Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gęś gęgawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gęś gęgawa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 marca 2019

Łowy w chabazinach!

Deszczowy piątkowy poranek. Nie mogłem się oprzeć. W końcu jest taka pora roku, że można przed pracą wyskoczyć na dwie godzinki. Ciężkawe pół-ołowiane niebo, siąpiący dżdżyk ... mżawka, tak będzie lepiej ale wtedy już siąpiąca.
Oczywisty deficyt światła, czyli jestem w raju. Zdjęcia znowu będą niedoświetlone, Mikunda po raz kolejny nie opuści swoich standardów.
Opuściłem za to przedwcześnie łóżko, w związku z czym moje powieki zawiązały komitet przyjaźni z niebem ... też ciężkawe!
W zasadzie to chyba związek zawodowy, bo z każdą godziną było gorzej. Niebo coraz niższe i ... no właśnie ... mokrzejsze, a powieki cięższe. Wiem, bardziej mokre, ale dlaczego nie mówimy tak jak dzieci? Dzieci są logiczne. Jak coś może być ciemniejsze to i mokrzejsze być może ... tym bardziej że suchsze już uchodzi jakoś!

 Wczesnoporanny duet z kapitalnym drugim planem.


 Takie "suchocielce" w tłach to ja bardzo!


 Ciągle pada, a ja pod wrażeniem rdzawych traw, których koloryt wydaje się jakby zapożyczony z innej scenerii. To, że wrócę do mojego postu z FB, jedno z ujęć, w których podkręcanie koloru uznałbym za grzech główny.


 Gęś na straży warmińskiego bezkresu.


 Do tego zdjęcia wrócę wiele razy i wypiję przed nim jeszcze wiele kaw. 



 Ze stoku jednej z większych moren na Warmii, zbiegały sarny. Zrobiłem im "odchodną fotę" której wartość jest żadna lub nieistotna.


 Podszedłem do skraju moreny, zrobiłem kadr z żurawiami nad bagnem ...


  ... i dopiero wtedy zauważyłem, że trzy sarny stoją dosłownie kilka metrów pode mną i przyglądają mi się zaskoczone moją obecnością.
Całkowicie rozumiałem ich zdziwienie, bo obecność człowieka w tym miejscu, w taką pogodę była co najmniej niedorzeczna!
Myślę, że mina i postawa najbliższej mnie sarny mówi sama za siebie.
To oczywiście sytuacja, która mnie również zaskoczyła i zawsze jest mi nieswojo, że je przestraszyłem nieoczekiwanie znajdując się aż tak blisko.

To było oczywiste, że rusza do ucieczki.

 Tak powstało zdjęcie dnia. :)
Ponieważ morena jest naprawdę wysoka i naprawdę stroma, powstało złudzenie jakby zdjęcie było zrobione z drona. Fajny efekt.


 Taka Warmia zawsze chwyta mnie za serce, tym bardziej gdy kadr "zawiera" kruki!


 Jest "miejscówa" co? :)

Mam nadzieję, że ten krótki film zobrazuje urok tego miejsca.


 Nie wiem czy to zdjęcie w pełni oddaje to co pisałem o tej morenie, ale skalę przewyższenia widać.
Pogórze nie powstydziłoby się tego miejsca :)


 Typowe dla Warmii widoki, tła i nastrój. Jak nie kochać tej krainy?

Noju Warnija ma psiankne bildry, a chto nie buł, nie zie! Pewnie tak lub niemal tak powiedzieliby rodowici Warmiacy.


 Jakby co, czajki już są ale próba ich sfotografowania przy słabym świetle (za długi czas ekspozycji) mija się z celem. :)


 W takich chabazinach to ja lubię coś wyłowić.


 Oczywiście widzicie skowronka prawda??? ;)

wtorek, 19 lutego 2019

Zabawa ze Słońcem.

