środa, 22 czerwca 2016

słoń w warmińskiej wsi !!!

Co za niesamowity dzień! Do lasu wybrałem się z kumplem. Po chwili jednak rozdzieliliśmy się. Fotografowanie we dwójkę, nie jest najlepszym pomysłem. Wskazałem mu znane mi miejsca, a sam poszedłem w kierunku, którego wcześniej nie odwiedzałem. Po jakimś czasie, znalazłem ukrytą w lesie porzuconą, bardzo starą leśniczówkę. Widać było, że od dawna jest niezamieszkana. Jakaś nieprzyzwoita ciekawość kazała mi wejść do środka. Wszedłem. Bardzo przyjazny rozkład pomieszczeń, wszystko logiczne, stara niemiecka architektura, pomyślałem. Dziwił mnie niezmiernie fakt, że na kredensie i półkach zostało aż tyle przedmiotów. Książki, naczynia, na łóżkach leżały stęchłe od wilgoci kapy. Na meblu kuchennym pozostał fajny, malutki scyzoryk z etui. Głupio mi, ale go wziąłem, bo pewne było, że właścicieli i tak tu od dawna nie ma, a prędzej czy później wszystko pójdzie w czyjeś ręce, Uznałem go za świetną pamiątkę z odkrycia. Chciałem wyjść na tzw. ogród, ale nie mogłem znaleźć wyjścia. To było jak zły sen. Żadne z napotkanych drzwi nie okazywały się tymi, które miały mnie wypuścić z wnętrza chaty. Gdy z nieukrywaną ulgą w końcu wyszedłem, okazało się, że kilkaset metrów dalej jest wieś. Poszedłem w jej stronę. W czymś jakby woliera, było pełno oświetlonych porannym słońcem kwiczołów. Nie mogłem zrozumieć intencji twórcy tej gigaklatki. To dziwne ale dopiero w tym momencie wydobyłem aparat z wnętrza plecaka. Starałem się zrobić zdjęcia pod światło, ale aparat nie radził sobie z ostrością, a poza tym w drugim planie ciągle było widać siatkę woliery. Ech, uznałem, że takie zdjęcia nie będą miały większej wartości, to nie ma sensu i poszedłem dalej.
Na szczęście w jakiejś pozostałej po budowie zaspie, siedział szpak otoczony wiankiem skwierczących wróbli. i kompletnie się mnie nie bał. Kucnąłem w odległości 2 metrów od niego z zamiarem zrobienia kilku zdjęć tego bohatera. Nie mam pojęcia czy coś mi się przestawiło w aparacie, ale ponownie nie ustawiał ostrości. Gdy w końcu zareagował, ptaków już nie było.  Jak zwykle w takich sytuacjach, gdy w leśnej, odludziowej wsi pojawia się miastowy dziwoląg, opadły mnie dzieciaki. A co to, a co to tamto itd. Zajęty zdobywaniem sympatii najmłodszych mieszkańców wsi, usłyszałem jakiś dziki dźwięk nad głową. Wyobraźcie sobie, że w szyku defiladowym przeleciała nad wsią eskadra najnowocześniejszych samolotów szturmowych!!! Jakim cudem udało mi się zdążyć zrobić zdjęcie? Nie wiem, ale to jedno z najpiękniejszych i najciekawszych zdjęć, nienagannych technicznie, jakie kiedykolwiek zrobiłem! Oczywiście nie publikuję, bo nie pasuje do profilu tego bloga - wiadomo, to nie jest blog militarny!
Powiedziałem dzieciom, że z ich asystą nie uda mi się zrobić żadnych zdjęć i pożegnałem się z nimi. Opuszczałem wieś. Mijałem ostatnie gospodarstwa gdy ... no nie uwierzycie ... w moją stronę szedł ... SŁOŃ!!! Młody słoń zatrzymał się na mój widok i dłuższą chwilę przyglądał  mi się nie mniej zaskoczony niż ja. Podnoszę aparat do oka, okazuje się, że parametry zostały po zdjęciu rozświetlonego nieba i szybko lecących samolotów!!! W wizjerze ciemno, a cierpliwość i ciekawość słonia kończyła się. Szybko zmieniam ustawienia, jest, mam go, jeszcze tylko ta cholerna ostrość, dlaczego to dziś się tak zacina?!?!?!?!?
Nie zdążyłem. Oczywiście klnąc pod nosem na wyjątkowego pecha, poszedłem za nim i słyszę straszny rumor dochodzący zza budynków. Wyglądam ostrożnie i oczom nie wierzę - między stodołą, a budynkiem gospodarza walczą ze sobą dwa lwy!!! No przecież to  jakaś schizofreniczna historia, pomyślałem. Słonie i lwy na warmińskiej wsi!!! Oczywiście skretyniały aparat za nic w świecie nie chciał złapać ostrości! Obiekty były spowite w chmurach i tumanach poderwanego piaskowego pyłu. Co za pech, to wszystko było jak zły sen fotografa! Niestety jeden z samców zauważył mnie i bez chwili zastanowienia ruszył groźnie nastawiony w moją stronę. Poderwałem się z kucków i sparaliżowany strachem, nie mogłem ruszyć z miejsca! Nogi ślizgały mi się na suchym piachu - katastrofa zbliżała się nieuchronnie!!! Wiedziałem, czułem to, że to scena kończąca moją przygodę z fotografią, z życiem w zasadzie. Drzwi domu do którego miałem w planie dobiec, a co do których nie miałem pojęcia czy i tak są otwarte, już były nieosiągalnym celem. Pierwszemu z lwów, pozostały do mnie maksymalnie dwa odbicia. I wiecie co mnie uratowało? ... obudziłem się! Ufff ... co za sen, niech to szlag. Gdy dotarło do mnie, że to był sen, jednego tylko nie mogłem odżałować ... że wszystkie zdjęcia są koszmarnie nieostre! ;)

