Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wilk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wilk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 sierpnia 2018

Jak szukać wilków?

Ponownie muszę zadać to pytanie, bo przy drugim po pięciu dniach spotkaniu, nikt mi nie uwierzy, że nie mam na nie metody :)
Może trochę rozczaruję, ale nie mam.
Nie mogę jednak tym razem pozostawić pytania jako retorycznego.

Na koniec postaram się udzielić kilku wskazówek, które być może się przydadzą.

Dzisiejszy dzień, to seria przypadków.
Najpierw wstałem zbyt późno i poważnie rozpatrywałem czy w ogóle jechać do lasu.
Groziło to spóźnieniem się do pracy, a tego nie lubię, mimo tego, że jestem właścicielem firmy :)

Ostatecznie uznałem, że nawet jeżeli to ma być godzina, to warto, bo nawet godzina w lesie jest 100x lepsza niż spędzona na niczym.
Kolejny pech. Okazało się, że na zaplanowanej trasie pracuje ZUL.
Piły łańcuchowe poszły w ruch. Musiałem zmienić kierunek. Przy poważnym ograniczeniu czasowym, wracanie i rozpoczynanie nowej trasy nie uszczęśliwiało mnie zbytnio.
Jeszcze nie wiedziałem, że los kierował mnie dobrze, by nie powiedzieć wyśmienicie.
Gdybym nie zaspał (Renatka, Paweł, dzięki za wyśmienite mohito.) i gdyby nie ZUL, nie spotkałaby mnie największa póki co przygoda mojego leśnego życia.
A tak ...
A tak, to polazłem na około i mówię, trudno, los tak chciał.
Po  około kilometrze "iścia", coś zakłębiło się w oddali. Ponieważ przed chwilą spłoszyłem zające, uznałem, że to zające. Myśl ta jednak nie istniała zbyt długo, bo gdy ją powoływałem do życia, jednocześnie podnosiłem aparat do oczu.
Wilki!
Były rozbrykane, podgryzały się w zabawie i rajcowały.

Od razy przepraszam za intensywne winietowanie zdjęć i rozmywanie teł, ale za Chiny Ludowe nie mogę dopuścić do tego, by myśliwi-kłusownicy rozpoznali ten teren.
Z tego powodu, nad czym ubolewam, nie mogę pokazać pięknych zdjęć środowiskowych. Bardzo żałuję, bo okolica cudo!

 Tak blisko wilków jeszcze nie byłem. Sześć metrów! Taka mnie dzieliła przez chwilę minimalna odległość. To tak, jakbyśmy razem byli w dużym pokoju!


Ale zanim podeszły do mnie ...

Gdy ujrzałem czeredę truchtającą w moją stronę, emocje podskoczyły jak rtęć termometru wrzuconego do wrzątku, jak kot próbujący schwytać ptaka w locie!



 Zbliżały się mimo tego, że zdawały się od dawna mnie widzieć.

 Teraz już nie miałem wątpliwości - ja je po prostu w jakiś niepojęty sposób intrygowałem, interesowałem.

 Ich ciekawość, co jest typowe dla drapieżników, nie zna granic.
Wciąż chciały być bliżej i bliżej!


 Najwyraźniej miały jednocześnie coś sobie do wyjaśnienia. Sytuacja między nimi była nie mniej emocjonalna, jak ta między nimi, a mną :) Tu na chwilę przed próbą dominacji.


 No i stało się! Gdy jeden z młodych samców runął na brata z impetem, ten który mnie bacznie kontrolował wzrokiem, aż przysiadł z wrażenia.


 Zaczepkom nie było końca, ale jeden z nich nie spuszczał mnie z oczu. Taką miał rolę.


 Chyba zaczynał się oswajać z moją obecnością, bo jakby nieco odpuścił :)


 A te świry w drugim planie - jatka non-stop!


   W zasadzie byłem w siódmym niebie! One będąc ode mnie o dwa susy baraszkowały tak po ... wilczemu :)

 Nie zmieniało to faktu, że gdy ucichły dźwięki zaczepek, nagle (a niech to szlag!) ja okazałem się celem zainteresowania.
No to wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że od jakiegoś czasu straciłem kontrolę nad waderą, która początkowo była z nimi i szła za nimi, a w pewnym momencie skręciła w las. Niestety nie wiedziałem gdzie jest, chociaż na początku widziałem jej uszy i to, że stoi z dala obserwując zajście.

