środa, 6 stycznia 2016

jelenie, jelenie i jelenie i .. tak dalej!

To nie było normalne! Nic, co mnie dziś spotkało nie było normalne. Obowiązki zatrzymały mnie nieco, w konsekwencji czego, wybrałem się do lasu dość późno. Czasu miałem mniej niż zwykle, więc udałem się wprost do miejsca, które uważam za niezwykłe. To wyjątkowa część Puszczy o bardzo zróżnicowanym charakterze. Gdy zauważyłem chmarę jeleni przemieszczającą się po drugiej stronie wąskiej drągowiny, poszedłem w przeciwną stronę i po dwustu metrach zatrzymałem się. Uznałem, że podchodzenie ich z wielu powodów nie miało sensu. Teren i kierunek wiatru skazałby ten wysiłek na porażkę, a nie chciałem zaczynać od zamieszania. Najważniejsze, że tu były. Postanowiłem zatrzymać się pod świerkiem w miejscu, które sądząc po tropach, uznałem za skrzyżowanie wszelkich rut. Miałem ochotę pozostać tam do skutku, ponieważ było szaro i do tego buro, a rzadziej rosnące w tym miejscu sosny przepuszczały resztki wątłego światła. Po 30 minutach zobaczyłem byka, który przebiegł obserwowany prześwit. Wydał mi się jednak zbyt zaniepokojony. Nie zdążyłem zrobić mu zdjęcia i nie spodobało mi się jego zachowanie. Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że to wilki okażą się przyczyną jego pośpiechu. Byk w tej klasie wieku raczej nie bywa sam, więc ustawiłem się gotowy do zdjęcia i spokojnie czekałem. Niezbyt długo. Tak jak przypuszczałem, pojawił się następny i następny.



W tym miejscu chciałem pozostać dłużej, ale miałem wrażenie, że coś dziwnego słyszę z mojej prawej strony. Te dźwięki nie dawały mi spokoju. Ruszyłem wyjaśnić moje wątpliwości. Po pokonaniu stu metrów przez gąszcz lasu, zauważyłem ... myśliwego!!! Za chwilę kolejnego, a ja szedłem na wprost luf ich śmiertelnych zabawek! Polowanie zbiorowe, no fajnie! Nie wiedziałem, czy mam się ukrywać czy wręcz przeciwnie. Głupio byłoby tak skończyć przygodę z lasem. Podszedłem najostrożniej jak umiałem do pierwszego na linii. Niemiec. Uzbrojony po zęby Niemiec. Nie wiem czemu przypomnieli mi się Czterej Pancerni i pies ale wielu uzbrojonych Niemców jakoś tak na mnie zadziałało.:) Z twarzy podobny był całkiem do nikogo, ale sympatyczny i rozmawiający po angielsku. Wyjaśnił mi jak są ustawieni i że to polowanie z nagonką. W tym momencie strach jeleni wydał się wyjaśniony i oczywisty. Pokazałem Mu kilka zdjęć, które zrobiłem wcześniej. Po chwili pożegnaliśmy się, a ja wykrztusiłem z siebie nawet jakieś miłe "hefenajsdej" i ruszyłem w bezpieczną stronę. Prawdę mówiąc naprawdę fajny Gość - pomyślałem. Zanim jednak wykonałem pierwszy krok, zauważyłem jelenie, które przechodziły linię. Wiedziałem, że nikt nie odważy się strzelać po linii, więc pokazałem je świeżo poznanemu dewizowcowi i spokojnie wykonałem kilka fotografii.

Oto jedna z nich:)

Nie zwykłem byłem tanio oddawać skóry, więc bynajmniej nie wracałem do samochodu. Postanowiłem wykorzystać całą sytuację. Wiedziałem jak są ustawieni myśliwi, wiedziałem skąd idzie nagonka, znałem każde drzewo na tym terenie i miałem korzystny kontrakt z wiatrem.
Dzięki temu ustawiłem się na lewej flance myśliwych. Gdy dotarłem do ostatniego naganiacza, po chwili zauważyłem byki przechodzące w inną część lasu!


