When the smoke is going down ... jeden z najpiękniejszych utworów grupy Scorpions.
Tylko to mi przyszło do głowy, gdy rano opuściłem domowe pielesze.
Szymczak w słowniku języka polskiego zaznacza, że wyraz "pielesze" nie ma liczby mnogiej.
Może się nie znam, ale wydaje się, że pielesze to właśnie liczba mnoga i nie ma liczby pojedynczej, bo wtedy musiałby być ... pielesz!
Pielesz jako taki nie istnieje, bo w tedy w miejsce najbliższych nam okolic (l.mn.) musiałby być najbliższy nam okolic ... ten okolic (l.poj.) :)))
A jeżeli istnieje najbliższy mi okolic i ja o tym nic nie wiem?!?
Jeżeli istnieje, to na wszelki wypadek opuściłem swój pielesz i ujrzałem opadającą mgłę.
Mgła jest obok światła najważniejszym czynnikiem "ładnotwórczym".
No może w przypadku mojej fotografii, raczej obok braku światła.
Mgły rozcierają lub likwidują często niewygodne detale drugich planów. Wtedy okazuje się, jak interesujące zdają się być plany pierwsze. A przecież tą drogą przejechałem tysiące razy.
Jeszcze na dobre nie wszedłem do lasu, a już napatoczyłem się na "dzikuny"
Ponieważ w poprzedniej opowieści zamieściłem jedne z najpiękniejsze moich dziczych zdjęć, dzisiejszym dzikom nie poświęciłem wystarczającej uwagi.
Las baśniowy, las z mglista tajemnicą, las w którym horrory kręci się najtaniej. Efekty robią się same. Ekipa techniczna może jechać na urlop.
Warmia podwiejska, Warmia łąkowo-nieużytkowa wyglądała dziś tak.
Część substancji zapachowych prawdopodobnie lepiej rozpuszcza się w wodzie, bo zapachy w mglistym lesie były dziś zniewalające.
Giger, twórca Obcego ... pewnie kiedyś też kucnął sprawdzając co w trawie piszczy.
Jestem bardzo kontent z tej chrząszczowej serii, więc nieco przymarudzę.
Tym bardziej, że to nie byle jaki chrząszcz!
To samiec oleicy fioletowej.
Niezwykle ciekawy i okryty złą sławą gatunek.
Na moich zdjęciach widzicie samca, a te są znane z produkcji kantarydyny - śmiertelnie trującej oleistej substancji wydzielanej w chwilach zagrożenia.
Aby zabić człowieka podobno wystarczy 0,02 grama tego specyfiku! Uspokajające są jednak opracowania, że jeden osobnik w żaden sposób nie zagraża naszemu życiu. Co najwyżej drobne zmiany skórne. W czasach Medyceuszy pewna trucicielka zasłynęła z produkcji trucizn z tego źródła. Kroniki opisują około 600 Jej ofiar. Truciznę kupowały głównie kobiety by ... pozbyć się swych mężów i kochanków.
Czyżby na grzbiecie oleicy podróżowała jakaś błonkoskrzydła?
TAK! I nie była sama.
Teraz gdy już wiemy z czym mamy do czynienia, zdjęcia ogląda się zupełnie inaczej :)
Skojarzenie z Obcym nie było aż tak chybione.
Oleice znane są z niezwykle konsekwentnego marszu. Wciąż i niestrudzenie idą przed siebie.
Nie chcę się tu komplementować, ale piszą, że bardzo trudno je wypatrzeć i sfotografować ...
Ten samiec rzeczywiście pokonywał przeszkody z niezwykłym uporem.
Oo! Chyba wziął mnie na cel! ;)
Nawet nie pytajcie jak robi się zdjęcia z tej perspektywy na mokrej trawie ... nawet nie pytajcie :)
Cieszę się, że mogłem Wam go pokazać. Gdy zwierzę na pastwisku niechcący go zje, podobno ginie od trucizny.
Las czarował.
Ten mokry zwisający pędzel na uchu mnie rozbawił.
Co za skok! Niestety w starym liściastym lesie zabrakło światła na udane panoramowanie.
Ciekawa obserwacja. Wiewiórka przywierała do kory drzewa i coś zajadle wybierała ze szczelin. Ciekawe czy mrówki czy coś innego.
