Pomyślałem, że to idealna parafraza do przeciętnych zdjęć, których nie chce się oglądać, tym bardziej chwalić czy krytykować.
Ale niech rzuci kamień fotograf, który ich nie robi!
Ja robię, mało tego, stanowią dominację w moich przepastnych archiwach. Rzeczywistość lubi utknąć w środku "dzwonu Gaussa", a rzeczywistość to wartości średnie, to masówka, to szarzyzna i przeciętność. Widzimy to na każdym kroku i nie czepiam się biednego społeczeństwa, które w swojej masie jest boleśnie nijakie. Nie warto walczyć ze statystyką, ona rządzi bez względu na to czy nam się to podoba czy nie. Na szczęście ta sama dołująca statystyka, przewidziała najdalej wysuniętą wartość krzywej Gaussa na osi "x". Tam, wśród +/- 2,1% zdarzeń kryją się, które są nagrodą, kolorytem, wisienką na torcie codzienności!
Dla tych 2,1% podejmujemy próby, staramy się wbić "w rant dzwonu". Na nieszczęście nawet w ramach tych starań wypełniamy zbiór zdarzeń przeciętnych ale raz na jakiś czas ... raz na jakiś czas ...
No właśnie!
Dziś z wyjątkiem jednego zdjęcia, pozostałe to przeciętniaki.
Postanowiłem je pokazać, bo one są treścią większości moich wyjść w teren, są prawdą o tych wyjściach, moją codziennością, moją rzeczywistością.
Mając to na uwadze, dlaczego miałbym ich nie pokazać w extra poświęconym "przeciętniakom" wpisie?
I tak rano, gdy wychodzę do auta, często wita mnie moja sąsiadka sójka.
Ptak powszechny, światła nie ma i do tego pospolita brzoza ... nuda!
Jakiś czas później, gdy słońce zdecydowało się zabrać do roboty, zastaje mnie w lesie. "Oko Saurona" przygląda mi się, a ja jemu. Niestety prawie nigdy nie mam wpływu na to gdzie to się wydarzy, więc i to zdjęcie ... no lipa. Wiadomo, że szukając zachwytu, powinienem podjechać nad jezioro Ukiel i złapać ten moment między masztami jachtów, gdy tuż nad lustrem wody leci krzyżówka.
To zdjęcie z cyklu "polana, jak polana i tylko autor wie dlaczego chciał ją sfotografować"
Autor wie, bo nad tą polaną przeżył setki fantastycznych obserwacji, zdarzeń i chwil. Autor ma do tej polany słabość i już :)
Nieuchwytny urok lśnienia słońca na brzuszku jaskrawego ptaszka. Kto kocha dostrzegać smaczki przedwiośnia, wie o co mi chodzi. Nie chodzi o ptaka, o gatunek, o portret. Fantastyczne jest go zauważenie, obecność zwiastunów wiosny, świateł których koloryt jeszcze miesiąc wcześniej nie istniał.
A zdjęcie ... a zdjęcie zwykłe takie. Plątanina chabazi i jakiś ptaszek, też mi coś. :)
To zdjęcie jest kwintesencją przeciętności. Gągoł sam, bez akcji, leci, trzcina, woda, nic nie dzieje się ... nuda.
Tu może to muśnięcie lotkami wody ale z daleka. To właśnie jest nasza, moja codzienność. Mnóstwo obserwacji z daleka. Nie można się do nich dobrać, nie można lepiej pokazać. Setki i tysiące takich zdjęć ... po nic prawie.
Nie ma nic bardziej przeciętnego niż zdjęcia wiewiórek. Gorsze już są tylko zachody słońca nad wodą.
Na szczęście przeszła w takie miejsce, że silne kontrasty i obrysowe światło zaczęło mi się podobać.
W tym momencie już byłem całkiem całkiem w radości.
Tu wiewióra rozwaliła system! O to chodzi w fotografii przyrodniczej! Złapać coś nietuzinkowego.
To zdjęcie, oczywiście moim zdaniem, jest kwintesencją tego co robię. A co robię?
Głównie poluję i czekam na uwiecznienie momentu, który mnie zaskoczy.
