czwartek, 11 lutego 2016

kraina łagodności :)

Wczorajszy post wywołał fajną, konstruktywną dyskusję, za udział w której Wszystkim serdecznie dziękuję. Poznanie różnych punktów widzenia, pozwala często na weryfikację własnego podejścia do tematu. Ostatecznie uznaję, że lekko "zhisteryzowałem", ale drobiu i wieprzowiny wykładać nie będę :)

Wczorajsze komentarze, szczególnie Pawła F. uświadomiły mi przy okazji, że część czytelników bloga może uznać, że zajmuję się fotografią od dwóch lat, ponieważ tyle czasu prowadzę bloga.
Tak nie jest, wiem, że tego po zdjęciach nie widać, ale zajmuję się tym dwadzieścia razy dłużej.
Choć z przerwami :)
Pomyślałem, że skoro "się czytamy", powinniśmy umożliwiać sobie, również wzajemne się poznawanie.


Ja, np. dziś serdecznie Was zapraszam do fotograficznie innych czasów, których część z Was, po prostu nie zna. To czasy fotografii analogowej, czarno-białej.
Większość dzisiejszych internautów, jako pierwszy aparat miała już cyfrówkę.
Nie chcę absolutnie wartościować tego faktu, ale wywoływanie filmów w koreksie wypełnionym samodzielnie zrobionym wywoływaczem, a potem wywoływanie zdjęć w ciemni urządzonej w łazience ... ech, miało to swój urok i wydźwięk.
Koc powieszony na drzwiach łazienki był jednocześnie zaciemnieniem, jak i sygnałem dla rodziców, że wstęp jest wzbroniony. :)
Potem, w trzeciej klasie Liceum, gdy już należałem do Olsztyńskiego Koła Fotograficznego,  mieliśmy dostęp do znacznie lepszego sprzętu. Miałem okazje fotografować Kijewem 80, niezbyt udaną kopią legendarnego Hasselblada, Prakticami, a nawet Nikonem serii FM.
Jeżeli ktoś z Was pamięta jakie emocje towarzyszą młodemu człowiekowi, gdy w kuwecie z wywoływaczem zaczynało pojawiać się zdjęcie, to mam nadzieję, że poniższe zdjęcia przywołają to miłe wspomnienie. Ja zaczynałem od powiększalnika typu Krokus III ... kto pamięta jego pękaty kształt, ten wie :))).
To też czasy niekończących się kolejek do Fotograficznego. Raz w tygodniu "rzucane były" filmy. Fotopan był bardzo porządany, ale gdy udało się kupić ORWO, człowiek był w siódmym niebie!

Dziś prezentuję zdjęcia z roku, w którym ukończyłem 18 lat - z 1981! :)
Wtedy już za własnoręcznie zarobione pieniądze (handel na bazarze Różyckiego w Stolycy) nabyłem Zenita E. Koszmarek z fotocelą (pomiar światła) umieszczoną nad obiektywem i całkiem fajnym szkiełkiem - Helios 44.
Specjalnie nie robię korekty zażółceń, bo dziś dają jakiś fajny klimat.

Na początek, to co widzicie powyżej to tzw. stykówka :)))
Wiem, że niektórym będzie trudno w to uwierzyć, ale nie było Fotoszopa i przeglądarek, w których wyświetlały się minimałki. Aby obejrzeć minimałki, co było niezbędne w ocenie naświetlonych klatek, układało się pocięte filmy na papierze fotograficznym i po przyciśnięciu szybką na maskownicy, stykowo naświetlało czystym światłem z powiększalnika. Dopiero wówczas, po wywołaniu, można było przejrzeć co też człowiek nawyrabiał w lesie. Tzn. w moim przypadku w lesie, bo ja od zawsze fotografowałem w lesie, co widać po tych zdjęciach  ... PAWEŁ! ;)

 W tamtych latach moją pasją (i obsesją) były połamane wiatrem drzewa.
Gdybym wtedy wiedział tyle co dziś, widząc ilość tego typu zdjęć w moim archiwum, sam zaprowadziłbym się do psychiatry :)

Gdybyście nie wiedzieli skąd w moich postach tyle przesiek i dróg leśnych ... ;)


Ech zima, zima ... drzewiej to zima wiedziała jak wyglądać ;)

To zdjęcie, jak wówczas większość, zrobiłem w kudypskich lasach. Nie miałem samochodu, a tam z pętli z Dajtek wystarczyło podejść dwa kilometry i już byłem w lesie!

