Dziwna niedziela.
Dziwna, ale to nie jej wina. Po prostu przez lata uzbierało się.
Zbiera się coś w człowieku i on, ten człowiek nawet nie wie, że coś się kumuluje!
To nie musi być nic złego, to może być nawet odkrywcze, bowiem rzeczy dobre, odkrycia czy coś w podobie, mimo, że zakończone okrzykiem zaskoczenia "eureka!" gdzieś w tyle czaszki również "zbierały się do życia". Wstajemy, jemy, czynnościujemy, a w tle, pod naszą nieświadomość, gromadzą się doświadczenia i przemyślenia.
Dziś takie właśnie mnie dopadło w lesie!
Lata leśnego łażenia zaowocowały następującą konkluzją - wszystkie pojedyncze nici pajęcze są otóż rozciągane na wysokości moich oczu, a konkretnie rzęs! Wszystkie podkreślam!
Jeżeli macie podobne (jak się spodziewam) doświadczenia, wniosek jest jeden - wszyscy mamy ten sam wzrost - 185 cm!
Ile mi się tego dziś nawklejało w rzęsy ... no szok!
Pewnie nie wpadłbym na to wiekopomne odkrycie, gdyby nie fakt, że przez odklejanie nitek od rzęs spaprałem pięknego byka!
Nie można jednocześnie uwalniać oczu od lepkich nici, rozglądać się i robić zdjęć ... mając tyle oczu ile mam i tyle rąk ile mam, no nic z tego!
Tym bardziej, że do lasu wchodziłem w półmroku. Jesienny półmrok to coś innego niż letni. Rzekłbym nawet, że jesienny półmrok, to coś znacznie mroczniejszego niż letnia ciemność, ot co.
Kąt padania promieni ... ach, jakich tam promieni, kąt padania tego, co za godzinę będzie światłem, jest taki, że w lesie i tak noc i tak noc.
Tak wygląda ściana wschodnia widziana od środka lasu.
To zjawisko trwało dosłownie 2-3 minuty. Pojawiły się niezwykłe fiolety i ciemne róże. Pięknie, tajemniczo, mrocznie. UWIELBIAM!!!
Chwilkę dosłownie później, polanka śródleśna wyglądała już tak. Krzewy w mglistej otulinie o niezwykle ciepłym kolorycie, wyglądały bajecznie. Krajobraz odrealniony.
Gdy wchodziłem do starego lasu, zagarnąłem rzęsami pierwszą porcję pajęczych nici.
Nie dość, że w lesie wciąż noc, pajęczyna w oczach, to jeszcze aparat nie ustawiony na nowe warunki.
W tym momencie pierwszym rozklejonym okiem dostrzegam, że przepiękny byk niestety już wie, że jestem. Co za pech!
Robię zdjęcie tak jak mogę, czyli kompletnie bez sensu ...
Szczerze mówiąc to zdjęcie doskonale ilustruje to co widziałem, czyli ogromne poroże zamajaczyło w półmroku.
Wiem, nie jest to zdjęcie atlasowo-słodkopierdzące, ale przysięgam, że wytrzymałbym z takim na ścianie znacznie dłużej niż z pięknie wyrysowanym portretem z rozmytym tłem. Tego typu zdjęcia rodzą scenariusze, poruszają wyobraźnię, a te dosłowne, dopowiedziane w każdym calu ... nie.
Pokazuję je mimo fatalnych walorów jakościowych i poznawczych, zawiera jednak sporo walorów emocjonalnych. Tak to czuję.
Robię korektę parametrów w aparacie, mija kilka minut i świat wygląda już zupełnie inaczej.
To a'propos tak zwanego złotego kwadransa. Nie ma nic takiego jak złoty kwadrans, chyba, że uznamy, że to ten kwadrans, w którym oświetlenie zmienia się najdynamiczniej w ciągu całej doby - o tak, z tym to się zgadzam. Między 6.00, a 6.15 na sto procent zachodzi więcej zmian temperatury barwowej i ilości światła, niż między np. 9.00, a 15.00! Przez te 6 godzin zmienia się kierunek, ale to w przybliżeniu wszystko co się zmienia :)
To też następne zdjęcie ...
... jest równie nieostre ale klimacik ... no klimacik jest. To świat, w którym nie istnieją kontury, wszystko jest miękkie ale za to bardzo barwne.
