Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 maja 2014

Szwedzkie drapole!


Dziś moje święto, doczekałem się! W końcu ptaki drapieżne!
Szwecja stwarza wyjątkowe warunki do obserwacji szponiastych. Przede wszystkim, jeżeli chodzi np. o Błotniaki Stawowe,  szwedzkie jeziora to głównie "oligotrofy", czyli zbiorniki o słabo rozwiniętym pasie przybrzeżnym, nieurodzajne, biologicznie czyste, ale ubogie. Egzystuje tu sporo gatunków ptaków i zwierząt, ale są reprezentowane przez małą liczbę osobników. Tym samym Błotniaki nie mogą liczyć na rozległe trzcinowiska, zakładają gniazda w takich warunkach jakie zastały. To okazja na wykonanie fotografii ze stosunkowo niewielkiej odległości, bezpośrednio z łodzi. Żeby nie dojść zbyt szybko do wniosku, że to takie proste, podkreślam, że w takich okolicznościach te ptaki są dużo ostrożniejsze i starają się trzymać z daleka od ludzi. Ale miałem szczęście i samiec przeleciał mi bezpośrednio nad głową. Sam nie przepadam za zdjęciami ptaków na tle nieba, ale w tym poscie będzie ich sporo. A to dlatego, że tych gatunków z tak bliska nie widziałem w Polsce, więc jest możliwość pokazania ich stosunkowo dokładnie. Szczególnie zależy mi na prezentacji Rybołowa, jego gracji, niewiarygodnie długich skrzydeł i w ogóle wyjątkowo pięknej sylwetki. To jeden z najpiękniejszych "drapoli" naszej strefy.
Szwecja przywitała mnie wieloma widokami starć i zwad między gatunkami. Awantury najczęściej wszczynają wrony siwe. Wyczyniają cuda, by sprowokować samicę innego gatunku do opuszczenia gniazda. Z lękiem obserwowałem gniazda Rybołowów w trakcie takich scysji, obawiając się, aby inna wrona nie usiadła i nie zniszczyła lęgu.



Błotniaki Stawowe w stosunku do sporej powierzchni skrzydeł, są stosunkowo lekkimi ptakami.  To powoduje, że ich lot wydaje się niestabilny, chybotliwy. Zachowują się jak latawiec w rękach dziecka, kołysząc się w lewo i prawo podczas szybowania pod wiatr. Uwielbiałem przyglądać się, gdy na zmianę samica, ale częściej samiec latali po budulec na gniazdo.
Zaskoczyło mnie to, że samiec zawsze niósł gałązki czy trzcinę w szponach, a samica jak może dostrzeżecie, w dziobie.
Samica była tak ostrożna, że nie podniosła toru lotu ani o centymetr wyżej niż widzicie na zdjęciu poniżej. Zwróćcie proszę uwagę, że w dziobie niesie całkiem sporo trzcin.



 
Rybołowy to już zupełnie co innego. Trzeba mieć nie lada refleks, by je fotografować. Poruszają się znacznie szybciej niż Błotniaki. Mimo wyraźnie większych parametrów ciała, są niezwykle zwinne i przemieszczają się bardzo nisko nad koronami drzew lub na ich tle.
Nie mniej jednak doczekałem się parady nad moją głową, co o mało nie przypłaciłem wypadnięciem z łódki. Nadążenie z obiektywem za tym sprinterem jest bardzo trudne. Ale dzięki zaufaniu jakim obdarzyła mnie ta samica, mogę pokazać Wam niezwykłe piękno tego gatunku.




Udało mi się z pewnej odległości utrwalić siedzącego osobnika. Piękna, dumna sylwetka z silnie kontrastującym podbrzuszem i piersią, jest zachwycająca. Bardzo trudno jest zbliżyć się do siedzącego Rybołowa, jest szczególnie płochliwy. Zrobiłem co mogłem - bliżej się nie udało.
    Zwróćcie uwagę na szpony, na zdjęciu poniżej widać je wyraźnie ... coś niesamowitego!                   Wspaniały oręż.


                                          Poniżej transport budulca niesionego do gniazda.
                                          Moment przed lądowaniem na gnieździe.
                                          Lądowanie.
                                     Walka z wronami zajmuje Rybołowom sporo czasu.       


