niedziela, 22 listopada 2015

myszołowy dwa i ...

Po wczorajszej bliższej znajomości z maszyną tnącą, wstałem dziś niezbyt nastrojony. Od wczoraj nie podjąłem decyzji dotyczącej terenu, który odwiedzę. Nie miałem planu. Myślałem, że może zbuduję nową czatownię, może pójdę za jeleniami ... nie miałem pojęcia. Ostatecznie połączyłem kilka opcji. O świcie poszedłem za jeleniami, a o ósmej zasiadłem w czatowni. Wczorajszej, czyli "bliskoharveserowej" czatowni. A co tam, uznałem, że trzeba miejscu dać szansę. Porobiłem "świtowe" jelenie (to będzie post środowy) i hajda do szałasu. Było mokro. Gdy schodziłem z nachylenia i przeniosłem już ciężar ciała na wykroczną nogę, pięta oparła się o przykryty trawą mokry korzeń.
Nie wiem czy znacie to uczucie tąpnięcia, gdy miało być dobrze, a noga leci w niezaplanowaną dal. W plecaku 5 kg. zanęty! Poczułem jak z przestrzeni międzykręgowych wypadają mi kolejno dyski - wszystkie! Doliczyłem do 24, co mnie znacznie uspokoiło, bo uzyskałem dowód wprost o kompletności mojego kręgosłupa. Kręgów jest tyle co być powinno, ufff. W sekundę zrobiło mi się gorąco i to uczucie nie opuściło mnie jeszcze długo. Żartuję z tymi dyskami, ale taki uślizg wykrocznej przy schodzeniu nie jest fajnym uczuciem. Dotarłem na miejsce.
Miałem poważny plan, by przenieść wizjer czatowni w lewą stronę. Dzięki temu w drugim planie miałbym drzewa. Nie zdążyłem! Myszak usiadł dosłownie natychmiast. Byłem w szoku, bo draople raczej nie bywają aktywne z samego rana. Do tego mgła i przelotny opad ... wszytko na opak!

Kryjówkę mam perfekcyjną, więc mimo panujących ciemności, zaczynam od portretu, a co.
W jego oku odbijają się korony świerków. Pod tym środkowym siedzę ukryty i cieszę się chwilą.

Przyznacie, są piękne!

A te szponiska! Zwracam przy okazji uwagę, że on, ten myszak, za moment oberwie kroplą deszczu w głowę! ;)

Tu otrzepał się z deszczówki.

Po czym próbował porwać ochłap i odlecieć.

Mogłem do woli się "napatrywać" wszelkim pozom i minom. Od przodu ...

 ... od tyłu ...

 z ukosa,

 z wbitym we mnie wzrokiem,

 i z boku. Tu taki, wydaje mi się typowo drapolski profil :)

 Niezwykle dynamiczny start! Później wyjaśnię skąd ta panika!

A tu dziwnie, zwykle korpus wychodzi ostro, a skrzydła są ruszone, tym razem wyszło odwrotnie, taki już widać dzień, nic nie przebiegało normalnie.

Najlepsze w tym wszystkim okazały się moje "psióły" sójki. Nic, a nic nie robiły sobie z obecności drapieżnika.



Ale tylko do czasu! Gdy pojawił się drugi, teren należał niepodzielnie do nich.



Tak gwałtownie szarpały padlinę, że w konsekwencji co i rusz skrzydła unosiły się w górę w poszukiwaniu utraconej równowagi.

Prędzej czy później musiała mieć miejsce poniższa scena. Nie ukrywam, że mocno na to liczyłem.


Ale najtwardszym zawodnikiem uczty, okazała się kuna leśna! Pokazała się tak szybko jak zniknęła. Żałuję, ale nie zdążyłem z ostrością. Ubabrałem palucha w żywicy i nieopatrznie przeniosłem ją na spust migawki. Skleił się. Nie zadziałał jak należy. Moja wina!

To jego tak się przestraszył myszak, potem już non-stop nerwowo się rozglądał.

Odłożyłem aparat. Przez kilkanaście minut syciłem zmysły, oglądając dwa myszołowy gołym okiem. Bliższy był ode mnie 2,5 metra. On miał ucztę i ja!



24 komentarze:

  1. Cudowny ten Myszak :) ... Kurde chłopie motywujesz mnie, do zorganizowania jakiejś czatowni ... Kuna, świetna :) ... W Mielcu kun mamy od cholery. Biegają po ulicach, szczególnie zimą. Jedna na mnie z drzewa skoczyłą, wylądowała metr ode mnie ;)
    PS. Na żywice najlepszy spirytus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Grzechu, ale tempo:) dzięki za ten spirytus, właśnie się zastanawiałem jak wyczyścić to cholerstwo. Czatownię zrób, gorąco zachęcam. Choćby z tego powodu, że czasami warto mieć gdzie usiąść. Ja mam kilka. Bez czatowni trudno zrobić np żurawie z 2-3 metrów. O drpaolach nie wspomnę. :)

      Usuń
  2. U panie piękne i ciekawe miałeś spotkanie , zazdraszczam :) u mnie dalej cisza.Co do sójek w towarzystwie myszaków, zauważyłem że dogadują się ze sobą. Powiem więcej , lądowanie myszaka przy przynęcie motywuje je do żerowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to fakt, ale zdziwiło mnie, że kruki dziś sobie odpuściły. Te myszaki chyba cieszą się u nich złą sławą. Kruki zwykle nie maja problemu, żeby przegonić myszole, a dziś proszę.