Pozwólcie mi tak ładnie wytłumaczyć zdjęcie, które nie mogło być i w związku z tym nie jest ostre :)))
Kręcąc się po krzaczowiskach, w mglistych przecierkach z najwyższym trudem dostrzegłem jakiś ruch. Zdjęcia robiłem na czuja, w zasadzie prawie nie widziałem co fotografuję.
Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że na jednym z kadrów uwieczniłem całujące się jelenie!!!
Młodzież lubi się całować i jak widać dotyczy to również zwierząt.
Wyjątkowa, przepiękna chwila. Szkoda, że w takich warunkach, ale dokument nie ma większych wymagań.
Wiatr przedmuchiwał mgły i co jakiś czas robiło się "ostro". Przynajmniej mogłem obejrzeć zwierzęta, którym od kilku minut się przyglądałem.
No dobra, część moich zdjęć i tak spotyka się z niezrozumieniem, więc przejdźmy do czegoś bardziej oczywistego.
Optykę aparatu skierowałem w nieco lepiej oświetloną stronę. Fotografia bez światła nie istnieje, więc gdy jest go więcej, wychodzi proporcjonalnie lepiej. Technicznie lepiej oczywiście.
Rudzik baraszkujący w niezwykle barwnym otoczeniu musiał zwrócić moją uwagę.
To była przyjemna dla oka sesja i bardzo satysfakcjonująca. Mam go w wielu pozach.
Zrobiłem dwa zdjęcia dla koneserów gry świateł, żeby nie było :)
Trudno było nie skorzystać z takiej aury. Opadające liście robią tu dobrą robotę. Las był cały czas poprzeplatany wilgocią. Dawało to ciekawe efekty rozmyć i przejaśnień.
Strzyżyk ukryty w cienistym krzewie gdzieś nad rzeką.
Mój wiek, jest ze mną jak zespawany. No właśnie, on jest wyłącznie mój, a nie jest mi przychylnym partnerem! Nie ustalał tego ze mną, a uważam, że za bardzo się spieszy! To nie fair!
Powyżej pamiątka z minionych czasów, które z racji niesłusznie i niesprawiedliwie posuniętego wieku, doskonale pamiętam. W latach 60-ych i 70-ych byliśmy żywicową potęgą na makroskalę.
Mnóstwo sosen było tak porylcowanych, a na końcu tych ran, wisiały kubeczki do zbierania żywicy.
Walały się po całym lesie, głównie turlały się pod nogami. Tym razem chyba na szczęście dla zdrowia i wygody lasu, nasze żywice zostały wyparte przez chińskie, ukraińskie i brazylijskie. Proceder zakończono w 1993 roku.
Dziś spotkanie takiej sosny staje się wyjątkiem, ale w zamian za to niemal wszystkie drzewa mają jakieś grafomańskie symbole, są wysprejowane w kółka, kropki, kreski i cyfry. To tajny kod pracowników LP. Może w ten sposób informują się o imprezach, może przesyłają sobie pozdrowienia, naszczekują na przełożonych albo ekologów, kto wie. :)
Na poważnie to oczywiście oznakowania brakarskie, oznaczają granice obszarów przeznaczonych do wycięcia, drzewa, które należy zostawić i zawierają wiele innych, praktycznych informacji.
Tak czy siak, są miejsca, w których trudno zrobić zdjęcie bez tych oznakowań.
Słońce było już wysoko ale to zderzenie żółci i niebieskości jakoś mnie zaskoczyło.
Las żegnałem w niezwykłym uniesieniu. To był przyjemny dzień. Pogodowo!
A to że spaprałem trzy dorodne byki, głównie wyciągałem pajęczyny z oczu i strzyżaki z karku, to już zupełnie inna sprawa. :)
Zapomniałbym o listku tym!
Gdy się dobrze przyjrzeć, widać nitkę ... czyli już wiecie, na jakiej wisiał wysokości! :))))
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rudzik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rudzik. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 15 października 2018
środa, 15 sierpnia 2018
Istność świetlista w środku puszczy!
Czasami i to zdecydowanie zbyt często, sytuacje w lesie układają się tak, jakby ktoś dbał o to, by nic nie wyszło.
Brak światła, nie ten moment, wszędzie jestem odrobinę zbyt późno, a jak już w porę to w ostatniej chwili chrupnie gałązka pod butem, wiatr zakręci, a jak już jest idealnie, to okazuje się, że w aparacie nie ma karty ... ciągle coś!