W tym przypadku to wciąż powszechna wiewiórka ale przynajmniej ja, nigdy wcześniej nie widziałem jej w takiej pozie. Mi to wystarcza, wiewiór wylądował w krawędzi dzwonu po prawej jego stronie. Przynajmniej w moim archi! :)
Na koniec dla ciekawości znalazłem na stronie https://www.lekomaniablog.pl/tag/krzywa-gaussa/
szkic krzywej Gaussa. Akurat tu wzięto pod uwagę rozkład takich cech, ale przebieg krzywej opisuje rozkład normalny, dotyczący większości naszych cech, zjawisk, zdarzeń ...
Warto pamiętać o tej krzywej, gdy nam coś nie wychodzi :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sójka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sójka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 15 kwietnia 2019
sobota, 25 listopada 2017
Poza nurtem życia.
To jeden z najwspanialszych dni mimo tego, że jeden z bardziej beznadziejnych.
Beznadziejny ponieważ naprawdę niemal bezowocnie pokonałem kilkanaście kilometrów w deszczu, wspaniały, bo wytęskniłem się za lasem i każdy kilometr, mimo, że pogoda nie rozpieszczała, chłonąłem jak gąbka wodę. Tak, chłonąłem to dobre słowo, mając na uwadze utrzymującą się mżawkę.
Wszędobylska ciemnawość też nie była przeszkodą w kontemplacji natury.
To co mnie zaskoczyło, to mimo wilgoci godnej okolic Hadrian's Wall, podszyt był naprawdę głośny.
Oczywiście przyczyną była ilość liści, które już całym kompletem zaległy pod pniami swoich żywicieli. Do tego długo utrzymujące się silne wiatry wyścieliły las "odłamańcami". Pełno wiatrołomu i niestety również połamanych dorosłych drzew.
Dość szybko zrozumiałem, że o fajną obserwację będzie trudno.
Gdy jeszcze przed świtem spotkałem polującego kota, postanowiłem go "trzasnąć" przy ISO 8000, bo coś czułem, że to może być dziś jedyny ssak. :)
Kocha się koty lub nie ale "tego czegoś" nie można im odmówić. Mają "to coś" i już :)
Unikalnej urody leśne jezioro mimo, że wciąż pogrążone w niemal nocnym śnie, dźwigało już na lustrze pokaźne stado gągołów.
Im pogoda najwyraźniej nie przeszkadzała. Hałaśliwie zrywały się do lotu i przeleciawszy kilkadziesiąt metrów, siadały na szklistym w bezruchu, lustrze wody.
W lesie panował niebieskawy półmrok. Charakterystyczna barwa dla wilgotnych dni tej pory roku.
To nie świerk, to istny świerciszon!
Piękna grupa starych świerków jest prawdziwą ozdobą lasów.
Nawet jeżeli ze względu na warunki siedliskowe, powinny tu rosnąć wyłącznie drzewa liściaste, nie wyobrażam sobie naszych lasów bez tych drzew. Świerki ze względu na pokrój, są jednymi z najbardziej klimatotwórczych (o nastrój chodzi nie o klimat) drzew lasów naszej strefy.
To drzewo zakończyło jeden cykl - swojego życia, a teraz rozpoczyna kolejny - mega-giga życia.
Rozkładając się przez lata będzie dostarczało pożywienia milionom istnień. Owady w murszejącym drewnie złożą larwy, tym samym przysłużą się ptakom. Drewno mineralizowane przez drobnoustroje m.in. w procesach gnilnych, wprowadzi do gleby bezcenne ilości mikro i makroelementów. Te wykarmią grzybnie, użyźnią glebę, stworzą bezcenny fundament dla całej mikoryzy tego miejsca. Leżące drzewo to również rezerwuar wody. Pod pniem utrzymywana jest wilgoć bez względu na pogodę.Wiele lat po tym jak zniknie forma leżącego drzewa, wzdłuż zmurszałego i zmineralizowanego ostatecznie pnia, prze kolejne jeszcze lata będzie rosła inna roślinność, inne gatunki niż kilkanaście metrów dalej. To bezcenny proces odnowienia. Tak powstające "oazy żyzności", pozwalają wprowadzić wgłąb lasu wiele gatunków roślin, które nie zaistniałyby bez "zastrzyku minerałów" z rozkładającego się drewna.
