak też straszenia :) Nogi stawia ciężko, zdaje się, że z przytupem :) Uwielbiam je wtedy obserwować.

      Usuń
  3. Dokładnie, jak wyżej - postuluję o większą ilość filmów, bo zdjęcia nie oddają nawet połowy piękna zwierzęcia! Spojrzałam na fotografię i myślę sobie, ot, łania jak wiele innych, ale dopiero na filmiku widać jak dumnie kroczy, jak chce pokazać swoją siłę i władzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OK, OK, obiecuję, będzie więcej filmików :)

      Usuń
  4. Podzielam zdanie wcześniejszych komentatorów - więcej filmików! :) Niesamowite, dopiero na tym filmie pierwszy raz zobaczyłam, że łania może chodzić w tak dostojny sposób. Piękna sesja i wyprawa!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jelenie niesamowicie wyglądają na zdjęciach w tej zimowej scenerii. Filmik też super, obejrzałam również wszystkie inne na kanale ;) Bardzo podoba mi się też zdjęcie z gilem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No naprawdę mi miło, dziękuję Ci serdecznie :)

      Usuń
  6. Znowu wdzięczysz się Leśny. Przecież tobie zwykle w jeleniach puszcza darzy I tym razem też Choć zdumiewa mnie twoja wytrzymałość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaraz że się tam wdzięczę się! tak se tylko napisałem ;)

      Usuń
  7. Ależ one się pięknie na śniegu prezentują! Filmik rewelacja :-). I ptaszorki też są - cieszy mnie to bardzo :-).

    OdpowiedzUsuń
  8. młody, rzeczywiście wygląda na usatysfakcjonowanego komfortem bezpieczeństwa :) piękna obserwacja, dostojnie wyglądają.. a do tego napuszony gil :D ... spotkałam przedwczoraj ich gromadkę, ale zsunęłam się do potoku i zdjęć zrobić nie zdążyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No, łania mnie zaskoczyła swoim dumnym chodem. Bo, że szczeka, to wiem, bom obszczekana ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to już wszystko obszczekało co mogło ... nawet psy! :)))

      Usuń