Las patrzy ... zawsze :)
Dłuższy czas obserwowałem tego trzmiela.
Niewiarygodne jakie znacznie odgrywa jeden owad w lesie! Godzina po godzinie przez cały dzień z kwiatu na kwiat i tak dzień po dniu, tydzień po tygodniu, przez cały sezon. A to tylko jeden osobnik. Naprawdę dotarło do mnie, że życie każdego owada ma ogromne znacznie, a my nauczyliśmy się o nich myśleć w kategorii milionów, a te miliony tworzone są przez tak istotne jednostki.
Trudno było ją wypatrzeć :)
Kałuża okresowa w koleinie w środku lasu. Gdzie ta żaba była wcześniej i gdzie podzieje się za tydzień?
Świat jest pełen tajemnic.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiewiórka.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiewiórka.. Pokaż wszystkie posty
sobota, 18 maja 2019
wtorek, 16 maja 2017
Wieczór tu i ówdzie.
Wczorajszy dzień zakończył się całkowicie nieplanowaną wizytą w wieczornym lesie.
We wsi Kaborno robiłem zdjęcia starej leśniczówki.
Kupiła ją moja serdeczna koleżanka, a ponieważ moja firma przygotowuje stronę internetową dla powstającego tam centrum aktywności wszelakiej lecz głównie intelektualnej, były potrzebne zdjęcia.
Mimo tego, że obiekt czeka remont, uznałem, że jest unikalne światło i pojechałem na sesję.
Jeżeli Warmia, to murowane kapliczki oczywiście.
Nie jestem ogólnie rzecz biorąc jakoś nadmiernie wierzący, a w świetle usystematyzowanej wiary bliżej mi chyba do leśnego poganina, lecz kocham wszystko co warmińskie, kapliczki również.
Mam w terenie kilka ulubionych. Przez lata do najulubieńszych należała noworamucka, ale od czasu jak bracia leśnicy wykonali dookólną depilację terenu, a ogołoconą z leśnej otuliny kapliczkę otoczyli zasiekami, spadła na szary koniec listy, niestety. Jej ranking się zmieni, za jakieś 100-120 lat, czyli już nie na mojej liście :)
Na szczęście Warmia to nie 10 arów i pięknych kapliczek ci u nas dostatek.
Jedną z nich jest ta właśnie, na terenie starej leśniczówki.
Jak znam Gosię, będzie tu się działo, oj będzie, ale dajmy Jej chwilę na przygotowanie.
Skoro byłem w Kabornie, żal było nie zajrzeć do lasu, toć ci on tu wszędzie dookoła.
Było jeszcze stosunkowo widno, więc hejaaaaa :)
Przepiękne okolice. Wczorajsze światło tak podkręcało kolory, że aż musiałem je nieco redukować.
Sroki najwyraźniej podzielają moje zdanie, choć może w nieco mniejszym stopniu moją tu obecność :) Kompletna dezaprobata.
A już kwadrans później niebo się ciepliło! (to oczywiście zainspirowane wyrazem "warmiło się")
Las pocięty plamami zachodzącego słońca i czujna łania.
Stoję, stoję, czuję się świetnie
Nie muszę siedzieć, nie muszę leżeć
Czuję się świetnie, ach jak wspaniale
Nie muszę siedzieć, wcale ach wcale
Czuję się świetnie, ach jak przyjemnie...
Słowami niezapomnianego Maanamu najtrafniej oddam radość chwili.
Nagle podbiega do mnie wiewiór!
Podbiega do nóg samych i ... zgłupiałem!
Patrzy się mi w oczy moje i patrzy, a ja, no cóż mi pozostało robić ... w jej się patrzę oczy, spoglądam!
Jak widać jest w przebieralni, zmienia ciuszek zimowy na letni.
Potem już długo nic się nie działo, więc wykonałem odwrót.
Ale po drodze dopadł mnie zachód słońca i zauroczył nieco.
No i takie to właśnie fragmenty wczorajszej warmińskości udało mi się podejrzeć.
We wsi Kaborno robiłem zdjęcia starej leśniczówki.
Kupiła ją moja serdeczna koleżanka, a ponieważ moja firma przygotowuje stronę internetową dla powstającego tam centrum aktywności wszelakiej lecz głównie intelektualnej, były potrzebne zdjęcia.
