O piątej rano skręciłem w polną drogę.
Padał deszcz. Woziło mnie od lewej do prawej, a tył samochodu nieprzerwanie starał się wyprzedzić przód. Nie wiem co by było gdyby nie cztery napędy ale nie mogłem zawrócić.
Nie było jak. Traktorowe koleiny straszyły po bokach, a ja niczym kierowca Dakaru, walczyłem by utrzymać auto na grzbietach pofałdowanej drogi.
W zasadzie wiedziałem, że nieuchronne wydarzy się i ... się wydarzyło!
Nagle zrzuciło mnie w koleiny i mój wierny druh, ukochany Jeep ugrzązł jak wmurowany.
Wysiadłem obejrzeć skalę problemu, niestety tysiące much robiło co w ich mocy by mi się to nie udało.
Jakiś horror! Takiej agresji owadów nie pamiętam.
Wsiadłem do auta - wtedy jeszcze sądziłem, że go rozbujam i jakoś wyjadę.
Nie, nie wyjechałem. Posiadam licencję rajdową, tzw. jedynkę, zapewniam, że jakieś pojęcie o jeżdżeniu mam.
Z ostatnią nadzieją przełączyłem na tryb wolnoobrotowy z wyłączeniem mechanizmu różnicowego ... nic!
No to qrna pięknie! Do najbliższej wsi 4 kilometry, w życiu nie pójdę w tych warunkach, a ja w samej bluzeczce i no cóż, bez głębszej ideologii na tę chwilę.
Postanowiłem zostawić konia, który póki co padł w boju i iść przed siebie. Przy tej agresji owadów i padającym deszczu nie było to ani łatwe, ani przyjemne.
Po kilkuset metrach oczom nie wierzę - cegły!!!
Nabrałem pokruszone kawały w łapska i na dwa kursy zniosłem do samochodu.
Plecy po chwili całe mokre i pogryzione, a buty oklejone mokrą gliną ważą po 2,5 kg każdy!
Klęknąłem i zanurzając ręce w kałuży, najstaranniej jak mogłem wkładałem kruszec pod opony.
Wiedziałem, że przy tej grząskości kolein będę miał tylko jedną szansę na zmianę scenariusza.
Opłukałem dłonie w brązowej brei i w utytłanych gliną buciorach wsiadłem do samochodu.
W takich sytuacjach priorytety zmieniają się bardzo szybko :)
Silnik zamruczał groźnie, ale tym razem nie o moc tu chodziło.
Wrzuciłem bieg do przodu, po sekundzie wsteczny i ... jest! Załapało. Opony przerzuciły cegły pod sobą wyswobadzając mnie z opresji. Ufff ... jeszcze tylko nie wpakować się na wstecznym w następne doły i wyjadę.
Wyjechałem i powiem Wam, że trudno o większą radochę niż opuszczenie pułapki po godzinie beznadziejnej walki.
Fotografia przyrodnicza nie jedno ma imię :)
Rano nie powiem, było pięknie i nic nie zapowiadało opisanej wcześniej sytuacji.
Warmia o deszczowym świtaniu - fika ktoś? :)
Chciałbym nagrać muzykę do takiej okładki ...
Widzicie tego pistoleta? :)
Ech ... życie :)
Dziś wszystko rozwarstwiało się tak w powietrzu jak i na ziemi.
Takie widoki ... no sami wiecie - sielankowo tu u nas :)
Ale wczoraj wieczorem byłem w lesie!
Byłbym zapomniał :)
Czaple są zawsze piękne i fotograficznie atrakcyjne.
Srokosz w malarskich podziałach.
Tu cierniówka uwikłana w labirynt gałęzi :)
Tu w wersji na pocisk!
A tu z flagowym tłem w drugich planach.
Gąsiorek - samiec.
Trznadel w fajnej okoliczności.
Z nudów ...
O ósmej byłem w pracy i mimo wielu obowiązków, gdy przypomniałem sobie siebie klęczącego przy samochodzie z łapskami w kałuży i setką komarów na grzbiecie, uśmiech nie schodził mi z abażurka :)))
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gąsiorek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gąsiorek. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 14 czerwca 2018
poniedziałek, 21 maja 2018
Czeremcha zwyczajna i zadziory!
W wielu nazwach systematycznych pojawia się przymiotnik "zwyczajny/zwyczajna".
Dotyczy to między innymi czeremchy.
