Obiecałem, że poskromię tendencję do nadmiernego eksponowania moich spotkań z jeleniami.
W moim blogu pokazałem je już w 110 postach! Pomyślałem, że fajnie wyglądałyby trzy jedynki - 111 i wpadłem na pomysł, że po prostu zrobię reportaż z dnia :)
Dzięki temu uniknę zarzutu o premedytacjne pokazywanie jeleni. Spotkałem je i już, a uczciwy reporter nie unika ... trudnych tematów ;)
A więc (jak nie mówiła moja polonistka) lecimy!
Z leśnej uprawy schodziła spora chmara łań. Jakbym czuł, żeby zbytnio się nie ekscytować. Wykorzystałem fakt, że stałem na wyniesieniu i porobiłem kilka niezbyt nachalnych fotek.
To zdjęcie ewidentnie dowodzi faktu, że o świcie atomy tworzące łanię, nie trzymają się w jakiejś dyscyplinie. Odlatują od niej rozmywając kontury i deformując to piękne zwierzę ... no cóż.
Część chmary była już w lesie. Ogrodzoną (niestety!) uprawę opuszczały przez jedno jak mi się wydawało przejście.
Jak widać, nie było mowy o fotografowaniu w tej ciemnicy.
Odczekałem cierpliwie, łanie odeszły, ale przecież one teraz nie chadzają same, gdzieś musi być byk!
Delikatnie podszedłem nieco dalej i ...
jest!
Wiecie, naprawdę byłem wkurzony! Gdyby to był zwykły dziesiątaczek, to oczywiście darowałbym sobie pokazywanie go na terenie ogrodzonej uprawy. Szlag, nie miał gdzie dać się podejść!
Ten wciąż młody byk, nosi jednak interesujący oręż. To czternastak. Fajne grube tyki, dwustronnie koronny, niezwykle przyszłościowy byk. I weź tu go nie pokaż!
Kiedy byłem pewny, że jest "w pułapce" że podchodzę go od strony wyjścia z uprawy ...
... no tak, mogłem się domyślać, że nie skazał się na jedyną możliwość opuszczenia tego terenu.
Jest ciągle i do tego cholernie zimno!
Więcej nie męczę - idziemy do czatowni!
Po drodze jestem obserwowany przez przebiegłe i wszędobylskie kruki.
Ten spojrzał mi wprost w źrenice gałek mych ...
W okolicy czatowni, tradycyjnie, wypadło mi z plecaka nieco surowizny. No tak już mam. Chadzam sobie chadzam, noszę trochę mięsiwa i jabłek i to wszystko zawsze wypada mi w miejscu, w którym mogę się schować. Skoro wypadło, niechaj leży, myślę sobie i chop pod świerk. Poczekamy, zobaczymy co się wydarzy.
Pierwsze oczywiście były te skrzeczące "systemy alarmowe" lasu!
Ale już chwilę później, swoją obecnością zaszczycił mnie "myszak" - mój ulubiony drapolek :)
tu w wersji kroczącej.
tu w zajadającej.
a tu w rozglądającej się.
Takimi zdjęciami załadowałem kilka gigabajtów karty :)
Sójki robiły swoje, czyli nic sobie nie robiły z obecności drapieżnika w stołówce. Tzn. respekt był, ale umiarkowany.
Ostatecznie poirytowany odleciał.
Jak się za chwilę przekonałem, nie bez prowiantu! ;) Ale smacznego, to w końcu było dla niego.
Gdy opuszczałem Puszczę, uwagę zwróciły na siebie najpiękniejsze sieweczkowate, czyli czajki.
Postanowiłem pokazać to jesienne stadko w czasie przelotu, bo mimo pozorów zwykłego zdjęcia, coś w nim przeniosło mnie w czasy młodości, obserwacji czajek gdzieś pod północną granicą Polski. Jakiś sentyment, jakaś tęsknota mnie dopadła. Chyba za czasami beztroskiej młodości spędzanej w terenie, bo taką mam właśnie za sobą :)
Te wariatki czajki, nawet w stadzie, nie wykazują najmniejszych prób okiełznania tego "pokręconego" lotu :)
p.s.
a teraz zapraszam do listy etykiet - 111 - piękna liczba pokazanych jeleni ;)
poniedziałek, 12 października 2015
sobota, 10 października 2015
Kruki - potyczki w stadzie!
Poranek był mroźny!
Pierwszy! ;)
Oczywiście dzień, a w zasadzie świt, zaczął się od spotkania jeleni, ale obiecałem, więc mówię tylko, że zdjęcia mam, ale póki co, nie pokażę :)
Dziś w planie były kruki i ... są.
Imponują mi te ptaki niezwykle, więc tylko powiem, że mają szczególnie rozwiniętą część mózgu odpowiedzialną za analityczne myślenie, za kojerzenie.
Piszę o tym nie bez powodu, bo dziś miałem wrażenie, że mnie już rozpoznają i jakby mniej się boją.
