poniedziałek, 6 czerwca 2016

Słońce nie rozwesela Mordoru!

Trudno będzie to wyjaśnić, ale są takie części Puszczy, których ... no właśnie, co w tym miejscu napisać?
- nie lubię,
- niechętnie odwiedzam,
- dziwnie się w nich czuję ... nie umiem dobrać słowa, a pewnie wszystkiego po trochu.

Są miejsca, które mają jakąś inną, nieakceptowalną emanację. To jak z pomieszczeniami czy wręcz z ludźmi.
Są ludzie, z którymi nijak nie "idzie iść" i już. Nie te fale, jak to się mówi. Nie ma chemii lub jest zła.

Ta część Puszczy, o której mówię, ma tak samo. To bardzo stary las liściasty z ogromnymi bukami i dębami. Szczerze, to nawet na zdjęciach lotniczych widać, że jest inny, dziwny.
Zaglądam tam głównie zimą, gdy nie ma liści, a i tak jest niefajnie.
Teraz, gdy stare rozłożyste korony tworzą nieprzepuszczalny dla światła parasol, fotograficznie nie ma tam czego szukać.
Ale jak to bywa, rzeczy tajemnicze, nieco straszne, ciągną ludzką naturę. To jak oglądanie horroru przez palce.
Ponieważ w tym roku mam "jazdę" na lasy liściaste, poszedłem i w tę część Puszczy.
Gigantyczne, niespotykane nigdzie indziej w warmińskim lesie różnice poziomów. Nieprawdopodobne spadki terenu. Wszechobecny półmrok i ten specyficzny wilgotny zapach wiecznie butwiejących liści.
Wykonanie tu poprawnego zdjęcie jest praktycznie niemożliwe. W pochmurny dzień jest po prostu ciemno, a w słoneczny, wszystko wychodzi zielone :)))

Proszę, oto zdjęcie wykonane w słoneczny, pogodny dzień:


 Rozumiecie teraz?
Wszędzie ciemno, a tam gdzie liznęło słońce, przepalone! I weź tu coś sfotografuj. Żeby było jasne, przy ISO 640 nie istnieje szansa na skrócenie czasu pracy migawki poniżej 1/250 sek. W przypadku ptaków tak długie "chlapnięcie" migawki jest zapowiedzią katastrofy :))

Przecież to wygląda jakbym założył zielony filtr na soczewkę!

Owszem, serce się raduje, gdy mogę podziwiać tak gigantyczne buki! Miałem ochotę przed nimi kleknąć i gdyby nie opory mentalne, zrobiłbym to. Zasłużyły! Niewiarygodne. Są widoczne na zdjęciach wykorzystanych w Google Earth! Człowiek natychmiast kruszeje, gdy tylko zadrze głowę i dostrzeże ich rzeczywisty ogrom. To dominatory! Pod względem siedliskowym są znacznie bardziej wymagające niż świerki czy sosny. Sądząc po rozmiarach, trafiły w tym miejscu na idealne warunki.

Niestety wiewiór fotografowany kilkaset metrów dalej, nie miał szans na normalny balans bieli i akceptowalną temperaturę barwową.



Dopiero w jakimś prześwicie liści udaje się w miarę  poprawnie utrwalić skrzydlatego mieszkańca lasu, młodego trznadla.

Oddechem dla oka jest podejście do brzegów jeziora Ustrych i choć na chwilę przetarcie oczu z dookólnej zieloności lub przynajmniej spojrzenie na nią z pewnego dystansu.

Nad taką wodą, zwykle jakiś bielik się zakręci. Cud, że akurat byłem na skraju lasu, nad samą wodą.
Ten młodzieniec wygląda jakby uciekł z marnej pralni chemicznej lub nie do końca szczęśliwie ominął skrzydła elektrowni wiatrowej! ;)

W tak zielonej części Puszczy, jej mieszkańcy również starają się być zieloni. To tak po linii ideologicznej ;) Wielki Ogilvy, założyciel jednej z największych agencji reklamowych, powiedział kiedyś "wyróżnij się albo zgiń". Miał na myśli markę/produkt i jej politykę komunikacji na rynku. 
Jak widać w naturze jest zupełnie odwrotnie ... wyróżnisz się to zginiesz! Ten motyl zdaje się wiedzieć coś więcej na ten temat. Aby przetrwać, upodobnił się do otoczenia. 
Z drugiej strony, nie czepiając się naszego strudzonego kraju, mam wrażenie, że w Polsce wciąż obowiązuje prawo lasu. U nas ciągle obowiązuje swoista urawniłowka, a zwolennicy nieśmiertelnej, rusycystycznej ideologii p.t. "tisze jedziesz, dalsze budziesz" do znudzenia powtarzają tę frazę. Ech.

Swoją drogą, zdjęcie tego nie oddaje, ale ten maleńki motylek jest istnym cudeńkiem. 

Na granicy lasów liściastego i iglastego kolory ptaków są jeszcze rozpoznawalne, ale ...

... kilometr dalej spotkana locha, nawet w taką pogodę jest już tylko czarną plamą.
Tę sporą ilość światła w drugim planie zawdzięczam wyłącznie faktowi, że spotkanie miało miejsce w pobliżu jeziora. Widać prześwit, ale las za moimi plecami należał już do ponurego Mordoru!