Nie taka ona zwyczajna jak się wydaje. Kwitnie białym kwieciem zebranym w urocze grona, wyjątkowo pięknie pachnie, owocami żywi wiele gatunków ptaków, jest naturalnym antybiotykiem dla lasu, a i w ziołolecznictwie ma mocną pozycję. Polecam zainteresowanie się jej leczniczymi właściwościami.
Właśnie teraz najlepiej jest ją podziwiać, a w porze kwitnienia jest za co!
Obrzeża lasów ozdobione obecnością czeremchy zyskują na wyglądzie. Gdy jeszcze obok kwitną krzewy żarnowca w połączeniu z młodymi pędami sosny, mamy komplet estetyczny. Łania z obrzmiałymi mlekiem gruczołami dopełnia cudu wiosennej obserwacji. Zabrakło jedynie "liźnięcia światłem". Zawsze powtarzam, że maj jest tylko jeden!
Grona czeremchowych kwiatów, gdy dostaną słońca, wydają się uśmiechać do obserwatora.
Zapachu nie da się zastąpić żadnym innym.
Bezgłowy żuraw sprawia wrażenie osobnika, który ukojony zapachami wiosennego poranka przysnął pośród kwiatów w prześwicie samosiejkowego młodnika sosnowego.
Profesor od logiki jak mantrę powtarzał, że jedna przesłanka to za mało na logiczny wniosek.
Nie mogę zatem sugerować, że tę lotkę II rzędu z lewego skrzydła myszołowa nomen omen zwyczajnego(!), wyrwała jakaś mniejsza zadziorna ptaszyna, wiedząc, że trwa okres pierzenia myszołowów i że to równie prawdopodobna przyczyna tego ubytku.
Może to jego właśnie ...
W końcu to jego rewir!
Szła w zadumie borem-lasem ...
Nie sposób ich nie usłyszeć. Tak zawzięcie głoszą swoje rewiry, że nie dziwię się, że ktoś trochę na złość nadał im nazwę ... pokląskwa! Co to za wyraz, tego nawet Polak nie powie bez zastanowienia ;)
Nie chciałem podchodzić bliżej tego samczyka, uszanowałem jego starania w komunikowaniu m.in. mi, kto tu rządzi! :)
Sfotografowanie tej samiczki gąsiorka idealnie pod światło zachodzącego słońca, okazało się niemożliwe. Zaryzykowałem przemieszczenie się o kilka metrów.
Od razu lepiej. :)
Uwielbiam te zadziory!
Dotyczy to między innymi czeremchy.
Nie taka ona zwyczajna jak się wydaje. Kwitnie białym kwieciem zebranym w urocze grona, wyjątkowo pięknie pachnie, owocami żywi wiele gatunków ptaków, jest naturalnym antybiotykiem dla lasu, a i w ziołolecznictwie ma mocną pozycję. Polecam zainteresowanie się jej leczniczymi właściwościami.
Właśnie teraz najlepiej jest ją podziwiać, a w porze kwitnienia jest za co!
Obrzeża lasów ozdobione obecnością czeremchy zyskują na wyglądzie. Gdy jeszcze obok kwitną krzewy żarnowca w połączeniu z młodymi pędami sosny, mamy komplet estetyczny. Łania z obrzmiałymi mlekiem gruczołami dopełnia cudu wiosennej obserwacji. Zabrakło jedynie "liźnięcia światłem". Zawsze powtarzam, że maj jest tylko jeden!
Grona czeremchowych kwiatów, gdy dostaną słońca, wydają się uśmiechać do obserwatora.
Zapachu nie da się zastąpić żadnym innym.
Bezgłowy żuraw sprawia wrażenie osobnika, który ukojony zapachami wiosennego poranka przysnął pośród kwiatów w prześwicie samosiejkowego młodnika sosnowego.
Profesor od logiki jak mantrę powtarzał, że jedna przesłanka to za mało na logiczny wniosek.
Nie mogę zatem sugerować, że tę lotkę II rzędu z lewego skrzydła myszołowa nomen omen zwyczajnego(!), wyrwała jakaś mniejsza zadziorna ptaszyna, wiedząc, że trwa okres pierzenia myszołowów i że to równie prawdopodobna przyczyna tego ubytku.
Może to jego właśnie ...
W końcu to jego rewir!
Szła w zadumie borem-lasem ...