Nie można przecenić roli obumarłych drzew w ekosystemie.
Sikora czarnogłowa jak na życzenie zapozowała raz demonstrując lewy, a raz prawy profil.
Dzięki temu w atlasowy sposób, a przy okazji w ładnej scenerii możemy przyjrzeć się temu ciekawemu gatunkowi.
Widać rozmyte krawędzie krawacika i matową czapeczkę sięgającą aż do płaszcza. To typowe cechy odróżniające ją od sikory ubogiej. Oczywiście najważniejszy jest też biotop. Ubogiej w środku takiego ogromnego starodrzewia nie uświadczysz :)
Wiem, mogłoby być lepiej ale wyłowienie jej w tej "bambusowej" gęstwinie nie było łatwe.
Młody bielik ostatecznie przeleciał 15 metrów nade mną, ale gmatwanina gałęzi przechwyciła ostrość, więc zostało mi to zdjęcie.
Ciągle pada ...
Łyna. Niedoceniona rzeka, bez której Warmia nie byłaby tą samą krainą. O nie!
Utknięte na szczytach konarów liście wydają się pozostawać jakby ... poza nurtem życia :)
Beznadziejny ponieważ naprawdę niemal bezowocnie pokonałem kilkanaście kilometrów w deszczu, wspaniały, bo wytęskniłem się za lasem i każdy kilometr, mimo, że pogoda nie rozpieszczała, chłonąłem jak gąbka wodę. Tak, chłonąłem to dobre słowo, mając na uwadze utrzymującą się mżawkę.
Wszędobylska ciemnawość też nie była przeszkodą w kontemplacji natury.
To co mnie zaskoczyło, to mimo wilgoci godnej okolic Hadrian's Wall, podszyt był naprawdę głośny.
Oczywiście przyczyną była ilość liści, które już całym kompletem zaległy pod pniami swoich żywicieli. Do tego długo utrzymujące się silne wiatry wyścieliły las "odłamańcami". Pełno wiatrołomu i niestety również połamanych dorosłych drzew.
Dość szybko zrozumiałem, że o fajną obserwację będzie trudno.
Gdy jeszcze przed świtem spotkałem polującego kota, postanowiłem go "trzasnąć" przy ISO 8000, bo coś czułem, że to może być dziś jedyny ssak. :)
Kocha się koty lub nie ale "tego czegoś" nie można im odmówić. Mają "to coś" i już :)
Unikalnej urody leśne jezioro mimo, że wciąż pogrążone w niemal nocnym śnie, dźwigało już na lustrze pokaźne stado gągołów.
Im pogoda najwyraźniej nie przeszkadzała. Hałaśliwie zrywały się do lotu i przeleciawszy kilkadziesiąt metrów, siadały na szklistym w bezruchu, lustrze wody.
W lesie panował niebieskawy półmrok. Charakterystyczna barwa dla wilgotnych dni tej pory roku.
To nie świerk, to istny świerciszon!
Piękna grupa starych świerków jest prawdziwą ozdobą lasów.
Nawet jeżeli ze względu na warunki siedliskowe, powinny tu rosnąć wyłącznie drzewa liściaste, nie wyobrażam sobie naszych lasów bez tych drzew. Świerki ze względu na pokrój, są jednymi z najbardziej klimatotwórczych (o nastrój chodzi nie o klimat) drzew lasów naszej strefy.
To drzewo zakończyło jeden cykl - swojego życia, a teraz rozpoczyna kolejny - mega-giga życia.