    A na zdjęciach poniżej sprzeczka małżeńska, samica bardzo niezadowolona,
    że samiec próbuje odpocząć ... życie :)
 Rybołowy, jak większość orłów, do budowy gniazd wybierają najstarsze, tym samym najwyższe drzewa. Skandynawskie sosny, ze względu na ubogie, skaliste podłoże oraz surowy klimat, nie wyrastają tak jak nasze. Gniazda znajdują się tak nisko, jak nigdy nie mogłyby się znaleźć w Polsce.
To umożliwia wykonanie takich unikalnych zdjęć jak te powyżej, bez maskowania i konstrukcji na sąsiadujących drzewach.
Fotografowałem jeszcze myszołowy i Bielika, ale niestety z odległości, które nie dały szansy na ciekawe zdjęcie.  Bielika widziałem kilkakrotnie, był jednak zbyt płochliwy na udaną sesję.
Po tym urlopie mam sporą satysfakcję, ale mam już plan na przyszłoroczny wyjazd - zdjęcia będą zupełnie inne:)

niedziela, 11 maja 2014

Szwecja, jezioro, las nie las ...

Wróciłem właśnie z wędkarskiej wyprawy do Szwecji. Nie ukrywam, że wędkarstwo było moją pasją od dzieciństwa, kiedy jako kilkunastoletni chłopak wygrałem zawody wędkarskie na kanale Szymońskim. Ten wyjazd był jednak inny, ponieważ od pewnego czasu dojrzewa we mnie bezsens takiej formy spędzania czasu. Po latach (późno, bo późno) dociera do mnie przekonanie, że ryby stały się celem wędkarzy z dwóch prozaicznych powodów. Nie mają mięśni mimicznych mogących ukazać ból i cierpienie oraz niestety cierpią milcząc. Od jakiegoś czasu nie pociesza mnie nawet fakt, że byłem jednym z pierwszych w Polsce propagatorów zasady "no-kill" i wypuszczałem złowione ryby. Pisałem na ten temat wiele artykułów do czasopism wędkarskich, przekazałem tą ideę wielu znajomym. W tym roku łowiłem wyłącznie na przynęty z pojedynczym hakiem, a i tak budzi się we mnie niechęć do kontynuacji tego procederu. Tym bardziej, że przy dzisiejszej technologii wędkarskiej, "zwycięstwa" nawet nad ogromną rybą, nie można uznać za dowód jakiegokolwiek kunsztu czy umiejętności - ryba po prostu nie ma szans. Między innymi z tego powodu poświęciłem wiele czasu na robienie zdjęć przyrodniczych. Szwecja jest idealnym do tego miejscem. Wykonałem prawie 3 tys. ujęć. Oczywiście zdjęć tzw. dobrych jest znacznie mniej, tym bardziej, że wiele z nich wykonałem z płynącej łodzi, czyli o ostrość było ciężko :) Chcę się z Wami podzielić reportażami z tej wyprawy, ponieważ zwyczaje znanych nam gatunków są w Szwecji nieco odmienne. Dzisiejszy post jest wstępem do krókiej serii i służy pokazaniu piękna tego kraju. Zdjęcia w Szwecji robię od kilkunastu lat, ale w tym cyklu pokażę wyłącznie zdjęcia z ostatniego wyjazdu. Kolejne odcinki poświęcę konkretnym gatunkom zwierząt, głównie ptaków.
Znalazłem urokliwe bagienko, które przed wschodem słońca dało mi piękny spektakl mgieł i lustrzanych odbić wspomagany odgłosami ptaków. To miejsce lęgowania m.in. łysek, perkozów, gągołów, krzyżówek, łąbędzi, a nawet mew.




    Urocza para mew białogłowych z ciepłymi kolorami zachodu słońca w tle.



W drodze do tego uroczyska udało mi się podejść ukrytego w oszronionej trawie zająca. Doprawdy miał charakter, do ostatniej chwili nawet nie mrugnął powieką. W Szwecji zwierzęta podchodzą bardzo blisko siedlisk ludzkich. Szwedzi budując domy starają się w jak najmniejszym stopniu ingerować w środowisko, a to odwdzięcza się wysokim stopniem akceptacji człowieka.

Nie wiem jeszcze co to za kruszywo, ale spodobała mi się ta niespotykana biel w skale. Sprawdzam co to jest, gdy się dowiem - opiszę.

Poniżej pokazuję kilka zdjęć, które dokumentują niezwykłe, szwedzkie nieba. Takie obrazy powstają dzięki temu, że pułąp chmur w tym miejscu jest bardzo niski, a niebo widać na odległości wieeeelu kilometrów. Pogoda nad ogromnym jeziorem Vetter jest zmienna jak ... kobieta:)
Muszę przyznać, że jak leje, to leje. To jezioro o długości 140 km (!) nie zna kompromisów. Jest znane jako szczególnie niebezpieczne. W czasie silnych wiatrów zatonęło tu wiele łodzi, a nawet statków, doszło do wielu tragedii. W jednej z nich, wraz ze statkiem wycieczkowym zatonęło prawie 300-u ludzi! Vetter ma złą sławę, ale jest piękne i wyjątkowe w swoim uroku.










... respekt naturze za malarskość tej kompozycji.