Mimo tego, że obiekt czeka remont, uznałem, że jest unikalne światło i pojechałem na sesję.
Jeżeli Warmia, to murowane kapliczki oczywiście.
Nie jestem ogólnie rzecz biorąc jakoś nadmiernie wierzący, a w świetle usystematyzowanej wiary bliżej mi chyba do leśnego poganina, lecz kocham wszystko co warmińskie, kapliczki również.
Mam w terenie kilka ulubionych. Przez lata do najulubieńszych należała noworamucka, ale od czasu jak bracia leśnicy wykonali dookólną depilację terenu, a ogołoconą z leśnej otuliny kapliczkę otoczyli zasiekami, spadła na szary koniec listy, niestety. Jej ranking się zmieni, za jakieś 100-120 lat, czyli już nie na mojej liście :)
Na szczęście Warmia to nie 10 arów i pięknych kapliczek ci u nas dostatek.
Jedną z nich jest ta właśnie, na terenie starej leśniczówki.
Jak znam Gosię, będzie tu się działo, oj będzie, ale dajmy Jej chwilę na przygotowanie.
Skoro byłem w Kabornie, żal było nie zajrzeć do lasu, toć ci on tu wszędzie dookoła.
Było jeszcze stosunkowo widno, więc hejaaaaa :)
Przepiękne okolice. Wczorajsze światło tak podkręcało kolory, że aż musiałem je nieco redukować.
Sroki najwyraźniej podzielają moje zdanie, choć może w nieco mniejszym stopniu moją tu obecność :) Kompletna dezaprobata.
A już kwadrans później niebo się ciepliło! (to oczywiście zainspirowane wyrazem "warmiło się")
Las pocięty plamami zachodzącego słońca i czujna łania.
Stoję, stoję, czuję się świetnie
Nie muszę siedzieć, nie muszę leżeć
Czuję się świetnie, ach jak wspaniale
Nie muszę siedzieć, wcale ach wcale
Czuję się świetnie, ach jak przyjemnie...
Słowami niezapomnianego Maanamu najtrafniej oddam radość chwili.
Nagle podbiega do mnie wiewiór!
Podbiega do nóg samych i ... zgłupiałem!
Patrzy się mi w oczy moje i patrzy, a ja, no cóż mi pozostało robić ... w jej się patrzę oczy, spoglądam!
Jak widać jest w przebieralni, zmienia ciuszek zimowy na letni.
Potem już długo nic się nie działo, więc wykonałem odwrót.
Ale po drodze dopadł mnie zachód słońca i zauroczył nieco.
No i takie to właśnie fragmenty wczorajszej warmińskości udało mi się podejrzeć.
środa, 20 lipca 2016
Babrzysko zajęte przez ptaki!
Pod poprzednią opowieścią przeczytałem m.in. taki oto komentarz:
"Twoje opowieści lasu czytam dzieciakom. Zawsze kilka razy. I duzi i mali zawsze zachwyceni:)"
Poniższą opowieść dedykuję Tym Dzieciom i Ich rodzicom! Pisząc ją, starałem się cały czas myśleć o Nich i z tą myślą powstała ta opowieść :)
Babrzysko. Miejsce, w którym dziki i jelenie urządzają swoje letnie SPA. Zwykle znajduje się w położonym nieco niżej terenie, gdzie bliskość wód gruntowych ułatwia wygrzebanie wypełnionych breją zagłębień pełniących funkcję wanien. Breja to odpowiednie określenie, ponieważ w tym przypadku o wodzie mówić się nie da. Zwykle jest to gęstawa mieszanka wody, torfu czy ziemi z obfitym dodatkiem glonów. Krótko mówiąc cuchnące błocko :) Nie wiem jak to się dzieje, że ptaki traktują te miejsca jako wodopój i ugasiwszy pragnienie wciąż ... żyją!
Jestem pewny, że wypicie tego "płynu" przez człowieka oznaczałoby rychły koniec poprzedzony okrutną biegunką.
Babrzysko na którym rozegra się dzisiejsza obserwacja jest jednym z piękniejszych jakie znam.
Ukryte między świerkową drągowiną, a sosnowym starodrzewem, porośnięte tysiącami ziół. Byki ścierające scypuł bardzo chętnie korzystają z rosnących tu krzaków pełniących rolę materiału ściernego i jednocześnie obiektów wyżycia emocji, spowodowanych nadmiarem testosteronu.
