poniedziałek, 13 czerwca 2016

anioły i demony czyli dualizm jest wszędzie!

 Przeginam z tym tytułem, oj przeginam!
A wszystko przez bezpośrednie skojarzenie jakie mi towarzyszyło podczas oglądania dwóch zdjęć ptaków. Co do anioła, nie miałem ani wątpliwości ani problemu, gorzej z demonem. To określenie przypadło krukowi, a te przecież uwielbiam i absolutnie nie kojarzę z czymś złym. Zwalmy to na karb przenośni i nie wybiegajmy przed fakty. Dojdziemy do anioła i demona w swoim czasie.

Póki co jest niedziela rano.
W zasadzie jest niedziela, cholernie późno rano!
No dobra, jest niedziela i jest popieprzenie cholernie późno rano!!!
Jest tak popieprzenie cholernie późno rano, że można powiedzieć po prostu - jest niedziela!

Fatal internal error - tak wybrzmiała pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, gdy spojrzałem na zegarek z opcją budzenia ... . Podkreślam tę opcjonalność, ponieważ nigdy z niej nie korzystam. Wstaję o godzinie, o której umawiam się przed zaśnięciem sam ze sobą, że wstanę. Tak miało być i tym razem. Nie wstałem.
Zamiast o 4.00, utrudzony minionym tygodniem, wstałem o 6.00.
O szóstej w lesie jest pozamiatane. Zwierzęta już dawno zeszły z nocnych żerowisk, więc nie dorwę niczego na przejściach. Moją strategię właśnie trafił szlag.
Nie miałem pomysłu na tę zaskakującą sytuację, więc uznałem, że najlepiej będzie skazać się na kreację szytą na bieżąco czyli powstającą podczas "iścia". Pełen spontan, czyli jak sądziłem, nic z tego nie będzie tzn. wersja "jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma"

Do lasu wszedłem bez większej wiary i przekonania. Słońce wdrapało się zbyt wysoko jak na mój gust. O mglistych prześwitach w ogóle mogłem zapomnieć. Kaszana.

Lezę, idę, się wlokę powłóczę i niespecjalnie myślę o czymkolwiek. Przed moimi oczami ukazał się (nagle) granitowy słup graniczny!

Uwiodło mnie jego stabilnie statyczne jestestwo! Ten granit nie miał najmniejszych skłonności do uciekania, do płochliwego nasłuchiwania moich kroków, w ogóle do analizowania mojej obecności.
Patrzyłem na niego zdumiony i zastanawiałem się dlaczego nie rozkochałem się w fotografowaniu pejzaży czy architektury? One nie uciekają!

Znawcy najpiękniejszych szlaków Puszczy pewnie już wiedzą gdzie byłem :)
Ale mężczyznę poznaje się podobno po tym jak kończy, nie jak zaczyna, a ten słup był dopiero początkiem mojej drogi :)

Nieco zrezygnowany człapałem dalej i dalej, aż doczłapałem się do urokliwego leśnego jeziorka.


Podziwiając hipnotycznie poruszające się mgiełki po tafli wody, które poruszane delikatnym ruchem powietrza, zdawały się tańczyć, zapadłem w coś jakby letarg. Moje biorytmy chyba były pod krechą :)
Gdy tylko ruszyłem w dalszą drogę, nad brzegiem znalazłem trzy dorodne prawdziwki. Robaczywe!
Taki dzień. Gdybym za chwilę się potknął, nawet nie drgnęłaby mi powieka ze zdziwienia.

Szedłem czujny jak ważka i całą drogę nic. Oczywiście gdy zatrzymałem się zrobić "jedynkę" uznałem, że gdzie jak gdzie, ale w tym miejscu nic się nie wydarzy. Gdy byłem w momencie, którego zatrzymać się nie da, usłyszałem biegnące jelenie!!! Odwracam się (to mogłem) ... dwa byki!

Świetnie, po prostu qwa świetnie!

Jakimś znużonym cudem dotarłem do polanki. Stoję i patrzę się rozglądam w około ... dookoła i widzę, że po drugiej stronie polanki sterczy badyl. W zasadzie było badyl zespolony i innymi sterczącymi badylami, czyli resztką po suchym chaszczu.

Pomyślałem, że teraz, gdy jest tak dużo ptaków (lęgi) musi tak być, że co jakiś czas jakiś ptachol siądzie na tym badylu. Jego położenie na skraju polany wyraźnie na to wskazywało.

I wiecie co?
To był moment przełomowy w nowo narodzonej strategii. Na drugą stronę polany dotarłem resztką sił. Żartuję - dotarłem nogami.:)

Uznałem, że ptaki nabiorą się na mój bezruch. Ukryłem się pod koroną grabu. Nabierały się!

Pierwsza nabrała się sikora uboga. I co powiecie - anioł? Jasne, że tak :)

Chwilę później przeleciał przede mną ten kruk. I co? Demon? Jasne, że tak, choć oczywiście zupełnie tak o nim nie myślę :)

Na gałęzi pobliskiego drzewa usiadł kowalik. Łapał fajne światełka.



W pewnym momencie, gdy fotografowałem urzekająco piękne źdźbła traw, w drugim planie ukazał się ... on!


