Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łabędź krzykliwy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łabędź krzykliwy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 stycznia 2019

oddychać otwartą przestrzenią



Tyle było dni do utraty sił, do utraty tchu, tyle było chwil ...

Niezapomniane słowa wyśpiewane przez Marka Grechutę, artystę do którego trzeba dorosnąć.
Gdy byłem pacholęciem, wydawał mi się dziwny i niezrozumiały, w podstawówce wolałem Suzi Quatro i Garego Glittera.
Po latach, gdy uzbierały się własne przemyślenia, dorosłem do Grechuty. Słucham Go do dziś.

Cytowane słowa pasują jak ulał do tego co chcę dziś napisać.
Do tego, że spędziwszy tak wiele czasu czasu w lesie, po ostatnich krwawych przeżyciach, chciałem odetchnąć spokojną i jasną Warmią.
Udałem się zatem na łąki pola, nad rozległą krainę, która tego zimnego poranka pokazała się w kolejnej, niezwykle interesującej odsłonie.
Zimowe szaty dodają widokom jakiegoś wyzwania, budzą zew wędrownika. Wymagająca i chłodna kraina, zdaje się być obojętna na nasze zachwyty. Tkwi w cierpliwym letargu, powolniejsza, zdystansowana, pozbawiona typowej zalotności. Jakby mówiła, "chcesz to mnie zdobądź, ale ja ci tego nie ułatwię. Brnij przez śnieżne muldy, skręcaj nogi na zamarzniętych kępach traw, wpadaj w okryte pod śniegiem niezamarznięte błoto. Twój wybór, ja się nie proszę!"


Wiatr rozpędzał chmury odkrywając wciąż chłodne słońce. Słońce latem cieszy, ale w przeciwieństwie do zimy, nie wydaje się być cudem!

 Zimowe kontrasty najlepiej podkreślają stosunek zimy do życia. Zero albo jeden, przeżyjesz albo nie. W Polsce zima nie ma nic wspólnego z tym co dzieje się poz kołem polarnym, na Alasce, czy tundrze, ale dla wielu organizmów tej strefy jest próbą przetrwania.

 Północne zbocza moren będą najdłużej czekały na "odpuszczenie". Są chłodniejsze, znacznie rzadziej utkane siecią gryzoniowych kanałów, krecich kopców i owadzich siedzib.

 Wschodzące słońce oglądane zza północnego wzniesienia moreny zawsze wydaje się objawieniem, źródłem nadziei i pięknym zjawiskiem.

Wzdłuż horyzontu długo trzymała się warstwa nieprzeniknionych chmur. To bardzo "schładzało widok". Warmia zdawała się nie oddychać, zamrożona w zimowym letargu.



 Na szczęście gdy człowiek przyjrzy się nieco czujniej, okazuje się, że zimowe życie trwa.
Nisko pracujące słońce emituje dużo czerwonego widma, co na zdjęciach daje efekt czerwonawego śniegu oraz podkreśla brązy.

 Ta sarna długo stała z głową wsuniętą w krzew i jestem pewny, że niczym struś z głową w piasku, niczym lin z głową w glonach, uznała, że jest niewidoczna :)

 Południowe stoki moren pełne były saren. Te 2-3 stopnie więcej to bardzo dużo dla naszych najmniejszych jeleniowatych. Sarny są bardzo wrażliwe na przechładzanie. Dla nich wilgotny, zimny i porywisty wiatr jest największym zagrożeniem pogodowym.

  Kucnąłem nad rzeką i doczekałem się tej oto gromadki.
Para łabędzi krzykliwych z młodymi i jeden niemy, którego na tym zdjęciu nie ma.
W czasach studiów gdy byłem na obozie ornitologicznym na Pogubiu Wielkim, z niezwykłym zainteresowaniem obserwowaliśmy losy pary; samicy krzykliwej i samca niemego.
Zastanawialiśmy się czy dojdzie do krzyżówki między tymi gatunkami. Niestety obóz trwał tylko 2 tygodnie i efektu tej miłości się nie doczekaliśmy. Ale nawet gdyby, to potomstwo, jak zwykle w przypadku bastardów, czyli krzyżówek międzygatunkowych, byłoby niepłodne.

