czwartek, 17 marca 2016

Krzykliwi zakochani!

Jeżeli nie widzieliście dziś nieba o 5.30, to nie wiecie, że dzień zaczął się słonecznie, a tak się właśnie zaczął.
Zanim jednak tak się stało, jam to niebo widział znacznie wcześniej, nie chwaląc się Panie Dzieju!
Kim był tak często przywoływany w świetnych czasach, Pan Dziej?
Nikt konkretny, to po prostu człowiek czyniący dobro, czyli Dobrodziej!
Czy już wiemy dlaczego to zacne słowo wypadło z użytku? 
Zostawiam to bez komentarza, wierzę we właściwe uzasadnienie.;)

Do rzeczy zatem.
Na jakiś czas przed wschodem, już w drodze do lasu, spotkałem specyficzny podgatunek sarny - sarnę "półindustrialno-przyosiedlowo-przydrożną"!


Sarna to ani polna,
ani też leśna,
ani bardziej piękna,
ani tym bardziej obleśna!

Ot po prostu jakby mniej bojaźliwa, albo cwańsza, bo tuptając po szeroko pojętym "przyludziu", poza wszelką wątpliwością znajduje się:
1. poza obwodem łowieckim
2. poza zasięgiem drapieżników

A przed mroźnym wschodem wygląda tak:




Kwadrans później, na moment przed pojawieniem się tarczy, niebo wyglądało tak: 


Specjalnie sfotografowałem ten sam fragment, który pokazywałem w poprzednim poscie lecz w zupełnie innej, mglistej odsłonie. I to jest piękne, że pokonując ta samą trasę dzień po dniu i tak bierzemy udział w innej rzeczywistości.
Dlaczego?
Między innymi dlatego, że dziś o tej samej porze dnia, wraz z naszą planetą jesteśmy +/- 2,6 mln kilometrów dalej w przestrzeni kosmicznej w stosunku do dnia wczorajszego.

To niewiarygodny cwaniak! Na moich oczach zaatakował go myszołów! Pomijam to, że poczciwy myszak raczej nie poluje na dorosłe i zdrowe zające. Ale temu najwyraźniej zaszwankował system pomiarowy i ocenił zająca jako znacznie mniejszego. Zając w ciągu sekundy uskoczył o 2 metry w bok. Myślicie, że uciekał? Nieeeee. Odskoczył i obserwował drapieżnika.
Myszak w trakcie ataku zrozumiał, że porwał się na zbyt dużą ofiarę i zaniechał. Zając spokojnie kontynuował, przerwane niepotrzebnym incydentem, śniadanie. Szok!
Twardziel to mało powiedziane :)


W końcu dotarłem do lasu! O jaaaa, a tyle już się wydarzyło.

 Tym razem sarny spomiędzygałęźne!

 Oraz środkowopolankowe.

Chcecie z tą sosną podyskutować na temat "Co to znaczy mieć farta?"
Ona wie! :)))))

No i w końcu dotarłem do tajemniczego, śródleśnego oczka. Woda czarna jak loki murzynka Bambo!
p.s.
qrde nie wiem, czy jeszcze wolno się na Niego powoływać ... może poprawność polityczna już nie pozwala. Nie wiem! A może tylko nie wolno mówić, że to murzyn ... ? Cholera z tymi nowymi normami. No dobra, więc woda czarna jak loki prawie białoskórego, lecz o nieco ciemniejszej karnacji niż przeciętny Europejczyk, bambo, który jednak nie jest murzynem, tylko ciemniejszoskórym mieszkańcem kontynentu z dużą ilością krajów ... stale rozwijających się!
Ufff - zdałem?!?

I na tej kwaśnej, silnie zeutrofizowanej wodzie, unosiły się cztery piękne dzikusy - łabędzie.
Samiec krzykliwego zaczął od demonstracji siły!
Nawiązując do poprzedniego posta, to są oczywiście łabędzie spomiędzytrzcinne ... no! ;)



Cała wstecz!

Okazało się, że wraz z parą krzykliwych, urzędowała para niemych!
Krzykliwe, zgodnie z nazwą, nieprzerwanie krzyczały na mnie.
Samiec niemego, chyba zainspirowany tymi wrzaskami, starał się dorównać mniejszym krewniakom.
To co wydobywało się z jego gardła, było raczej słabe ... :)



To poglądowa fota, dla chcących porównać dwa gatunki. Bardzo się cieszę, że udało mi się je "zamknąć" w jednym kadrze.

Pamiętam obóz ornitologiczny studenckiego koła naukowego. Pod przywództwem docenta dr hab. Rocha Mackowicza, badaliśmy ornitofaunę Pogubia Wielkiego. Tam była zakochana para międzygatunkowa. Właśnie łabędź niemy i samica krzykliwego! Niesamowita historia. To było nasze wielkie odkrycie i duma!

Tym razem bez mieszanek!
Oto jak wyglądają "krzykliwi zakochani":










16 komentarzy:

  1. A co wyszło z tego mezaliansu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mieszańće międzygatunkowe, bastardy, są niepłodne. Nie byliśmy świadkami wyprowadzenia młodych tej pary, ale to podobno się zdarza u tych gatunków.

      Usuń
  2. U mnie wschód wyglądał tak samo, ale jednak przyszły chmury i koniec. Upolowałam dziś takiego samego kozła + jeszcze trzy. Foty łabędzie przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety słoneczny poranek nie trwał zbyt długo - fakt :)

      Usuń
  3. :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) bo co tu pisać. :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. łabędzie piękne, majestatyczne takie.. i sarenki milusińskie.. no ale zając , zając jest najlepszy !:D ładnie bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no takie fajne wyjście mi się trafiło :) dziękuję :)

      Usuń
  5. Blisko byłeś zazwyczaj bardzo czujnych łabędzi krzykliwych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem Ci więcej, to one do mnie podpłynęły! Sam nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Podpłynęły z drugiego brzegu jeziorka, całą drogę darły się na mnie ale z każdą chwilą znajdowały się coraz bliżej :)

      Usuń
  6. Też jestem rannym ptaszkiem i również miałam dzisiaj piękny wschód słońca :) Przepiękne zdjęcia :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci serdecznie. Ja ostatecznie dziś zostałem, szaro, buro, silny wiatr. Zwierzyna pochowana w chabaziach.

      Usuń
  7. W twojej konwencji moje sarny są okołodomowe. Nie pierwszy już raz stoją na podwórku, gdy wracam z pracy i patrzą na auto. We wzroku brak powitania ciepłego, raczej takie tam s.... dziadu. I nawet nie raczą elegancko oddalić się, tylko łypią i czekają aż ja zrobię w tył zwrot. Zastanawiam się kiedy wpadną na pomysł pobierania opłat za wjazd. Choć niewychowane, ładnie wyglądają. Jednak białe łabędzie na czarnej wodzie - toż to estetyczny cud

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no udało się trafić na takie warunki świetlne i w ogóle. Nawet ja, "stąpający bez szukania efektów" czasami trafiam na warunki sprzyjające "art" ;)

      Usuń
    2. I znowu sie Waćpan krygujesz:)

      Usuń
    3. bo skromność i pokora ... nie mam tych cech, ale staram się udawać, że jest inaczej ha ha ha ha a

      Usuń