Trzeba sobie robić małe wagary. Termin przypisany do okresu szkolnego ale lubię pielęgnować chlubną tradycję zwiewania od nie zawsze chcianej rzeczywistości. W najmniejszym stopniu nie mam na myśli ucieczki odwołującej się do jakiejś formy tchórzostwa.
Myślę raczej o małych wakacjach od codzienności. O "brejku" mającym istotne znaczenie dla naszej kondycji psycho-fizycznej. O krótkich strzałach endorfin, o radości chwili, o kontemplacji małych rzeczy. Zafundowanie sobie doskonałego nastroju rano, ma niewiarygodny wpływ na to co wydarzy się w ciągu dnia.
Zaczyna się pora, w której można już wyrywać się w teren przed pracą. Jednocześnie pierwsze symptomy przedwiośnia dodają niezwykłej aury takim wypadom. Czy można lepiej zacząć dzień?

Dziś tak właśnie spędziłem godzinę przed pracą. Czy było warto?
Uważam, że tak, a czy Wam się spodoba, nie wiem, ale chciałbym aby tak było.

 Gdy byłem jeszcze na przedmieściach, słońce wydawało się gigantyczne. Mimo to, nie chciałem robić "zdjęcia z industrialem", pomijając fakt, że najbardziej chciałem już być na półdzikiej Warmii.


 Pierwsze promienie lizały wystające ponad trawy elewacje wsi.
Nie wiem dlaczego ale zabudowa wiejska nie przeszkadza mi w pejzażu tak jak miejska.


 Żurawie. To moje ulubione zdjęcie dnia.


 Gęsi jak co roku nie zawiodły moich planów, ale nie chciałem ich płoszyć. Ledwo co doleciały do kraju. Są wymęczone, więc zdjęcie zrobiłem nie wysiadając z samochodu, by nie niepokoić ich niepotrzebnie. Bardziej taka dokumentacja ich obecności :)


 Myszołów bezszelestnie szybujący w stronę swojej czatowni. Grupka drzew pośród traw pogrążona w mglistym świcie i odległa sylwetka drapieżnika. Jak ja to lubię.


 Tak budzi się pogodny dzień nad polami uprawnymi, które kiedyś były porośnięte prastarą Puszczą Galindzką.

 Klucz ... złoty klucz!


 Można tak było bez końca. Okoliczności przyrody były wyborne!


 Po takim poranku to ja mogę pracować :)


 W drodze powrotnej ponownie ta sama para żurawi lecz już w poświatach coraz wyżej operującej Gwiazdy.


Sarna. Z tej odległości nie bardzo widziała kto zacz, co nie przeszkadzało jej udawać, że mnie obserwuje. Tak naprawdę nasłuchiwała mnie i zwąchiwała.

sobota, 16 lutego 2019

Wiosna w śrdoku zimy.

Nie wyruszyłem zbyt wcześnie do lasu. Gdy wysiadałem z samochodu była ósma zero, zero.
Nie umiem wytłumaczyć tej opieszałości, tym bardziej, że tęskno mi było do lasu jak nigdy. Znalazłem się w nim po dwóch tygodniach przerwy, co jest swoistym rekordem w moim wydaniu. Nie zdarzyło mi się to przynajmniej od pięciu lat.
W związku ze spóźnieniem zrodziło mi się w głowie coś na kształt przyzwolenia na "nicniespotkanie".
Dziś po prostu chciałem być w lesie jak najdłużej.

Co za fart!
Już pierwsze kroki zaowocowały spotkaniem starej znajomej - liszki.
Prawdopodobnie przez kogoś dokarmianej, bo dziś podeszła do mnie i powąchała dłoń!
Dziwne, miłe, zaskakujące.

Prawdopodobnie mógłbym sobie siedzieć i przedłużać sesję w nieskończoność, ale gnało mnie do lasu, więc zrobiłem kilkanaście zdjęć i zostawiłem ją z nieco zakłopotaną miną.
Nie dostała łakocia, a pozowała jak modelka.