Wiedziałem gdzie się udać, by je jeszcze raz spotkać.
Miałęm za sobą mniej niż kilometr czujnego podchodu i udało się je powtórnie fotografować.


To był bardzo trudny teren. Postanowiłem podejść jeszcze kilkaset metrów i nieco odpocząć.
Oparłem aparat o drzewo i przepraszam, robiłem ... siku, ludzka rzecz.
Stoję, jak już wspomniałem, "odwadniam się", i nagle spostrzegam, że las się na mnie patrzy i to z całkiem bliska. Nie! Z niewiarygodnego bliska!

No wiecie, są rzeczy ważne i ważniejsze. Nie zawracając sobie głowy moim półnegliżem, pozostawiam "no sami wiecie co" na zimnej wolności i sięgam po aparat. Wiem, wiem, sytuacja jest komiczna z tendencjami do tragikomicznej, bo jednak jest bardzo zimno!
W tak dziwnych i nieco śmiesznych okolicznościach przyrody, powstają poniższe zdjęcia:






One były wszędzie! Stały wokół mnie i ... pozowały!

Gdy odeszły, doprowadziłem się do porządku i śmiejąc się sam z siebie, ruszyłem dalej.
Trudno w to uwierzyć ale po kilkuset kolejnych metrach zaliczam następne spotkanie!

 Najpierw przechodzi ten jegomość ...

 potem ten ...

 i te trzy ...

 i ten koleżka ...

 i ten i ten następny za nim ...

i na końcu młodziak!

Byłem w szoku, bo to inne, nie związane z poprzednimi byki i nie związane z chmarą i szpicakami sprzed chwili!

Cieszę się, że mogłem pokazać jelenie w nieco szerszych kadrach ukazując ich środowisko i niezwykle urokliwą w tym miejscu puszczę.

Dziwny, nieco paranoiczny dzień, biorąc pod uwagę ilość obserwacji i bezpośrednie sąsiedztwo polowania zbiorowego. Wstyd się przyznać, ale wiedziałem, że zaniepokojone polowaniem zwierzęta będą migrować i wykorzystałem to z zimną krwią. Na moje usprawiedliwienie mam tylko to, że trafnie wykombinowałem skąd i dokąd będą chadzać, a moja obecność z lewej flanki, nie pozwoliła tym jeleniom wejść przed lufy karabinów. A może i tak by nie weszły. :)

23 komentarze:

  1. Kiedyś był urząd bobrowniczego. Proponuję ci, zastanowić się nad zmianą zajęcia na "jeleniowniczego":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeleniowniczy, wiesz, dobrze to brzmi :) zostaję!

      Usuń
    2. A może >>Główny Jeleniolog Kraju<< ?
      Takiemu to i gabinet z tabliczką na drzwiach sienależysie...

      Usuń
    3. To ja poproszę o gabinet w lesie :)

      Usuń
  2. Skoro sposobem na bliskie spotkanie z jeleniami jest siusianie, a ciężko jest, przepraszam zdjąć gacie przy -15, to już wiem czemu tak czekam, by mróz odpuścił. A tak naprawdę, podziwiam Cię, za umiejętność analizy zachowania jeleni także w tym najgorszym momencie ich życia, czyli polowaniu z nagonką. Świetne te foty z bliska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko, no jest to jedna z metod, ale sam dopiero stawiam na tym gruncie pierwsze kroki. Jak zdobędę więcej doświadczeń, z pewnością się podzielę, ale następne zdjęcie gaci wykonam w nieco korzystniejszych warunkach termicznych ;)