      Usuń
  3. No to następna od puszczy nagroda. Jak pisałeś, dwa lata pracy przynoszą owoce. Piękne!
    PS na. żywicę najlepsze masło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko, tak lubię myszołowy, że gdybym miał czekać pięć lat, też bym czekał :)

      Usuń
  4. O kurczę, kapitalne zdjęcia i fantastyczne spotkanie z drapolami oko w oko :) Czatownia to super sprawa! Może w wakacje się uda tak zasadzić w jakimś dzikim miejscu... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. latem czatownie nie sprawdzają się za dobrze, dookoła pełno atrakcji kulinarnych, ale próbować trzeba :)

      Usuń
  5. Piękne zdjęcia - dobra robota!. Stanowczo wolę oglądać takie, niż te poprzednie - nigdy więcej maszyny tnącej:)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Iwonko, miło:) co do harvestera, no wiesz, Wojtek kiedyś nazwał to co robię, powiedział, że uprawiam reportaż życia lasu. Bardzo mi się to spodobało. W związku z tym pokazuję każdy aspekt tego życia ... nawet jego końca. Oczywiscie nie poświęcam temu za duzo miejsca, ale czulbym się nie fair, gdybym tego nigdy nie zrobił. Szukam piękna w przyrodzie, z pewnością nie tak jak Ty. Twoje zdjęcia niemal zawsze służą prezentacji piękna, moje tylko czasem. Reportaż to reportaż:) Wolałbym tego nie wiedzieć i nie widzieć ale las jest uprawą. Są niestety tego konsekwencje. Niedługo w pewnej kafejce ma być konfrontacja ja kontra lesniczy. Tematem będzie ... Harvester!!! Zapewniam Cię, wtedy zajmę odpowiednie stanowisko :)

      Usuń
  6. Piękne zdjęcia, jestem pod wrażeniem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Marcin, bardzo się cieszę, że Ci się podobają :)

      Usuń
  7. No po prostu niemożliwe co Ty Ludzie wyprawiasz! Uderzenia kropli deszczu w myszołowa. Masakra. A kłótnia maszaków i kuna-złodziejka - zabójcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko, gdy powiększysz to zdjęcie z kroplą, zauważysz na jego głowie te krople, które spadły wcześniej:)
      Niezwykle cieszy mnie Twój zachwyt. Gdy będę wydawał kasę na leczenie kręgosłupa sfatygowanego godzinami zimnej i niewygodnej pozycji w czatowniach, takie opinie będą dodawać mi otuchy ;)

      Usuń
    2. Może już teraz po powrocie z lasu powinineś Ludzie jakiś tajski masaż albo coś podobnego sobie zaordynować. Mogę poszukać ofert:)

      Usuń
  8. Super myszaki! A kuna, to po ubiegłorocznym spotkaniu, jeden z moich głównych celów, niestety ciągle niespełnionych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie ukrywam, że teraz gdy okazało się, że to kuna, a nie lis sprząta moje zanęty, postanowiłem zrobić extra zasiadkę na nią. Tym bardziej, że sklejony żywica spust, uniemożliwił ustawienie ostrości ... :)

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Jacek dzięki za opinię i przede wszystkim za 47-ego lajka :)

      Usuń
    2. Siedziałem dzisiaj pięć godzin i tylko sroczka wpadła na chwilę.

      Usuń
    3. o jak ja Cię dobrze rozumiem :) dzień wcześniej poświęciłem 5 godzin na ... sójki! :)

      Usuń
  10. Witaj. Mam do Ciebie pytanie związane z maskowaniem przodu czatowni,bo myszaki przylatują pod czatownie ale na dalszą odległość i się przyglądają ale nie podchodzą do czatowni,czasem tłuką się między sobą ,,jeden drugiego przegania ale to wszystko na dużej odległości.Czatownia jest wystawiona na kierunek wschodni,zrobiłem takie niby zadaszenie nad okienkiem ale to daje cień,a to jest wszystko na granicy łąki a ugoru w takim rowie odwadniającym sam początek rowu,nie mam problemu z wodą jakbyś chciał wiedzieć.Nad teren wystaje może z pół metra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, ja zawsze buduję czatownię przy czymś naturalnym istniejącym na danym terenie - przy drzewie, krzewach itp. Dzięki temu ptaki nie odbierają tego jako czegoś nowego, a jedynie jako modyfikację, lżej akceptowalną zmianę. Jeżeli to świerk, to czatownię okładam gałązkami świerkowymi. Zawsze jak najmniej nowych elementów. Koło mojej czatowni możesz przejść dwa metry i nie zorientujesz się, że ona tam jest. Tak staram się to robić. Do tej pory nie miałem jeszcze czatowni na terenie otwartym, która jest jedynym elementem tej przestrzeni, więc nie mam doświadczeń. Ale gdybym robił na łące, to konstrukcję obłożyłbym darnią, żeby to po prostu było wbrzuszenie terenu. Mam nadzieję, że pomogłem :)

      Usuń