niedziela, 14 maja 2017

Zdjęcia życia!

Ponieważ wczoraj przeżyłem kolejny zapowiadany koniec świata, postanowiłem dzisiejszy dzień przywitać jeszcze wcześniej!
Uczcić to ... po prostu.
Występy naszej piosenkarki na Eurowizji uczćić się nie da, bo zamykała ogony.
My jak zwykle, naród misyjny, musieliśmy odtrąbić jakąś kolejną szczytną pieśń z tzw. przekazem ... o matko.
Nie umiemy się bawić.
Szkoda, że trafiło na naprawdę utalentowaną piosenkarkę, szkoda.
Tejże samej nocy nasza kochana Asia Jędrzejczyk po raz piąty obroniła mistrzowski pas UFC - BRAWOOO.
Ponieważ dobrze się z Asią znamy, więc nie ukrywam, że podczas pojedynku wzruszenie rozmywało mi obraz walki.

No i do tego wbrew zapowiedziom nikt w 100-lecie objawienia Fatimy nie zbombardował Watykanu.

No to co? Uzbierało się dość radochy, by wyjście do lasu było wyjątkowe ... i było!

Słońce wstało we mgłach nisko snujących się nad łąkami.
Ktoś użył terminu "warmiło się" - piękne!
Więc warmiło się i naturzyło i przyrodziło w jednej chwili!
W taki dzień wszystko się ... iło!
Robię malownicze zdjęcia szalonego wschodu.
Jestem zadowolony.
Na łące widzę sarny w jeszcze lepszej ekspozycji niż wczoraj i znacznie bliżej - robię zdjęcia i mam świadomość ich wyjątkowości.
Prawie całuję obiektyw.
Wchodzę do lasu.
Zbliżam się do leśnego jeziora, które jest po prawej stronie.
Słyszę spłoszone jelenie. Widzę je.
Wiem, że droga którą idę zamyka je w trójkącie między mną, a jeziorem.
To oznacza, że na 100% przejdą przede mną przez drogę.
Wykorzystuję z premedytacją sytuację, podchodzę do nich maksymalnie blisko.
Wiem, że nie zawrócą, nigdy tak nie robią.
Klękam aby poprawić perspektywę. Zwieńczenie drogi "świetli się" wschodzącym słońcem, mam wymarzone tło, czekam.
Pierwsza łania wystawia głowę w światło drogi. Marzy mi się jej wielki skok nad drogą.
Wszystko wraz z ukształtowaniem terenu wskazuje na to, że w końcu zrobię takie zdjęcie!
Jest!
Potężne wybicie, łania szybuje w wielometrowym skoku, panoramuję ją i trzask! Mam to!
Czekam na kolejną - jest - leci! Robię kolejne spanoramowane zdjęcie i tym razem wiem, że jest super - czuję to!
Poprowadziłem aparat idealnie w tempie lecącej łani. Racice poderwały grudki ziemi, jest cudownie!!!
Powtarzam wszystko przy trzeciej i czwartej.
Jedna po drugiej skakały maksymalnie 12-13 metrów przede mną.
Ale zaraz zaraz ... po ostatnim naciśnięciu na migawkę widzę ...
o żesz fak fak fak fak fak fak - nie wierzę!!!
Coooooooo ?!?!?#(U*#)($&_^$)^$#!@%_&$#*(^%_#@~@^


Nie wiem dlaczego aparat pozwolił mi na robienie zdjęć bez karty, dlaczego pozwolił mi odejść od samochodu kilka kilometrów, dlaczego w ogóle pozwolił mi wyjść z domu?!?!
Moja mina po zobaczeniu pustej kieszeni portu karty musiała być bezcenna ...

Postanowiłem to opisać, bo wiem, że:

1. część z Was mi współczuje, bo przeżyła podobną sytuację
2. część z Was ta historia po prostu rozbawiła
3. najmniejsza ale z pewnością istniejąca część może nie czytelników, nie bywalców tego miejsca, ale znajomi bywalców, gdy o tym usłyszą, powiedzą w duchu - nareszcie! dobrze mu tak! :))))
Życie ;)

p.s.
przysięgam, że opisane sytuacje miały rzeczywiście miejsce i tak powstały kolejne foty, które zostaną wyświetlone tylko w jednym projektorze - w projektorze moich wspomnień.

