piątek, 20 listopada 2015

refleksje z jesiennego lasu ...

Od pierwszych kroków, późnojesienny las prowokuje, może nawet zmusza do innych, nowych relacji. Do spokoju, do refleksji, po prostu do ciszy. Jeszcze nie tak dawno rozbrzmiewał dźwiękami rykowiska, a nad głową roztaczał parasol dźwięków odlatujących ptaków. Na skrajach sąsiadujących z polami, niemal do końca pozwalał cieszyć się żurawiami. W listopadzie jest jednak inaczej. Tylko od czasu do czasu słychać wszędobylskie sikory, co jakiś czas spotkamy dzięcioła. Jelenie gdzieś się pochowały, saren nie widać niemal w ogóle. Zwierzyna nie lubi wietrznych, chłodnych dni, więc chowa się w ostojach, a ja mimo, że wiem gdzie one są, nie mam sumienia ich tam płoszyć. Idę zatem wolniej niż kiedykolwiek, bo każda obserwacja jest na wagę złota.
Miłośnicy mglistych poranków, mogą się wyżywać do woli. Dzień budzi się późno, więc nawet największe śpiochy triumfują, że wstają o świcie :)


To zdjęcie mogło powstać tylko w określonych warunkach. Bardzo gęsta mgła prześwietlana stosunkowo ostrym słońcem. W zasadzie długo uznawałem, że to zdjęcie jest do kitu, że jest prześwietlone, pozbawione kontrastu czy ... coś! Ale to zdjęcie zaprasza mnie do jakiejś wciągającej, świetlistej i pozytywnej tajemnicy. Nie ma drugiego planu, atomy leśnej rzeczywistości rozpłukały się w oparach mlecznej mgły. Jednocześnie światło tak silnie się skrzyło w jej mikrokropelkach, że powstała jasność taka :)

Na antypodach tego zjawiska, jest zdjęcie poniżej. Takie rzeczy tylko jesienią!
To również poranek i również mglisty dzień, ale zdjęcie zrobione od ciemnej strony starego lasu. Taki ekran spowodował zupełnie odmienny efekt. Takie mglisto-jesienne alter ego. Natura zaproponowała zatem raz wersję "high key", raz "low key".


O tak ubogiej w obserwacje porze, spotkanie sikory ubogiej nabiera rangi cudu, a już z pewnością nagrody od losu. Tym samym, mimo skrajnie małej ilości światła i deszczu, skupiłem się na jej fotografowaniu, jak dawno nad niczym innym. Bardzo lubię fotografować w nieoczywistych warunkach. Podoba mi się "miękkość" tak powstałych zdjęć i brak ostatecznych dopowiedzeń.




Spotkanie sarny w listopadzie, raduje jak znaleziona na chodniku stówa, jak niespodziewana wpłata kwoty od dłużnika, którą skazaliśmy już dawno na straty, jak znalezienie kluczy, które tydzień wcześniej wypadły nam na grzybobraniu.

I oto ona! ;)

Ba, w żadnej innej porze roku, nie pokazałbym zdjęcia poniżej, a nawet gdyby, to fotografując ten niezaprzeczalny dowód ignorancji, nie ustawiałbym tego zadka w środku kadru! Ale jesienią nawet tyłek łani wydaje się być odkryciem! :)


I tak łażę sobie po drożach i bezdrożach (skoro są bezdroża, to nawet mi nie sugerujcie, że nie ma czegoś takiego jak droża!) i myślę i patrzę i patrzę i widzę.
Aż któregoś razu, zauważyłem pozostałości domu przerośnięte drzewami.

