Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błotniak Stawowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błotniak Stawowy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 sierpnia 2017

Wieloświat!

Jakie to wszystko jest piękne!
Zgodnie z kwantową teorią wieloświatów ja, czyli Krzysiek Leśny Mikunda, realizuję w każdej chwili, wszystkie wynikające z rachunku prawdopodobieństwa scenariusze możliwe dla mojego życia. Galaktyk są miliardy, w każdej miliardy gwiazd i planet, do tego okazuje się, że wszechświatów też są miliardy! Zatem na tych pierdyliardach planet, pierdyliard Mikundów spełnia swoje rozmaite możliwe scenariusze. Jeżeli większość z nich, tych Mikundów jest w tej chwili w lesie, to jestem całkowicie za. Jeżeli jakaś część z nich pisze lepsze teksty i robi lepsze zdjęcia, to już jest mi całkiem dobrze na duszy. Ponieważ od ponad pięćdziesięciu lat z mojego ciała uwalniane są rozmaite cząstki i subcząstki, (spokojna głowa, z Waszych ciał też! :) ) które opuszczają mnie w postaci uwolnionej energii, jakaś część mnie pałęta się po kosmosie i dzięki temu fragmenty mnie są bliżej tych pozostałych Mikundów ... o matko ale odjeżdżam !!! :))))
Trochę się wygłupiam, ale żartując piszę jak jest, a przynajmniej jak wynika z obliczeń.
Bardzo się cieszę też, że są Mikundziaki, którym wszystko wychodzi, żyją bez stresu, mają hajsu w cholerę i jeżdżą młodszym modelem Jeepa. Fajnie jest wiedzieć, że tak jest. Resztę kosmicznych gamoni, którym jest gorzej niż mi, wypieram, ba, mam ich w nosie, w ogóle się z nimi nie identyfikuję ;)



 Gdzieś ta czapla pozuje Mikundzie dłużej, gdzieś w ogóle wystartowała w jego stronę! Ale ja, zwykły ziemski Mikunda, cieszę się cholernie, że ją w ogóle spotkałem i że dała się sfotografować, tak jak widać na obrazku :)


 Nie wiem w ilu jeszcze wszechświatach ten błotniak dał się schwytać w dziurze z liści w kształcie serca, ale być może to mi przytrafił się jeden z ciekawszych scenariuszy na tę sytuację :)


 Mam nadzieję, że gdzie indziej ma pióra w nieco lepszym stanie :)))


Poniżej kilka ziemskich kadrów do których nie zgłaszam pretensji :)
 




 Każda z miliardów miliardów innych planet, która ma wodę, jest szczęśliwa!


 Kręgi w zbożu ... jaki kraj, takie kręgi :))))


A poniżej moja przydomowa codzienność. Młode kopciuszki, które od samego ranka skrzeczą i strzykają w jedyny sobie właściwy sposób :)
Są wszędzie, są radosne, ciekawskie i mój najbliższy mi świat, byłby bez nich znacznie gorszy. :)


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Jak kot przed atakiem ...

To w zasadzie druga część poprzedniego wpisu, gdyż materiał zawiera continuum obserwacji z tego samego wyjścia.
Czytam Wasze komentarze i uświadamiam sobie, że rzeczywiście pięknie mieszkamy. My wszyscy.
Polska przyroda jest blisko każdego z nas, wystarczy chcieć ją dostrzec.
Ostatnie wpisy (i ten) powstają jako reportaż z miejsca, o którym nikt nie sądziłby, że tyle może się dziać w pobliżu gigantycznej budowy. Wyobraźcie sobie, że to tereny przyległe do budowanej właśnie obwodnicy miasta.
Wybierałem się tam przez trzy dni, by zorientować się jak przyroda radzi sobie z tak poważną ingerencją. Przyznać muszę, że pomijając szeroki pas bezpośrednich prac, rozkopy itd. radzi sobie całkiem dobrze.
Jelenie, sarny i wszystko co tu widzicie obserwowałem w odległości nie większej niż 500 metrów od budowy.
Oczywiście mogłem wykonać zdjęcia obrazujące brutalną ingerencję maszyn, ale po co?
Od straszenia mamy media publiczne, a ja chcę pokazać piękno, przyrodę, cieszyć oko i duszę.

