środa, 20 października 2021

KRUKI - czego o nich nie wiecie?

 Kochani, jest już dostępne opracowanie o krukach. Swoje kilkuletnie obserwacje wraz z bogatą dokumentacją fotograficzną, zebrałem w jedno miejsce. Nie bawiłem się w literaturę. Suche fakty są podane bez zbędnego wodolejstwa więc wiedzy jest bardzo dużo. 

 

 


Chętnych do nabycia proszę o info na messengera - Fb Krzysiek Leśny Mikunda

Życzę miłej lektury.

niedziela, 18 kwietnia 2021

Wystawowy poranek.

 A gdybym tak postanowił zrobić wystawę p.t. "Mglista Warmia" dzisiejszy poranek wystarczyłby na jej zapełnienie zdjęciami.

Takie poranki wcale nie są częste, sama mgła nie wystarcza. Jeszcze musi być słoneczny poranek, dodatkowo z chmurami. Wtedy i tylko wtedy w powietrzu wisi to coś. Nietuzinkowa temperatura barwowa dodaje zdjęciom niezbędnych akcentów kolorystycznych.

To właśnie o tym piszę. Słońce, chmury i mgły. W zasadzie święta trójca udanej fotografii terenowej. 

Resztę, czyli ciekawe ukształtowanie terenu, drzewa i wodę Warmia dostarcza na "pstryknięcie palcyma". 


W mglisty poranek wszystko może znaleźć się blisko drogi. Podejrzewam, że przy szczególnie gęstej mgle nawet ryby. ;)


Pejzaż z żurawiem. Kocham to co mgły wyprawiają z drzewami. Taka zwiewna i delikatna mgła, a ... likwiduje drzewa niczym gumka w programie graficznym.



Na skosie.


Nasze ukochane pofałdowania terenu tworzą niesamowite perspektywy.



Dobrze jest mieć przy sobie obiektyw szerokokątny.

 

 

Chwila w której wzrok leci daleko i nie leci zarazem. Stara się lecz mgły skutecznie skracają perspektywę.



Śpiewające drzewko.



Mógłbym tak siedzieć i patrzeć i patrzeć i siedzieć i siedzeniu temu i patrzeniu nie  byłoby końca. 



Poranny pracuś podczas przeglądania karty dań.



Pięknie grały, a z bardzo daleka odpowiadała im druga para.

 

A! zaraz, chyba mam filmik:



Zdjęcie w stylu "one second before" :)

 

Mając na uwadze barwność tła, nie mogłem nie zrobić jej zdjęcia :)


Z pozycji stojącej nie widać tych listuńków więc te kropelczynki są w zasadzie osiadłymi cząstkami mgły. Na szczęście optyka mojego aparatu pozwala je dostrzec, a ja uwielbiam zaglądać do świata King Size.


sobota, 6 marca 2021

Wyszedłem zimą, wróciłem wiosną!

 Gdybym dziś został w domu, a potem jakaś siła sprawcza, powiedziałaby mi co zobaczyłbym wychodząc z domowych pieleszy, niechybnie wyciągnąłbym gumkę z majtek i strzelił sobie w łeb!

Świty stają się co raz mniej dostępne dla śpioszków. Teraz już trzeba wstać o piątej, by zdążyć na wschód, o przedświcie nie wspomnę.

Jednak warto było!

I nie chodzi o to, że widziałem bielika niosącego w szponach lisa, który w pysku trzymał kunę, która w pyszczku trzymała sójkę, która w dziobie miała resztki nornicy. Nie!

Ale o jakość gry świateł, o klimat, ogólnocielesno-duchową radość bycia w tym momencie w tej części planety.

Już przedświt napawał i natychał.



Żury na warmińskim pogórzu. Czy jest coś bardziej surowego w odbiorze?

Wiem, jest - niedosmażony kotlet mielony ;)



Gospodarz jeszcze śpi, a tuż za płotem dzieje się, oj dzieje.



Kozły teraz budują poroża. Trudna pora na zebranie minerałów do tworzenia kości, ale parostki nie są przesadnie duże, więc dadzą radę.



Z lewej strony najbliższa nam Gwiazda już oświetla Warmię muskając po szczytach moren, a księżyc wciąż ma się doskonale.



No i jest! Słońce zaczęło od ślizgania się po lodzie :)



Żury już są wszędzie!



Ciągną zewsząd. W głębokiej drugiej części kadru znajdziecie kolejne.



No dobra - miałem farta :)



Spotkanie z tymi jeleniami zasługuje na odrębny wpis i tak uczynię. 

Przypominam, że ciągle chodzę ze szkiełkiem 40-150mm.

Mam nadzieję, że to spotkanie będzie odpowiedzią na część niepoważnych komentarzy sugerujących, że ganiam po lasach i głównie płoszę zwierzynę.