Jak to bywa nad ratuszami ... zbierają się ciemne chmury ;)

W tym poscie nie pokazuję jeszcze konkretnych gatunków zwierząt, ale nie darowałbym sobie, gdybym nie pokazał chociaż jednego ujęcia, bodaj najpiękniejszej gęsi, czyli Bernikli Kanadyjskiej. 
Populacje zamieszkujące Skandynawię powstały prawdopodobnie od osobników, które uciekły z hodowli i parków, gdzie były trzymane jako ptaki ozdobne (Wikipedia)


Pogoda nie zawsze pozwalała na udane zdjęcia, a w zasadzie na tej wyprawie tak było znacznie częściej. Zdjęcie poniżej wykonane w półmroku, ukazuje jednak, jak blisko siebie egzystują różne gatunki ptaków. 

Tu mewa i pliszka wystartowały z jednej małej skałki na wodzie. Taka scena trwa ułamek sekundy, nie zdążyłem podjąć decyzji co ma być tematem zdjęcia, mewa czy pliszka. Strzeliłem migawką w ... kosmos i wyszło jak wyszło ;)

Następny wpis poświęcę właśnie Bernikli Kanadyjskiej. Serdecznie zapraszam.

środa, 26 marca 2014

fototapeta po skandynawsku ...

Obiecałem, że w tak zwanym międzyczasie, wstawię kilka kolejnych zdjęć z "mojej Szwecji".
Czynię to z tym większą przyjemnością, że pobyt tam, łączy kilka moich pasji jednocześnie.
Obcuję z naprawdę dziką przyrodą, fotografuję ją, a przy zupełnej okazji łowię ryby, które oczywiście wypuszczam. Szwecja, w szczególności to miejsce, w którym bywam, nie daje się porównać do niczego, co znam z Polski. Długość jeziora przekracza 140 km! Szerokość ... 40 km. Z tym faktem wiążą się zjawiska, które ciężko zaobserwować w innych warunkach. Z wody tego jeziora, widać  kilkadziesiąt kilometrów nieba. A niebo nad takim zbiornikiem zachowuje się jak nigdzie indziej. Nakładające się na siebie perspektywy chmur tworzą niewyobrażalne tekstury. Arcydzieło rzeźby z wykorzystaniem niecodziennej materii - sekstyliardów mikrokropelek unoszącej się w atmosferze wody. Wyrastające z tafli jeziora wysepki skalne walczą o przestrzeń z ulotnymi obłokami, niestety często te bitwy przegrywając. Gęstniejące opary, mgły czy inne zjawiska ... hydro-atmosferyczne (sic. neologizm własny) przykrywają szczelnie skały czasami całe wyspy i usuwają je z horyzontu jak Photoshop gumką niewygodne detale.
Nie jestem w stanie w krótkim reportażu pokazać wszystkich zjawisk i nie byłbym nawet gdybym tam długo mieszkał. Mikroklimat tego akwenu jest niezwykle kreatywny. Przekazuję jedynie cząstkę, momentami aż kiczowatych uroków tego miejsca. Nawet nie dotykam kwestii fauny czy flory, a jedynie pejzażu. Jezioro Vettern ma też złą sławę. Wzburzone wody sztormowego jeziora są bardzo niebezpieczne. Pochłonęły wiele ofiar. Zatonął m.in. parostatek wycieczkowy z 286 pasażerami. Wszyscy zginęli.  Miałem kilka okazji być świadkiem gniewu "Pana tej wody" ... W jednym przypadku porzuciliśmy łódź i wracaliśmy pieszo, idąc nocą skandynawskim lasem. Zaznaczam tą skandynawskość lasu, bo on nie ma nic wspólnego z naszym. Kamienie są przykryte kilkucentymetrową warstwą mchu. To nie kończąca się pułapka dla stóp. Nogi wpadają w kamienne wykroty, doły i szczeliny. Nie ma ziemi, nie ma wypełniacza! Skały i mech. Odcinek 2 km. pokonywaliśmy ponad 3 godziny. Ale dość tej martyrologii. Życzę miłego przeniesienia się do krainy chłodu i mroku ale też niepowtarzalnego piękna, które jak mam nadzieję, choć w części udało mi się utrwalić. Zdjęcia pochodzą z różnych pobytów i ... z różnych sprzętów. Najczęściej z tzw. małpek, więc darujcie ziarno - to się więcej nie powtórzy :)













 Nie chcę tworzyć odrębnego posta dla naszego Bałtyku, więc te ostatnie cztery zdjęcia dołączam głównie z tego powodu, że nasze morze jest nieodłącznym elementem kojarzącym mi się ze Szwecją.
To zbiór wspólny naszych krajów i etap podróży, który przenosi mnie już mentalnie w inną przestrzeń.