Rozkładając się przez lata będzie dostarczało pożywienia milionom istnień. Owady w murszejącym drewnie złożą larwy, tym samym przysłużą się ptakom. Drewno mineralizowane przez drobnoustroje m.in. w procesach gnilnych, wprowadzi do gleby bezcenne ilości mikro i makroelementów. Te wykarmią grzybnie, użyźnią glebę, stworzą bezcenny fundament dla całej mikoryzy tego miejsca. Leżące drzewo to również rezerwuar wody. Pod pniem utrzymywana jest wilgoć bez względu na pogodę.Wiele lat po tym jak zniknie forma leżącego drzewa, wzdłuż zmurszałego i zmineralizowanego ostatecznie pnia, prze kolejne jeszcze lata będzie rosła inna roślinność, inne gatunki niż kilkanaście metrów dalej. To bezcenny proces odnowienia. Tak powstające "oazy żyzności", pozwalają wprowadzić wgłąb lasu wiele gatunków roślin, które nie zaistniałyby bez "zastrzyku minerałów" z rozkładającego się drewna.
Nie można przecenić roli obumarłych drzew w ekosystemie.
Sikora czarnogłowa jak na życzenie zapozowała raz demonstrując lewy, a raz prawy profil.
Dzięki temu w atlasowy sposób, a przy okazji w ładnej scenerii możemy przyjrzeć się temu ciekawemu gatunkowi.
Widać rozmyte krawędzie krawacika i matową czapeczkę sięgającą aż do płaszcza. To typowe cechy odróżniające ją od sikory ubogiej. Oczywiście najważniejszy jest też biotop. Ubogiej w środku takiego ogromnego starodrzewia nie uświadczysz :)
Wiem, mogłoby być lepiej ale wyłowienie jej w tej "bambusowej" gęstwinie nie było łatwe.
Młody bielik ostatecznie przeleciał 15 metrów nade mną, ale gmatwanina gałęzi przechwyciła ostrość, więc zostało mi to zdjęcie.
Ciągle pada ...
Łyna. Niedoceniona rzeka, bez której Warmia nie byłaby tą samą krainą. O nie!
Utknięte na szczytach konarów liście wydają się pozostawać jakby ... poza nurtem życia :)
piątek, 7 kwietnia 2017
Jeleni świt!
Widzę co się dzieje. Leśny nerwowy jakiś ostatnio.
Z jednej strony ma dużo pracy i to główny powód ograniczonych wyjść do lasu. Niby się cieszy ale od dawna na eskapady pozostały mu tylko weekendy.
Wiem, że to dla niego zdecydowanie za mało.
I dziś w końcu nadszedł ten dzień. Krótka, nieznosząca sprzeciwu gadka ze mną, czyli jego "nieleśnym ja", zwyczajnym Krzyśkiem i ... pognaliśmy do lasu.
On - Leśny i ja, wewnętrzne alter ego z natury rzeczy skazane na wieczną z nim włóczęgę.
Las przywitał nas dziś niesamowicie.
Zupełnie nieprawdopodobny koloryt budzącego się nieba zatrzymał uwagę Leśnego do tego stopnia, że zatrzymał też jego samochód.
Przecierał z niedowierzaniem oczy. Kontrasty, jakaś dwudzielność albo i trójdzielność palety barw pozostające z niewzruszoną czernią drzew lasu, tworzyły kompletnie abstrakcyjną scenerię.
Żal było zostawiać ten widok, ale Leśny gnał do swoich jeleni.
Teoria mówiła, że o tej porze będą na porębie.
Mimo nadludzkiej cierpliwości zakończonej niemal godzinnym wyczekiwaniem w bezruchu ... nic.
Po jakimś czasie, cichuteńko, ze ściany lasu wyszedł zając.
Tu światło jeszcze nie dotarło :)
ISO wprawdzie 1600 ale uwaga! - 1/6 sekundy!
Może to nie jest najpiękniejsze zdjęcie świata, ale zająca da się odróżnić od ziemi, więc nie jest aż tak źle :)))
Miał dość.
Dla Leśnego godzina w jednym miejscu jest jak wyrok. 3600 sekund bezczynności, a przecież gdzieś, tuż obok, może się coś wydarzać.
Polazł ... a ja z nim.
Opuścił teren ścisłego lasu i muszę przyznać, że miał skubaniutki nosa!
Dzisiejszy materiał idealnie nadaje się do omówienia jak ważny dla efektu fotografii jest kierunek padania światła.
Wszystkie poniższe zdjęcia powstały na przestrzeni dziesięciu minut. Różni je tylko relacja obiekt-słońce.