Spotykałem tu dziki i jelenie w najróżniejszych porach. Wokół babrzyska znajduje się pełno wyślizganych na lustrzaną gładź pniaków, o które czochrają się dziki po kąpieli błotnej. Kilka drzew wymalowanych wyżej oznacza, że do takiej samej czynności wybrały je jelenie. Są równie gładko wypolerowane bokami tych zwierząt.
To oczywiste, że takie zacienione, wiecznie wilgotne miejsca, są atrakcyjne nie tylko dla dużych ssaków.
Stałymi bywalcami są również ptaki i oczywiście ... owady!
Zasiadłem w cieniu i czekam na rozwój wydarzeń.
To oczywiste, że pierwsze wypatrzyły mnie sikory.
Fotografowanie w cienistej części lasu tak małych i ruchliwych obiektów, nie jest prostą sprawą.
Większość zdjęć nie nadaje się do pokazania, ale szczęśliwie coś tam uda mi się Wam zaprezentować.
Nagle z mojej prawej strony straszny rejwach! Twarde, bezkompromisowe uderzenia skrzydeł w gałęzie drzew i donośny, agresywny skrzek, dały do myślenia. To cztery sójki atakowały młodą wiewiórkę.
Biedna szukając ocalenia zdecydowała się skorzystać z mojej obecności. Zatrzymała się 1,5 metra nade mną. Tak nikczemna odległość od człowieka, dla sójek jest barierą nie do pokonania. Odstąpiły.
Wiewiórka patrzyła na mnie przez świerkowe gałązki. Wykonanie zdjęcia w tej gęstwie było niemal niemożliwe. Rozczulające są te ząbki :)
Sikory nie odpuszczały. Miałem nad głową taki mały armagedon.
Niestety najmniejszy ruch przy tym skromnym oświetleniu kończył się takim oto efektem.
Ale lewa łapka jest OK ... jakby co! :)))
Kiedy przez moment się nie poruszała, to w zamian musiała oczywiście usiąść idealnie pod słońce! Zabawny pióropusz tej pierzącej się młodej sikory wydał mi się zabawny :)
No i ten grymas zniesmaczenia! Kompletna dezaprobata :)))
Odwiedził mnie rudzik. Mam słabość do tego gatunku. Odważne, towarzyskie ptaszki, które nie raz miały odwagę przysiąść metr ode mnie.
Tego ptaszka konsultowałem z niezastąpionym Krzyśkiem Jankowskim! Miałem pewne wątpliwości, ale Mistrz stwierdził, że to samica czyża. Dopuszczalna wersja, że to młody (ale nie najmłodszy) czyż też jest możliwa ale raczej samica. :)
W każdym razie cieszę się, bo to kolejny obserwowany dziś gatunek.
Zniszczony porożem krzew odwiedził też Pan Zięba! Popularny ale piękny ptak, bez którego głosów nie wyobrażam sobie lasów naszej strefy. Ich wiosenne śpiewy są w lesie tak oczywiste jak drzewa :)
Tu samiczka zięby i ... kanarek ?!? :)
Szybka zmiana ostrości i ... nie, to oczywiście pięknie ubarwiony trznadel - samiec. Czy ja już kiedyś pisałem? Trznadle nie pierzą się przed godami. Ich intensywny kolor pochodzi od wytartych piór, które przed wytarciem są obramowane ciemniejszym kolorem. Po wytarciu ciemnych krawędzi piór "na światło" wychodzi ten piękny żółty odcień.
Oczywiście nie odszedłbym z tego miejsca, dopóki nie dałaby się sfotografować sikora czubatka.
Udało się złapać ją z dość ciekawym kolorystycznie tłem.
Jak widać te maleństwa muszą co jakiś czas spojrzeć w górę. To kierunek, z którego może zjawić się niebezpieczeństwo w postaci np. ptaka drapieżnego. To nie musi być zaraz krogulec. To równie dobrze może być sroka, sójka i wiele innych ptaków.
Szczęścia obserwacyjnego dopełnił jeszcze jeden gatunek - sikora czarnogłówka.
Zdjęcie zrywającego się do lotu piecuszka, doskonale ilustruje co dzieje się z piórami w trakcie startu.
