wtorek, 30 czerwca 2015

taki eko-problem!

O bocianie można wiele. Zarówno w aspekcie kulturowym, historycznym czy najciekawszym, czyli biologicznym. Są kraje, które go hołubią, niemal czczą, są takie jak Ukraina, w której bociany mają "przechlapane". Można obalać mity, jak ten, że zasiedlone gniazdo jest gwarancją ochrony budynku przed uderzeniem pioruna, bo nie jest. Kilka procent lęgu ginie właśnie z tej przyczyny. Można byłoby skupić się na jego domniemanym jadłospisie i okazałoby się, że żaby, czy w ogóle płazy stanowią raptem kilka procent jego pożywienia. Analiza jego wędrówek kazałaby się zastanowić dlaczego wybiera dłuższą trasę, pozornie nielogiczną. A jednak szybko stwierdzimy, że dokonują jedynie słusznego wyboru. Szczególnie szerokie i długie skrzydła nie nadają się do aktywnego lotu. Kosztowałoby to bociany zbyt wiele energii. Z tego powodu, dłuższa trasa, ale umożliwiająca bierny lot wykorzystujący wznoszące prądy powietrza, jest w końcowym rozrachunku "tańsza" i mniej wyczerpująca. Z tego powodu lecą nad lądami, nie przecinając "na skróty" dużych akwenów morskich. Mógłbym tak pewnie długo, ale dziś chciałbym o czymś nieco innym.

W Polsce żyje 1/4 światowej populacji tego gatunku! Ponad 40 tys. osobników. Znakomita część tej ilości, zamieszkuje nasze tereny, ogólnie Pn.-Wsch. Polskę. W tym kontekście martwi mnie degradacja środowiska, szczególnie tego, które jest tak niezbędne tego typu gatunkom. Masowo wysychają oczka wodne, zmieniają się stosunki wodne w całym Regionie. Sposób eksploatacji i uprawy gruntów jest karygodny. Nie twierdzę, że to jedyna przyczyna, ale grunty uprawne są orane do samego brzegu oczek. Lustro wody pozbawione krzaków i zarośli, odsłonięte, szybciej paruje, a przeorana ziemia zwiększa tysiąckrotnie powierzchnię parowania. Na efekty długo nie trzeba czekać - masowo wysychają. Remizki wokół oczek to naturalne schronisko i miejsce rozrodu dziesiątków gatunków zwierząt - są zaorywane. W/g mnie sytuacja jest alarmująca. Próbowałem tą sprawą zainteresować aktualnego dyrektora RDOŚiu w Olsztynie. Bezskutecznie. Jeżeli ludzie na takich stanowiskach są obojętni na tego typu sprawy, to chyba muszę się udać do pierwszego lepszego dyrektora np. Spółki Węglowej ... a może do dyrektora MPECu, albo MPK - nie wiem!

Dla osłody popatrzmy na moment startu tego pięknego, głęboko wpisanego w wizerunek Regionu, ptaka. Zdjęcia zrobiłem na byłym oczku wodnym, w którym jeszcze dwa lata temu było 1,5 metra wody. Dziś tej wody nie ma wcale. Pozostała tylko typowa roślinność dla zdegradowanych, do roli wilgotnego zagłębienia, oczek. W przyszłym roku zarośnie już innymi gatunkami roślin, a za dwa lata będzie "suchodołem", zagłębieniem w terenie.

Na przykład we wsi Nowy Przykop ... jeszcze rok temu robiłem zdjęcia na pięknym jeziorku bagiennym. Było tam wszystkiego pełno, czaple białe i siwe, kormorany, łabędzie jedne i drugie, kilkanaście gatunków kaczek, brodźce, perkozki i w ogóle. To tam fotografowałem te dwa dostojne kąpiące się jelenie z pięknym porożem. Dziś krajobraz jest rozpaczliwy. Pozostało wgłębienie w terenie wypełnione mazią błotną. nie ma ptaków!

Obyśmy się nie obudzili z ręką w nocniku!











14 komentarzy:

  1. Przyznam, że zdołowałeś mnie swoim tekstem. Kolejne, urokliwe bajoro przestało istnieć. Miałem nadzieję, że przynajmniej na Warmii coś zostanie (bo Dolina Biebrzy jest sucha jak pieprz), ale widzę, że w najlepszym wypadku będą to jeziora. Na RDOŚ-owców nie ma się co obrażać (w tej kwestii, bo w innych i owszem). Nie mają wpływu na rolników, a zwłaszcza właścicieli wielkoobszarowych gospodarstw. Funkcjonuje co prawda program rolno-środowiskowo-klimatyczny, ale nie ma w nim pakietów związanych z użytkami przyrodniczymi o co awanturowali się przyrodnicy. A boćki za jakiś czas przestaną wracać z zimowisk i staną się reliktem starych, dobrych czasów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie Tomek Bałdyga w komentarzu na FB zapowiada jakis dramatyczny raport bocianiej liczebności. Sam w tym roku zaobserwowałem rekordowo niski procent zasiedlenia gniazd, czy jak kto woli, wiele gniazd jest pustych.
      Problem oczywiście dotyczy wielu innych gatunków ptaków!