Na całe szczęście dla podtrzymania tej dziwnej pasji, zdarzają się też takie dni, gdy w niepojęty wręcz sposób, wszystko się zgadza.
I wtedy człowiek wie, że żyje!
Ledwo wszedłem do lasu, a już się okazało, że to nie las! To teatr i do tego wielki! Jestem uczestnikiem spektaklu, w którym główne role rozdano najlepszym aktorom - światłu i porannym mgłom!
Brakuje tylko Herna!
Brama do innego wymiaru!
Patrzę w prawo ... fajnie, wybieram optyką wybiórczo rozświetlone sosny, w tym samym momencie sarna wybiera mnie :)
ale patrzę w lewo i ...
w kadr, który sam już mi się podobał, wchodzi kozioł!
Nie cierpię publikować serii zdjęć tego samego tematu ale tym razem wybaczcie - takie warunki świetlne z kozłem zbliżającym się do mnie, nieprędko się powtórzą! Lub nigdy!
Nie mogłem zdecydować, którego mam nie pokazać. Każde z powodu zbliżania się kozła, ma w sobie coś troszkę innego. Pozwólcie mi tak myśleć :)))
Nieziemskie światła prowokują zabawę na różne sposoby.
Strzyżyk lawirujący między pajęczynami i bosko strącone krople deszczu.
Młodziutki rudzik usiadł bardzo blisko mnie. Gęsta świerkowa drągowina nie popisała się światłem ale za to w tłach przejaśnienia zapracowały wyśmienicie.
Na koniec przemoczony do szpiku kości trznadel. Również muszę pokazać serię jego zdjęć. Co za opowieść :)
W deszczową pogodę jego barwy wydały się irracjonalne.
Tu normalna postawa ...
...a tu w tym samym kadrze wyprostowana :)
W trakcie się otrzepywania.
Szyję jak widać ma naprawdę chudzieńką :)
I na koniec wkurzył się na sikorę!
To zdjęcie wydaje mi się zabawne :)))
Brak światła, nie ten moment, wszędzie jestem odrobinę zbyt późno, a jak już w porę to w ostatniej chwili chrupnie gałązka pod butem, wiatr zakręci, a jak już jest idealnie, to okazuje się, że w aparacie nie ma karty ... ciągle coś!
Na całe szczęście dla podtrzymania tej dziwnej pasji, zdarzają się też takie dni, gdy w niepojęty wręcz sposób, wszystko się zgadza.
I wtedy człowiek wie, że żyje!
Ledwo wszedłem do lasu, a już się okazało, że to nie las! To teatr i do tego wielki! Jestem uczestnikiem spektaklu, w którym główne role rozdano najlepszym aktorom - światłu i porannym mgłom!
Brakuje tylko Herna!
Brama do innego wymiaru!
Patrzę w prawo ... fajnie, wybieram optyką wybiórczo rozświetlone sosny, w tym samym momencie sarna wybiera mnie :)
ale patrzę w lewo i ...
w kadr, który sam już mi się podobał, wchodzi kozioł!
Nie cierpię publikować serii zdjęć tego samego tematu ale tym razem wybaczcie - takie warunki świetlne z kozłem zbliżającym się do mnie, nieprędko się powtórzą! Lub nigdy!
Nie mogłem zdecydować, którego mam nie pokazać. Każde z powodu zbliżania się kozła, ma w sobie coś troszkę innego. Pozwólcie mi tak myśleć :)))
Nieziemskie światła prowokują zabawę na różne sposoby.
Strzyżyk lawirujący między pajęczynami i bosko strącone krople deszczu.
Młodziutki rudzik usiadł bardzo blisko mnie. Gęsta świerkowa drągowina nie popisała się światłem ale za to w tłach przejaśnienia zapracowały wyśmienicie.
Na koniec przemoczony do szpiku kości trznadel. Również muszę pokazać serię jego zdjęć. Co za opowieść :)
W deszczową pogodę jego barwy wydały się irracjonalne.
Tu normalna postawa ...
...a tu w tym samym kadrze wyprostowana :)
W trakcie się otrzepywania.
Szyję jak widać ma naprawdę chudzieńką :)
I na koniec wkurzył się na sikorę!
To zdjęcie wydaje mi się zabawne :)))
czwartek, 26 lipca 2018
Ptacholki i ptaszynki.