24 komentarze:

  1. Współczuję, wiem co to znaczy, przekonałem się nie raz, nie dwa, nie trzy razy, dlatego od jakiegoś czasu mam ze sobą trzy karty. Z drugiej strony co widziałeś to twoje, nikt Ci tego nie zabierze. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze, serdeczności :) Zawsze mam kilka kart. Dziś wiedziałem, że idę na krótko ... ech :))))

      Usuń
  2. Współczuję. Zdarzyło mi się coś takiego kilka razy. Na szczęście nie byłem aż w takiej sytuacji, że fotografuję bez pamięci coś takiego, co Ciebie spotkało. Słyszę,jak zgrzytałeś zębami. Ale pomyśl. Został Ci sam zapis w oczach i głowie. Konieczność opisania całej sytuacji. Resztę doilustruje wyobraźnia czytelników. Moja zaiskrzyła. I to jeszcze jak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo liczę na Waszą wyobraźnię, bardzo :)

      Usuń
  3. Złośliwość rzeczy martwych zawsze daje o sobie znać w takich sytuacjach, niestety. Ale, jak już przedmówcy napisali - dzięki Twojemu opisowi też zobaczyłam w swojej wyobraźni te jelenie... I zazdroszczę spotkania. Oraz obrazu, który pozostanie w Twojej pamięci.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i między innymi dlatego to opisałem, żeby kiedyś nie zapomnieć :)

      Usuń
  4. Cóż... przykro mi. Zawsze sprawdzam czy jest karta, zawsze, bo raz nie było i ból był ogromny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to był właśnie mój pierwszy raz :))) i ostatni!!!!!!!!! ;)

      Usuń
  5. Ojejku jejku! Ale, grunt, że ładnie było :-)

    Ja mam w aparacie dwie karty i jak zapomnę podstawowej, to na tę drugą trochę fotek wejdzie. Zawsze sprawdzam przed wyjściem, czy karty są i bateria naładowana. Ale pewnie się zdarzy, że i tak zapomnę :-(

    Asię też oglądałam i ściskałam kciuki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. było pięknie i obym to jak najdłużej pamiętał :) Asia jest boooskaaa :)

      Usuń
  6. Złośliwość losu bo akurat tak pięknie wszystko się układało... tylko los wiedział, że nie masz karty :/. A tyle razy chodziłeś i chodziłeś i nic, a tu niemalże same okazje do fotografowania same w obiektyw wchodziły. Współczuję. Ale mam przed oczami mnóstwo pięknych zdjęć jakie zrobiłeś, Genialne i niepowtarzalne i tego się trzymamy :) A potem sobie pomyślałam, że może twój przyjaciel, najdroższy i być może ważniejszy od... czyli aparat, chciał po prostu spędzić z Tobą czas, od tak. On i Ty, bez zdjęć, tylko tak po prostu razem :))))))))))))
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozwaliłaś mnie z tym aparatem :))))) może on i tak chciał, ale więcej mu nie pozwolę :)))

      Usuń
  7. Trzeba spojrzeć na to inaczej - te "kadry życia" mogłeś zobaczyć tylko dlatego, że nie miałeś aparatu! Myślę, że całkiem "sprawny" aparat wytworzyłby skuteczną aurę zmniejszonego prawdopodobieństwa zaistnienia scenerii idealnych, jak to zwykle bywa, i jelenie na pewno skakały by z mniejszą gracją :) Można by było zrobić na ten temat jakieś badania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. całkowicie się zgadzam, to trzeba zbadać, coś jest na rzeczy, coś jest :)

      Usuń
  8. Czytając zastanawiałam się, co Cie naszło, że tak szczegółowo kadr po kadrze opisujesz co za chwile będę oglądała i dopiero na koniec dociera do mnie co jest na miniaturze reklamującej post. Jednak opis świetny, jakbym to widziała:)) Wiem co czujesz. Od kiedy przytrafiło mi się coś takiego zgrywam z aparatu i karty nie tykam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, to jest myśl :)ale przynajmniej wiesz co czułem :))))

      Usuń
  9. Zdarzyło mi się, że zapełniła się karta pamięci a zapasowej nie miałam w mieście, w którym byłam jedyny raz w życiu. Rozumiem doskonale co czułeś w opisanym momencie. Tragiczne to i śmieszne jednocześnie. Współczuję ogromnie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Próbowałam napisać coś wczoraj i znowu z publikowaniem jakiś kłopot miałam. Dziś więc piszę ponownie tak: bez wspomagania zdjęciami musiałeś Leśny opowiedzieć słowem żywym co to się działo. I sądząc po komentarzach oraz właśnych odczuciach udało się. Czyli nie jest tak żle, jak by się wydawało. Może powinieneś częściej stosować tę chytrą sztukę?:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wolałbym raczej nie i nie sądzę, żeby to się jeszcze kiedyś powtórzyło :)))

      Usuń
  11. ojej, to straszne.. też tak czasem miałam - niestety te kadry zostały tylko w mojej głowie ;/

    ~ mój blog ~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. straszne może nie ale przykre nieco i zaskakujące i trochę mimo wszystko śmieszne :)

      Usuń
  12. Zgadzam się z Panią Beatą Kurowicką. Opis zrekompensował brak zdjęcia. Kopytka podrywające grudki ziemi! Widać jak nic!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no popatrz jedno zdanie a ile wyobraźni :) fajnie! dzięki :)

      Usuń