Wciąga mnie świat makro, tym bardziej, że ostatnio nie daje o sobie zapomnieć.
Po 6 suchych tygodniach, gdy zjawiam się w lesie, mam wrażenie, że komary skrzykują się z całej okolicy!
"Hej mamy frajera! Jest i krew i niewyczerpywalny wodopój w jednym!"
Tak przynajmniej to odbieram. W sobotę nie miałem żalu, bo nie skorzystałem z repelentu, ale w niedzielę opsikałem się z nadzieją, że sobotni scenariusz nie powtórzy się!
Nie pomogło - powtórzył się.
Nie przypominam sobie takiej determinacji komarów i takiej ich ilości. No szok!
Rozprowadziłem DEET po zewnętrznych częściach dłoni, to pogryzły mnie nawet w gruboskórne poduchy wewnętrznej części dłoni.
Przyznaję, że trzeba sobie odpowiedzieć na kilka kluczowych pytań i sięgnąć do najgłębszych obszarów motywacji, by pozostać w lesie. Usiąść i poobserwować otoczenie przez 20 minut?
NIEWYKONALNE!!!
Pomijając tę subtelną niedogodność, owadzi świat skupił na sobie moją uwagę.
Bardzo żałuję, że nie miałem świadomości, że fotografuję tak rzadki, a przede wszystkim niezwykle interesujący okaz - zgłąb!
Gatunek, o którym materiałów jest jak na lekarstwo.
Gdybym wiedział, skupiłbym się bardziej na jakości zdjęcia i pełniej go udokumentował.
Widoczne pokładełko, przy pomocy którego samica składa jaja, osiąga 7 cm długości!
To powoduje, że cały owad osiąga nawet 12 cm długości - imponujące!
Kontrasty białych plamek na czarnym tle i jaskrawo pomarańczowo prześwietlające się kończyny robią wrażenie.
Wrócę do nich, wiem gdzie są!
Owady są na maksa wdzięcznymi obiektami.
Ich skomplikowana, imponująca budowa, kolory i biografie przyprawiają o zawrót głowy.
To leśna osa - żartów nie ma, ale nie mogłem sobie odmówić sesji :)
Co za kudłacz! Nie znam się na owadach, nie umiem powiedzieć czy to przedstawiciel pszczolinkowatych czy nie. Jeżeli ktoś z Was ma taką wiedzę, chętnie się dowiem kto zacz.
No one wprawdzie zawisają w powietrzu ale i tak próba sfotografowania go w locie zajęła mi ok. pół godziny. A to głównie dlatego, że uparłem się, że nie zrobię zdjęcia na tle niebieskiego nieba i już.
Chciałem, by w tle zamajaczył las, a wtedy focus głupiał i tak to Panie o! :)
Ważki nigdy nie przestaną mnie zadziwiać.
To zieleńczyk ostrężyniec - kiedyś już o nim pisałem. Małe zielonometaliczne cudko, nerwowo poruszające się z rośliny na roślinę. Zawsze nisko nad podszytem. Mienią się w słońcu niebywale.
No i mamy sedno tej opowieści!
Udało mi się sfotografować szklarnika leśnego, jedną z najpiękniejszych ważek w trakcie konsumowania ofiary.
To co zwróciło moją uwagę, to ważka, tak jak większość drapieżników z wyższych szczebli ewolucyjnych, trzyma swoja ofiarę za "gardło"!
Piszę gardło w cudzysłowiu, bo przyznam nie wiem, czy w przypadku owadów można tak to określić.
Tu wyraźnie widać odwłok ofiary.
Cieszą mnie te zdjęcia. To wyjątkowa pora by nacieszyć się bogactwem przyrody. Potem pozostaje już tylko gruby zwierz :)
Przyznacie, że widok owada utytłanego w pyłkach robi wrażenie :)
Niezwykle interesujący świat. Będę do niego zaglądał.
Żeby nie było, że tylko owady, wstawiam zdjęcie, które bardzo na mnie działa, a które zrobiłem w sobotę.
To jest ten klimat i to światło, które bardzo lubię. To prawdopodobnie pierwiosnek, głowy nie dam.
Niestety zajęty zdjęciem, nie skupiłem się na odgłosie i go nie zapamiętałem - mój błąd! Tak czy siak, to jeden z pokrzewkowatych. :)