Przestrzeń, w której można sycić swoją miłość do przyrody jest ogromna. Obudzony w środku nocy, pewnie wskazałbym w pierwszej kolejności drapieżniki i jelenie ale ptaki ... ptaki są zawsze w pierwszej trójce moich pasji.
O bezwarunkowej i bezgranicznej fascynacji krukami pewnie przekonali się Ci, którzy byli na moich prelekcjach na ich temat.
Sporym zaskoczeniem okazał się dla mnie ogrom satysfakcji jaką odczułem ostatnio fotografując motyle w locie.
Często "popadam w obłęd makrofotografii", więc możliwości jest wiele.
Moje zamiłowanie do ptaków jest często kłopotliwe, bowiem podchodząc dzika czy jelenia nie umiem odpuścić jakiemuś maleństwu siedzącemu na gałązce.
Kończy się to zwykle przedwczesnym zakończeniem sesji z planowanym większym bohaterem :)
Dziś pokażę kilkanaście takich odsłon, które powstały jako wartość dodana do podchodu za jeleniami i dzikami właśnie.
Młodziutki rudzik. Las jest teraz pełen młodzieżówki, która zbiera swoje pierwsze doświadczenia.
Rudzikom akurat nie można odmówić ani ciekawości ani odwagi, ponieważ dorosłe ptaki podlatują tak samo blisko.
Tego strzyżyka (po mysikróliku i zniczku, kolejny najmniejszy ptak Europy) zauważyłem w takiej właśnie sytuacji.
Darł się po swojemu tak donośnie, że odnalezienie go w gąszczu igliwia nie było najmniejszym problemem.
Ta otulina zieloności fajnie się sfotografowała.
Jak to strzyżyk - za długo miejsca nie zagrzeje. Przeskoczył swoim zwyczajem kilka "pięterek" wyżej i kontynuował foniczne znaczenie terenu.
Są arcyciekawym gatunkiem - polecam zapoznanie się z jego charakterystyką.
Gdy jesteście pewni, że powietrze stoi w miejscu, wystarczy podejść do tego fraktalowego arcydzieła i przekonać się, że jednak nie :)
Tuż przed skokiem :)
Bardzo mi się spodobała ta scenografia.
Wydłubana z ciemności świerkowej drągowiny. Tam zawsze brakuje światła.
Kiedy zauważycie, że kawałek kory nagle ruszył z miejsca i wędruje z taką samą swobodą w górę jak w dół, to niechybnie oglądacie pełzacza leśnego. Pełzacz ogrodowy, kowalik i pełzacz leśny wyczerpują liczbę rodzimych gatunków potrafiących chodzić po drzewie głową do dołu.
Sztywne pióra ogona (sterówki) podobnie jak u dzięciołów stanowią silne narzędzie podporowe.
To kontroparcie do kończyn zakończonych ostrymi jak szpilka pazurkami.
Pozdrawiam Was serdecznie do następnego spotkania z małymi i większymi tajemnicami przyrody :)
O bezwarunkowej i bezgranicznej fascynacji krukami pewnie przekonali się Ci, którzy byli na moich prelekcjach na ich temat.
Sporym zaskoczeniem okazał się dla mnie ogrom satysfakcji jaką odczułem ostatnio fotografując motyle w locie.
Często "popadam w obłęd makrofotografii", więc możliwości jest wiele.
Moje zamiłowanie do ptaków jest często kłopotliwe, bowiem podchodząc dzika czy jelenia nie umiem odpuścić jakiemuś maleństwu siedzącemu na gałązce.
Kończy się to zwykle przedwczesnym zakończeniem sesji z planowanym większym bohaterem :)
Dziś pokażę kilkanaście takich odsłon, które powstały jako wartość dodana do podchodu za jeleniami i dzikami właśnie.
Młodziutki rudzik. Las jest teraz pełen młodzieżówki, która zbiera swoje pierwsze doświadczenia.
Rudzikom akurat nie można odmówić ani ciekawości ani odwagi, ponieważ dorosłe ptaki podlatują tak samo blisko.
Tego strzyżyka (po mysikróliku i zniczku, kolejny najmniejszy ptak Europy) zauważyłem w takiej właśnie sytuacji.
Darł się po swojemu tak donośnie, że odnalezienie go w gąszczu igliwia nie było najmniejszym problemem.
Ta otulina zieloności fajnie się sfotografowała.