 To mój pierwszy myszołów! Wtedy nie dość, że technika fotograficzna była na takim poziomie, że zdjęcia od razu wychodziły stare, to ja, eksperymentując "posadziłem" doszczętnie to zdjęcie :)
To był okres eksperymentów z ziarnem, kontrastem i światłem. Helio-wtórniki, Low-Key i High-Key oraz solaryzacje i tym podobne zachwyty, które dziś w fotoszopie nazywają się filtrami ;)
My musieliśmy podnosić temperaturę wywoływacza, (tzw. agresywne wywoływanie) zmieniać jego recepturę i przede wszystkim zacząć od zdobycia filmu 24 DIN!

Mam nadzieję, że ten kawałek historii, mojej przygody z fotografią przyrodniczą, spodobał Wam się i zachęci do publikacji Waszych wspomnień. :)

A czemu tytuł "kraina łagodności" ?
W tamtych czasach, technika fotograficzna powodowała, że człowiek miał więcej pokory i nie spieszył się tak wszędzie. Film kupowało się raz na tydzień, wołało raz na tydzień i na wszystko spokojnie się czekało :)

A tak wówczas opisywałem swoje zdjęcia :))))

Obiecuję, że gdy znajdę zdjęcia robione Smieną i przez lornetkę - to opublikuję!

34 komentarze:

  1. Ekstra, czy mogę prosić o historię foty myszaczka? Naszedłeś go w tym śniegu czy jak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia jest bardzo smutna. Podchodziłem go i podchodziłem i nie mogłem zrozumieć dlaczego nie ucieka. Gdy zbliżyłem się na kilka metrów, wiedziałem, że mamy problem. On swój, a ja swój :)
      Byłem wtedy pełen wiary, że zbawię Świat od wszelkich cierpień, więc zdjąłem kurtkę, schwytałem go i obejrzałem. Miał złamany skok! Wypiąłem podpinkę, otuliłem go i autobusem zawiozłem do domu. Nakarmiłem (tylko nie pytajcie czym, bo nie pamiętam) :) i rozpocząłem gorączkowe poszukiwania weterynarza, który potrafiłby pomóc. Rok 1981! W kraju zadyma. Ludzie chyba, ku mojemu zdziwieniu mieli inne problemy na głowie niż okaleczony myszołów! Moim rodzicie, hmmm ... M4 i myszołów z gnijącą kończyną ... Oni już byli przyzwyczajeni. Notorycznie coś przynosiłem, a na parapecie w kuchni rozmnażałem ... traszki, bo się dowiedziałem, że są zagrożone wyginięciem! :) Myszołowa, niestety odwiozłem do lasu. Wiedziałem, że to wyrok, ale nie byłem w stanie nic więcej zrobić. To były paskudne czasy. Nikt nie chciał podjąć się pomocy.

      Usuń
  2. Fajne takie wspomnienia. No ja mogłam się wyrzuć fotograficznie już na cyfrówkach ale pamiętam kliszowe stare aparaty rodziców. Za nic nie rozumiałam o co chodzi z ustawianiem obiektywu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fotografia analogowa, choć nie uważam, że lepsza czy gorsza, ale inna, miała jedną zasadnicza przewagę - ze względu na limitowaną ilość klatek i filmów oraz koszt jednego zdjęcia, zanim człowiek nacisnął na spust migawki, musiał być pewien, że wie co robi. Dziś wali się 600 zdjęć na wyjściu i w domu robi selekcję :) Nie chcę zabrzmieć jak stara pierdoła, ale fotografię kiedyś naprawdę trzeba było choć w podstawowych kwestiach umieć i rozumieć. Stres był jeszcze większy, gdy kupiłem sobie średni format ... tam film miał 12 klatek! Wyobrażasz sobie kiedy człowiek decydował się na zdjęcie? Dopiero gdy miał 300% pewności, że to ten moment! :)

      Usuń
  3. Miło powspominać i z taką pasją nam opisać pierwsze kroki z aparatem zdjęcia całkiem fajne a szczególnie podoba mi się to złamane drzewo i nie wiem dlaczego tak opisałeś pokazałeś to przecież natura (wiatr łamał drzewa)serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, ale ja takich połamańców zrobiłem ponad 100 :)))

      Usuń
    2. To było z czego wybrać mi się bardzo podoba pozdrawiam
      Walentynka dla CIEBIE


      Usuń
    3. chciałbym, żebym miał tai wybór, znakomita większość zdjęć z tamtego okresu przepadła w nicości ... :)