      Usuń
  2. W mojej okolicy jedynymi dbajacymi o stosunki wodne sa bobry. Dzięki nim w lesie jest kilka pełnych bajorek i poprzegradzanych tamami rowów, ale już leśnicy kombinują jak wprowadzić odstrzał bobra bo "zalewa panie". Sąsiad skosił ok.60 ha łąki i na pokos przyleciał jeden bocian a kiedyś było ich dwadzieścia. Ale może idzie lepsze, bo jednak tego roku trochę pada. U mnie właśnie pada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety obwiam się, że nie chodzi o opady. Nawet gdyby padało przez dwa miesiące non-stop, problem nie zniknie.

      Usuń
    2. U mnie jest trochę inaczej. Oczka i rowy są szeroko obkaszane i miedze szerokie. Ziemia tu nieurodzajna, rzadko kto orze. Okolice Barczewa i teren w stronę jez. Wadąg to potężne warstwy wodonośne. Moja studnia jest ciągle pełna, a i w stawie wody powoli przybywa. Wiosna i początek lata są zdecydowanie bardziej mokre niż przez ostatnie dwa lata i myszy na łące dostatek, bociany mają co jeść, a jednak ich nie ma. Może jednak przyczyna jest inna.

      Usuń
    3. Masz super sytuację, Maruny leżą na skraju zlewni jeziora Wadąg, w takich odległościach od większych jezior, sytuacja może być poprawna. Jednak stan w Regionie jest alarmujący.

      Usuń
  3. I ja się zasmuciłam... Sama też to widzę, wiele zdjęć mam w tym momencie historycznych, zakątki już nie istnieją... Jeszcze kilka lat temu w wiosce, w której teraz mieszkają moi rodzice było zasiedlone, bocianie gniazdo. Teraz to smutny kołtun... Ale jak mają wrócić jak nie mają co jeść, wszędzie domy, albo rozbudowująca się bez opamiętania "warszawianka". Na wylocie z Ostródy w kierunku Gdańska stoi cudowny, stary dąb. Nie wolno go tknąć, ale czy przeżyje jak go wokół obleją asfaltem i betonem? Beznadzieja. A to, że obudzimy się z ręką (obiema!) w nocniku to pewne.
    Pozdrawiam, Kasia z Olsztyna.
    Człowiek to niewypał, nie udał się Matce Naturze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety problem jest ogromny. Na szczęście wśród tych niewypałów, jest wielu wartościowych ludzi :)

      Usuń
  4. To prawda zmienia Nam się środowisko, w Dolinie Noteci można zauważyć intensyfikację rolnictwa :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rolnictwo się intensyfikuje, a potem Państwo nie jest nawet w stanie skupic płodów ... katastrofa!

      Usuń
  5. Czyli wszędzie jest to samo,u mnie również z naciskiem na ten rok wycinają i niszczą małe śródpolne bagienka :( Jedyna nadzieja że przyjdzie po kolei kilka śnieżnych zim i stan wody w ciekach wróci do normy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to nic nie zmieni, ilość opadów ma tu najmniejsze znaczenie. Zostały trwale zaburzone stosunki wodne. Aby to naprawić, trzeba zlikwidować przyczyny ... wiele przyczyn!

      Usuń
  6. Według mnie stan opadó ma bardzo duży wpływ. Ta zima była praktycznie bezśnieżna. Na moim podwórku jest kilka dołów z wodą porośniętych wierżbą. Zwykle wysychają w sierpniu. W tym roku były suche w maju i nie napełniły się do tej pory. Niestety to może być efekt globalny, a nie tylko koszenia nieużytków. Przecież kiedyś na Warmii obsiewano bardzo dużo pól a i u mnie nawet widać melioracje poniemieckie. A bociany były. Potem PGR obsiewały, a bociany były. Następnie nie siano, nie koszono, nie meliorowano i bociany były. Nie mam pojęcia gdzie szukać przyczyn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja jestem po ART, tym samym mam wykształcenie zdobyte w czasach licznych praktyk studenckich. A ponieważ je uwielbiałem, spędziłem wiele czasu w PGRach przy różnych pracach, w tym polowych. Kiedyś nie orano podmoklisk, dołków i nie niszczono remizek, bo nikt nie miał w tym interesu, Teraz, gdy Unia płaci za każdy metr kw. uprawy, pod pług idzie wszystko! To jest jedna z przyczyn! Opady są ważne, ale trudno wypełnić dziurawe naczynie! Naruszenie stosunków wodnych na drodze zniszczenia mechanizmów chroniących wody powierzchniowe, to nic innego jak zrobienie z miski ... durszlaka!

      Usuń