Tylko tak doskonała konstrukcja jaką jest pióro, może wytrzymać dynamiczne obciążenia, spełnić swoją rolę i nie ulec zniszczeniu.
Babrzyska są również doskonałą okazją do porannej kąpieli :) Gdy ta sikora otrzepywała się z nadmiaru wody, nad jej głową koleżanki urządzały awanturę :)
Tak wygląda wykąpana sikora bogatka.
A tu typowy dylemat ... skoczyć, nie skoczyć?!? :)
Tu "sikorzy rarytasik" - sikora sosnówka. Cieszę się, że mnie odwiedziła :)
Trznadle pozowały nad wyraz chętnie :)
Wymarzone tła do sesji tego typu. Wiedziały gdzie siadać :))
Pierwiosnek (dla odmiany :) ) na sekundę przed startem ... uffff - zdążyłem :) Nie jest łatwo, to bardzo ruchliwy jegomość.
Widzicie ten niedbale zwisający pazur? Ponownie odwiedziła mnie wiewiórka. Niestety sfotografowanie jej w tym gąszczu graniczyło z cudem :)
Niestety kontynuacja obserwacji groziła wyssaniem mojego wnętrza przez ...
... strzyżaki! :)))
Dawno już obiecałem, że je pokażę - przepraszam! :)
"Twoje opowieści lasu czytam dzieciakom. Zawsze kilka razy. I duzi i mali zawsze zachwyceni:)"
Poniższą opowieść dedykuję Tym Dzieciom i Ich rodzicom! Pisząc ją, starałem się cały czas myśleć o Nich i z tą myślą powstała ta opowieść :)
Babrzysko. Miejsce, w którym dziki i jelenie urządzają swoje letnie SPA. Zwykle znajduje się w położonym nieco niżej terenie, gdzie bliskość wód gruntowych ułatwia wygrzebanie wypełnionych breją zagłębień pełniących funkcję wanien. Breja to odpowiednie określenie, ponieważ w tym przypadku o wodzie mówić się nie da. Zwykle jest to gęstawa mieszanka wody, torfu czy ziemi z obfitym dodatkiem glonów. Krótko mówiąc cuchnące błocko :) Nie wiem jak to się dzieje, że ptaki traktują te miejsca jako wodopój i ugasiwszy pragnienie wciąż ... żyją!
Jestem pewny, że wypicie tego "płynu" przez człowieka oznaczałoby rychły koniec poprzedzony okrutną biegunką.
Babrzysko na którym rozegra się dzisiejsza obserwacja jest jednym z piękniejszych jakie znam.
Ukryte między świerkową drągowiną, a sosnowym starodrzewem, porośnięte tysiącami ziół. Byki ścierające scypuł bardzo chętnie korzystają z rosnących tu krzaków pełniących rolę materiału ściernego i jednocześnie obiektów wyżycia emocji, spowodowanych nadmiarem testosteronu.
Spotykałem tu dziki i jelenie w najróżniejszych porach. Wokół babrzyska znajduje się pełno wyślizganych na lustrzaną gładź pniaków, o które czochrają się dziki po kąpieli błotnej. Kilka drzew wymalowanych wyżej oznacza, że do takiej samej czynności wybrały je jelenie. Są równie gładko wypolerowane bokami tych zwierząt.
To oczywiste, że takie zacienione, wiecznie wilgotne miejsca, są atrakcyjne nie tylko dla dużych ssaków.
Stałymi bywalcami są również ptaki i oczywiście ... owady!
Zasiadłem w cieniu i czekam na rozwój wydarzeń.
To oczywiste, że pierwsze wypatrzyły mnie sikory.
Fotografowanie w cienistej części lasu tak małych i ruchliwych obiektów, nie jest prostą sprawą.
Większość zdjęć nie nadaje się do pokazania, ale szczęśliwie coś tam uda mi się Wam zaprezentować.
Nagle z mojej prawej strony straszny rejwach! Twarde, bezkompromisowe uderzenia skrzydeł w gałęzie drzew i donośny, agresywny skrzek, dały do myślenia. To cztery sójki atakowały młodą wiewiórkę.
Biedna szukając ocalenia zdecydowała się skorzystać z mojej obecności. Zatrzymała się 1,5 metra nade mną. Tak nikczemna odległość od człowieka, dla sójek jest barierą nie do pokonania. Odstąpiły.