 Tu chyba jeden z nich właśnie ogląda się w jej stronę!

Zaspokoiwszy ciekawość "wykwitem" na drodze, czyli mną, odeszły.
Miałem wątpliwości czy to robić, ale poszedłem za nimi.
Nie będę pokazywał serii zdjęć z tego podchodu, bo niestety miejsca mocno charakterystyczne.
Po jakimś czasie skręciły do lasu. Obszedłem to miejsce, mając nadzieję, że przetnę im jeszcze drogę.
Niestety nagromadzone emocje, wywołały odczuwalny wzrost ciśnienia w pęcherzu i ... odłożyłem aparat w celu zrobienia tzw. jedynki.
Gdy, przepraszam za fizjologiczną część opisu, byłem w trakcie, ujrzałem wilka węszącego na skraju lasu.
Schyliłem się po aparat i nie zapinając spodni kontynuowałem fotograficzne dzieło.
Niestety nóż myśliwski i ciężki pasek, we wzorcowej współpracy z grawitacją, uczyniły swoje.
Spodnie zatrzymały się na kolanach, a ja uznałem, że to zdjęcie jest więcej warte, niż ryzyko, że ktoś zobaczy męski tyłek. Modliłem się jedynie, żeby to był grzybiarz, bo Ci rzadko noszą aparaty fotograficzne :)

Tak powstało to zdjęcie :)


A teraz kilka uniwersalnych porad:
- żadnych dezodorantów, mydło np. "biały jeleń"
- cichy, niespieszny chód wyłącznie pod wiatr
- oglądanie tropów i analiza tychże
- bycie w lesie zawsze po deszczu lub ponowie - tropy są wtedy najświeższe
- nieszeleszczące, maskujące ubrania
- aparat z bezdźwięczną migawką! gdyby z tej odległości klepało lustro lub głośna migawka,
   sądzę, że sesja skończyłaby się po pierwszym zdjęciu.
- w sytuacji bliskiego spotkania, zachować absolutny spokój - drapieżniki z kilkunastu metrów wyczuwają strach co wywołuje tzw. syndrom ofiary. Nie uważam wprawdzie, że mogą przełamać lęk do człowieka i zaatakować, ale wniosłoby to pewien rodzaj nerwowości w ich zachowanie, a przyznacie, że na zdjęciach widać, że są zrelaksowane :)
- ostatnie i najważniejsze - szczęściu trzeba pomóc i po prostu być w lesie ;)

niedziela, 26 sierpnia 2018

Jak podejść wilka?

Pytanie w tytule raczej retoryczne, bo nie wiem. Gdybym wiedział, robiłbym to częściej.
W ciągu pięciu lat prowadzenia bloga udokumentowałem fotograficznie 6 spotkań, wilki widziałem łącznie 10 razy. Średnio daje to spotkanie raz na pół roku. Nie jest to więc codzienność. Każde spotkanie było inne. Dzisiejsze jednak zasługuje na szczegółowy opis.


W drodze do lasu słuchałem RMF Classic. Raz słucham Antyradia, raz RMF Classic.
Taki ze mnie dr jekyll and mr hyde gustu muzycznego. Od jazzu, przez soul, muzykę klasyczną po ciężkiego rocka ... wszystko. No nie, nie wszystko, discopolowy chłam odrzucam na margines gustów!
Julia Pietrucha wykonywała właśnie utwór EWKA. Bezwzględny talent, lecz lekko manieryczny wokal nie skłaniał mnie do polubienia tego utworu, ale do moich uszu, a w zasadzie do mózgu, konkretnie do świadomości, dotarły słowa:

MELODII CISZY NIE USŁYSZYSZ PCHAJĄC SIĘ POD PRĄD ...

