poniedziałek, 22 maja 2017

Rekordowy kokon i kobuz z ofiarą!

Trochę żałuję, że tak mało osób zapoznało się z materiałem poprzedniego wpisu, bo był swoistą odskocznią od leśnych wędrówek i udało mi się pokazać niezbyt typowe dla tego bloga sceny i gatunki.
Ale życie .. wiadomo, jak to powiada mój kumpel, co zrobisz jak nic nie zrobisz?

W tym w gruncie rzeczy filozoficznym pytaniu zawarte jest domniemanie pewnej rezygnacji,  pogodzenia się z faktycznym stanem rzeczy.
Nic bardziej mylnego, czuję się wyłącznie zmotywowany i jeszcze bardziej zmobilizowany.

I tak, żeby nie było, że "chlapię dziobem po próżnicy", poniżej efekt mojego uporu obserwacyjnego z niedzieli.
No dobra, przyznam się, po sukcesie sobotniego wyjścia, (moja subiektywna ocena) w niedzielę również nie chciało mi się iść do lasu.

Muszę powiedzieć, że fotografowanie na otwartej przestrzeni to czysta bajka. Przy tej ilości światła zdjęcia w zasadzie robią się same.
Żadnego kombinowania, żadnych kompromisów, po prostu ustawiasz sobie człowieku optymalne parametry i trzask! Aż miło.
Kusi takie lenistwo, oj kusi :)))

 Nie najbardziej rano Warmia była spowita w pełzającej i dusznawej wilgoci. Kolory były wprawdzie mocne ale niezbyt kontrastowe. Młodociana żółć rzepaków nie mogła dojść do głosu podobnie jak światło gaszonego chmurami słońca.
Całość tworzyła dość magiczną scenę.

Zajęty zbieraniem ziół, tym razem głównie pokrzyw, zignorowałem (niestety!) cały spektakl.
Powyżej na zdjęciu macie sokoła - kobuza, niosącego w szponach upolowanego gołębia.
Nie umiem wytłumaczyć dlaczego uznałem pokrzywy za ważniejsze. Chyba wyłącznie dlatego, że zamówiła je moja mama :)
Szkoda, bo po upolowaniu siermiężył się długawo z ofiarą. Nie bardzo miał koncept co zrobić ze zdobyczą na otwartym polu więc darł się i darł, to trwało długo, a ja wciąż uznawałem, że zdążę go jeszcze podejść ... nie zdążyłem. Mam tylko taką dokumentująca fakt fotografię. Żałuję!

A na polach i poletkach się działo.

 Krowię się kąpało ...


 Bocię w kwiatach się nurzało ...


 W tę i we w tę se chadzało ...


 Nawet z czasem poderwało ...


Dość tej częstochowskiej wyliczanki, to piękne ptaki więc zawsze z przyjemnością je uwieczniam.


 Po chwili spotkałem kaczory, które szły ... gęsiego :)))




Pierwsza faza lotu jest zawsze ciekawa :)

A w lesie, bo i tam byłem chwilę, spotkałem największy pajęczy kokon jaki w życiu widziałem!
Żeby było jasne, to ma przynajmniej 8 cm średnicy. Jak dla mnie - szok!

 To trudny okres dla ludzi uczulonych na pyłki traw - współczuję! Kiedyś byłem, wiem, że bywa ciężko.
Szczęśliwie jakoś to wyafirmowałem, wyparłem ... jak zwał.

No niech rzuci kamieniem ten, kto mając aparat w ręku choć raz w życiu nie klęknął nad "spadochronami" :) Tu do przysiadu zainspirowała mnie żółta plama kwitnącego poniżej mleczu.

W jednej z moich ulubionych "leśnych wsi"  żegnał mnie potrzeszcz.
Gatunek ściśle chroniony w Polsce. Niestety nie powiem Wam czy to samiczka czy samiec, ponieważ w przeciweństwie do trznadla (ta sama rodzina) dymorfizm płciowy u nich nie występuje.
Gniazduje na ziemi, uwielbia ciężko obrabiane pola, najchętniej zarastające chwastem kartofliska.
Las, stary i gęsty nie zawiera potrzeszczy! ;)








17 komentarzy:

  1. Lubię takie klimaty. Z tym jastrzębiem. Cóż. Bywa. Płynąc Wisłą przez Kępy Kazuńskie, spotkałem bielika. Nawet trzasnąłem zdjęcie,ale marne. I bociana czarnego spotkałem. Nie mogłem go namierzyć obiektywem, chociaż długo kołował nad kajakiem. Ale najważniejsze - byłeś, zobaczyłeś, podzieliłeś się. Amen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotr, bo to są Twoje klimaty, nawet się nie domyślasz jak bardzo ;)