 Nie sposób się nie zachwycać kolorem ich dziobów. Perły zimowego krajobrazu!

  Siedziałem nad lustrem wody, poniżej nadbrzeżnej skarpy. Nogi z każdą chwilą zatapiały się błocku.
Tyle zdołałem ujrzeć gdy wzbiły się w powietrze.


 Widok nadlatujących na mnie łabędzi to zawsze przeżycie. Nie tylko wzrokowe, także odsłuchowe.
Wtedy człowiek modli się o jedno ostre zdjęcie ...

Gdy są tuż nad głową ich prędkość kątowa jest tak ogromna, że ciężko nie tylko z ostrością, ale w ogóle z uchwyceniem ich w kadr.
Szału nie ma, ale jako tako się udało :)

Myślałem, że nie wejdę już tego dnia do lasu ale głowa odpoczęła na otwartej przestrzeni i o 9.30 przekroczyłem bramy Puszczy.
Ale o tym w środę albo w czwartek.
Muszę się wziąć za pracę :)

środa, 11 kwietnia 2018

Wojna biało-biała!

Przyroda nie jest serią ładnych obrazków i oczywiście nie odwołuje się do naszych, często naiwnych, roszczeniowych wartości czy wyobrażeń. Potrafi być i jest zaskakująco brutalna, bezwzględna, a nawet okrutna, co pozostaje w sprzeczności do przekonań budowanych m.in. na bajkach, baśniach i opowieściach.
Do głosu czyli prawa prokreacji dochodzą geny najsilniejszych osobników w obrębie gatunku.
Walka w oczywisty sposób dotyczy też relacji międzygatunkowych. Ta często jest bardziej bezlitosna niż wewnątrzgatunkowa. Wiosna jest okresem, w którym możemy doskonale obserwować te starcia o zwycięstwo "tych, a nie innych plemników" czyli genów. Żeby być poprawnym politycznie, dodam, że komórek jajowych również, ale w większości przypadków walkę toczą jednak samce. :)
Lepszy teren, bezpieczniejszy, zasobniejszy, to większa gwarancja na przeżycie potomstwa.
Więcej wyprowadzonych młodych, to kolejna przewaga gatunku w następnym okresie rozrodczym.
To koło kręci się od zarania dziejów. Dziś obserwujemy życie mniej niż jednego procenta gatunków, jakie przewinęły się w ciągu lat istnienia Ziemi. To zwycięzcy, którzy w drodze zdawkowo opisanej konkurencji poradzili sobie m.in. ze słabszymi gatunkami. Oczywiście nie tylko z nimi. Ze zmianami szeroko rozumianymi. Teraz największym zagrożeniem dla nich jesteśmy my - ludzie.
Niewiele gatunków przetrwa tę konfrontację. To widać po tym w jakim tempie znikają z listy obecnych na Ziemi. Aktualnie co 25 minut bezpowrotnie ginie jakiś gatunek. To daje zatrważającą liczbę ponad 20 tysięcy gatunków rocznie!
Na szczęście nie będziemy ostatnim gatunkiem, który odejdzie. Przy tym tempie degradacji środowiska zrobimy to znacznie wcześniej.
Spuentuję to w jeden sposób - a jednak po nas coś zostanie!

Do tej refleksji i opowieści nakłoniła mnie ostatnia obserwacja - walka samców łabędzia krzykliwego i niemego.
Niewyobrażalny spektakl, który rozegrał się na gładkiej tafli uroczego rozlewiska w środku leśnej głuszy.
Lustrzana, niezmącona wiatrem powierzchnia wody potęgowała doznania. Echa walki niosły się daleko.
Łoskot zderzających się skrzydeł, dosłowny huk uderzeń o wodę i wydawane dźwięki, robiły wrażenie.
Co mnie zaskoczyło, to dominacja, mniejszego jednak, łabędzia krzykliwego. Był bardziej agresywny.
Nie była to walka na śmierć i życie ale nagrodą było zajęcie lepszego rewiru. Istotny puchar!