Nie sposób ich nie usłyszeć. Tak zawzięcie głoszą swoje rewiry, że nie dziwię się, że ktoś trochę na złość nadał im nazwę ... pokląskwa! Co to za wyraz, tego nawet Polak nie powie bez zastanowienia ;)
Nie chciałem podchodzić bliżej tego samczyka, uszanowałem jego starania w komunikowaniu m.in. mi, kto tu rządzi! :)
Sfotografowanie tej samiczki gąsiorka idealnie pod światło zachodzącego słońca, okazało się niemożliwe. Zaryzykowałem przemieszczenie się o kilka metrów.
Od razu lepiej. :)
Uwielbiam te zadziory!
czwartek, 10 maja 2018
Jak fotografować szerszenie?
Przede wszystkim spokojnie i ostrożnie!
Tylko tak mogę podpowiedzieć. Na podstawie moich wieloletnich doświadczeń, nabrałem przekonania, że nasz spokój w niewytłumaczalny sposób udziela się zwierzętom. Może to iluzoryczne przekonanie, ale sądzę, że nawet owadom.
Nasz spokój jest jakoś odbierany i zauważany.
Często powtarzam, że znakomita większość zwierząt, nie ma żadnego interesu w tym, by nas zaatakować. Dopiero gdy naruszymy ich poczucie bezpieczeństwa, mogą coś z tym robić i robią - najczęściej uciekają.
Oczywiście nie namawiam nikogo do fotografowania leśnych szerszeni. Nie są obyte z naszą obecnością, a na ich rozumowanie czy pofałdowany mózg nie możemy liczyć.
Nigdy nie wiadomo, co im się nie spodoba, zapach, odległość czy jeszcze coś innego.
Wczoraj mimo to postanowiłem podejść do krzewu, nad którym unosił się szerszeń dzikus, czyli nie związany z terenem naszych wpływów. Akcja rozegrała się po południu, gdy mimo upału, postanowiłem zobaczyć "co w trawie piszczy".
Tak, to jest zdjęcie dnia, jestem z niego bardzo zadowolony. Wiatr bujał gałązką krzewu, mimo to łepetynka i oczy są w ostrości, a ten sposób oświetlenia owada był co najmniej oczekiwany.
Muszę wspomnieć, że gdy szerszeń oderwał się od krzewu i przeleciał 30 - 40 cm. nad moją głową, poczułem jak ciarki przemieszczają się od potylicy do samiuśkiego końca kości ogonowej.
Skali nieakceptowalności wydawanego przez szerszenie dźwięku mogą pozazdrościć konstruktorzy śmigłowców bojowych. No kaszana jak cholera!
Niedawno popełniłem też dwa poniższe zdjęcia, które publikowałem na fb, więc zacznę się coraz częściej zasadzać na te imponujące owady.
To chyba głupie, ale fotografowanie szerszeni zaczyna mnie wciągać i stanowić jakieś nowe wyzwanie.
Są niezwykłe, sprawne, posługują się inteligencją zbiorową, koordynują się w ataku, porozumiewają i opracowują taktykę. Potrafią niestety w strasznym tempie poczynić spustoszenia w pasiece. No i nie ukrywam, budzą mój respekt, co mogę powiedzieć tylko o nielicznych gatunkach zwierząt.
Wczorajsze nieznośnie upalne popołudnie, przyniosło jeszcze kilka fajnych obserwacji.
Wiatr bujał gałązkami krzewu więc w konsekwencji raz widziałem sarny mniej, raz więcej. Sytuacja wydała mi się zabawna.
Gąsiorkowi nigdy nie odmówię :) Uwielbiam te małe drapolki.
Typowa roślina leśnych bagien - czermień błotna. Tyleż piękna co toksyczna. Silnie trujące soki tych roślin potrafią nieźle narozrabiać. Bolesne podrażnienia przy kontakcie ze skórą i nawet paraliż po spożyciu większej ilości. Stan zapalny śluzówki przewodu pokarmowego to najlżejszy wymiar kary za jej spożycie. Miłośników leśnych bagien informuję, że jakby co, już kwitnie!
Warmińska sarna w kontrującym świetle zachodzącego słońca.
Bardzo udane wyjście, zaskakująco ciekawe spotkani i obserwacje. jak widać warto wykraść nawet dwie godzinki z długiego już popołudnia :)
Tylko tak mogę podpowiedzieć. Na podstawie moich wieloletnich doświadczeń, nabrałem przekonania, że nasz spokój w niewytłumaczalny sposób udziela się zwierzętom. Może to iluzoryczne przekonanie, ale sądzę, że nawet owadom.
Nasz spokój jest jakoś odbierany i zauważany.