Jak to strzyżyk - za długo miejsca nie zagrzeje. Przeskoczył swoim zwyczajem kilka "pięterek" wyżej i kontynuował foniczne znaczenie terenu.
Są arcyciekawym gatunkiem - polecam zapoznanie się z jego charakterystyką.
Gdy jesteście pewni, że powietrze stoi w miejscu, wystarczy podejść do tego fraktalowego arcydzieła i przekonać się, że jednak nie :)
Tuż przed skokiem :)
Bardzo mi się spodobała ta scenografia.
Wydłubana z ciemności świerkowej drągowiny. Tam zawsze brakuje światła.
Kiedy zauważycie, że kawałek kory nagle ruszył z miejsca i wędruje z taką samą swobodą w górę jak w dół, to niechybnie oglądacie pełzacza leśnego. Pełzacz ogrodowy, kowalik i pełzacz leśny wyczerpują liczbę rodzimych gatunków potrafiących chodzić po drzewie głową do dołu.
Sztywne pióra ogona (sterówki) podobnie jak u dzięciołów stanowią silne narzędzie podporowe.
To kontroparcie do kończyn zakończonych ostrymi jak szpilka pazurkami.
Pozdrawiam Was serdecznie do następnego spotkania z małymi i większymi tajemnicami przyrody :)
środa, 12 lipca 2017
Mamo, czy lubisz myszki?
Czytam pożyczoną mi przez Ingę (pół roku temu!) książkę Geralda Durrella "Moje ptaki, zwierzaki i krewni"
Dowcipny i nieznośnie lekki styl pisarstwa tego Brytyjczyka, przeniósł mnie w lata młodzieńczej literatury i emocji z nią związanych.
Odkrywczość i radość każdej obserwacji, informacji, po prostu młodzieńcza świeżość.
W tamtych latach każda przeczytana ciekawostka otwierała oczy szeroko jak drzwi pralki!
Durrella czyta się cudownie, ponieważ nie przymierzając sam byłem identycznym postrzeleńcem, znoszącym do domu myszy, traszki, żaby i świerszcze. Oczywiście każde przyniesione żyjątko inicjowało poważną hodowlę, a w mieszkaniu niepostrzeżenie rozrastało się aktywne muzeum przyrodnicze.
Poza żyjątkami, półki moich mebli zdobiły dziesiątki czaszek, piór, wylinek, wypluwek i grom jeden wie czego jeszcze!
Uwierzcie mi, moi rodzice byli naprawdę wyrozumiali ...
Przypominam sobie jedną scenę:
- mamo, lubisz myszki?
- daj mi spokój, jestem zajęta, piorę! (w tamtych czasach pranie było czynnością angażującą człowieka!)
- ale tylko powiedz czy lubisz myszki?
- idź na dwór, jestem zajęta!
- mamo, tylko odpowiedz, proszę - tkwię przy swoim jak Kargul przy płocie!
- tak lubię myszki - święty spokój jest wart małego kłamstwa, ale nie tym razem ...
- to masz, przyniosłem Ci - i tu z kieszeni niebieskich spodni wyciągam martwą mysz i wręczam mamie póki co, pozostając w przekonaniu, że je naprawdę lubi ...
- łłłaaaaaaaaaaaaaaaa uciekaj mi z tym świństwem!!! skąd to wziąłeś?!?!?! &*^$@*#@$*!@
- ale ... ale ... powiedziałaś, że lubisz myszki ... - zbyt duży kontrast między deklaracją, a reakcją nieco zbił mnie z pantałyku.
Wtedy pierwszy raz zrozumiałem, że kobieta może mówić jedno, a myśleć drugie ... ;)
I takie to scenki rodzajowe wielokrotnie wypełniały życie moje i moich rodziców.
To świetna okazja, żeby Im podziękować za nieprawdopodobne pokłady wyrozumiałości, nawet gdy słoik z traszkami spadł z parapetu i towarzystwo rozlazło się pod mebel typu meblościanka ...
Staram się z całych sił pielęgnować umiejętność cieszenia się z rzeczy drobnych, ale wiecie jak jest - życie :)
Dziś specjalnie zamieszczam zdjęcia "nienachalne", lekkie gatunkowo, które są jedynie zwykłą dokumentacją zastanych sytuacji. I cieszę się, że mogłem je oglądać, sfotografować i pokazać ;)
Zawsze je lubiłem.