      Usuń
  4. Ludzie ten myszołów to cud wielki. Przepiękne zdjęcie do smutnej historii. Dobrze, że teraz juz ochronek dla dzikich zwierząt przybyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj Beatko, to zdjęcie przeżyło wiele przeprowadzek i lat, jest ważnym dla mnie wspomnieniem. Nie chcę dorabiać ideologi, ale powstało w czasach mojej nieprzytomnej fascynacji twórczością Włodzimierza Puchalskiego. Jest dla mnie ważne :)

      Usuń
  5. Rzeczywiście, zdjęcie myszołowa robi wrażenie! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziś już bym takiego nie umiał zrobić :)

      Usuń
  6. Krzysiek a gdzie ja wyraźnie napisałem że ty zajmujesz się fotografią od dwóch lat? W komentarzu nadmieniłem że ty po dwóch latach dojrzałeś do tego aby nie robić zdjęć dla ptaków na czatowniach gdzie one są nęcone drobiem.Tą tezę oparłem na Twojej odpowiedzi dla gŁosia cytat "Uwierz mi, że gdy "emm" zwróciła mi uwagę na sterydowanie i antybiotykowanie drapoli, byłem znacznie, ale to znacznie bardziej poirytowany Jej uwagą, niż Ty moim postem. Dwa lata później przyznałem Jej rację. Aż dwa lata ... a mogłem od razu ;)" I mój wycinek z komentarza "Z czym się zgadzam :) z tym że zdjęcia drapoli w statycznych układach są nudne,żeby to zrozumieć musiałem dojrzeć i zrobić ileś tam takich zdjęć.Ty zapewne też tak miałeś,skoro minęły dwa lata nim to zrozumiałeś" Myślę że sensownie to wytłumaczyłem :)
    A to że fotografowałeś ,fotografujesz i będziesz to robił w lesie to ja wiem KRZYSIEK !;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pawle, bardzo sensownie, ale przecież musiałem jakoś zacząć post. Twój komentarz przypadł mi do gustu jako pretekst :) Wiesz, moja żona mówi tak - ugotuję co zechcesz, tylko wymyśl co! Najtrudniej jest z wymyślaniem. Tematów postów też. A tu taka okazja :))) Napisałem post w pogodnym tonie, mam nadzieję, że nie odebrałeś tego jako pretensji, bo jej nie było. Mogłem się za to łatwo zaczepić z pomysłem na post. Zachęcam Ciebie i każdego blogera do publikowania starych zdjęć. Mają coś niepowtarzalnego, coś co już nigdy nie wróci

      Usuń
    2. Teraz jest git :),ale uwierz mi to co chce przekazać piszący,zupełnie inaczej to może odebrać czytający.I w tym przypadku przed zmianą tak było :)

      Usuń
    3. Twoje wyjaśnienie sprowadziło jasność na mój ułomny umysł, a myśl stała się czysta i klarowna jak ruczaj u źródła ;) Z pisaniem to zawsze tak jest, że qrna autor pisze i ma coś na myśli i ma jakąś emocję, a czytający widzi co innego i ma inną emocję. :) Rzeczywiście powstaje wiele pretekstów do wyjaśnień :)))) Musimy być gotowi na cenę jaką jest komunikowanie się pismem. Jest git, to git! ;)

      Usuń
    4. Paweł tu podrzucam Ci fajny film o wilkach: https://www.youtube.com/watch?v=EBjlPks8WRA

      Usuń
    5. Za pierwszą odpowiedź LAJK:) za drugą z linkiem wielkie dzięki :)

      Usuń
  7. Qurcze, nawet w Kortowie nikt go nie chciał nareperować? Żal! Ja w młodości nie fociłam chociaż jakaś Zorka w domu była, dopiero jak dzieci się pojawiły to kupiłam Smienę i robiłam slajdy i normalne zdjęcia, potem długo nic, potem Olki i potem Pentax, ale nigdy sama nie wywoływałam. Dobrze, że są takie zdjęcia, bo przynajmniej można powiedzieć, ech! Zimy panie wtedy były, że szok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lekarz powiedział, że gangrena, czy że gnije i wdało się zakażenie, że nic nie da się zrobić. Że nawet gdyby założył łupki, to nie ma gwarancji, że się kości zrosną itd. itd. No nie chcieli i już. A wtedy nie było komórek, internetu i możliwości dotarcia do lekarzy wet. były mocno okrojone.