Często powtarzam, że znakomita większość zwierząt, nie ma żadnego interesu w tym, by nas zaatakować. Dopiero gdy naruszymy ich poczucie bezpieczeństwa, mogą coś z tym robić i robią - najczęściej uciekają.
Oczywiście nie namawiam nikogo do fotografowania leśnych szerszeni. Nie są obyte z naszą obecnością, a na ich rozumowanie czy pofałdowany mózg nie możemy liczyć.
Nigdy nie wiadomo, co im się nie spodoba, zapach, odległość czy jeszcze coś innego.
Wczoraj mimo to postanowiłem podejść do krzewu, nad którym unosił się szerszeń dzikus, czyli nie związany z terenem naszych wpływów. Akcja rozegrała się po południu, gdy mimo upału, postanowiłem zobaczyć "co w trawie piszczy".
Tak, to jest zdjęcie dnia, jestem z niego bardzo zadowolony. Wiatr bujał gałązką krzewu, mimo to łepetynka i oczy są w ostrości, a ten sposób oświetlenia owada był co najmniej oczekiwany.
Muszę wspomnieć, że gdy szerszeń oderwał się od krzewu i przeleciał 30 - 40 cm. nad moją głową, poczułem jak ciarki przemieszczają się od potylicy do samiuśkiego końca kości ogonowej.
Skali nieakceptowalności wydawanego przez szerszenie dźwięku mogą pozazdrościć konstruktorzy śmigłowców bojowych. No kaszana jak cholera!
Niedawno popełniłem też dwa poniższe zdjęcia, które publikowałem na fb, więc zacznę się coraz częściej zasadzać na te imponujące owady.
To chyba głupie, ale fotografowanie szerszeni zaczyna mnie wciągać i stanowić jakieś nowe wyzwanie.
Są niezwykłe, sprawne, posługują się inteligencją zbiorową, koordynują się w ataku, porozumiewają i opracowują taktykę. Potrafią niestety w strasznym tempie poczynić spustoszenia w pasiece. No i nie ukrywam, budzą mój respekt, co mogę powiedzieć tylko o nielicznych gatunkach zwierząt.
Wczorajsze nieznośnie upalne popołudnie, przyniosło jeszcze kilka fajnych obserwacji.
Wiatr bujał gałązkami krzewu więc w konsekwencji raz widziałem sarny mniej, raz więcej. Sytuacja wydała mi się zabawna.
Gąsiorkowi nigdy nie odmówię :) Uwielbiam te małe drapolki.
Typowa roślina leśnych bagien - czermień błotna. Tyleż piękna co toksyczna. Silnie trujące soki tych roślin potrafią nieźle narozrabiać. Bolesne podrażnienia przy kontakcie ze skórą i nawet paraliż po spożyciu większej ilości. Stan zapalny śluzówki przewodu pokarmowego to najlżejszy wymiar kary za jej spożycie. Miłośników leśnych bagien informuję, że jakby co, już kwitnie!
Warmińska sarna w kontrującym świetle zachodzącego słońca.
Bardzo udane wyjście, zaskakująco ciekawe spotkani i obserwacje. jak widać warto wykraść nawet dwie godzinki z długiego już popołudnia :)
sobota, 5 sierpnia 2017
Abstrahując ...
Dziś zaczęło się wczoraj.
Moje dziś zaczęło się wczoraj.
Mając na uwadze, że czas odliczany jest umownie za pomocą urządzeń wymyślonych przez człowieka, bliżej nie wiadomo kiedy zaczęło się dziś kogokolwiek z nas ... może miliardy lat temu, a może rację mają Ci, którzy uważają, że czas w ogóle nie istnieje.
Abstrahując od moich klasycznych dywagacji, czyli rozmyślań bez głębszych powiązań z sensem, nie ma specjalnego znaczenia kiedy zaczęło się moje dziś, skoro twierdzę, że wczoraj, to najwyraźniej tak było. :)
Nieba nad Warmią było tego wieczora imponujące.
Naprawdę było się czym delektować.
Niemal "pełniowy" księżyc spoczął na chmurce.
Nieco wcześniej, po drodze, widziałem tysiące słońc ...
A to jedno, największe, bawiło się w chowanego wyczyniając na niebie rozmaite hece.
Nie minęło długo wiele, więc nie wiem czy zasadne jest uznanie, że to było dziś czy wczoraj, a tu taki widok.
Koziołek wędrujący roziskrzoną w porannym słońcu polaną.