Ale póki co cieszmy oko zimową potyczką młodych byczków. Uchwycenie tej sceny to aż nadmiar szczęścia jak na dziś. Pewnie w domu coś stłukę albo karma wyrówna się jakoś inaczej :)



Moją dzisiejszą leśną ekstazę zwieńczył krążący nade mną bielik. Z właściwym temu gatunkowi hedonizmem, wyruszył na przegląd okolicy (czytaj szukania łatwego żarcia czyli padliny) dopiero gdy się ociepliło. Znalezienie ich mroźnym świtem jest praktycznie niemożliwe. Wtedy nie mogą korzystać z opcji szybowania (brak kominów powietrznych), a machanie takimi "deskami do prasowania" zimą kosztuje zbyt wiele energii.



A tu już z samochodu w drodze do domu - pustułka na swojej czatowni. Widuję ją tu regularnie.


sobota, 27 lutego 2021

Droga ... olaboga!

Śnieg rzadko jest sprzymierzeńcem fotografa. Dziś nie był!

Przede wszystkim wczoraj stopniał, a ten, który pozostał w nocy zamarzł. 

Leśna droga  zamieniła się w łyżwostradę i słowo honoru mógłbym pierwsze dwa kilometry pokonać na łyżwach.

Iście po takiej drodze to koszmar koszmarów. Nogi bez najmniejszego uprzedzenia przystępują do fokstrota, a ratujący się prze upadkiem człowiek wygląda co najmniej śmiesznie jak na kogoś, kto miał w  planie się skradać. 

Te drobne łaty ziemi były wielką nagrodą. To wyspy ocalenia, oazy równowagi i enklawy spokoju. Niestety chrupiące. 

Oczywiście od razu wpadłem na pomysł, żeby iść lasem, w sensie bezdrożem. Niestety tam królował śnieg generujący 60-cio decybelowe chrupnięcia. Sytuacja bez wyjścia.

Aby nie budzić wszystkiego w promieniu kilometra zdecydowałem się iść oblodzonym fragmentem drogi. On był najcichszy z tego wszystkiego jednak utrzymywanie pozycji w miarę pionowej kosztowało mnie mimowolne zaangażowanie wszystkich mięśni łącznie z tymi odpowiedzialnymi za ruch małżowin usznych. Te w momentach utraty równowagi zjeżdżały mi się gdzieś z tyłu głowy. Szedłem wstrząsany apoplektycznie jak dotknięty ciężkim przypadkiem Touretta, a to tylko gwałtowne reakcje na uślizg nogi na lodowej muldzie. Wiem, Was to rozbawi ale mnie nie bawiło :) Przestało mnie martwić, że ubrałem się zbyt lekko. Po kilometrze byłem mokry jak liść, który w trakcie ulewy utknął w rynnie. 

Pogodziłem się z faktem, że dziś imponujących obserwacji nie będzie. Ot spacer i ruchu trochę.


Co mnie zaskoczyło to to, że w niektórych fragmentach lasu służby "Słonecznego Patrolu" ... pozamiatały zimę! Ani śladu śniegu. I tu się szło! Grzęzło się w błocku ale po cichu!


Oczywiście nie wszędzie tak było. Przyznać jednak musiałem, że biały ekranik robił robotę.



Się szło i się zachwycało nad zmiennością dzisiejszego lasu. Chcesz wiosnę, proszę bardzo, chcesz zimę, proszę bardzo :)


Nieco eksperymentalnie sfotografowana sikora uboga, choć bardzo chciałem uwierzyć, że to czarnogłówka. 


Zaskakujące wydało mi się to, że znalazły się obszary lasu, w których śnieg zniknął między drzewami i jednocześnie otwarte poręby zaśnieżone jak w styczniu. Czyli to nie słońce odpowiada za zniknięcie śniegu w lesie, a rodzaj "poduchy powietrznej", mikroklimat jaki tworzy osobliwe zastoisko ogrzanego powietrza, które "ugrzęzło" między drzewami. Na otwartej przestrzeni nic tego powietrza nie zatrzymuje i efekt widać.


Nie mniej jednak fotogeniczne, choć przykre dla miłośnika lasu rozumianego jako skupisko drzew ...

Lasu rozumianego, nie miłośnika :))))


Jagody hmmm ... jeszcze się na nie nie wybierajcie ;)



Mój brat! 

Dobrze, że choć on mnie nie rozczarował. Nad moją głową przeleciały jeszcze dwa krzykliwce, niestety mój aparat uznał, że chcę sfotografować gałęzie grabu i upierdliwie ostrzył coraz to na inną gałązkę, a każda miała maks 0,5 cm. grubości ... Tak to jest gdy aparat jest inteligentniejszy od właściciela.

Cieszę się, że zabrałem Was choć raz na taki zwykły, niezbyt udany spacer :)






sobota, 2 stycznia 2021

Nowy Rok

 Przede wszystkim witam Was drodzy Czytelnicy w 2021!