      Usuń
  8. Napisałeś: "Ostatecznie uznaję, że lekko "zhisteryzowałem"" a ja na to, że nie. Ten proces nazywa się ewolucją poglądów i spojrzenia na życie w tego dobrym słowa znaczeniu. Cóż, im człowiek starszy (niestety) tym więcej widzi i rozumie (pomimo słabszego wzroku). Nie gna za fotą dnia czy roku, która jest "żyletą" z technicznego punktu widzenia ale też ma trochę wspólnego z wyczynowym sportem ze sterydami w tle. Wydaje mi się, że treść jest najważniejsza i przesłanie, które niesie. Jakoś tak się nawyrabiało, że Twoja i moja historia ma bardzo wiele podobieństw. Dotyczy to również tego czegoś co ja nazwałem ewolucją (moje wędkarstwo też przegrało ze zmieniający się podejściem do przyrody). Moje oczy "otwierał na świat" starszy o sześć lat brat, pełen szalonych wręcz wariackich pomysłów. Nasze małe mieszkanko też było często domem różnororakiego ptactwa, jaszczurek, zaskrońców czy żab. No i był pierwszy aparat: Druch. Potem różne Starty, Kodaki i inne wynalazki. Pierwsze samodzielnie wywołane zdjęcia, zapach chemikaliów i czerwone światło... Gdzieś ok. roku 1977 stałem się posiadaczem używanego Zenita oczywiście z Heliosem 58mm. Później oczywiście były też Praktiki itp. Też wystawałem w kolejkach w fotograficznym a swoje zakupy finansowałem samodzielnie zarobionymi pieniędzmi. No i tak jakoś zostało do dziś tylko, że na poziomie "amator". Niestety przez dziejowe zawichrowania nie ostało się prawie nic z mojego archiwum (mam je w swojej głowie). To fotografowanie sprzed lat było trochę jak jazda starym traktorem. Teraz to możemy mówić o napędzie hybrydowym :) Utrafiłeś z tematem w samą dziesiątkę. Troszkę się łezka w oku kręci od wspomnień ale na sercu sam miód, który się tam znalazł za Twoją sprawą. Niektórzy dzisiejsi posiadacze wypasionych Nikonów czy Canonów mogą powiedzieć: "co te dinozaury szkolone na drewnianych aparatach mogą wiedzieć o fotografii". Odpowiedź moja brzmi tak: "coś nieco tam wiedzą i mają masę wspaniałych wspomnień". Nowe technologie i nowinki techniczne też nie są dla nas jakimś kosmosem nie do ogarnięcia. Często wręcz przeciwnie: potrafimy zrozumieć magiczne procesy z jakich składa się fotografia pomimo, że dzisiaj rządzą nią matryce, procesory, pamięci i oprogramowanie. Ale szkła w obiektywie nikt jeszcze nie przeskoczył :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesławie, lejesz miód na moje serce - DZIĘKUJĘ! :) Wiesz, chętnie bym tamtym czasom poświęcił znacznie więcej miejsca, ale niepisane zasady bloga, raczej nie zachęcają do długich tekstów. Dziś (o matko, ja się naprawdę zestarzałem) wszystko jest tak przerażająco powierzchowne, płytkie. Całkowicie się z Tobą zgadzam, że analogowa fotografia uczyła głębszego rozumienia zasad fotografii. Ale nie chcę jątrzyć, dobrze, że ludzie w ogóle idą w teren i robią zdjęcia i kochają przyrodę. Heh, Starta też miałem! Cudowny aparat. Ze względu na umieszczenie matówki, mogłem jako jedyny bezkarnie fotografować strajki, bo milicjanci nie widzieli, że robię zdjęcie :))) Po prostu miałem opuszczoną głowę jak większość ludzi w tamtych sytuacjach. Rezygnacją z wędkarstwa bardzo mi zaimponowałeś - Świat się jeszcze nie kończy! Pozdrawiam Cię serdecznie, zaglądaj częsciej! :)

      Usuń
    2. Naskórkowe brzmi lepiej, bardziej kosmetycznie niż dramatycznie. Relacje naskórkowe oraz naskórkowe potraktowanie jakiegoś zjawiska. Fotografii? Być może. Też uważam że brak analogowych doświadczeń zubaża. Nie wiem na ile warsztatowo a na ile merytorycznie.