No wiecie co?
Trafiło w samą duszę, gdyż to idealna kwintesencja filozofii bycia w lesie, obcowania z naturą!
By zaobserwować coś naprawdę interesującego, coś bardziej interesującego niż tyłek uciekającej sarny, nie wolno iść pod prąd!
Pod wiatr i owszem, ale nie pod prąd zasad panujących w przyrodzie.
Chyba nie muszę rozwijać tego wątku, wiadomo o co chodzi. Pokora, szacunek i spokój ...
Dziś las był trudny, bezwietrzny, cichy i mokry.
Mokrość podłoża to akurat wielki ukłon w stronę nieskazitelnego podchodu. Patyczki nasączone wodą niechętnie pękają lub robią to cicho, a suche liście nie szeleszczą, idzie się jak po gąbce.
Minęły trzy godziny, a ja nie widziałem nawet wspomnianego sarniego tyłka.
W nocy padało, więc napotykane tropy były świeże. Wiedziałem co oznaczają wyłącznie nerwowe tropy jeleni. Ani jednego spokojnego przemarszu, wszystko w biegu.
Na środku leśnej drogi "uśmiechała się" do mnie świeżuteńka wilcza kupa. Nie zrobiłem jej zdjęcia i w świetle tego co wydarzy się za chwilę, nieco żałuję.
Wierzę jednak, że zostanie mi to wybaczone, wszak kupa, to jednak tylko kupa :)
W głowie rysował mi się coraz wyraźniejszy scenariusz tego, co właśnie rozgrywało się w lesie.
Wilki polują!
Ale od takiego wniosku do spotkania z nimi jest zwykle do pokonania Droga Mleczna przeszkód.
W zasadzie można uznać, że to mrzonka. Bliskie spotkanie z wilkiem wciąż uważam za efekt szczęścia, a nie jakiejś wiedzy czy doświadczeń. Nigdy nie są dość wystarczające, by wiedzieć na pewno, że się go spotka.
Nie mniej jednak do polanki zbliżałem się od właściwej strony (wiatr) i niezwykle cicho.
Szedłem tak, jakby ktoś mi obiecał, że to się opłaci. To nie był wynik jakichś przypuszczeń czy przekonań, to determinacja wynikająca z faktu, że zrobiłem do tej pory 10 bezowocnych kilometrów.
Gdy niczym duch wychynąłem zza linii drzew, ujrzałem taki oto widok:

 Jak widać patrzy mi w oczy, więc uznałem, że mam szansę na maksymalnie 2-3 zdjęcia.
A on nic! Jednak wzrok chyba rzeczywiście nie jest najpoważniejszym ich zmysłem.
Kontynuował śniadanie.

 Z pyska wystaje jelenia racica. To wyjaśniło kwestię karty dań na dziś.


Tym razem, to już mnie prześwidrował!
Zdębiał, podniósł łeb, byłem pewny, że to koniec spotkania.
Nie można już bardziej prosto patrzeć w oczy!
A on położył się w trawie i jadł na leżąco!
Nie mogłem nie skorzystać z takiej okazji. Wycofałem się, zrobiłem niewielkie kółko i podszedłem bliżej pilnując by świerk między nim, a mną, krył mnie jak najlepiej podczas podchodzenia. Myślę, że na dwie minuty osiągnąłem nirwanę podchodu, chyba nie dotykałem ziemi! :)

 Znalazłem szczelinę między gałęziami świerka, dzięki czemu zdjęcia nabierają charakteru "podpatrzonych przez dziurkę od klucza".


 Ogromne zębiska robią wrażenie!
Zdjęcia robiłem na pewnym uniesieniu emocjonalnym, w zasadzie na wzruszeniu.
I nie że byliśmy blisko, bo bywałem bliżej, ale to nie jest biegnący gdzieś wilk.
Ja mu towarzyszyłem podczas śniadania, obserwacja trwała bardzo długo, przyglądałem się tzw. gołym okiem, to dość głębokie przeżycie.




 Wszystko go interesowało, tylko szczęśliwie nie ja :)

Nakręciłem krótki filmik:


Ale nic nie trwa wiecznie ...

Piękny, dorodny samiec. Zdrowy, odkarmiony, w świetnej kondycji. Wracałem uskrzydlony.
Oby jego ścieżki nie krzyżowały się więcej z ludzkimi!
Nawet z moimi ... chociaż ... ;)

To co daje mi dodatkową satysfakcję, to kolejny dowód na to, że reżyserowanie syntetycznych sytuacji przed czatowniami, nie musi mieć miejsca. Nie musi, gdy chce się uprawiać fotografię przyrodniczą, a nie studyjną!

sobota, 16 czerwca 2018

Canis Lupus Galopus!

