Wszystkie jego oblicza wydają mi się interesujące.
Dziś pokazuję
wybrane kadry zimowego lasu z nadzieją na Waszą refleksję,
że zima w lesie bywa
zaskakująco interesująca. Przynajmniej potrafi taką być, barwną,
dostojną i tajemniczą. Każdego roku ulegam przemijającemu czarowi
zimowych chwil. Zimą, jak w żadnej innej porze roku, warunki i
widoki zmieniają się zaskakująco szybko. Po mroźnym i suchym
poranku, nadchodzi ciepły i mglisty dzień. Ziemia paruje, tworząc
tajemniczo snujące się zimne opary. Następne wyjście do lasu i przyroda
oferuje świeży opad śniegu. W nagrodę, za krótki, często zbyt
ciemny dzień, otrzymuję łatwą do przeczytania książkę tropów.
Jestem na bieżąco z tym, co wydarzyło się dzień, godzinę, czy
kwadrans przed moim przyjściem. Każde zwalone drzewo otrzymuje
dodatkowy majestat spotęgowany chłodem i wilgocią unoszącą się w
powietrzu. Latem nie ma tych doznań. Wszystko wydaje się
powierzchowne i oczywiste. Las żyje świergotem ptaków,
nawoływaniami grzybiarzy i turystów. Być może z tego powodu
uwielbiam tą chłodną, zimową samotność w lesie ... uwielbiam
ją szczerze. Każde spotkanie z dzięciołem czarnym, myszołowem czy
czaplą, która została na zimę ma inny wymiar. Kowalik czy pełzacz
leśny okazują się perełkami zimy. Takie spotkania mają wymiar kolekcjonerski. Są
prawdziwym prezentem w surowym, powściągliwym otoczeniu. Zapraszam do kilku
sekwencji z "moich zimowych lasów".