      Jeśli teksty są dobre to mogą być długie. Ta zasada nadal obowiązuje i nawet internety dają na takie fanaberie dyspensę ;)

      Usuń
    3. naskórkowe! - biorę :) świetne, lekkie, ze wszech miar poprawne politycznie ;)
      p.s. poprawność polityczna, to ostatnia rzecz, na któą zwracam uwagę :))

      no włąśnie ... jak teksty są dobre ... dlatego skracam jak mogę! ;)

      Usuń
  9. Bardzo fajnie wspominki. Rzeczywiście poznanie autora i jego historii wpływa pozytywnie na 'odbiór' dorobku (choć zapewne nikt rozsądny nie zakładał że robi pan zdjęcia od dwóch lat jedynie).

    ps. Na miniaturce w blogrollu stykówka wyglądała jak kadr blokowiska z oddali, zatem, w połączeniu z tytułem, miałam mylne wrażenie co do tego co będę czytać po wklikaniu się ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. h ah aha ha a - świetne z tym skojarzeniem - blokowisko i kraina łagodności! :))) dobre, dobre, ale nie nazywam się Manuela Gretkowska ;)

      właśnie chciałbym nakłonić znajomych blogerów na umieszczanie ez wspomnień. Mają swój urok i 10X szybciej przybliżają człowieka niż kolejna sfotografowana kaczka czy dzik.

      Usuń
  10. Kiedyś muszę zabrać się za poskanowanie negatywów, tyle tylko że mam ich w cholerę, a czasu już niekoniecznie. PS. 1. Dwa lata temu zabraliśmy moją starą Minoltę na spływ. Było jak podczas przejażdżki wozem drabiniastym. Miło, ale na co dzień raczej bym tak do pracy nie dojeżdżał:) (fajnie też było popatrzeć, jak gŁoś po każdym zdjęciu zerkał na tylną ściankę aparatu, a tam ... NIC. PS. 2. Ale oczywiście Minolty nigdy nie sprzedam i pewnie jeszcze powtórzę analogowy seans. PS.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha ha dobre z tą tylną ścianką! wyobrażam sobie, że gdybym teraz wziął do lasu np. Prakticę IV to tez bym zerkał :))) Wojtek, gorąco Cię porszę o opublikowanie starych analogów, strasznie mnie to jara. Przez moje uwielbienie Puchalskiego, bardzo lubię oglądać stare zdjęcia przyrodnicze, nawet zwykłe, krajobrazowe. Proszę:)

      Usuń
  11. Mam już nawet propozycję pomocy w skanowaniu, ale to niestety potrwa. Ale myślę, że to fajny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś miałem skaner do negatywów, ale niestety w tych czasach trzymanie go nie miałoby sensu. Tzn. gdybym 10 lat temu mógł przewidzieć, że Ty będziesz miał potrzebę skorzystania z niego, to oczywiście bym go zatrzymał ... ;)

      Usuń
    2. bardzo fajny! mógłbyś zabrać kilka wywołanych nad Biebrze, obejrzelibyśmy z panem Marcinem :)

      Usuń
  12. bardzo fajny post, wyhamowuje. Masz racje, dzisiejsze udogodnienia rozleniwiają,ale wiele też umożliwiają. Moim pierwszym aparatem był fed 5b mojego Taty:) emocji z wyłonieniem obrazu w kuwecie niestety nie miałam okazji zasmakować, al oczekiwanie na odebranie koperty od fotografa już znam :) a gimnastykę do kadru, trenuję do dziś ;) Z kolei własny aparat -praktice, nabyłam już na studiach i tak się potoczyło...Człowiek szybko przyzwyczaja się do wygodnego Na jakiś czas popadłam w mimowolne zapomnienie " komfort automatycznych ustawień", z którego brutalnie otrząsnął mnie pewien jegomość. Dlaczego brutalnie? pokazywał mi po jednej z wspólnych wycieczek, jak należy zrobić "prawidłowe"zdjęcie. W skrócie :bez zastanowienia pstryknąć serie, wybrać jedno i doprowadzić do pożądanego efektu w photoshopie,poczynając od modyfikacji kadru... po czym zrzuciwszy moje zdjęcia, nie mógł zrozumieć " dlaczego Twoje kadry są prawidłowe?" - oniemiałam :) z tym samym dniem wróciłam do manualnych ustawień w moim pstrykadełku...a ostatnio zastanawiam się nad spacerem z analogiem :) Dzięki za przybliżenie wspomnień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapisku Wędrowny, bardzo dobrze robisz. ustawienia automatyczne są jak opony uniwersalne, które nie są dostatecznie dobre ani latem ani zimą! :) Nigdy nie korzystam z automatyki nastawień.

      Usuń