 Ostatecznie niemy samiec opuścił teren walki i odleciał w stronę samicy.


 W jej obecności puszył się chełpił.


 A nawet insynuował zwycięstwo ... skąd my to znamy? ;)


 Światła przepuszczane przez chmury i okalające akwen drzewa bardzo mi sprzyjały.


 Nie mogłem się nadziwić, ale miały mnie kompletnie ... gdzieś! :)


 Nawet podpłynęły z ciekawością mi się przypatrując.



 "Krzykacz" odleciał w drugą stronę zbiornika.
Uspokajam, że obserwuję je od kilku lat i ostatecznie dzielą się rozlewiskiem.
Jedna i druga para wyprowadza młode. Ale odnoszę wrażenie, że krzykliwe wygrywają, z mojego punktu widzenia, lepsze miejscówki. Są też jak mi się wydaje "dzikszym" gatunkiem i pewnie mają większe oczekiwania dotyczące lokalizacji gniazda. A potrzeby pokarmowe i środowiskowe podobne.
Ich ekspansywność musi być spora, skoro w stosunkowo krótkim okresie czasu widzimy taki ich przyrost na naszych terenach.
Silniejszy wygra tę próbę sił. Na razie niemy wykazuje większą elastyczność w zakresie tolerancji człowieka i jego wynalazków. Czas pokaże.

 Na koniec miłe tło dla popularnych krzyżówek trzech :)




sobota, 7 kwietnia 2018

Gdzieś w Europie.

Z każdym dniem pogłębia się moje przekonanie o unikalności polskiej przyrody. Niestety temu przekonaniu towarzyszy również i to o przemijalności tego skarbu. Ostatnie rządy są nastawione wybitnie konsumpcyjnie. Dobierani są ministrowie środowiska, których nadrzędną cechą jest totalne zobojętnienie na naturalne zasoby kraju. Aktualnie rządzący, podobno niegłupi, ale co z tego ... matematyk! Co on wie o przyrodzie?!? Ostatni za PO był ekonomistą, a ten między wspomnianymi nie zasługuje na wymienienie. Wypieram go jak chorobę, bo i tak go wspominam. Nie chcę jątrzyć i bawić się w politykę, bo mam ją gdzieś, ale pretensje mam również za argumenty, po które wspomniani ministrowie sięgają. Żałosne, szczenięce, pozbawione szacunku dla inteligencji słuchacza. Aktualny, "ciemno nam panujący" w ostatnim wywiadzie dla Wyborczej, powiedział tyle bzdur, że starczyłoby na wszystkie niezdane klasówki w klasach 1-3 bo dzieciaki gimnazjalne już nie byłyby w stanie wygenerować tylu głupot.

Kiedyś, lata temu szedłem lasem i przepełniała mnie radość. Teraz idę i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jestem ostatnim pokoleniem, któremu udaje się uchwycić fragmenty ocalałej przyrody. Z przerażeniem stwierdzam, że nawet w młodszym pokoleniu nie brakuje indolentów/tek (równouprawnienie), którzy/które pozostają w przekonaniu, że gdy zetnie się stare drzewo i w to miejsce posadzi nowe, to wszystko jest OK i bilans został zachowany. Ręce opadają jak liście jesienią. Przypominam, że Rezerwaty stanowią 0,5% powierzchni kraju, a lasy +/- 30%.

Te 0,5% to rezerwuar nadziei ... małoooooo!