Jak zauważyliście od jakiegoś czasu nie pojawiałem się w lesie.
Tyle działo się w terenie otwartym, że jakoś mnie nie ciągnęło między drzewa.
Mam nadzieję, że ostatnie opowieści okazały się i dla Was miłą przerwą od drzew i jeleni, a przy okazji udało mi się pokłonić urokom "otwartej" Warmii.
Dziś postanowiłem zajrzeć do lasu, by nie tracić ciągłości obserwacji.
Porobiłem sporo fajnych zdjęć, gdy dotarłem do młodnika, z którego wybiegła łania.
Wydała mi się przepłoszona i o naiwności, uznałem, że to ja coś zrobiłem nie tak.
W zasadzie nie wiedziałem za co, ale w ramach profilaktyki zganiłem się w myślach szpetnie.
Kucnąłem, bo miałem nadzieję, że przebiegną następne.
Po chwili achilles dał mi sygnał, że wypadałoby się wyprostować.
Słucham sygnałów od współpracujących ze mną części ciała, więc wstałem na chwilę.
Odprowadzałem wzrokiem łanię przebiegającą przez porębę, gdy kątem oka zauważyłem ruch!
Obracam się - wilk!
Piękny, masywny basior przeskoczył przez leśną dróżkę w dwóch odbiciach.
Nie mogąc oderwać oczu w ultra miłej emocji, nawet nie próbowałem robić zdjęcia.
Kucnąłem jednak machinalnie i podejrzewając, że nie był sam, czekałem.
Nie minęło więcej niż 5 sekund, wilczyca podążyła tą samą drogą.
Tym razem migawka strzeliła w porę, choć w ostatniej chwili.


I tak odwdzięczył mi się las za odwiedziny. I jak nie wyciągnąć wniosków?

A dzień zacząłem bardzo wcześnie.
Świat był piękny o tej porze. Nie ukrywam, że bawiłem się światem jak chciałem.

 Zarówno przed wschodem.


 Jak i w trakcie jego mocnego, choć chwilowego akcentu.


 No co tu jeszcze pisać ...


 ... skoro miałem co chciałem :)


 Nawet ten wdrapał się na jakąś górę piachu i pozował niestrudzenie.
Tak wyszedł gdy robiłem go na ciemnych tłach.


 A tak, na tle jasnego nieba :)


 Potem, już w lesie, uchwyciłem łanię spomiedzydrzewną.


Później wybiegła ta spłoszona.


Po chwili jej cielak.

A po kolejnych sekundach już wiecie co, bo od tego zacząłem opowieść :)

Taki poranek to ja i owszem ;)


poniedziałek, 19 lutego 2018

Wilk na smyczy ...

Obiecałem w poprzednim wpisie kontynuację mojej wizyty w Ośrodku Rehabilitacji Dzikich Zwierząt, słowa dotrzymuję.
Nie gniewajcie się, że nie podaję szczegółowych namiarów, Leszek, mój przyjaciel, leśnik, który prowadzi ten Ośrodek i tak ma urwanie głowy.
Leszek jest polującym myśliwym, pracownikiem Lasów Państwowych i szefem obiektu, w którym wiele dzikich zwierząt odzyskało i zdrowie i wolność.
Nie mam pojęcia czy w związku z tym mój kumpel ma zaciągnięty dług karmiczny za polowania czy może jest na plusie za ratowanie życia ... nie wiem. Wszechświat to oceni, ale jak widzicie nie ma ludzi ani skończenie złych ani skończenie dobrych, nie ma nikogo, kogo można jednoznacznie ocenić. W każdym człowieku jest coś dobrego. Yin-Yang ... no nie ma inaczej.

W tym ośrodku zdrowie i życie odzyskało pięć wilków! Opisywałem już historię wilka "Napromka" z uwolnienia którego robiłem reportaż. Teraz LP wraz z WFOŚ sfinansowali profesjonalną wolierę dla wilków. Jest głęboko wkopana w ziemię (podkop) stalowa, duża i ma ukryte legowisko.

Dziś pokazuję samicę, która wraz z czteroletnim samcem, wkrótce odzyska wolność.
Samca nie udało mi się pokazać, ponieważ mimo tego, że są w wolierach, w żaden sposób nie chciałem ich niepokoić. Samica biegała wzdłuż woliery, sprawa była prostsza. Zdjęcia są robione przez gęsta siatkę, a ja chcąc zminimalizować stres, postanowiłem być tam maksymalnie minutę, więc jest co jest. Jak widzicie ma założoną obrożę telemetryczną. Przez kilka miesięcy będzie monitorowana. To pozwoli ocenić jej wędrówki i kondycję.