 Oczywiście tak jak Wy, natychmiast powiedziałem sobie - "nie będzie nas, będzie las!"
Ale ostatecznie refleksja była nieco głębsza. Lekko schizofreniczna. Ale kto powiedział, że po wielu godzinach samotnego obcowania z różnymi przemyśleniami, nie trafiają się i takie, wariackie?!? Pomyślałem, że ci ludzie żyjąc w tym miejscu, pozostawili w ziemi wiele swoich atomów. Załatwiali się, pluli, kaleczyli, wyrzucali resztki jedzenia, stare ubrania z komórkami złuszczonego naskórka itd. To wszystko mineralizowało się i zamieniało w pojedyncze atomy, które dostały się do gleby. Zostały w oczywisty sposób pobrane przez te drzewa i wbudowane w nie. Jakaś część atomów, które tworzyły tych ludzi, jest teraz w tych drzewach ( o cmentarzach nie wspomnę). Te drzewa kiedyś umrą i rozłożą się, a ich atomy zostaną wbudowane w kolejne istnienia. I tak od milionów lat atomy kręcą się między wszelkim stworzeniem na Ziemi. Swoiste perpetum mobile. Są w nas atomy dinozaurów ale też z pewnością atomy ludzi, którzy żyli tysiące lat przed nami. Ich ciała rozkładały się, były wypłukiwane, dostawały się do cieków, w konsekwencji w jakiejś części do ujęć wody itd, itd. Wszyscy jesteśmy połączeni w każdy możliwy sposób. Taka atomowa reinkarnacja. :)

p.s.
tylko nie pytajcie co na to mój rodzinny psychoanalityk :)))
jesień tak ma, że na wszystko jest za dużo czasu ... ;)



25 komentarzy:

  1. Widzę, że jesteśmy podobnymi świrami. Nie będę pisać o swoich przemyśleniach, gdyż są one niemalże identyczne jak Twoje ....
    PS. Fajna ta sikora uboga ... Rzadko je u nas widuję. Za to saren od pierona ... Wystarczy, że wyjdę wieczorem w pola, a one sobie tam przesiadują coraz większymi stadami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet nie wiesz jaki dzięki Tobie spadł mi kamień z serca :))) nie jestem sam! :)))))))

      Usuń
    2. Jesień u wielu osób powoduje i prowokuje do przemyśleń egzystencjonalnych, często metafizycznych. U mnie problem polega na tym, że ja takie przemyślenia i podejście mam przez cały rok :P
      Wracając do atomów .... Wszyscy jesteśmy częścią wszechświata i wszyscy składamy się z tych samych gwiazd.
      Drzewa, gleba, .... Wszystko jest świadkiem historii i dosłownie przechowuje informację z przeszłości.
      Upraszczając bardzo fizykę kwantową to: Informacja ta jest "zaklęta" w drganiu strun z których składają kwarki, z których to znów składają się protony i neutrony, czyli jądra atomów. Ona pozostaje.
      Taki prosty dowód w doświadczeniu:
      Zapisz jakieś informacje na kartce papieru. Wrzuć ją do blendera, zalej wodą i rozmiksuj na papkę .... Kartka praktycznie została zniszczona, jej stan całkowicie się zmienił. Nie widzisz nic, poza ciapą .... Ale tak na prawdę, to cała informacja jaką zapisałeś, to ona wciąż tam jest. Nie uciekła, nie nie straciłeś jej, tylko zmieniła formę, a ty w swojej obecnej formie zmysłów po prostu nie umiesz jej odczytać, czy nawet zauważyć.
      Ale ona wciąż tam jest. Gdyby człowiek na nowo potrafił ułożyć puzzle atomów i cząstek odtworzył by ją i odczytał.
      Ja to powiadam, że wszyscy kiedyś staniemy się ropą i gazem ziemnym. Energia krąży we wszechświecie i nigdy nie zanika.

      Usuń
    3. Fajnie, że się tym interesujesz, ja wsiąknąłem w fizykę kwantową trzy lata temu i całkowicie mnie to pochłonęło :)

      Usuń
  2. Sikorka uboga czarno-biala , ladnie komponuje sie z czarnobialym krajobrazem listopada...