 W oczy to Ona umie spojrzeć jak nikt :)



 No tak, ten język zwiastuje narastający apetyt! Na szczęście nawet dla przerośniętego lisa jestem zdecydowanie zbyt dużym "kęchem", a ta liszka jest szczególnie drobna, więc uznałem, że to nie ja budzę jej apetyt.

 Zaloty jak nic! :)))


 Ptaki zawsze zainteresują lisa.


 Pasożyty skórne nie dają spokoju.


I ponownie śniadanie leci zbyt wysoko.


Ruszyłem dalej. Śnieg stopniał, co oznacza tylko jedno - można iść cicho!
Na efekt długo czekać nie musiałem.

 W środku liściastego lasu, miedzy grabami, a dębami, żerowała sarna.
Znalazłem się szczęśliwie bardzo blisko niej. To zasługa miękkich od wilgoci liści.
Długo nie miała pojęcia, że robię jej zdjęcia.
Bezszelestna migawka mojego "OLKA" nie zakłócała jej spokoju.

 Dopiero po kilku minutach coś ją zaniepokoiło. Prawdopodobnie wiatr zakręcił i poczuła moją obecność w nozdrzach.
Sekundę później odbiegła bez specjalnej paniki. Sarny mają astygmatyzm, więc dopóki się nie poruszymy, do końca nie maja pewności kto/co jest źródłem niepokoju. 


 Graby. Zawsze pozostaję pod urokiem tych drzew.

Po jakimś czasie spotkałem spore stado jeleni.

 Łania już wiedziała, że coś jest nie tak.

 I to "nie tak" jak zwykle szybko i precyzyjnie zidentyfikowała.
Nie da się wygrać z ich arsenałem detektorów. Wzrok, słuch i węch - wszystko na najwyższym poziomie. Są wyjątkowo doskonale wyposażone w elementy systemu wczesnego ostrzegania.


 W stadzie był byczuś, co mając na uwadze porę roku, zaskoczyło mnie. To czterolatek, więc powinien już być w stadzie kawalerskim, a nie "ciągać się z babami". :)

 Szedłem za nimi chwilkę i udało mi się jeszcze raz je spotkać na otwartej przestrzeni.

 Jest jeszcze młody, ciekawski. Stary byk nie traciłby czasu na zaspokojenie ciekawości. Nie dałby się przyłapać na tej polanie. Już dawno byłby w lesie, a rozpoznanie robiłyby wyznaczone do tego zadania łanie.

Zdrożony usiadłem na skraju słonecznej polany. Słońce o wyczuwalnej już temperaturze, śnieg na polanie, raniuszki i modraszki wokół mnie. Odleciałem!
Pogrążony w zachwycie nad pięknem chwili, poczułem wdzięczność do rodziców za ich seksualność, która pozwoliła im mnie stworzyć.
Z milionów plemników ojca, do komórki jajowej mamy, dotarł akurat ten jeden jedyny na całym świecie, odpowiedzialny za moje jestestwo!
Biorąc pod uwagę rachunek prawdopodobieństwa, a raczej nieprawdopodobieństwa, uznałem to za cud ... musiałem!
Nie mam pojęcia czy osobnik powstały z innej krzyżówki genów, siedziałby teraz na tej polanie i cieszył się chwilą.
Może właśnie budziłby się skacowany i żałował, że żyje ... nie dowiemy się już tego.
Jestem ja i musicie jakoś sobie z tym radzić ;)

 Taka chwila w życiu wszechświata.



A! właśnie! Jeżeli coś mam odtrąbić, to to, że przyleciały żurawie i widoczne na zdjęciu gęsi!
Żurawi nie udało mi się sfotografować. Autofocus konsekwentnie uznawał, że gałęzie są ważniejsze.
Na szczęście gęsi złapałem w prześwicie.



wtorek, 10 kwietnia 2018

Mieszany ... nie wstrząśnięty!