Ciekawostką jest fakt, że wadera, została w Białymstoku przyprowadzona ... na smyczy!
Nie wiem, być może ktoś starał się ją hodować, ale przerażony zapotrzebowaniem na mięso i trudnościami wychowawczymi, zmienił zdanie. W każdym bądź razie odzyska wolność.



Jak widać to piękna samica o ciekawym, rudawym umaszczeniu.
Samiec pozostał w ukryciu. Na zdjęciu mam tylko jego uszy :)

W Ośrodku jest dziś wiele zwierząt, szczególnie ptaków drapieżnych.
Moją uwagę zwrócił młody bielik. Udało mi się zrobić mu portret.

Dzięki temu możemy przyjrzeć się szczegółom anatomicznym tego drapieżnika.
Spojrzenie, przyznacie, może zabić :)
Ja ostatni raz taką minę miałem na maturze gdy czytałem zadanie z matematyki :)

No i moja ulubiona para, do której zawsze zaglądam ile razy odwiedzam to miejsce.

To musi być miłość - przyznacie, że widać rozkosz i uczuciowość.

Ach to drapanko za uchem :)

I na koniec, powiększające się z roku na rok stado danieli.


poniedziałek, 9 października 2017

Canis Lupus ...

Wilki, bo o nich dziś będzie, od zawsze wpisywały się w scenariusz istnienia naszego gatunku.
Od początku nie miały szczęścia do relacji z ludźmi.
Znienawidzone, budzące strach i najgłębsze lęki, stawały się czarnymi bohaterami niewybrednych koncepcji literackich. Ani Bajka o Czerwonym Kapturku ani Sienkiewiczowska Trylogia nie przysłużyły się wilkom.
Każdy kto padł ofiarą czarnego PR-u wie jak ogromnym wysiłkiem jest próba wyjaśnienia opinii społecznej, niesłuszności zarzutów.
Opinia społeczna to taki stwór, który żywi się aferami i nieszczęściami innych ludzi i niechętnie zmienia zdanie.
A skoro człowiek używający tego samego języka ma problem z obłaskawieniem opinii społecznej, to jak mają zrobić to np. wilki?
Bez szans!
Tacy niestety jesteśmy, że gdy czegoś nie rozumiemy, to się tego boimy. Konsekwentną reakcją jest próba likwidacji źródła strachu. Ten mechanizm przyczyniał się przez setki lat do eksterminacji wilków. Są kraje, którym się to udało. Anglia, Holandia, Dania, Szwecja i wiele innych.
Dopiero XX wiek przyniósł jakieś namiastki prób ocalenia wilka jako gatunku.
Niestety lata wspierania pieniędzmi rządowymi procederu likwidacji wilków (np. akcja Bieszczady, gdy za skórę wilka nasz rząd płacił równowartość ówczesnej pensji ...) pozostawiła silne piętno.
Mimo faktu, że trafiły na listę gatunków chronionych, wciąż nie brakuje myśliwych, którzy na samą myśl o zabiciu wilka trzęsą się w niepojętych emocjach. I niektórzy zabijają, tłumacząc, że oddali strzał do sarny i bardzo się dziwili, że miast niej, leżały zwłoki wilka ...

Trzeba chyba uznać, że sarna i wilk są bliźniaczo podobne, w zasadzie nie do odróżnienia i może stąd wprawne i doświadczone oko myśliwego błądzi od czasu do czasu, bo nie wiem jak inaczej tłumaczyć te niedorzeczne wyjaśnienia. Ostatnio jeden z łowców zabił łosia i też tłumaczył w sądzie, że był pewny, że to sarna ...
Sięganie po takie argumenty powinno być uznawane za próbę obrazy Sądu :)

Pomijając to, wcale nie mniejsze jest grono kłusowników, którzy czyhają na to piękne zwierzę.
Spora część populacji ginie pod kołami samochodów. Ich nomadyczna natura powoduje, że są zmuszone przechodzić przez drogi.

