Wczoraj coś mi wyszło, coś poszło lepiej niż przeciętna, a w naszym kraju jak coś wyskakuje ponad przeciętną, budzi lęki i obawy, bo wiadomo ... równaj do dołu!
Ten wkodowany lęk wynikający z obowiązującej w Polsce zasady, którą wieszcz ujął sentencyjnie - "co się polepszy, to się popieprzy!" powoduje, że każdy najmniejszy nawet sukces staje się w gruncie rzeczy kryzysem.
Wiadomo - stres!
Powodowany tą przesłanką, natychmiast po pracy, zestresowany sukcesem, wybrałem się na tzw. teren otwarty, by ostatecznie zwarmić się do cna!
Olsztyński, świetny ale mało znany zespół Big Day, że zacytuję refren, śpiewa:
"Przestrzeń woła, woła, woła nas
Przestrzeń woła, woła, woła nas ..."
Byłem z tymi słowami w pełnej zgodzie i to akurat nie budziło we mnie lęku, stresu czy ... coś! ;)
A nasza kraina wyglądała pięknie tego popołudnia.
W tak rozległym trzcinowisku można spotkać wiele istnień.
Usiadłem nad rzeką i różne insekty mnie oblazły. Ślady pogryzień noszę do teraz.
Ale były też normalne ... muchy!
Uciekłem jak najszybciej i za kolejny cel wybrałem niewielkie jeziorko.
Są powszechne ale zawsze atrakcyjne.
Ostoja obu gatunków czapli.
Życie mewy nie jest łatwe.
Część z nich wybiera nadmorskie przestrzenie, a część nasze warmińskie wody.
Śpiewak to może dla wodniczki komplement, ale jest konsekwentna. Jej głos, podobnie jak trzciniaka, często słychać nad wodą.
Podobnie ten skowronek ... niestrudzony w swoich ariach.
landing :)
te tylne pazurki, nie powiem, niczego sobie :)
Nagły start. Czyżby do owada, który majaczy tu w postaci rozmytej plamki.
w takim terenie nie mogło zabraknąć gąsiorka.
Tę brzozę (do złudzenia przypominającą sosnę :))) ) fotografuję od ... 30 lat! Zawsze mnie inspirowała.
Takie światła. Kompletna metafizyka.