Wrona kiedyś znana jako siwa, wykorzystała jedną z pryzm ziemi i zawzięcie głosiła jakieś niezadowolenie. Nie mam pojęcia co ją wkurzyło, ale darła się głośno.
Dziś nie mówi się już wrona siwa, innej nie ma, więc wystarczy po prostu wrona. :)

Niech rzuci kamieniem ten, który potrafi się oprzeć ich urokowi i mając aparat w ręku, nie klęknie by wykonać zdjęcie. Mnie oczywiście zainspirowała ta subtelna pajęczynka wraz z jej architektem, rozpięta między łodygami ... no i inne skojarzenia ;)

A tuż obok wykopów i pryzm rozciąga się nieskażona Warmia jak zwykle rozsyłająca darmowe pocztówki ...


Na rzepakowych łodygach dominują już całkiem pokaźne strąki, ale jak widać część kwiatów wciąż walczy o uatrakcyjnienie pejzażu.

Tu na przykład samica błotniaka w locie patrolowym nad całkiem już przekwitniętym polem rzepaku.
W taki gorący i parny dzień lubię wciągnąć zapach rzepaku, naprawdę mi się podoba ... bardzo!

Buszujący w zbożu, a w zasadzie kucający w zbożu! :)
Tym razem w pozie p.t. "nie ma mnie tu!" :)
To ciekawe, że zając, gdy położy uszy, uważa, że zniknął :)))

 Bardzo czujnie obserwował mnie skowronek. Nie pamiętam czy to napisałem w poprzedniej opowieści czy nie, ale polski krajobraz bez tych niestrudzonych śpiewaków nie byłby tym samym zjawiskiem.

Szkoda, że nie udało mi się z ostrością, ale jego zryw był tak dynamiczny, że chyba nie miałem szans :)

Zając to może umownie, ale ta parka dosłownie buszowała w zbożu. Nieco przed czasem, zebrało się koziołkowi na amory. Przyglądanie się ich harcom to prawdziwa przyjemność. Zresztą sami widzicie jak wbił wzrok i ... w co! ;)
Niestety wbrew etyce zapragnąłem przyjrzeć się koziołkowi z bliska. Wiedziałem, że szanse mam niewielkie, w drugim planie, rośnie idealne schronisko - gęsty, wysoki rzepak.
Próbę jednak podjąłem.
Szedłem jak kot przed atakiem. Nie miałem wyboru - podchodziłem go na otwartym terenie. Bardzo starannie i cierpliwie przestawiałem stopy dbając by nie nadepnąć na cokolwiek co wyda dźwięk.
Udało się!
Mogłem z bliska obejrzeć parostki i spojrzeć mu w oczy.




Teraz odwiedzę las, ale w te okolice z pewnością wrócę. Mam niewyjaśnioną sytuację z dzikami, a jest wśród nich locha, którą szacuję na jakieś 120 kg. Muszę ją podejść.




niedziela, 7 maja 2017

Piszpunciki - maleństwa szczególnej maleńkości!

Aż się wierzyć nie chce, jest sobota, jest łyk-end i jest piękna pogoda! Szok to mało powiedziane. A tak niedawno narzekałem na tą właśnie kwestię :)
Zaskoczenie jest jednym z tych elementów przyrody, który leży u podstaw narkotycznej chęci wyjścia w teren. Nigdy, ale to nigdy nie możemy przewidzieć co tak naprawdę się wydarzy.

Wyjeżdżając z domu nawet nie przypuszczałem, że tak pięknie zacznie się dzień.

 W okolicach godziny piątej można było zachwycać się samym niebem.
Kadr okraszony warmińskim jeziorem i ukształtowaniem terenu, wyczerpuje wszelkie roszczenia w tej kwestii.


