sobota, 11 czerwca 2016

kaloszki mówiłem ... kaloszki!!!

Ostatnie, ważnej rangi sprawy prywatne, spowodowały, że od tygodnia nie miałem kiedy pójść do lasu.
Zorientowaliście się zapewne, bowiem pokazały się na blogu cypidrylki, kopciuszki, kosy i wszelkie inne "sruszki".
Uwielbiam ptaki, na studiach pięć lat byłem aktywnym członkiem naukowego koła zoologów, ale nasze koło, co tu dużo mówić, w 90% składało się z ornitofanów. W tym mnie, ówczesnego miłośnika ptaków drapieżnych. Moje uczucia rozlały się szerzej. W całej przestrzeni przyrody, najważniejszy jest jednak las.
Dziś odreagowałem! Las, las, las! Nareszcie :)

Wczoraj lało i szykując się do wyjścia rozpatrywałem przez moment czy to aby nie jest to wyjście, które powinno odbyć się w kaloszach ... hmmm ....
W oparciu o nie wiadomo jakie przesłanki, raczej o wiarę (zawsze tak jest, że gdy brakuje wiedzy, do głosu dochodzi wiara) uznałem, że nie będzie tak źle. Ubrałem wygodne, lekkie, sprawdzone w boju półbuty. Rzeźba protektora podeszwy i jej miękkość powodują, że to najcichsze buty jakie miałem.
W lesie okazało się, że jest zimno jak w wolnostojącej budzie psa pilnującego placu budowy i mokro jak w Opolu w dziewięćdziesiątym siódmym!
Niech to szlag! Nie cierpię chodzenia w kaloszach, ale po pierwszych kilometrach poczułem przypływ miłosnych uczuć do tego typu obuwia i wyraźną za nimi tęsknotę.

Twardym trzeba być nie miętkim. Trudno, poszłem dalej bo było blisko, choć w ogólnym rozrachunku całej trasy, to jednak poszedłem.

 Czubatka ... mam do nich szczęście :)

Ona jednak kwestię szczęścia widzi nieco inaczej i z zakłopotaniem jakby chcąc pozbyć się tego strasznego widoku, pokręciła głową :)))  Ratując ją przed niechybnym zawałem, odszedłem.

W absolutnie wczesno-porannej aurze, zając leśny przydrożny ... taki podgatunek ;)

 O ooo!!! A co to za dziwoląg?!? Przypomina jednego z człowieków, ale jakby ... nieco inny!

Eeee nic takiego, można kontynuować śniadanko :)

W przebłysku słońca, nad leśną polaną latały te niestrudzone "wariatki-pijaczki". Oczywiście nawiązuję do głęboko niefrasobliwego lotu o nieprzewidywalnej trajektorii. :)

Ponownie w lesie. Jagódki nabierają kształtów. Rosną ku mojej radości. Gdy dojrzeją, wypady do lasu nabiorą innego wymiaru :)

 Nagle oczom mym ukazał się taki zaskakujący widok! Szedłem pod silny wiatr, bidula nie miała szans mnie wyczuć.

 Coś ją jednak zaniepokoiło. Nasłuchiwała.

Ma mnie! Czujna bestyjka :)
To jest właśnie kwintesencja leśnych spotkań. Ileż w tym kadrze prawdy o lesie, który jest mi tak bliski. Podglądanie pasących się na łące jeleni nie ma dla mnie promila wartości emocjonalnej w stosunku do takich chwil. Wyrwane z rzeczywistości lasu unikalne sekundy, zaskoczenie obu stron, wykradzione spojrzenie ukrywane w ażurach gałęzi, rozdęte w poszukiwaniu ostrzeżenia nozdrza i głodne dźwięków, postawione uszy - kocham to!
W Szwecji w ten sposób fotografowałem dzikie daniele. Niezapomniane chwile.

Z letargu wyrwało mnie chlupotanie w butach ...

A mówiłem KALOSZKI QWA! KALOOOOSZKI !!! Stuknął ósmy kilometr, w butach armagedon, a do samochodu ostatnie dwa kilosy ... ech. :)

Nagle, gdy byłem pewny, że już spotkałem co miałem spotkać, ócz mych źrenicom i  obiektywu soczewkom ukazał się taki widoczek:

Kiedyś już o tym pisałem, ale przypomnę, że lochy często zakładają "przedszkola" i wspólnie opiekują się swoimi pociechami. Taką właśnie organizację pożytku stadnego spotkałem.





Tak się skupiłem na tych dwóch mamkach, że nie zauważyłem, że trzecia orbituje niebezpiecznie blisko mnie.
Na szczęście była bardzo zajęta jedzeniem. Tę jej przypadłość doskonale rozumiem, mnie w czasie posiłku też można podejść :))) Szczególnie gdy to będą pierogi z jagodami! ;)

Na odchodne "pacłem" takie dwie środowiskowe fotki. 