      Usuń
  3. Nie zwierzęta, a przebrani za jelenie partyzanci! Ja tam Cię nie oceniam (historia zrobi to za mnie), ale kolaboracja z angielskojęzycznym! okupantem, raczej nie przyniesie Ci popularności w kręgach kombatanckich. PS. Fajne te partyzanckie foty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wiesz, masz rację, usprawiedliwię się tylko, że polowali na dziki. To mi pozwoliło jakoś bez większych wyrzutów sumienia zająć się jeleniami. :) Co do fot, to gdy tak przeglądam swoje posty, to zastanawiam się czy mój blog nie powinien miec innego tytułu ... BEZ ŚWIATŁA, albo, W CIENIU PUSZCZY, albo ... W CZARNEJ DUPIE? :)

      Usuń
    2. A ja sobie myślę, że Lud Leśny próbuje zrobić zdjęcie jeleniom absolutnie bez światła i jeszcze by było ono ostre jak damasceńska stal. I dla takiej oto przyczyny Lud nawet skłonny jest stracić na mrozie pewne części cielesne, bratać się z anglojęzycznymi okupantami i boję się pomyśleć co jeszcze. Natomiast scena podglądania sikania przez stado jeleni - bezcenna. Uśmiałam się setnie.

      Usuń
    3. ... no ja już później, gdy odzyskałem termikę "pewnych członków", też się uśmiałem :)))

      Usuń
  4. Krzysztof,
    Wykonałeś "robotę" pierwsza klasa, jest co podziwiać, już czuje te emocje, które przeżywałeś patrząc na żywo na te chmary jeleni. U mnie w Puszczy Kozienickiej jak się natrafi na jedną chmarę składającą się z 8 osobników, co mi było dane, to jest lepsze uczucie niż wygranie na loterii...Patrząc na zdjęcia zaczynam stwierdzać fakt, że u Ciebie w okolicy to więcej jeleni i łań, niż saren i panów koziołków.
    Ja lecę na wypad w Las w najbliższą sobotę i niedzielę, zobaczymy czym zaskoczy mnie Las.
    Super wypad do lasu, super zdjęcia.
    Gratulacje!
    Pozdrawiam;-)
    Fan z Puszczy Kozienickiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin, miałem po prostu szczęście :)
      Wiesz, trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno :)))
      Poważnie rzecz biorąc, raczej nie podchodzę saren. Fotografuję je wyłącznie gdy się same napatoczą. Jeleni natomiast szukam aktywnie. Podchodzenie jelenie stało się moja pasja i obsesja. Kocham je podziwiać i podglądać. Ilość jeleni stosunkowo łatwo ocenisz po tropach. Zima jest do tego idealną porą. Puszcza Kozienicka to 30 tysięcy hektarów!!! Stary, masz tam lekko licząc kilkaset jeleni! To tylko kwestia wprawy i będziesz je spotykał częściej. Trzymam kciuki. Dziękuję za miły komentarz:)

      Usuń
  5. Krzysztof,
    Właśnie śladów bytowania jeleni jest sporo w moim rejonie(liczne odchody, poobgryzane młode drzewka, czy tropy), ale ciężko mi jest wyczuć ich porę przemieszczania się, jeszcze się tego uczę, mimo słabych wyników nie zamierzam się poddawać. Za bardzo lubię i szanuję dzikość i piękno lasu, żeby się poddać.
    Liczę na piątkowe opady śniegu, aby w sobotę z samego rana wyruszyć na polowanie z aparatem. Zainwestowałem w strój moro i maskę, aby zlać się z otoczeniem, bo to jedna z podstaw, jeszcze muszę się nauczyć robić użytku z wiatru.
    Może piszę podstawowe rzeczy, ale wiadomo człowiek się uczy.
    Także podążam małym kroczkami, ale uparcie co celu, jeszcze inwestycja w sprzęt fotograficzny, ale to z czasem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jelenie za dnia są w ostojach, miejscach lasu, któe zapewniają im największy spokój. Ciężko je znaleźć, ale warto się starać. Tropy same się nie robią, masz u siebie sporo jeleni! Migracje związane z porą żerowania odbywaja się niestety w ciemnościach nocy. Zimą na szczęście zdarza się, że nieco dłużej pozostają na rzepakach. Znajdź pole rzepaku przyległe do lasu. Tam na nie poluj. Zobacz wcześniej za dnia, gdzie są tropy, w którym miejscu schodzą z pola. Potem cierpliwie po tropach, znajdziesz ich ostoję. To niestety może oznaczać kilka kilometrów po trudnym terenie. Ale regularne spotykanie jeleni samo nie przyjdzie :) Oczywiście podchodzenie ich na ostojach wymaga najwyższych standardów etycznych. Nic na siłę. Nie dziś to jutro uda się je sfotografować bez zbędnego płoszenia. Pokora, cierpliwość i rozumienie biologii gatunku, to chyba najważniejsze sprawy. Obserwacja i analiza - 80% wysiłku, fotografia 20%. Nie zmieniam tych proporcji do dziś :)