Taki dziś miałem sen, tylko nie pytajcie mnie co na to rodzinny psychoanalityk :)))

17 komentarzy:

  1. Wiesz... początek wciągający jak powieść sensacyjna!!! i jeszcze bardziej zaskakujące zakończenie :)))) Najlepsze lekarstwo - wypad do lasu, choć na krótko :) :) a psychoanalityk... eee zostawmy go w spokoju, pewnie odjęło by mu mowę... hehehe :)))) Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wiesz jak mnie ten sen wciągnął?!? :))) Gdy się obudziłem, nie mogłem uwierzyć, że to był sen! :)))

      Usuń
  2. Mocne :-) Tak mnie wciągnęło, że miałem napisać, żebyś mi przysłał te samoloty na maila, bo to jedna z moich pasji :-) Fajnie widać, jak w naszych głowach miesza się logika ze światem sny - śnisz, a mimo to pamiętasz o ustawianiu parametrów w aparacie. Jedyny minus, że nie da się jeszcze zrobić zdjęć ze snów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grześ, pracuje nad tym, naprawdę pracuję, tylko ... ta cholerna ostrość! ;)

      Usuń
  3. To juz teraz wiem czmu wysłałeś mnie w te swoje miejsca. Sobie zostawileś takie rarytasy.
    I nie pytaj się co zobaczyłem w Twoich miejscach podświadomości bo to się nie nadaje do upublicznienia ;) Ale ostrość była :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o cholera :) nawet ja nie wiem co przebywa w mojej podświadomości :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Beatko .. .trochę wiary w człowieka :)))

      Usuń
  5. A kieszenie sprawdziłeś, czy aby ten scyzoryk nie został...? :) To by było coś! W noc Kupały wszystko możliwe... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ależ dawkowałeś napięcie , spodziewałam się cyrku za stodołą...a to sen:) sen opętanego fotografią ;) znalazleś scyzoryk?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cholercia nie! niestety! Może i lepiej, bo gdybym go znalazł, to psychoanalityk naprawdę miałby ręce pełne roboty :)))

      Usuń
  7. Chciałabym zamieszkać w tej chatce :). Kapnęłam się, że to sen gdy napisałeś o porzuconych książkach... W moich koszmarach niemożliwe :). Bardzo interesujące, bo to niezwykłe, że we śnie widziałeś kolory, czułeś zapachy i słyszałeś dźwięki. Jednak ja mam teorię, masz zbyt dużo stresu, to ewidentny objaw... Koniecznie wybierz się na wędrówkę, jak tylko psina poczuje się na tyle silna, że wytrzyma bez Ciebie (i Ty bez niej). Co by jednak nie mówić - sen zarąbisty!
    Pozdrawiam, Kasia z Olsztyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to ja chyba żyję w stałym stresie, bo od zawsze mam kolorowe sny i udźwiękowione. Zresztą mam teorię, że wszyscy mają kolorowe sny, bo nasz mózg nie zna obrazów c-b. One są pochodną wyłącznie ułomnej techniki, a mózg nie przetwarza obrazu kolorowego na c-b. Wszystkie teorie o c-b snach wzięły się z tego, że ludziska nie zapamiętują kolorów ze snu. Byłem wczoraj w lesie - wielka ulga :) A sen był fajny - fakt :)

      Usuń