 Ale chewra nicponi :)))

Teraz zaszyją się w chaszczorach i do wieczora jakoś zleci :)


18 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. gitarrrraaaa i ... i ... i ... skrzypppppcccceeee :))))

      Usuń
  2. Dzicze mateczki - wow, ale fota butów wygrywa. To dopiero zabawę miałeś Leśny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz Beatko i po cholerę tyle łażę?!? Wystarczyłoby zmoczyć buty i zdjęcie zrobić ;) :))))
      Zabawa była przednia. "Byłem na głodzie" :)

      Usuń
    2. Baa, ale buty wygrywają tylo w kontekście całego wydarzenia. Choc po ponownym obejrzeniu, mają same w sobie coś. Układ stóp nadaje im takie wrażenie zawstydzenia, skromności i tylko brakuje rumieńców:)

      Usuń
    3. :))))))))))) analiza psychologiczna ustawienia butów rozłożyła mnie na dłużej na łopatkach i nie pozwala na powrót podstawowych funkcji organizmu, w tym oddechowych - ryję jak kret
      ! :)))
      Najbardziej rozwala mnie zderzenie Twojej przecudownej interpretacji z rzeczywistością ha ha aha krótko mówiąc ustawiłem tak stopy, bo ze względu na teleobiektyw, nie mieściły się w kadrze :))))))))Przypomina mi to wczorajsze dywagacje w studio w Warszawie nad strzelonym przez Polaków golem. Czego Oni tam nie wymyślili, miałem wrażenie, że nasi piłkarze to cyber-epicentra taktyczne, a ten biedny prosty chłopina wziął i po prostu przpier...lił tak jak umiał i już, tym razem wyszło i tyle. Tym bardziej, że kilka razy wcześniej walnął jak dzik w sosnę h aha ah aha aha a

      Usuń
    4. Bo to Leśny widzisz teraz naocznie (ja zresztą też), że Dzieło Panie to własnym życiem zaczyna żyć już w momencie obejrzenia przez pierwszego widza. Ale to miłe, że przyczyniłam się zdalnie do masażu przepony Szanownego Kolegi.

      Usuń
    5. i to jest właśnie piękne :) Kiedyś na wernisażu grafik mojego kumpla, stoję z Nim i dzielę się przemyśleniem nad Jego grafiką. Mówię co widzę i takie tam pierdy, na co On - wiesz, ja to widzę inaczej, ale podoba mi się to co Ty widzisz h aha ha ahahaaa Oczywiście za chwilę dodał, że to właśnie o to chodzi, by każdy mógł zobaczyć to co chce zobaczyć.

      Usuń
    6. A propos wernisaży. W piątek najbliższy ma być wernisaż wystawy Wilgi Badowskiej w CEiK-u. O 17.00. Mam nadzieję, że to jest dobra data, bo w mieście nie ma jeszcze żadnych informacji. Zapraszam, piękne obrazy na jedwabiu.

      Usuń
    7. może, może ... piękne imię - Wilga, musiała zostać artystką :).

      Usuń
  3. Zając wymiata, ale łania super no i dziki, ja też kiedyś takie zrobię. Fajna wyprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się wydaje, że zając wymiata, serio.

      Usuń
  4. Ha, a moje trapery przestały przemakać, odkąd zaimpregnowałam je w cudownym, gliniastym, warmińskim błocie i potem wysuszyłam na słonku. Fakt, lekko zmieniły kolorystykę, ale im w sumie już niewiele może zaszkodzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli to była tzw. tłusta glina to całkiem dobry patent, a kolor ziemi to tylko jeszcze lepszy kamuflaż. :)))

      Usuń
  5. Ta czubatka była w mocnym szoku ;) kręciła z niedowierzania głową widząc Ciebie w tych ładnych bucikach, ale ona przewidywała co się może zdarzyć na powrocie do auta.
    Wiewióra dobrze że pazury mocno wbiła w drzewo bo też spadła by ze zdziwienia. :) i jej myśl " będzie miał tempo w tych mokrych butach"
    Łania pięknie wyłuskana wśród zarośli :) a zaniepokoiło ją zapewne chlupotanie w butach :)
    I one wszystkie liczyły że jednak wrócisz do auta w suchych butach. A na kogo liczyły ?
    Liczyły na tę trzecią lochę która miała spowodować że buciki Ci wyschną ;) ale ona zawiodła na całej linii :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tak! Wszystko chciało, a mi i tak w butach chlupotało;)

      Usuń
  6. Właściwie zachwyconam postem i każdym zdjęciem :) mmm pierogi z jagodami - oj chyba szybko będą :))))) a te buciory... hehehee też czasem z własnej głupoty miewam w takim stanie ale żeby zrobić im zdjęcie to nie wpadłam na taki pomysł! heheh :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja również wybitnie własnej głupocie zawdzięczam te buciory, a że wydały mi się inspirujące ... to już sam nie wiem jak na to wpadłem ha h ah ahaa aa

      Usuń