Zaobrączkowany "Dzwonnik" na straży! ;)
W lesie ciemno jak w zepsutej lodówce, a on oczywiście musiał się ustawić pod światło!
Ta też ... dzięki!
Takie rzeczy tylko na Warmii!
W dobie upraw wielkopowierzchniowych i monokultur jeszcze zatęsknimy za takimi widokami, oj zatęsknimy.
W zasadzie to chyba mi chodziło tylko o tylną prawą łapkę ha aha ha ha
hmmm ... ? no sami coś wymyślcie! :)))
Ja tu rządzę! To mój teren!
Fukacz-chrumkacz śródleśny.
Siódme nieszczęście, jak wilk Marcina :)
Wszędzie podloty. Tu "rudzielec".
Młodziutka trznadlina.
Dowcipny i nieznośnie lekki styl pisarstwa tego Brytyjczyka, przeniósł mnie w lata młodzieńczej literatury i emocji z nią związanych.
Odkrywczość i radość każdej obserwacji, informacji, po prostu młodzieńcza świeżość.
W tamtych latach każda przeczytana ciekawostka otwierała oczy szeroko jak drzwi pralki!
Durrella czyta się cudownie, ponieważ nie przymierzając sam byłem identycznym postrzeleńcem, znoszącym do domu myszy, traszki, żaby i świerszcze. Oczywiście każde przyniesione żyjątko inicjowało poważną hodowlę, a w mieszkaniu niepostrzeżenie rozrastało się aktywne muzeum przyrodnicze.
Poza żyjątkami, półki moich mebli zdobiły dziesiątki czaszek, piór, wylinek, wypluwek i grom jeden wie czego jeszcze!
Uwierzcie mi, moi rodzice byli naprawdę wyrozumiali ...
Przypominam sobie jedną scenę:
- mamo, lubisz myszki?
- daj mi spokój, jestem zajęta, piorę! (w tamtych czasach pranie było czynnością angażującą człowieka!)
- ale tylko powiedz czy lubisz myszki?
- idź na dwór, jestem zajęta!
- mamo, tylko odpowiedz, proszę - tkwię przy swoim jak Kargul przy płocie!
- tak lubię myszki - święty spokój jest wart małego kłamstwa, ale nie tym razem ...
- to masz, przyniosłem Ci - i tu z kieszeni niebieskich spodni wyciągam martwą mysz i wręczam mamie póki co, pozostając w przekonaniu, że je naprawdę lubi ...
- łłłaaaaaaaaaaaaaaaa uciekaj mi z tym świństwem!!! skąd to wziąłeś?!?!?! &*^$@*#@$*!@
- ale ... ale ... powiedziałaś, że lubisz myszki ... - zbyt duży kontrast między deklaracją, a reakcją nieco zbił mnie z pantałyku.
Wtedy pierwszy raz zrozumiałem, że kobieta może mówić jedno, a myśleć drugie ... ;)
I takie to scenki rodzajowe wielokrotnie wypełniały życie moje i moich rodziców.
To świetna okazja, żeby Im podziękować za nieprawdopodobne pokłady wyrozumiałości, nawet gdy słoik z traszkami spadł z parapetu i towarzystwo rozlazło się pod mebel typu meblościanka ...
Staram się z całych sił pielęgnować umiejętność cieszenia się z rzeczy drobnych, ale wiecie jak jest - życie :)
Dziś specjalnie zamieszczam zdjęcia "nienachalne", lekkie gatunkowo, które są jedynie zwykłą dokumentacją zastanych sytuacji. I cieszę się, że mogłem je oglądać, sfotografować i pokazać ;)
Zawsze je lubiłem.
Zaobrączkowany "Dzwonnik" na straży! ;)
W lesie ciemno jak w zepsutej lodówce, a on oczywiście musiał się ustawić pod światło!
Ta też ... dzięki!
Takie rzeczy tylko na Warmii!
W dobie upraw wielkopowierzchniowych i monokultur jeszcze zatęsknimy za takimi widokami, oj zatęsknimy.
W zasadzie to chyba mi chodziło tylko o tylną prawą łapkę ha aha ha ha
hmmm ... ? no sami coś wymyślcie! :)))
Ja tu rządzę! To mój teren!
Fukacz-chrumkacz śródleśny.
Siódme nieszczęście, jak wilk Marcina :)
Wszędzie podloty. Tu "rudzielec".
Młodziutka trznadlina.
Subskrybuj:
Posty (Atom)