Nic tu się nie wydaje naturalne. Ani podziały z tą ciemną ścianą lasu, ani kolor ani kontrasty.
Ale rano tak właśnie było. Wszystko malowało się bez kompromisu i szacunku do teoretycznych założeń malarskiej sztuki.
Pod światło dopiero widać ciężką tyrkę pajęczaków! Gdyby nie te miliony siatek, błonkoskrzydłe zarazy pewnie wyssały by nas, zanim zrobilibyśmy kolejny krok. Kocham pająki!
To maleństwo z daleka wydało mi się lisem. Ponieważ spaprałem dziś dwa bieliki, poszedłem za nim, by chociaż rudego sfotografować. Tzn. spaprałem ... akurat byłem w gęstej drągowinie i fotografowałem te pajęczyny, gdy okazało się, że 20 metrów ode mnie były bieliki. Niestety mogłem tylko przez gęstwinę gałęzi obserwować ich zmagania z krukami. Zdjęcia nie powstały.
Gdy podszedłem lisa, okazał się być sarną uwikłaną w trawach ... i jak żyć Panie Premierze, jak żyć?
A las, jak to las ma w zwyczaju, piękny był i kokietował jak umiał.
Nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że świerki są najbardziej atmosferotwórczym gatunkiem w naszych lasach. Stare świerki budują emocje i tajemnicę nawet w słoneczny dzień, a co dopiero w mglisty.
I dopiero po opuszczeniu lasu i już zupełnie w powrotnej, śródpolnej drodze, gdzieś między wsiami, udało mi się z bliska uwiecznić samiczkę gąsiorka. Tym razem widać, że to drapieżnik. Ten "pazur" na dziobie nie pozostawia wątpliwości.
Moje dziś zaczęło się wczoraj.
Mając na uwadze, że czas odliczany jest umownie za pomocą urządzeń wymyślonych przez człowieka, bliżej nie wiadomo kiedy zaczęło się dziś kogokolwiek z nas ... może miliardy lat temu, a może rację mają Ci, którzy uważają, że czas w ogóle nie istnieje.
Abstrahując od moich klasycznych dywagacji, czyli rozmyślań bez głębszych powiązań z sensem, nie ma specjalnego znaczenia kiedy zaczęło się moje dziś, skoro twierdzę, że wczoraj, to najwyraźniej tak było. :)
Nieba nad Warmią było tego wieczora imponujące.
Naprawdę było się czym delektować.
Niemal "pełniowy" księżyc spoczął na chmurce.
Nieco wcześniej, po drodze, widziałem tysiące słońc ...
A to jedno, największe, bawiło się w chowanego wyczyniając na niebie rozmaite hece.
Nie minęło długo wiele, więc nie wiem czy zasadne jest uznanie, że to było dziś czy wczoraj, a tu taki widok.
Koziołek wędrujący roziskrzoną w porannym słońcu polaną.
Nic tu się nie wydaje naturalne. Ani podziały z tą ciemną ścianą lasu, ani kolor ani kontrasty.
Ale rano tak właśnie było. Wszystko malowało się bez kompromisu i szacunku do teoretycznych założeń malarskiej sztuki.
Pod światło dopiero widać ciężką tyrkę pajęczaków! Gdyby nie te miliony siatek, błonkoskrzydłe zarazy pewnie wyssały by nas, zanim zrobilibyśmy kolejny krok. Kocham pająki!
To maleństwo z daleka wydało mi się lisem. Ponieważ spaprałem dziś dwa bieliki, poszedłem za nim, by chociaż rudego sfotografować. Tzn. spaprałem ... akurat byłem w gęstej drągowinie i fotografowałem te pajęczyny, gdy okazało się, że 20 metrów ode mnie były bieliki. Niestety mogłem tylko przez gęstwinę gałęzi obserwować ich zmagania z krukami. Zdjęcia nie powstały.
Gdy podszedłem lisa, okazał się być sarną uwikłaną w trawach ... i jak żyć Panie Premierze, jak żyć?
A las, jak to las ma w zwyczaju, piękny był i kokietował jak umiał.
Nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że świerki są najbardziej atmosferotwórczym gatunkiem w naszych lasach. Stare świerki budują emocje i tajemnicę nawet w słoneczny dzień, a co dopiero w mglisty.
I dopiero po opuszczeniu lasu i już zupełnie w powrotnej, śródpolnej drodze, gdzieś między wsiami, udało mi się z bliska uwiecznić samiczkę gąsiorka. Tym razem widać, że to drapieżnik. Ten "pazur" na dziobie nie pozostawia wątpliwości.
piątek, 26 maja 2017
Się zwarmić do cna!