Myśliwi nie przepadają za wilkami, ponieważ uważają ich za konkurentów do "swoich" trofeów.
Ale czy tak jest naprawdę?
Myśliwi marzą o tzw. dawnych czasach, w których jak powiadają, lasy były pełne dorodnego zwierza!
A to były czasy i obfitość regulowana przez drapieżniki, w tym wilki!
Ta dorodność i ilość, nie pozostawała w konflikcie z faktem, że wilków również było mnóstwo!
Może czasami warto to sobie uzmysłowić.
No i kolejna kwestia - trofeizm!
Moda na trofea, na kojarzące się z obrządkiem satanistycznym ściany płaczu obwieszone fragmentami zwierząt, które mają niby świadczyć o ... no właśnie ... o czym?
W dobie OHZ-tów, celowników laserowych, pocisków półpłaszczowych, doskonałych sztucerów, ambon, nęcisk i polowań zbiorowych, o czym świadczą te trofea?
Już spieszę - O NICZYM!
Dziś zdobycie trofeum, nie różni się ani wysiłkiem, ani heroizmem od zdobycia znaczka pocztowego!
Gdyby myśliwi polowali dla żywności, problem by nie istniał, bo jeleni w bród jak nigdy wcześniej.
Ale panowie strzelacze, obawiają się, że wilki "zdejmą" im z łowiska najpiękniejszego byka.
Natura wilka, jak i każdego drapieżnika, przejawia się w prostej strategii - pozyskać żarcie jak najmniejszym kosztem, minimalizując ryzyka ataku.
Czy aby na pewno zatem wilki rzucają się na najsilniejsze byki?
Odpowiedzcie sobie sami.
Jeżeli wilki "położyły" byka, to znaczy, że wiedziały o nim coś, czego my nie wiedzieliśmy. Zdrowy, silny byk nie da się upolować polskim rachitycznym watahom. W polskim stadzie wilczym jest samiec i samica alfa i co najwyżej 2-3 niedoświadczone i niemal nieprzydatne przy polowaniu roczniaki. To za mało na zdrowego byka!

Prowadzony od lat program edukacyjny w Stanach i Kanadzie,  dowodzi, że ludzie, którzy poznali biologię wilka, zmieniają do niego stosunek. Są nawet myśliwi, którzy pod wpływem wiedzy o ich opiekuńczości, lojalności, empatii i roli jaką pełnią w środowisku, zaprzestali polowań na te zwierzęta. Iskierka nadziei na zmianę tli się zatem.

Zdjęć spotkanych wilków miałem nie publikować. Obawiałem się, że pokazywanie wilków spotęguje i tak rosnące wśród myśliwych przeświadczenie, że jest ich dużo.
Od lat są czynione starania by przywrócić je na listę zwierząt łownych.
Akurat ten gatunek ma jedne z najsilniejszych mechanizmów samoregulacji populacji. Nie trzeba wyręczać ich natury. Są silnie terytorialne i same się zwalczają gdy jest ich zbyt wiele, a obszary spełniające warunki do ich ekspansji są policzalne i mocno ograniczone.
Mam też nadzieję, że Polskę stać na odszkodowania, bo póki co np. na Podkarpaciu, gdzie jest ich najwięcej, Państwo wypłaciło ledwie ponad 200 tysięcy zł. za całoroczne szkody.
To bardzo mało mając na uwadze, korzyści jakie wynikają z ich obecności.

Obalmy kolejny mit - czy wilk może zaatakować człowieka.
Nie!
Lata bezlitosnych polowań, wdrukowały w naturę wilków niepohamowany lęk przed nami.
Nasz zapach czy widok powoduje jedyną możliwą reakcję - ucieczkę.
Bądźmy spokojni, prędzej rzuci się na nas zakompleksiony jamnik sąsiadki niż jakikolwiek wilk. :)

Pokaż mi swój stosunek do zwierząt, a będę wiedział jaki jesteś ...
Dziś, po tysiącach lat barbarzyńskich relacji ze zwierzętami, mamy szansę ocalić resztki słowa humanizm czyli wyobrażenia o nas samych.
Niestety jakiś bardzo zdolny bajkopisarz dwa tysiące lat temu napisał książkę, w której w imieniu najwyższego, sugeruje, że Bóg oczekuje od nas podporządkowania świata zwierząt ...
Jestem przerażony jak ogromna część społeczeństwa, wciąż tłumaczy swój prymitywizm tym faktem. Straszne jak łatwo przychodzi nam uzasadnianie naszych niedoskonałości i jak wybiórczo traktujemy źródła.
Od tamtej pory opublikowano tysiące mądrzejszych tomów, na które pozostaliśmy ślepi.
Ba, w tej samej książce jest przewaga mądrości, po które Ci sami zwolennicy tej publikacji nie sięgają! A szkoda.
Mogłoby się okazać, że podporządkowanie, nie oznacza bezkrytycznego zabijania.
W końcu na pewnym etapie wychowywania naszych najukochańszych psiaków, też je sobie podporządkowujemy. Czy to tożsame z zabijaniem? Jakoś nie ...