 Kaczkę to i owszem, widziałem, ale gdyby nie odbicie w wodzie, nie zauważyłbym kroczącego brzegiem bociana.



I oczywiście ulubiona brzoza, która inspirowała mnie już wielokrotnie do wykonania zdjęcia.

Nie dacie pewnie wiary, ale zdjęcia poniżej powstały dosłownie w tym samym momencie.
Różnica jedynie taka, że zostały wykonane ze światłem lub przy jego braku.



Tak czy siak najważniejsze, że w miłej aurze i jednak z jakimiś obserwacjami dotarłem do lasu.
A tu kolejna niespodzianka.
Bez jakiegoś większego podchodu, czy nawet wysiłku z mojej strony, już na samym początku wyprawy, widzę czarny łeb wystający z zarośli.
No rozumiecie, o piątej dwadzieścia w lesie nie ma nadmiaru światła, więc i tak się cieszę, że ją widać. :)

 Pani rozejrzała się całkiem prawidłowo, w prawo, w lewo, potem jeszcze raz w prawo czy też może zupełnie nie w tej kolejności i postanowiła przejść ostentacyjnie przede mną.
Proszę, proszę, ja nigdy nie mam nic na przeciw! :)

A chwilkę po jej fuknięciu, na drogę wysypały się jak perełki, maleństwa szczególnej maleńkości.

Może za 5-6 lat mnie przestraszą, dziś szczerze mówiąc rozczuliły. Tak maleńkich warchlaczków jeszcze nie widziałem. Piszpunty, a w zasadzie piszpunciki ledwo szły. Krok chwiejny, całkowicie niepewny i niestabilny. Zwróćcie uwagę, jak się pilnują, jak jeden musi czuć noskiem drugiego. Skojarzyły mi się widoki najmłodszych grup żłobkowych na spacerach, gdy dzieci idą trzymając się za ręce. Coś w tym było, coś było. Spora dawka pozytywnej emocji.

Dobrą godzinę później las zaczął żyć światłem. Nabierał kolorów, detali i przestrzeni.
Skierowałem się nad leśne jeziorko.

Panowała tu wyjątkowa cisza. Mewy rozdrażnione lotem błotniaka zamilkły, a błotniak by uniknąć histerii mew, leciał, a w zasadzie leciała, cicho na wysokości trzcin. Niestety zbyt daleko jak na możliwości mojego obiektywu.



Będąc pomiędzy nisko rosnącymi gałęziami nadbrzeżnych świerków, wyłapałem łabędzia krzykliwego.

 Zakręt!


 Jak zwykle, niezwykle urokliwe lądowanie. :)



 Trudno mi było w to uwierzyć, ale autofocus tym razem zrozumiał o co mi chodzi, a wyostrzenie łabędzia na granicy pasa trzcin nie  było wcale takie oczywiste.

 Gdy są wkurzone, przyjmują dziwną i komiczną zarazem pozę w locie. Potrafią z tak zadartymi głowami przelecieć ponad kilometr drąc się co sił w krtani. To oznaka głębokiej irytacji.
Najciekawsze, że to nie ja je spłoszyłem. Nie wiem co się wydarzyło za tymi trzcinami, ale zauważyłem je dopiero gdy podniosły lot ponad pas trzcin, choć larum słyszałem dużo wcześniej.

 Ach te odbicia.


 Pan zięba w trakcie swojej "przewrotnej piosnki godowej". Kto słyszał śpiew godowy zięby, wie :)

Stali czytelnicy zapewne pamiętają, jak wielokrotnie podkreślałem, że jelenie lubią przebywać w drągowinie.
Oto poniżej świetna ilustracja tego zagadnienia.
I teraz wyobraźcie sobie, jakie są szanse by je tam podejść?
Spieszę z odpowiedzią - nie takiej szansy! Nołłej!
Przeciskanie się między tymi strzelającymi gałązkami to horror dźwiękowy, a na ziemi miliony "ułamańców" czekających na czyjąś nogę, na nieostrożny krok.
To ich naturalny system ostrzegawczy.
Tym razem ucieszyłem się, że wprawdzie przy pomocy jelenich tyłków ale jednak będę mógł udokumentować ich dzienne preferencje postojowe.
Ukryte w takim lesie, zapewniam, są nieosiągalne!

niedziela, 21 sierpnia 2016

Jakkolwiek rozumiana normalność.