Wiewiórka patrzyła na mnie przez świerkowe gałązki. Wykonanie zdjęcia w tej gęstwie było niemal niemożliwe. Rozczulające są te ząbki :)
Sikory nie odpuszczały. Miałem nad głową taki mały armagedon.
Niestety najmniejszy ruch przy tym skromnym oświetleniu kończył się takim oto efektem.
Ale lewa łapka jest OK ... jakby co! :)))
Kiedy przez moment się nie poruszała, to w zamian musiała oczywiście usiąść idealnie pod słońce! Zabawny pióropusz tej pierzącej się młodej sikory wydał mi się zabawny :)
No i ten grymas zniesmaczenia! Kompletna dezaprobata :)))
Odwiedził mnie rudzik. Mam słabość do tego gatunku. Odważne, towarzyskie ptaszki, które nie raz miały odwagę przysiąść metr ode mnie.
Tego ptaszka konsultowałem z niezastąpionym Krzyśkiem Jankowskim! Miałem pewne wątpliwości, ale Mistrz stwierdził, że to samica czyża. Dopuszczalna wersja, że to młody (ale nie najmłodszy) czyż też jest możliwa ale raczej samica. :)
W każdym razie cieszę się, bo to kolejny obserwowany dziś gatunek.
Zniszczony porożem krzew odwiedził też Pan Zięba! Popularny ale piękny ptak, bez którego głosów nie wyobrażam sobie lasów naszej strefy. Ich wiosenne śpiewy są w lesie tak oczywiste jak drzewa :)
Tu samiczka zięby i ... kanarek ?!? :)
Szybka zmiana ostrości i ... nie, to oczywiście pięknie ubarwiony trznadel - samiec. Czy ja już kiedyś pisałem? Trznadle nie pierzą się przed godami. Ich intensywny kolor pochodzi od wytartych piór, które przed wytarciem są obramowane ciemniejszym kolorem. Po wytarciu ciemnych krawędzi piór "na światło" wychodzi ten piękny żółty odcień.
Oczywiście nie odszedłbym z tego miejsca, dopóki nie dałaby się sfotografować sikora czubatka.
Udało się złapać ją z dość ciekawym kolorystycznie tłem.
Jak widać te maleństwa muszą co jakiś czas spojrzeć w górę. To kierunek, z którego może zjawić się niebezpieczeństwo w postaci np. ptaka drapieżnego. To nie musi być zaraz krogulec. To równie dobrze może być sroka, sójka i wiele innych ptaków.
Szczęścia obserwacyjnego dopełnił jeszcze jeden gatunek - sikora czarnogłówka.
Zdjęcie zrywającego się do lotu piecuszka, doskonale ilustruje co dzieje się z piórami w trakcie startu.
Tylko tak doskonała konstrukcja jaką jest pióro, może wytrzymać dynamiczne obciążenia, spełnić swoją rolę i nie ulec zniszczeniu.
Babrzyska są również doskonałą okazją do porannej kąpieli :) Gdy ta sikora otrzepywała się z nadmiaru wody, nad jej głową koleżanki urządzały awanturę :)
Tak wygląda wykąpana sikora bogatka.
A tu typowy dylemat ... skoczyć, nie skoczyć?!? :)
Tu "sikorzy rarytasik" - sikora sosnówka. Cieszę się, że mnie odwiedziła :)
Trznadle pozowały nad wyraz chętnie :)
Wymarzone tła do sesji tego typu. Wiedziały gdzie siadać :))
Pierwiosnek (dla odmiany :) ) na sekundę przed startem ... uffff - zdążyłem :) Nie jest łatwo, to bardzo ruchliwy jegomość.
Widzicie ten niedbale zwisający pazur? Ponownie odwiedziła mnie wiewiórka. Niestety sfotografowanie jej w tym gąszczu graniczyło z cudem :)
Niestety kontynuacja obserwacji groziła wyssaniem mojego wnętrza przez ...
... strzyżaki! :)))
Dawno już obiecałem, że je pokażę - przepraszam! :)
Etykiety:
czyż,
piecuszek,
pierwiosnek,
rudzik,
sikora bogatka,
sikora czarnogłowa,
sikora czubatka,
sikora sosnówka,
strzyżak.,
trznadel,
wiewiórka.,
zięba
Subskrybuj:
Posty (Atom)