Dwie pierwsze foty ... no niby OK, ale szału nie ma. Fajne ciepłe niebo, jednak sama ekspozycja jeleni nudna, jakich tysiące.
No może na tym drugim, te pobłyskujące na konturach zwierząt światło dodaje nieco przypraw do dania.
Kolejne dwa zdjęcia to już zupełnie inny rodzaj przygody.
To Leśny lubi.
Z nieco gorszego ale jeszcze nie beznadziejnego kąta, dał się też sfotografować zając.
Jeszcze gdzieś niebu udało się dać kontrę i w sumie podobny klimat zdjęcia.
No ale już sójka, mimo, że chwycona w ciekawym momencie ... no słabo, co tu gadać. Nie nakombinujesz człowieku, nie nakombinujesz.
p.s.
Oczywiście dorwał te swoje jelenie! Ja pierniczę, żyć bez nich nie może.
Ale znam go, jutro dzięki temu będzie totalnie wyluzowany w lesie. W zasadzie ma co chciał ;)
Z jednej strony ma dużo pracy i to główny powód ograniczonych wyjść do lasu. Niby się cieszy ale od dawna na eskapady pozostały mu tylko weekendy.
Wiem, że to dla niego zdecydowanie za mało.
I dziś w końcu nadszedł ten dzień. Krótka, nieznosząca sprzeciwu gadka ze mną, czyli jego "nieleśnym ja", zwyczajnym Krzyśkiem i ... pognaliśmy do lasu.
On - Leśny i ja, wewnętrzne alter ego z natury rzeczy skazane na wieczną z nim włóczęgę.
Las przywitał nas dziś niesamowicie.
Zupełnie nieprawdopodobny koloryt budzącego się nieba zatrzymał uwagę Leśnego do tego stopnia, że zatrzymał też jego samochód.
Przecierał z niedowierzaniem oczy. Kontrasty, jakaś dwudzielność albo i trójdzielność palety barw pozostające z niewzruszoną czernią drzew lasu, tworzyły kompletnie abstrakcyjną scenerię.
Żal było zostawiać ten widok, ale Leśny gnał do swoich jeleni.
Teoria mówiła, że o tej porze będą na porębie.
Mimo nadludzkiej cierpliwości zakończonej niemal godzinnym wyczekiwaniem w bezruchu ... nic.
Po jakimś czasie, cichuteńko, ze ściany lasu wyszedł zając.
Tu światło jeszcze nie dotarło :)
ISO wprawdzie 1600 ale uwaga! - 1/6 sekundy!
Może to nie jest najpiękniejsze zdjęcie świata, ale zająca da się odróżnić od ziemi, więc nie jest aż tak źle :)))
Miał dość.
Dla Leśnego godzina w jednym miejscu jest jak wyrok. 3600 sekund bezczynności, a przecież gdzieś, tuż obok, może się coś wydarzać.
Polazł ... a ja z nim.
Opuścił teren ścisłego lasu i muszę przyznać, że miał skubaniutki nosa!
Dzisiejszy materiał idealnie nadaje się do omówienia jak ważny dla efektu fotografii jest kierunek padania światła.
Wszystkie poniższe zdjęcia powstały na przestrzeni dziesięciu minut. Różni je tylko relacja obiekt-słońce.
Dwie pierwsze foty ... no niby OK, ale szału nie ma. Fajne ciepłe niebo, jednak sama ekspozycja jeleni nudna, jakich tysiące.
No może na tym drugim, te pobłyskujące na konturach zwierząt światło dodaje nieco przypraw do dania.
Kolejne dwa zdjęcia to już zupełnie inny rodzaj przygody.
To Leśny lubi.
No i w tym przypadku, jazda bez trzymanki, czyli bardzo duży kontrast świateł między niebem, a ziemią. Gdy chce się pokazać szczegóły w cieniach, ciężko takie zdjęcie zrobić dobrze ... jak widać.
Z nieco gorszego ale jeszcze nie beznadziejnego kąta, dał się też sfotografować zając.
Jeszcze gdzieś niebu udało się dać kontrę i w sumie podobny klimat zdjęcia.
