Dziś krótki post, ale zawsze chciałem go napisać. Teraz w środku tygodnia jest na to odpowiedni moment. Gdy sobie przypomnicie film Avatar, którego przesłanie ABSOLUTNIE do mnie trafia, mało tego, jest udowodnione naukowo. Zatem istnieje sieć połączeń energetycznych między wszystkimi żyjącymi istotami. Wszystko co żyje jest w jakiś sposób bytem energetycznym poumieszczanym na wielkiej siatce energii wszechświata. Jeżeli uzmysłowimy sobie budulec, z którego zbudowane jest ... wszystko - atom, a teraz przypomnimy sobie, że on, ten atom jest tylko i wyłącznie bytem energetycznym ... jesteśmy, ba, wszystko jest energią, jakąś jej formą. Ale to była dygresja :) Więc do rzeczy - mieszkańcy planety Pandora, zwani Na'vi, mieli swoje święte drzewo - Eywa, czyli drzewo dusz.
Ufff ... dotarłem do sedna sprawy! :)
Jelenie również mają swoje święte drzewa. Może nie jest tak, że przychodzą i modlą się do niego, ale odwiedzają je regularnie. To rytualne miejsce, w którym oddają się swoim ulubionym zajęciom. Czochrają się, "malują" drzewo, czyli wycierają nadmiar błota po wyjściu z babrzyska, wycierają suknię zimową, ćwiczą oręż, scierają scypuł. To miejsce dla nich szczególne. Zawsze do takiego drzewa prowadzi ich ścieżka. Na korze drzewa są ślady wszystkich tych wymienionych czynności. Są ubytki kory i odkryty pień wyszlifowany na lustro. Kora wygładzona na blaszkę, a w nią wtarta sierść. Powyżej wytarć, wyraźne ślady pozostawione przez poroże. Wokół drzewa wydeptana ziemia, a u podstawy pnia, niemal narosłe stalagmity spadającego błota. Lubię postać przy takim drzewie, bo wyobrażam sobie, że nie jest wybrane przypadkowo. Wierzę, że jelenie wybierają drzewa w oparciu o energię, która jest dla nas nieczytelna. Dziś kilka zdjęć takiego "świętego drzewa".
Gdy tylko wszedłem do lasu, na spotkanie wyszła mi łania. Stała jakby zapraszając mnie. Uznałem, że to dobry dzień, by pokazać święte miejsce moich ulubionych zwierząt.