      Usuń
  2. Tego kobuza to żałuję bardzo. Chciałabym zobaczyć zdjęcie z bardziej bliska, choćby takie jak spadochronów, albo przynajmniej kaczora obejmującego sie skrzydłami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko obiecuję, że przy najbliższej okazji zrobię Ci tego kobuza z metra! :)

      Usuń
    2. to proste, zobaczę kobuza, podejdę i zrobię fotę, phi :)))

      Usuń
    3. Jeszcze się ukłań kapelutkiem i powiedz Dzień dobry Panie Kobuz

      Usuń
    4. a niechybnie tak uczynię właśnie :)

      Usuń
  3. Leśny, pokrzywy są b. ważne, zwłaszcza te dla mamy, sam zażywaj też :)
    Kobuzy raczej nie polują na gołębie, są za małe, nawet zakładając że to drobny siniak ten herkules targał by coś w swojej wadze. Nie mogę ściągnąć foty i powiększyć ale mam poważne podejrzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, polują na owady i mniejsze ptaki, nawet jerzyki, nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał, żeby to nie był kobuz, których już nieco mam, a wędrowny! Niestety słuchałem jego kwileń przez dobry kwadrans. Nie ma opcji, to kobuz :)

      Usuń
    2. Ja się na sokołach nie wyznaję ale coś mi nie pasowało, raz raz skonsultowałam się z sokolnikiem doświadczonym. Nie ma opcji to wędrowny, rzecze człowiek zawodowiec. Nie jestem zwolennikiem wykłócania się z autorem bloga leśnego, ale mam parę pytań Czy tego kwilenia słuchałeś Krzyśku jak już odleciał? Odleciał niedaleko? Usiadł z gołębiem na drzewo? Krążył i kwilił? Kwilił w krzakach?

      Usuń
    3. a więc było to tak:
      Sokół wyczyniał przekomiczne harce nad "trafionym" gołębiem. Wzlatywał, fikołki wyczyniał, ewolucje i straśne wygibasy. Zlatywał jak pocisk nad samą ziemię i nagle wykonywał zwrot i wylatywał w górę. W tym czasie gołąb dokonywał żywota. Sokół cały czas wydawał absolutnie kobuzie dźwięki. Są nie do pomylenia z odgłosami wędrownego. Oczywiście rozumiem zaskoczenie, bo dla mnie to że zaatakował gołębia i jeszcze to, że go podjął tez było szokiem. Ale głos bez pudła był kobuzi. Żeby było jasne, dałbym sobie resztkę piór wyrwać, żeby to był wędrowny! :)

      Usuń
  4. To mega obserwacja była. I tylko jedno zdjęcie!? takich harców? Panie moim zdaniem pozbyłeś się resztek piór. Wracaj i szukaj gniazda! Albo: jak sobie chcesz.
    Przepraszam za protekcjonalny ton, ale wędrowny gdzieś pod Olsztynem bardzo mnie zelektryzował (te żółte szponiska nie nalezą do kobuza, widuje sokoły niemal codziennie). LOVE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. emm, mam jeszcze jak siedzi na gołębiu ale ta odległość jakoś mnie nie inspirowała do zdjęć wolałem oglądać. Teraz jak mnie wygniłaś w teren, nie pozostaje mi nic innego jak tam wrócić, bo skoro to może być wędrowny, to większej motywacji nie trzeba! :)))Dziękuję za czujność, nawet nie wiesz z jakim rozczarowaniem pisałem, że to kobuz h aha ha a a

      Usuń
    2. Się zobaczy...zgryzę poduszkę w drobny mak, czekając na newsy :)))

      Usuń
  5. Mogłabym zapytać, czy te pokrzywy nie mogły poczekać, ale sama kiedyś odstawiłam taki numer i w dodatku nie mam żadnej foty. Mój siedział spokojnie na drzewie i obserwował staw, a ja obserwowałam rudzika. Nie pisałam, bo już parę głupot mi się wymsknęło, ale to było już po odlocie kobuzów chociaż w pobliżu ich gniazda. Życzę Ci byś go dopadł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeżeli jest tak jak sugeruje emm, że to był sokół wędrowny, to muszę go dorwać. dziś tam byłem, niestety bezowocnie.

      Usuń