No ale już sójka, mimo, że chwycona w ciekawym momencie ... no słabo, co tu gadać. Nie nakombinujesz człowieku, nie nakombinujesz.
p.s.
Oczywiście dorwał te swoje jelenie! Ja pierniczę, żyć bez nich nie może.
Ale znam go, jutro dzięki temu będzie totalnie wyluzowany w lesie. W zasadzie ma co chciał ;)
sobota, 12 listopada 2016
Elektryczne Gitary w sercu Puszczy!
Naprawdę nie mogłem się doczekać tego wyjścia. Uwielbiam zimę, a spodziewałem się jakąś jej namiastkę zastać dziś w lesie. Wprawdzie moje 4 litery pozostały niezagrożone, nie urwało, ale to co widziałem, zasłużyło na miano namiastki :)
Dzień zaczął się naprawdę zimowo :)
Chwilę wcześniej spod moich nóg wystrzelił piękny byk, niestety nie udało mi się go uwiecznić.
W prześwicie drzew zauważyłem łanię. Nie miałem najmniejszej ochoty na podchód. Ostatnio trochę było jeleni w opowieściach :)
Na szczęście same wybrały odpowiedni kierunek.
To taki fragment mikrozimy :)
Mysikrólik tym razem w ... odtylnej odsłonie.
Tak to w tym lesie bywa. Gdy spojrzałem na przeszkodę poniżej, przypomniał mi się tekst utworu Elektrycznych Gitar:
Przewróciło się niech leży,
cały luksus polega na tym,
że nie muszę go podnosić,
będę się potykał czasem,
będę się czasem potykał,
ale nie muszę sprzątać!
I całe szczęście :)
Na małej polance, leśniczy wysypał jakąś śrutę. Usiadłem pod świerkiem i cierpliwie wyczekałem moment, aż w malowniczy sposób poderwała się sójka, wyrzucając w górę drobiny karmy.
Liściasty fragment Puszczy.
Słońce w końcu dobrało się do "zimowych namiastek".
Wszędzie było dziś malowniczo.
Ale gdy przyszło do bliskiego spotkania, oczywiście dominował cień i kontrasty!!!
Wszędzie gotowe obrazki.
Puszcza bez świerków, nie byłaby tym samym pięknym lasem.
W pewnym momencie na niebie nie było ani jednej chmury,
W drodze powrotnej.
I kilka dni wcześniej, już w mieście :)
W pewnym momencie zrobiła klasycznego dzióbka :)))
Dzień zaczął się naprawdę zimowo :)
Chwilę wcześniej spod moich nóg wystrzelił piękny byk, niestety nie udało mi się go uwiecznić.
W prześwicie drzew zauważyłem łanię. Nie miałem najmniejszej ochoty na podchód. Ostatnio trochę było jeleni w opowieściach :)
Na szczęście same wybrały odpowiedni kierunek.
To taki fragment mikrozimy :)
Mysikrólik tym razem w ... odtylnej odsłonie.
Tak to w tym lesie bywa. Gdy spojrzałem na przeszkodę poniżej, przypomniał mi się tekst utworu Elektrycznych Gitar:
Przewróciło się niech leży,
cały luksus polega na tym,
że nie muszę go podnosić,
będę się potykał czasem,
będę się czasem potykał,
ale nie muszę sprzątać!
I całe szczęście :)
Na małej polance, leśniczy wysypał jakąś śrutę. Usiadłem pod świerkiem i cierpliwie wyczekałem moment, aż w malowniczy sposób poderwała się sójka, wyrzucając w górę drobiny karmy.
Liściasty fragment Puszczy.
Słońce w końcu dobrało się do "zimowych namiastek".
Wszędzie było dziś malowniczo.
Ale gdy przyszło do bliskiego spotkania, oczywiście dominował cień i kontrasty!!!
Wszędzie gotowe obrazki.
Puszcza bez świerków, nie byłaby tym samym pięknym lasem.
W pewnym momencie na niebie nie było ani jednej chmury,
W drodze powrotnej.
I kilka dni wcześniej, już w mieście :)
W pewnym momencie zrobiła klasycznego dzióbka :)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)