Gdy wdrapywałem się tym wąwozem, usłyszałem nad głową szelest rozrzucanego racicami dzików runa. Szły w moją stronę, co oznaczało, że za moment ze skarpy wejdą mi wprost na głowę!
Locha prowadząca dostała jednak mój zapach i zatrzymała stado. Wdrapałem się na skarpę ale ich już nie było. Ofukały mnie, a konkretnie moją smugę zapachową i odeszły. .... może i lepiej! Dzików na głowie jeszcze nie miałem i jakoś mi nie spieszno do tej przygody ;)

Taka już chyba moja karma tego dnia!
Zdjęcie zrobione przed wschodem słońca było na maksa zazielenione. Nie wiem czy zmiana frontu miała znaczenie, ale w powietrzu było dużo niebieskiego.

Nowy front przyniósł północny wiatr, a ten kierunek mocno ogranicza moje tereny nadające się do obserwacji, ponieważ do lasu najczęściej wchodzę od strony północnej. 
Nie ma to wszystko większego znaczenia, bo warto jest wyjść dla jednego zdjęcia, które uważamy za udane.
Tak właśnie nieskromnie myślę o tym warchlaku, który spieszy w stronę mamy.
Mamę widziałem ... mam nadzieję, że jej więcej nie spotkam! :)



Tym razem wybrałem się tu w słoneczny dzień, by ukazać trud warunków fotograficznych i specyfikę starego lasu liściastego. Następnym razem wybiorę się tu w pochmurny dzień. Szykujcie antydepresanty :))))



22 komentarze:

  1. Miałem dzisiaj ten sam problem w Mendrynach. W trakcie fotografowania rybołowa mój aparat zaczął robić HDR. Rybołowa mam, ale jakby bez konturu. A był kilkadziesiąt kroków ode mnie. Taka mantra-karma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rybołowów u nas na naparstek, więc szczególnie Ci współczuję. Dzików mam na terabajty, jedno zdjęcie w tą czy w tamtą nie robi znaczenia, ale rybołowa długo bym nie mógł odżałować. Ale Piotr, gdyby nam tak wszystko wychodziło i za pierwszym razem, to co to by była za pasja, co ona byłaby warta, hę? ;)

      Usuń
  2. Nie no ... Las jest cacany :D ... Lubię takie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pomału się z nim oswajam, w zasadzie to przymierzam się do niego jak do jeża, już trzeci rok :)

      Usuń
    2. Po prostu wejdź, zrób swoje, przepędź Goluma, wpuść Hobbity i będzie oki ;) ... heuheueu ... ;)

      Usuń
    3. Że też ja ... no wiesz co? Tak zrobię :)))

      Usuń
  3. Świetny wpis, też mam takie miejsca, w których nagle zapada cisza i czuje się jakby ktoś właśnie obserwował moje plecy. Tak czy inaczej miejsce świetne. A motyl to Callophrys rubi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, Grzegorzu, serdeczne dzięki! pozwól, że wpiszę podaną nazwę do etykiet.

      Usuń
  4. Miałeś szczęście, że spotkałeś zieleńczyka ostrężyńca, bo to jego ostatnie dni, lata tylko do pierwszej dekady czerwca. Dziczek na drodze uroczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cholera, to tylko ja nie znam tego motyla ??? :)
      a co on potem robi przez całe lato, gdy go ... nie ma?

      Usuń
    2. Jaja złożył i jak go ptaki nie zjedzą to uśnie gdzieś na badylku na zawsze.

      Usuń
    3. no widzisz jaki z tego morał zdaje się wyłaniać,
      nie można jaj nawet na chwilę składać :)

      Usuń
  5. Piękny zieleńczyk, ostatni raz widziałam go ładnych parę lat temu, szukam teraz i szukam i znaleźć nie mogę... A ten ciemny las bardzo dobrze, że nie jest fotogeniczny. Nim cieszyć się mogą tylko ci, którzy tam dotrą i doświadczą go wszystkimi zmysłami. Czymże w końcu jest jakiś tam obraz w porównaniu do dźwięku, dotyku i zapachu :) No i smaku, jeśli ktoś się lubi paść na wszystkich jadalnych zielskach rosnących wkoło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to jednak tylko ja nie wiedziałem, że to zieleńczyk :)))

      Usuń
  6. Fajne takie miejsce ... z klimatem :) Też mam takie w "moim" lesie. Lubię tam zaglądać, ale na krótko... zawsze mam wrażenie że za każdym większym drzewem coś jest :) Motyl uroczy... jeszcze nie spotkałam :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haniu, chociaż Ty dodajesz mi otuchy, wszyscy znają tego motyla! :)

      Usuń
  7. Takie bukowe ciemnice to moje ulubione lasy. I nie zmienia tego złe warunki fotograficzne. I cóż że zielono i ciemno i wiewiór też zielony. Trznadel wyśmienity.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no pozostaje mi zanucić ... powrócę tu ... ;)

      Usuń
  8. Antydepresanty biorę codziennie więc nic mi nie strasznie ale... Znam to uczucie kiedy ukochany las sprawia, że jestem maleńka, łatwa do zgniecenia i wszystko chce mnie wypędzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jednoznacznie stwierdzam, że mimo iż las jest moja wielką życiową miłością, bywa, że nagle chce mi się wyjść ... ten właśnie las tak ma :)Nie wiem, może dawno, dawno temu coś się tu wydarzyło, może jest inna przyczyna.

      Usuń
  9. To prawda. Las przybiera różne oblicza. Są miejsca, które budzą we mnie respekt. To atawistyczne odczuwania gdy straszono ciemnym lasem i złym wilkiem.
    Piękno i miłośc do lasu zakrzewił we mnie tata . Pokazał,że i w tych niesympatycznych, odpychajacych leśnych przestrzeniach, mogą bywać cuda :)
    Las najpiękniej pachnie latem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się całkowicie, a w lesie cuda bywają wszędzie :) z tego powodu zaglądam w różne zakamarki, nawet gdy coś mi mówi nie :)

      Usuń