      Usuń
    2. Krzysztof,
      Dzięki za cenne porady, na pewno z nich skorzystam.
      Śledzę nieustannie Twój blog i proszę Cie o cierpliwość, taką jaką masz do tropienia zwierzyny, żebyś miał ją do mnie, gdyż będę miał na pewno setki pytań.
      DARZ fotoBÓR;-)

      Usuń
    3. Marcin służę, pytaj śmiało :)

      Usuń
  6. O ja Cię!!! Hmmm, ta łania ma ciekawe spojrzenie, no cóż po tym co zobaczyła :). Hi, hi, hi. Krzychu, zdjęcia są obłędne, a historia super. I dzięki Ci za to, że "zmyliłeś" strzelaczy. Nie bardzo mi pasuje taka pasja... Mój Internet od nowego raku mocno szwankuje i mam problemy z dołączaniem komentarzy, jednak jestem obecna i czytam wszystko. Zdecydowanie lepiej się czuję czytając Twojego bloga, niż rozmawiając z "żywymi" współpracownikami. Dzięki kolejny raz za poprawę nastroju :).
    Pozdrawiam, Kasia z Olsztyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tfu, tfu, na psa urok, miało być "roku" :).

      Usuń
    2. Kasiu i do tego z Olsztyna, relacje z lasu to jedna przyjemność, a sprawianie radości czytelnikom, to dziesięć razy większa radocha :)

      Usuń
  7. Qrczę Krzysiek ty na nie działasz jak magnes ,tak przyciągasz je do siebie :)Bardzo fajne spotkania,szczególnie te z łanią w dość nietypowej sytuacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tzn. zwykle to one działają na mnie jak magnes i mnie przyciągają ale tym razem rzeczywiście miałem wrażenie, że jest odwrotnie :)

      Usuń
  8. Krzysiu muszę spróbować jechać do lasu i zrobić to samo ale chyba rozmiar ma znaczenie że tak się tobą zainteresowały.A teraz poważnie będąc w lesie słyszałem szczekanie psów a po pewnym czasie wyszła na mnie sarna popatrzyła na mnie i okrążyła,psy wyszły na mnie ale były dość młode i dzięki bogu mało rozgarnięte jak mnie zobaczyły to zawróciły.Zmierzam do tego że zachowanie ich można jakoś wytłumaczyć chęcią zmylenia pościgu i skierowanie prześladowcy na inny trop lub ofiarę.Nie wiem może przegiąłęm z tym wywodem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sfora psów jest bardzo niebezpieczna i świetnie zorganizowana. Młode psy same sfory nie zawiążą. Wśród nich musiał być jeden bardziej doświadczony. Sarny znane są z tego, że ratując się potrafią podejść do człowieka. Polujące psy są o tyle groźne, że w przeciwieństwie do wilków, nie boją się człowieka. Tak w ogóle to wolałbym napatoczyć się w lesie na wilki niż na sforę półdzikich psów!

      Usuń