No, odleciałem, wróćmy do istoty tematu.
Cały czas uważam, że spotkanie z wilkiem jest pochodną wyłącznie szczęścia. Gdy jednak poświęci się czas i odnajdzie ich lokalizację, można, niepokojąc je przy okazji (niestety), nękać swoimi odwiedzinami i potęgować ilość obserwacji. Dotyczy to zresztą każdego zwierzęcia.
Obawiam się, że konsekwentnie śledzone, mogą podjąć próbę zmiany terytorium, a to może oznaczać skazanie ich na śmierć. Terytorium wilczego stada to ok. 200 km. kwadratowych. Zmiana miejsca oznacza zatem odległą wędrówkę. Mogą zginąć albo od zębów innej watahy albo pod kołami samochodów. W Polsce watahy są małe. Liczą od 4 do 6 osobników. To najczęściej para "alfa" i ich zeszłoroczne potomstwo.
Wilki w drugim roku życia zwykle oddzielają się od stada i szukają szczęścia na "własną łapę". W trakcie poszukiwania nowych terenów i partnerki, potrafią przemierzać niewiarygodne odległości. To wtedy pokonują nawet kilkadziesiąt km. na dobę.
Czasami dwie watahy dzielą wspólny teren łowiecki. Często jednak silniejsze (czyt. liczniejsze) watahy przejmują tereny słabszego stada. Ale w Polsce nie ma ich tak dużo, by to było codziennością tych zwierząt.

Póki co cieszmy się faktem powolnego ale jednak wzrostu ich populacji. Mądry gospodarz wie ile ma im do zawdzięczenia. To wytrawni selekcjonerzy i sanitariusze. Regulują relacje między wieloma gatunkami na danym terenie. Gdyby nie wytępiono wcześniej wilków, nie byłoby tak wielu lisów, nie ginęłyby na taką skalę ptaki gniazdujące na ziemi czy zające. Gdy w łowisku jest równowaga, wilki raczej nie interesują się małymi zwierzętami. Wolą większą zdobycz. Samiec alfa nie poluje dla siebie. Ma misję utrzymania stada, więc ptaki ... nie bardzo :)
Dla zdrowych i silnych zwierząt, wilki nie stanowią zagrożenia. Wzmacniają tym samym geny w populacji swoich ofiar. Jak każdy drapieżnik, nie gardzą padliną. Ale co najważniejsze, sama ich obecność w naszych lasach, świadczy o tym, że średniowiecze mentalne oddala się. Pomału, bo pomału ale zaczynamy stawać się Ludźmi!

Gdy biegnie w twoją stronę, emocje rosną odwrotnie proporcjonalnie do odległości :)
Im mniejsza odległość, tym emocje większe!

Wcześniej pokazała się stara wadera. Sądząc po wolu, zwisającej dolnej wardze i ogólnym pokroju, lata świetności ma już za sobą. To wielka przyjemność móc przekonać się na własne oczy, że wilk w Polsce może dożyć sędziwego wieku.

Wieczorem dnia poprzedniego wilk wychynął zza wzniesienia ...
Odległość spora ale choć to nie była pierwsza obserwacja od zdjęcia z 2014 roku ale pierwsze od tamtej pory zdjęcie, radość była.

Zresztą tego wieczoru miało miejsce kolejne wychynięcie :)
 Było już niemal ciemno, gdy podobnego wychynięcia dokonał ten młody byczek.


Gdy nieco się zbliżył ... mina okazała się bezcenna :)

Bynajmniej nie był sam ale fotografowanie w mroku często mija się z celem :)

Między drzewami panowała już noc!

Gdy w takich warunkach spotka się zwierzę pozujące nieruchomo, to gdyby nie jakaś gałązka, która znieostrzyła jej "fejs", byłoby całkiem OK, ale gdy znienacka, a w zasadzie z lasu, wypada kilka metrów przed tobą, stado w galopie, nie ma szans na ostrość, co całkiem niewyraźnie widać na zdjęciu poniżej :)))


Zamieściłem dziś rekordowo dużo nieostrych zdjęć (życie leśnego reportera) i pewnie z tego powodu nieco ostrzej wykazałem się w treści. Ying - yang ... nieuchronnie tak musiało się wydarzyć ;)