Sobota. Rano. Normalne rano czyli okolice szóstej z minutami. Ale skoro jak twierdzi część fizyków czas nie istnieje, to nie przywiązujmy się może do konkretnej godziny. Po prostu był to kolejny zachwycający czas spędzony w puszczańskich ostępach. Bezcenne chwile wolności, oderwania się od codzienności, która z pewnością nie nastraja dziś nikogo pozytywnie. I tak traktuję dzisiejszą opowieść - zapraszam Was w do przestrzeni wolności i miłości. Tu, w środku ogromnego lasu, nie licząc wszędobylskich zrębów, wciąż można obserwować niezmącony od lat cykl życia i śmierci z dala od polityki i kulejącej gospodarki. Zwierzęta rodzą się, żyją dając kolejne życia i umierają. Wszystko w niezmiennym od lat rytmie, oparte o tysiącletnie celebracje odwołujące się do instynktu przetrwania. Zarówno przetrwania w rozumieniu osobniczym jak i gatunku.
Często się nad tym zastanawiam jak bardzo zazdroszczę zwierzętom myślenia alfa. Nie widzą wielu rzeczy i z wielu nie zdają sobie sprawy. Mają szczęście wielu kwestii nie przeżywać po prostu. My, gatunek obdarzony inteligencją, wrażliwością, empatią, świadomością, skazani jesteśmy na miliard mniejszych i większych lęków. Czas spędzony w lesie, jest naturalnym buforem dla tych "gorszych" emocji. Puszcza jest bezcenną dawką "czystych" przeżyć, pozytywnych obserwacji, których poza przyrodą i oczywiście rodziną, już prawie nie ma. W przeciwieństwie do świata, który stworzyliśmy, las nie zwariował. Nie gromadzi więcej i więcej, nie pogorszyły się relacje między gatunkami ani tym bardziej w obrębie poszczególnych gatunków. Gatunek CZŁOWIEK tego o sobie powiedzieć nie może. W naturze pod wieloma względami wszystko pozostało tak jak było milion lat temu. Jeleń tak samo ucieka od wilka, pisklaki są tak samo zagrożone wiewiórką czy wroną, drzewa identycznie walczą między sobą o światło. Nie ma progresu tych relacji, bo nie ma w przyrodzie zachłanności, gromadzenia ponad miarę. Jest tylko wola przeżycia bazująca czy odwołująca się do fundamentalnych zasad. My niestety jako gatunek obciążony pazernością, będziemy na wieki skazani na cykle, w których w szczycie pazerności na zmianę będziemy cieszyli się z trzeciego telewizora i drugiego samochodu  lub po prostu kromką chleba po kolejnym wewnątrzgatunkowym konflikcie. Narasta we mnie przekonanie, że to wszystko z czego jesteśmy tacy dumni - intelekt, umiejętność mowy, technologia, tzw, cywilizacja ... że to wszystko jest za przeproszeniem gówno warte. Podporządkowaliśmy wszystko korzyściom jednostek. Jakie to beznadziejne. Przepraszam Was, że mi się nieco zebrało, ale nie jest tak, że nie widzę świata po za lasem.
Póki co, zapraszam na relaksacyjny spacer, na chwilę oddechu, na zregenerowanie się poprzez kontakt z tą częścią naszej rzeczywistości, która ocaliła jakkolwiek rozumianą normalność ... prawdę.
Poniżej kilka ujęć objawów tej normalności, czyli scen z życia puszczy, narodzin, życia i śladów odchodzenia.






 ząb czasu ...