Wczoraj coś mi wyszło, coś poszło lepiej niż przeciętna, a w naszym kraju jak coś wyskakuje ponad przeciętną, budzi lęki i obawy, bo wiadomo ... równaj do dołu!
Ten wkodowany lęk wynikający z obowiązującej w Polsce zasady, którą wieszcz ujął sentencyjnie - "co się polepszy, to się popieprzy!" powoduje, że każdy najmniejszy nawet sukces staje się w gruncie rzeczy kryzysem.
Wiadomo - stres!
Powodowany tą przesłanką, natychmiast po pracy, zestresowany sukcesem, wybrałem się na tzw. teren otwarty, by ostatecznie zwarmić się do cna!
Olsztyński, świetny ale mało znany zespół Big Day, że zacytuję refren, śpiewa:
"Przestrzeń woła, woła, woła nas
Przestrzeń woła, woła, woła nas ..."
Byłem z tymi słowami w pełnej zgodzie i to akurat nie budziło we mnie lęku, stresu czy ... coś! ;)
A nasza kraina wyglądała pięknie tego popołudnia.
W tak rozległym trzcinowisku można spotkać wiele istnień.
Usiadłem nad rzeką i różne insekty mnie oblazły. Ślady pogryzień noszę do teraz.
Ale były też normalne ... muchy!
Uciekłem jak najszybciej i za kolejny cel wybrałem niewielkie jeziorko.
Są powszechne ale zawsze atrakcyjne.
Ostoja obu gatunków czapli.
Życie mewy nie jest łatwe.
Część z nich wybiera nadmorskie przestrzenie, a część nasze warmińskie wody.
Śpiewak to może dla wodniczki komplement, ale jest konsekwentna. Jej głos, podobnie jak trzciniaka, często słychać nad wodą.
Podobnie ten skowronek ... niestrudzony w swoich ariach.
landing :)
te tylne pazurki, nie powiem, niczego sobie :)
Nagły start. Czyżby do owada, który majaczy tu w postaci rozmytej plamki.
w takim terenie nie mogło zabraknąć gąsiorka.
Tę brzozę (do złudzenia przypominającą sosnę :))) ) fotografuję od ... 30 lat! Zawsze mnie inspirowała.
Takie światła. Kompletna metafizyka.
Ten wkodowany lęk wynikający z obowiązującej w Polsce zasady, którą wieszcz ujął sentencyjnie - "co się polepszy, to się popieprzy!" powoduje, że każdy najmniejszy nawet sukces staje się w gruncie rzeczy kryzysem.
Wiadomo - stres!
Powodowany tą przesłanką, natychmiast po pracy, zestresowany sukcesem, wybrałem się na tzw. teren otwarty, by ostatecznie zwarmić się do cna!
Olsztyński, świetny ale mało znany zespół Big Day, że zacytuję refren, śpiewa:
"Przestrzeń woła, woła, woła nas
Przestrzeń woła, woła, woła nas ..."
Byłem z tymi słowami w pełnej zgodzie i to akurat nie budziło we mnie lęku, stresu czy ... coś! ;)
A nasza kraina wyglądała pięknie tego popołudnia.
W tak rozległym trzcinowisku można spotkać wiele istnień.
Usiadłem nad rzeką i różne insekty mnie oblazły. Ślady pogryzień noszę do teraz.
Ale były też normalne ... muchy!
Uciekłem jak najszybciej i za kolejny cel wybrałem niewielkie jeziorko.
Są powszechne ale zawsze atrakcyjne.
Ostoja obu gatunków czapli.
Życie mewy nie jest łatwe.
Część z nich wybiera nadmorskie przestrzenie, a część nasze warmińskie wody.
Śpiewak to może dla wodniczki komplement, ale jest konsekwentna. Jej głos, podobnie jak trzciniaka, często słychać nad wodą.
Podobnie ten skowronek ... niestrudzony w swoich ariach.
landing :)
te tylne pazurki, nie powiem, niczego sobie :)
Nagły start. Czyżby do owada, który majaczy tu w postaci rozmytej plamki.
w takim terenie nie mogło zabraknąć gąsiorka.
Tę brzozę (do złudzenia przypominającą sosnę :))) ) fotografuję od ... 30 lat! Zawsze mnie inspirowała.
Takie światła. Kompletna metafizyka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)