Kurcze taki właśnie dzień mi się trafił w ramach prób obserwacji przyrody - mieszany, bo byłem i tu i tam, a zwłaszcza tam i nie wstrząśnięty, ponieważ nic szczególnie mną nie targnęło, choć było miło jak zawsze.
Pogodny poranek spełzł mi głównie w terenie otwartym.
Magnetyzm wiosennych ptaków jest silniejszy niż kolejne i kolejne zdjęcia łani tu czy łani tam, bo byki aktualnie wyglądają jak łanie, więc wszystko jedno co się foci :)
A gęś z rozpostartymi skrzydłami, których każda lotka wyrysowana jest porannym światłem, ooo, to coś zupełnie innego ;)
Oczywiście wiadomo, że piszę tak, bo akurat mam takie zdjęcie do pokazania, i gdyby to była ziewająca ropucha, zachwycałbym się nią właśnie ale czyż nie mam takiej licencji jako autor tekstu?
Mam i korzystam :)))

Rano, gdy nie wybieram się w teren, około piątej wychodzę na taras robię dokładnie to co ta gęś - rozprostowuję skrzydła patrząc na jaśniejące niebo. Uwielbiam!

No tego już nie robię, gdyż mój lot byłby pionowy, a lądowanie twarde. Taka startująca gęś mocno zawarmia umysł obserwatora.

W tymże porannym świetle, młody kozioł ale już szóstak, wydał mi się godnym uwiecznienia choć przyznać trzeba, że stoi jak kołek i gdyby nie urocza ściana brzózkowej tekstury, pewnie bym go nie pokazał.

Ten z kolei zapatrzył się w kreci kopiec jak sroka w gnat i wydawał się czekać jakiś czas na śniadanie, które samo nadejdzie. W sumie są głównie roślinożercami ale nie gardzą gryzoniami, więc nie wiem czy krety trafiają do ich karty dań czy nie. Osobiście nie widziałem żurawia zjadającego kreta ale ta scenka każe się nad tym zastanowić. Był szczerze skupiony na tym świeżym kopczyku.

A w lesie miałem przyjemność obserwować łanię przy lizawce.
Obserwacja w kuckach trwała ponad dwadzieścia minut, nogi mi zdrętwiały jak ... jak ... "drętwiaki" (?!?) ale było miło patrzeć na jej spokój.


A to polizała, a to popatrzyła w koło ... spokój ... nic nie dzieje się ... nic.

Opuściłem las wcześniej niż zwykle. Jakoś temperatura mnie rozwaliła. Za ciepło było, straciłem wenę. :)

Może i dobrze, bo na exteriorze czekał na mnie wybitnie jaskrawo ubarwiony samczyk trznadla. 

 Oczywiście śpiewał.


 Uchwyciłem go podczas startu. Lubię tak.


 Peryskopowa! :)


 No tu to miałem farta, żuraw lecący nisko nad ziemią na granicy grzbietu moreny. Nogi już wyprostowane, pełna faza lotu. Mi się spodobało :)


 Bardzo ale to bardzo rzadko pozwalam sobie na pokazywanie jakichkolwiek elementów antropo ..., urbani ... czy infrastruktu ... . Tym razem coś mi  się w tym wiejsko-sielskim widoku spodobało.
Może to, że powstało wrażenie jakby leciał obok żurawia ... nie wiem :)

A potem już leciał jak trzeba, nad czystą Warmią :)



I na koniec udało mi się uchwycić blisko żerujące żurawie w kapitalnym, kontrującym świetle i niebieskościami wypełniającymi przestrzeń międzydrzewną. No niby nic takiego, a mocno zawarmiło!

p.s.
Po raz kolejny podkreślam, że nie jestem twórcą terminu "się zawarmiło" ale jestem jego gorącym orędownikiem. Inga T. wykreowała ten zwrot i to najpiękniejsza fraza jaką można było stworzyć. Nienawidzę siebie za to, że nie ja to wymyśliłem, podziwiam "Wymyślczynię" i z zachwytem korzystam!