niedziela, 8 lutego 2015

zimowe szaty lasu

Dziś w lesie powitały mnie wściekłe wiatry ozdobione intensywnymi opadami śniegu. Wczoraj (od pięknej kobiety, do tego sąsiadki) dostałem cudowny prezent - resztki po upolowanym dziku. Skóra, trochę gnatów, nieco flaków - cudo! Idealna wykładka przed czatownię. Wszystko ważyło kilkanaście kilogramów. Do czatowni mam niestety około 3 kilomterów. Czy muszę mówić jakim wysiłkiem było zataskanie tego do celu? Na miejsce dotarłem mokry jak szczur, pot leciał mi spod czapki, katastrofa. Wiedziałem, że w takim stanie za długo nie wytrzymam w bezruchu. Pogoda była bardzo fotogeniczna, jednak z przyrodą umówić się nie da. Nic, ale to nic nie usiadło w kadrze. Drugi dzień psu w d... .
No nic, korzystając z pojawiających się słonecznych prześwitów wyruszyłem na podchód. Wiedziałem gdzie są jelenie w tak wietrzne i zimne dni. Wiedziałem też, że ich tam nie sfotografuję, bo to gęsta, ciemna drągowina. Ale tym razem się uparłem. Postanowiłem w ramach odreagowania złości za zasiadkowe niepowodzenia iść za nimi do skutku. W końcu na świeżym śniegu wiadomo, które tropy są po spłoszonych jeleniach. Przeciągnęły mnie po lesie ponad sześć kilometrów. Niestety nie były łaskawe uciekać drogami - dziwne;) Po pierwszych trzech kilometrach, wyschły spocone porannym targaniem dziczego truchła ubrania, po kolejnych trzech były ... ponownie mokre! Byłem ubrany na zasiadkę, więc podchód za spłoszonymi jeleniami był takim sobie pomysłem. Ale kto twierdzi, że jestem normalny?!? Jelenie dorwałem, ale nie mogę pochwalić się jakimś szczególnie bliskim podejściem. Wiatr kręcił jak diabeł ogonem, nie potrafiłem zgubić swojej ścieżki zapachowej. W zasadzie po tylu kilometrach to była raczej ścieżka smrodowa :))) Po trzech godzinach wróciłem do czatowni. Zanęta nietknięta! A niech to. Nie wiem co się dzieje. Na tej polanie miewałem bieliki, orliki krzykliwe, myszołowy, kanię, jastrzębia i krogulce, o krukach nie wspomnę! Większość fotografowałem, a od wczoraj nic. Niestety będę musiał tu wrócić jutro - trudno, PKB nieco spadnie, ale nie codzień mam taką zanętę. Nie może się zmarnować. Nieco rozczarowany, wracałem do samochodu nową, dłuższą trasą. Dochodziła piętnasta. Poznałem nowy, arcyatrakcyjny kawał lasu. Jeszcze wielokrotnie będę wracał tą trasą. Po drodze porobiłem trochę dziwnych (jak na mnie) zdjęć. W jednym przypadku, szukając efektu ukochanej przeze mnie grafiki, nawet coś pogrzebałem w krzywych korekcyjnych. Może się spodoba  - zapraszam na zimowy spacer po lesie :)



                                  













 Nie ma co liczyć, że jeszcze kiedyś pozwolę sobie na modyfikowanie skończonego pięna jakim jest las - ta praca to wyjątek, więcej się nie powtórzy - mam słabość do grafiki ;)






11 komentarzy:

  1. Przepiękne zdjęcia lasu! I to graficzne, i reszta! Uwielbiam te rytmiczne drzewa :-)

    Ostatnio, co tu zajrzę, to się zdołuję... Cholibka - nie dam się!!! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Ewo ... zdołuję??? :))) Przecież ja ten blog ku pokrzepieniu serc prowadzę, a dołowanie moich Gości nie wchodzi w rachubę! Jutro na rynku kupię Zorkę II i wszystko wróći do normy ;)))

      Usuń
    2. Nie, nie mogę pozwolić na tę Zorkę, choć pewnie i takim aparacikiem robiłby Pan fajne zdjęcia :-)

      To moje zdołowanie dotyczy tylko czasem wartości artystycznej niektórych zdjęć (w sensie, że znowu dla mnie wyzwanie! ;-)))

      Usuń
  2. Wszystkie kadry niesamowite, ale najbardziej mi się spodobały drugi i ostatni.
    Na drugim ten liść wygląda jak ciepła latarenka w środku mroźnej puszczy. Ostatnie zaś przyciąga wzrok kontrastem. Lubię kolor czerwony :-).
    Jak to się dzieje, że Ty musisz za sarnami ganiać, a ja je spotykam za każdym razem jak idę na spacer po polach? Te ostatnie to nawet szły zaciekawione w moim kierunku. Chyba jednak kupię jakiś lufiasty obiektyw. Najwyżej pies mi go będzie nosił, jak nie udźwignę ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Husky, wprawdzie nie ganiam za sarnami, na zdjęciu i w opisie są jelenie, to znaczna różnica, ale dłuższe szkło kup koniecznie. Przekonasz się ile frajdy dają zdjęcia ptaków czy właśnie saren. No bo ile można robić fragmentów haszcza? :)) Oczywiście żartuję, robisz to po mistrzowsku. Pierwsze i drugie robiłem specjalnie dla Ciebie, wiedziałem, że Ci się spodoba :) Wprawdzie zrobiłem to długim szkłem, ale to w Twoim stylu ;)

      Usuń
    2. To, że za jeleniami to wiem, ale ja je wszystkie sarnami nazywam ;-). Nie jestem aż tak biegła w rozróżnianiu, ale myślę, że jeszcze trochę wizyt na Twoim blogu i będę wiedziała nieco więcej.
      Długim obiektywem też się da ładnie obiekt główny od tła odseparować. Gorzej, jeśli ma się coś krótszego. Ostatnio próbowałam coś zrobić 25-tką i niby jasna bo 1.4, ale jednak wcale nie tak łatwo zrobić zdjęcie podobne do tych z 50-tek.
      Dziękuję za 1 i 2 :-))).

      Usuń
  3. Taki piękny dzień, i się stwory pochowały. Ja miałam tak samo, tylko para kruków zrobiła mi awanturę, że sie włóczę po lesie, ale on jest cudowny w każdą pogodę jak widać na Twoich fotkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zwykle gdy tak mocno wieje, stwory kryją się w ostojach. Sarna nie znosi wiatru, bo szybko traci ciepłotę, chowa się w chaszczorach. Jelenie w zasadzie też. Dzików, nie licząc tego malca z zeszłego tygodnia, już dawno nie widziałem. Ponieważ jest okres polowań, wszystko pochowane i wyłazi dopiero po zmroku.

      Usuń
  4. Do ogólnych zachwytów dodam jeszcze sa11 i sa 20. Rytm pni na pierwszym robi wrażenie, a podział taki równiutki (trychę w przyrodzie nienaturalny) na drugim też. POza tym absolutnie zgadzam się z husky foto co do sa2.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jednak dorwałeś jeleniowate. I dobrze, bo trochę już za nimi zatęskniłem. A geometria leśna prima sort Panie Bracie!

    OdpowiedzUsuń