Kochani, staram się na bieżąco opisywać przyrodę i rzadko uwrażliwiam na to, że dzieje się źle. Zwróćcie uwagę jak ważna jest każda Wasza jednostkowa decyzja - z tytułu spadku spożycia mięsa, w ostatnim roku zabito 400 000 zwierząt hodowlanych mniej! We wrześniu minął trzy lata, w których nie wygenerowałem i nie wygeneruję potrzeby zabicia jakiegokolwiek ssaka. Późno, ale jestem dumny! W minionym tygodniu nie zjedliśmy z żoną żadnego mięsa, ani drobiu ani ryb. Radość!
Zachęcam, bierzcie udział w akcjach proekologicznych. Każda jednostkowa decyzja, sprzeciw, wszystko ma sens.

To tyle tytułem łagodnego się ulania, a teraz zapraszam do resztek Raju.

 Starsze kozły właśnie wycierają parostki ze swędzącego scypułu.
Widoczna odsłonięta, jeszcze niewybarwiona i umazana krwią kość nowego poroża.
Niestety teren otwarty, nie udało mi się bliżej podejść, a i tak pozwolił mi na wiele.

 Tu widać jak zdarty frędzel scypułowej skóry owinął się wokół tyki.


 Zające się parkocą :)


 Ta tekstura skłoniła mnie do wersji czarno-białej - poniżej :)

 Gotowy obraz na ścianę.


 Sweet!


 Najczęściej powtarzany kadr na moim blogu dziś wyglądał tak :)


 Ufff - dwa dni temu zastałem jednego i uruchomiło mi się całe martyrologiczne myślenie typu Liban, gnoje z kałachami strzelający do naszych boćków itp. historie. Na szczęście dziś był już komplet.


 Żurawie ... jakby co.
Lepiej podpowiedzieć, bo same się nie zauważą :)))


 Moje ulubione zdjęcie z dziś.


 Moje jeszcze bardziej ulubione!


 Tys piknie.


I najbardziej ulubieńsze, że skorzystam z dziecięcego stopniowania :)

Cieszmy się póki jest z czego i póki możemy.

poniedziałek, 29 maja 2017

dużo by gadać ... :)

This is the end
Beautiful friend
This is the end
My only friend, the end ...

Niezapomniany Jim Morrison z jeszcze bardziej niezapomnianego zespołu The Doors, tak cudownie wyśpiewywał tę dekadencką frazę ale przecież są czy bywają też "końce"  godne zachwytu. Takim okazał się koniec minionego tygodnia :)

(czego to człowiek nie wymyśli, żeby napisać, że ŁykEnd był po prostu świetny! ;) )

Padalec międzytrawny łypie na mnie nieprzeciętnie pięknym okiem.

 Cudowna i kompletnie niegroźna jaszczurka, która za swoje żmijopodobieństwo często płaci głupią śmiercią.

Na swoje nieszczęście rozdwojonym językiem "pracuje" identycznie jak żmije.

Talerze grążelowych liści dodały tylko efektu 3D. Ważka w locie z bliska - nie wiem czy fart czy gigafart ale to zdjęcie dodało mi animuszu ;)

Ledwo skończyłem z ważką, nad głową przeleciało mi kolejne bezapelacyjne cudo!
Przybliżcie sobie jej minkę! Spojrzała mi prosto w ślip! :)))

Całości z pewnym brakiem zaufania przyglądała się samiczka wróbla - dziś już rarytas.


Nad tą samą wodą wprost na mnie wystartowała pliszka. Szkoda, że nie kilka metrów bliżej :)



To był prawdziwy koncert gdy nagle ...

... afera! :)

Przyroda nie zna próżni, więc gdy tylko makolągwy się wyniosły, miejscówkę zajął dzwoniec.
W takim słońcu wyglądał jak milion dolarów!



Kaczki przekraczały jakąś ledwo widoczną linię :)

Zając w niemal prowansalskiej okoliczności.

 Krakwa z baaardzooo długim odbiciem.

Mieniący się w srebrach krzykliwy i ... mewa:) (tylko dla orłów spostrzegawczości!)


 Drapol tu rządzi!

 A tu poczciwa wrona. Też rządzi.

Na rodzinnym spacerze. Kurczaki, jak to dzieciaki, powinny dużo spacerować :)

W środę opowieść o pięknym koźle, który zajadał się kwiatami!