    OdpowiedzUsuń
  3. Super zdjęcie ciemno-mgliste, sikory ubogiej ( choć mój kolega ptakolog twierdzi, że są przynajmniej dwa podobne do niej gatunki) oraz przemyślenia. Takie trochę buddyjskie na poziomie atomowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, można ją pomylić jeszcze z czarnogłówką i ... bocianem czarnym! ;) :)))

      Usuń
    2. Wiedziałam, że wygląd bociana czarnego na obrazkach to ściema.

      Usuń
  4. Ha, dlatego ja w przyszłości (mam nadzieję dalekiej) mam życzenie zostać spopielona i rozrzucona w środku puszczy, nie zamierzam stać się cmentarną chryzantemą, wolę latać kiedyś jako bielik po niebie albo biegać jak łania po łąkach :)
    P.S. Myślenie nigdy nie jest objawem wariactwa, a to, że jest obecnie rzadko spotykane to już inna sprawa. Choć niektórzy wolą, żeby człowiek za dużo nie myślał, bo jeszcze na coś wpadnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w naszym kraju nie jest to możliwe. Nawet po spopieleniu możemy być pochowani (prochy również) jedynie na cmentarzu, bądź miejscu do tego przeznaczonym. Zagłębiałem się kiedyś w to. Rozrzucanie prochów w Polsce w miejscach dowolnych jest czynem zabronionym i traktowanym jako bezczeszczenie zwłok.

      Usuń
    2. e tam, nie będę się przecież pytał prawników :)

      Usuń
    3. Dodam tylko, że pomimo skłądanych próśb u pewnego posła ubiegłej koalicji rządzącej nie udało się znowelizowac ustawy z lat 40-tych lub 50-tych dotyczących pochówku. Jestem zainteresowana umożliwieniem rozrzucania prochów osobiście (mam taką fajną starą jabłoń z którą chcę się pośmiertnie zaprzyjaźnić).

      Usuń
  5. P.P.S. Zapraszam do mnie - co prawda za wiele tam się nie dzieje, ale zawsze coś, czasem :) http://mgliste-szlaki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, z tym rozrzuceniem w środku Puszczy to całkiem fajny pomysł :) Już zaglądam do Ciebie!

      Usuń
  6. Początek cudnie mglisty, z sarnami przesada, ale końcowy wywód piękny, znakomicie tłumaczący poczucie jedności (oczywiście tylko u niektórych) z naturą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeju, piękne zdjęcia. Dzięki tej mgle i cieniu dwa pierwsze zdjęcia są takie magiczne. A sikora uboga pięknie wygląda na tym szarym-brązowym tle. Będę tu częściej zaglądać.
    Pozdrawiam... i... zapraszam też do siebie... :)
    ptasieslady.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście będę zaglądał ale przede wszystkim witam Cię jako Gościa tego miejsca :)

      Usuń
  8. Krzychu zafunduj sobie jakieś naświetlania, albo fototapetę z lipcowymi Katowicami i będzie OK! A tak swoją drogą, czy poza listopadem zrobiłbyś tak fajne zdjęcia sikor? Nie wydaje się dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mie sie wydaje, że coś nachrzaniłem w treści, skoro wyszło na to, że brakuje mi światła :))) Światła brakuje zdjęciom, nie mi :)))

      Usuń
  9. Krzysiek, zgadzam się co do aury i atmosfery, ale nie koniecznie co do kwestii zwierząt. Widziałam dzisiaj dwa byki i dzika. Zdjęcia fajne, szczególnie podoba mi się to drugie. Pozdrawiam i życzę szybkiego wyjścia z jesiennej depresji i zniechęcenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, widzieć, to ja widzę za każdym razem, dziś również, ale porządnych zdjęć zrobić nie mogę. Jesiennej depresji nie mam, musiałem coś nie tak napisać :))) Dziękuję za życzenia z wzajemnością :)

      Usuń