Dzisiejsze wyjście do lasu było magiczne. Oddech ciszy i równowagi, tajemniczy las osnuty mgłą i moja wyczekana w nim obecność napełniły mnie niezwykłym nastrojem. Nie myślałem ani o tym co przyniósł rok 2020 i nie zastanawiałem się co przyniesie właśnie rozpoczęty. 

Konsumowałem chwilę modląc się, by trwała wiecznie. Taka bezmyślnie radosna, dziecięco naiwna.

Nie miałem innych oczekiwań niż to, by być tu.


Nie uraczę Was nie wiadomo czym. Nie chciało mi się robić zdjęć. Chłonąłem las, ładowałem akumulatory. Organizm mam wciąż pokowidowo sfatygowany. Pazernie wdychałem czyste powietrze.


Sam nie wiem jak to się stało, że przeszły przede mną. W ogóle ich nie szukałem. Ich absolutnie bezfoniczny przemarsz jest zjawiskowy. Zawsze odnoszę wrażenie, że obserwuję scenę, która nie jest przewidziana człowiekowi, że wykradam jedną z leśnych tajemnic. Są zamyślone, jakby pogrążone w jakiejś zadumie. Nigdy nie wiem czy zaskoczyłem jelenie czy las w ogóle. Nie bez znaczenia dla doznań jest pora dnia i aura.


Przeszły łanie i cielaki, a stadko zamknęła równolatka tego szpicaka. Uznałem, że nie ma sensu publikować większej ilości bardzo podobnych zdjęć.


Chwilę później, już zupełnie niespodziewanie przemaszerował przede mną ten jegomość.

Długo się przyglądałem nie mogąc się nadziwić czego szuka w tej warstwie suchych i hałaśliwych liści?

Wokół miał bardzo obfity podszyt ... nie przestaną mnie zaskakiwać.


Na koniec znalazłem kwiaty, które dziś "zakwitły" na biało.


Teraz mogę spokojnie zabrać się za pracę nad nożami :)



sobota, 19 grudnia 2020

Już nie jesień, jeszcze nie zima ...

 W sposób bezpośredni i pośredni covid uniemożliwił mi wychodzenie do lasu na przestrzeni 6 tygodni.

Wprawdzie w fazie wychodzenia z choroby poszedłem na krótki spacer ale to nie była "moja wyprawa". Zresztą długo żałowałem tego wyjścia. 

Nie ma co się dziwić, że gdy dziś wszedłem do lasu, czułem się niemal jak Włodzimierz Puchalski, który w książce WYSPA KORMORANÓW opisał radość z odnalezienia po wojnie sprzętu fotograficznego, który zakopał w lesie gdy ta tylko wybuchła. Tę książkę czytałem w wieku 15 lat i do dziś czuję Jego emocje.

Las u schyłku jesieni jest w zasadzie mieszanką mroku średniowiecza i klimatu rosyjskich bajek animowanych z lat 70-tych. Z jednej strony absolutny brak światła, z drugiej "klimat" który przenosi do nieznanej krainy. Nie dająca nadziei bezptasia cisza, długo utrzymujące się mgły i przejmujący oddech wilgoci. Usłyszane po 3 godzinach marszu sikory przywróciły mi świadomość obecności tu i teraz, wybijając jednocześnie ze snu p.t. "jesteś mokrym liściem leżącym w tajemniczym lasie".

Trudno o tej porze mówić dzień, jeszcze trudniej o tym przejaśnieniu mówić światło. O tej porze roku świt nie jest wprawdzie "złotym kwadransem", jest bardziej "burą godziną" ale dziś ćpałem ten nastrój, wdychałem, chłonąłem i nasączałem się tym wszystkim za czym tak bardzo tęskniłem.


Trudno mi się przyznać do siły wzruszeń. Gdy człowiek tak ciężko przechorował covida jak ja, inaczej patrzy na to co wcześniej uważał za normę. Dziś wiem jak krucha jest normalność i to daje mi nowe światło, inny rodzaj odczuwania leśnej wyprawy. Brakowało mi ostatnio tej emocjonalnej świeżości. 


W otulającym wilgocią półmroku zjawił mi się byk tak niewyraźny jak jak tylko mógł być w tych okolicznościach. Dziw, że go w ogóle wypatrzyłem.


Miałem też przyjemność obserwowania ... chyba rodzeństwa. Szpicak i młodziutka siostra.


Nie widział mnie i nie czuł choć patrzył m.in. w moją stronę.


Po czym spokojnie żerował, co skrzętnie wykorzystałem, by podejść nieco bliżej.


Gdy odszedł, widziałem go raz jeszcze. Tym razem już w leśnej gęstwinie. 



W drodze powrotnej wciąż mogłem robić "klimatyczne kadry".



Ze szczęścia kręciło mi się w głowie. Piękny poranek, pełen osobliwych emocji.