Ach, nieco sobie dworuję :) Oczywiście obserwowałem go czujnie już czas jakiś, a to zdjęcie zrobiłem świadomie z zamysłem takiego właśnie "suchara" :)))


Ostatnio publikowałem sporo lisów, więc pokażę tylko te foty.

Miałem w głowie pewność, że materiał na wpis jakby co, już jest. Miejsce było jednak tak atrakcyjne, że postanowiłem zostać. Opłaciło się.
Nad moją głową, dosłownie nad nią, usiadł młody kowalik. Obawiałem się, że go spłoszę podnosząc aparat do góry, ale jego ciekawość była większa.




Chwilę po tej obserwacji, badyl stał się popularny wśród dzięciołów. Siadały też sójki i pliszki siwe.

 Samiczka dzięcioła dużego.

 Samiec.

 Się drapiący samiec.

 Się rozglądająca samiczka.

 W rozkroku pod tytułem "rozczłap procowy" na południu Polski zwanym "rozczłapem widlastym".

 Utrata równowagi i ...

 jej odzyskanie.

Na szczęście dla mojej rodziny, wychodzę zawsze bez śniadania. Tylko dzięki temu wracam o przewidywalnej porze. Właśnie odebrałem sygnał z żołądka. Czas się zbierać!

W drodze powrotnej nie mogłem odmówić "najazdu" na system napędowy tych pięknych owadów.

p.s.
Przepraszam Wszystkich, szczególnie komentatorów. Nie wiem jak to się stało, ale poprzednia wersja tego wpisu ... zniknęła! Drugi raz tak samo napisać się nie da, szczególnie podczas meczu! :)

19 komentarzy:

  1. Znam to w ciut innej wersji:- Są jak uda, się uda albo się nie uda. Las to las. Każda chwila cenna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda chwila cenna ... myśl to jest bezcenna!

      Usuń
  2. Świetnie się czyta taką relację. Zdjęcia też doskonałe, pozazdrościć tylko tylu ciekawych zwierząt do obserwowania. O czwartej rano to częściej się kładę, niż wstaję :-) A kowaliki miejskie-Łódzkie są tak oswojone, że podchodzą na wyciągnięcie ręki, o ile się nie robi jakichś gwałtownych wygibasów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie :) między przedstawicielami tego samego gatunku żyjącymimw lesie, a w mieście jest ogromna różnica w tolerancji naszej bliskości. Sarny, kosy, kaczki, gołębie, cokolwiek. :)

      Usuń
  3. Jak tak z niczego to fajny wpis wyszedł :) I jak widać nie trzeba chodzić za ptakami i zwierzętami - wystarczy prosty badyl, no może trochę pochylony, a pozostałe elementy tej układanki same się znajdą ;)
    Ostatnio wpadła mi w ręce książka " Kamienie świadkowie i strażnicy " i jak dobrze pamiętałem ten kamień drogowskazowy też tam był. Z nadzieją zajrzałem jeszcze raz do książki. Myślałem ze uda mi się zlokalizować jego położenie. No niestety, muszę naleźć inny sposób na jego lokalizację ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noooo ... ten kamień jest między Nową Wsią, a Jełguniem ;) napisz do mnie na Fb to Ci go wskażę.

      Usuń
    2. Najlepszym sposobem na lokalizację kamienia jest spacer z Nowej Wsi do Jełgunia. Na kamieniu wszystko napisano :-).

      Usuń
    3. Tak, tak najlepsze byłoby wyjście w te tereny w celu przypomnienia sobie tych stron :) Wpisy Krzysztofa i Twoje Piotrze ( kierunek Jaśniewo ) spowodują że kiedyś tam zawitam. Stosowny wpis wtedy powstanie na moim blogu :)

      Usuń
    4. czekam zatem niecierpliwie :)

      Usuń
  4. Kruki są wspaniałe i zgadzam się że do demonów to im daleko. Ale skojarzenie fajne. A kowalik, ten młody to bardzo ciekawski i odważny. To już wiem czemu mi takie pospolite foty wychodzą, bo o czwartej to ja nigdy nie wstałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a warto, a warto :) Luna raz wstań i potem uznasz, że normalny dzień nie ma sensu :)))

      Usuń
  5. Ten młody kowalik nad głową bardzo przezabwany. Podobnie zresztą jak tekst posta. Ależ Ci Ludzie się napisało! Jednak dzięcioły dzisiejsze naj po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam wrażenie, że nic nie jest takie samo za drugim razem, tak samo dobre. Niestety drugą wersję pisałem już w trakcie Euro, wiele wątków z 1 wersji pominąłem. A może to i lepiej. :)

      Usuń
  6. Wizyty na badylu znakomite, zatęskniłam i ja za drobnicą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, że i ja. Dobrze jest czasami zrobić sobie "brejk" od makrossaków i makroptaków:)

      Usuń
  7. Świetna opowiastka a zdjęcia doskonałe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, miło czytać taki komentarz - dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Piekne dzięcioły.. uwielbiam je focić :))) a lis jakby na diecie był... ;) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięcioły są po prostu pięknymi ptakami, ale ja nie wyobrażam sobie lasu bez dźwięku ich stukania i grania na konarach.

      Usuń