sobota, 20 maja 2017

Nad rzeką pachnącą i brzęczącą.

Piątek w wyśmienitym towarzystwie przeciągnął się do soboty, więc po trzech godzinach snu, nie dałem rady rzucić się w otchłań wielokilometrowych wędrówek.
Wybrałem się nad rzekę Łynę i osiadłem jak jamochłon.
Nie wiedziałem, że tak długo można wysiedzieć w jednym miejscu!
Jak widać musiałem odpokutować za pobrane trunki, oj musiałem.
Mój opar poimprezowy w najmniejszym wypadku nie przeszkadzał komarom i wszelkim innym owadom.
Poranne usiąście w nadrzecznym cieniu to samowolne skazanie się na śmierć przez wyssanie, wykłucie i wypicie nie tylko krwi ale wszystkiego co człek ma mokre w organizmie, przy czym każde z tych zjawisk występuje w natężeniu godnym elektrowni Dolna Odra czyli kilkadziesiąt razy na minutę!
Cóż dziwnego, że po 3 godzinach byłem zdrów, skoro owady wyssały ze mnie w pierwszej kolejności najbardziej lotne frakcje, czyli wiadomo co :)

No różne tam takie siadały na mnie i wokół mnie.

Miałem też sprzymierzeńców!

Rzeka płynęła leniwie.

Trochę za daleko na moje szkiełko, ale strzyżyk robił za wąsatkę :)))

Pstrągi skakały po owady, czyli sprzymierzeńców miałem też pod wodą!

Długo polowałem na zdjęcie pstrąga, niestety szansa, że wyskoczy akurat w polu ostrości, jest jak 1:1000000.

Zrobiłem coś takiego ... prawie zdjęcie, ale widać przynajmniej, że to pstrąg!
Szkoda, miałbym baaardzooo trudne zdjęcie w portfolio, ale przynajmniej wiem, że tam wrócę i wiem po co :)

 Niestety w cieniu!


 Szafirek muśnięty słońcem.


 I w słońcu, szkoda, że daleko. Oczywiście dziób wypełniony rybą!


Zaleciała do mnie i ta panna. Piękny ptak.

Poniżej kilka fotek brodźca samotnego. Też mnie odwiedził. Ja ciągle siedzę w jednym i tym samym miejscu! Żadnego maskowania, po prostu się nie ruszam.






W starym "drzewiszonie" zadziuplowały szpaki. Miałem okazję podziwiać pracowitość rodziców.
Nadlatują dosłownie co chwila, a mały na zmianę jadł i wydalał ... i rósł!





Zobaczcie poniżej. Ledwo połknął, matka jeszcze nie odleciała na dobre, a ten już drze japiszona!

Ona, ta matka, musi mieć serce ze złota!

Dzięcioły również uwijały się jak w ukropie.
 Piękna sceneria.




 Nooo ... motyl! ... brązowy! pewnie jakiś skalnik albo co  :)


I w kontrującym świetle.

Zresztą w kontrującym świetle wszystko wygląda jakby ciekawiej :)



12 komentarzy:

  1. Chyba powinieneś częściej imprezować. Super post i foty i to bez robienia kilometrów :))) A zimek cudny!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zimny zalatywał nawet bliżej ale dziś nieco .... szwankowałem ;) imprezuję zdecydowanie zbyt rzadko. :)

      Usuń
  2. Zjawiskowe foty, a ten szafirek w locie - po prostu miodzio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezsprzecznie są ozdobą nadrzecznych scen:) cieszę się, że mi się przytrafił

      Usuń
  3. Brodziec jest piękny - w smudze światła, na kontrastowym tle. No i te wiecznie głodne szpacze paszczęki :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Halinko, brodziec rzeczywiście okazał się miłym urozmaiceniem moich głównie jednak leśnych obserwacji :)

      Usuń
  4. No dobrze, a gdzie te kleszcze z boreliozą? Żaden nie przybył?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tym razem się udało i nie wywołuj wilka z lasu proszę :)

      Usuń
  5. Leśny to jest fantastyczna rada dla wszystkich po nocnych imprezach. Wystawić się na oczyszczające działanie drobiazgu krwiopijnego. Przy upale można poszukać pijawek podczas chłodzenia się w wodzie! To jest do opatentowania i tylko nie wiem co na to sumienie zwiewrzolubów, boc to jednak narażanie żyjątek na kontakt z substancjami toksycznymi:)))) Zdjęcia z siedzenia - suuuper. A szczególnie pięknie pokazałeś leniwość rzeki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. opatentuję zatem :) zwierząt nie szkoda, każdemu kilka łyków alko się należy w życiu! :))

      Usuń
    2. No jakoś wybrnąłeś:))))

      Usuń
    3. uffff ... może do łykendu jakoś dobrnę zachowując tę jakże trudną i wymagającą przyjaźń :)))
      najważniejsze jest ustawiczne i konsekwentne lustrowanie bieżączek!

      Usuń