Tak naprawdę nie jestem tego pewny, ale bardzo bym chciał, żeby tak było :)
Właśnie zaczęły tworzyć stada zimowe i częściej możemy obserwować ustalanie hierarchii między osobnikami. Towarzyszą temu częste utarczki i spory. Ten post zatem poświęcam temu zjawisku. Pragnę Wam pokazać jak wygląda budowanie struktury zimowego stada. Niekończąca się walka, krótko mówiąc.
Ciekawostki:
1. kruki które na kolejną zimę spotykają się w tym samym stadzie, potrafią sobie opowiedzieć swoje przeżycia z okresu, gdy się nie widziały.
2. kruk potrafi drugiemu krukowi precyzyjnie wytłumaczyć, gdzie znajduje się
jedzenie jeżeli odległość nie przekracza 3 kilometrów.
3. gdy nie radzą sobie z napoczęciem np. dzika, potrafią wzywać inne drapieżniki, bieliki, lisy, wilki.
4. znajdują się w pierwszej piątce najinteligentniejszych zwierząt świata!
5. łączą się w pary na całe życie
6. wydają niemal 100 różnych dźwięków!
z czasem podam kolejne ciekawostki, a jest tego sporo! :)
Doskonali lotnicy.
Awanturnicy!
Gotowi do walki na ziemi ...
i w powietrzu!
Wiedzą również do czego służą szpony.
Potrafią oponenta dosłownie wbić nimi w ziemię!
Wówczas szpony okazują się bronią nie do przecenienia.
Niekończący się proces ustalania hierarchii.
Obserwowanie kolejnych nadlatujących.
A tych nigdy nie brakuje.
Stroszą się i prężą.
Ale zawsze są malownicze i budzące respekt!
Oczywiście dzień, a w zasadzie świt, zaczął się od spotkania jeleni, ale obiecałem, więc mówię tylko, że zdjęcia mam, ale póki co, nie pokażę :)
Dziś w planie były kruki i ... są.
Imponują mi te ptaki niezwykle, więc tylko powiem, że mają szczególnie rozwiniętą część mózgu odpowiedzialną za analityczne myślenie, za kojerzenie.
Piszę o tym nie bez powodu, bo dziś miałem wrażenie, że mnie już rozpoznają i jakby mniej się boją.
Tak naprawdę nie jestem tego pewny, ale bardzo bym chciał, żeby tak było :)
Właśnie zaczęły tworzyć stada zimowe i częściej możemy obserwować ustalanie hierarchii między osobnikami. Towarzyszą temu częste utarczki i spory. Ten post zatem poświęcam temu zjawisku. Pragnę Wam pokazać jak wygląda budowanie struktury zimowego stada. Niekończąca się walka, krótko mówiąc.
Ciekawostki:
1. kruki które na kolejną zimę spotykają się w tym samym stadzie, potrafią sobie opowiedzieć swoje przeżycia z okresu, gdy się nie widziały.
2. kruk potrafi drugiemu krukowi precyzyjnie wytłumaczyć, gdzie znajduje się
jedzenie jeżeli odległość nie przekracza 3 kilometrów.
3. gdy nie radzą sobie z napoczęciem np. dzika, potrafią wzywać inne drapieżniki, bieliki, lisy, wilki.
4. znajdują się w pierwszej piątce najinteligentniejszych zwierząt świata!
5. łączą się w pary na całe życie
6. wydają niemal 100 różnych dźwięków!
z czasem podam kolejne ciekawostki, a jest tego sporo! :)
Doskonali lotnicy.
Awanturnicy!
Gotowi do walki na ziemi ...
i w powietrzu!
Wiedzą również do czego służą szpony.
Potrafią oponenta dosłownie wbić nimi w ziemię!
Wówczas szpony okazują się bronią nie do przecenienia.
Niekończący się proces ustalania hierarchii.
Obserwowanie kolejnych nadlatujących.
A tych nigdy nie brakuje.
Stroszą się i prężą.
Ale zawsze są malownicze i budzące respekt!
czwartek, 8 października 2015
sjesta ... oczywiście jeleni!
No dobra, obiecuję, że zacznę ograniczać posty z jeleniami. Nie mam pojęcia czemu ciągle na nie włażę. Jeszcze chwila i zacznę je przeganiać sprzed obiektywu :)
Tym razem jednak muszę pokazać tych kilka zdjęć. Zaobserwowanie, a jeszcze uwiecznienie jakiejś sceny, akcji czy jakiegoś zwyczaju, celebracji, to nie to samo, co zdjęcia jeleni na łące. Mam na myśli oczywiście aspekt poznawczy obserwacji dla danego gatunku, bo przecież zdjęć jeleni na łące u mnie też nie brakuje. Wszyscy podniecamy się samym rykowiskiem, a po jego zakończeniu można podejrzeć równie interesujące efekty byczych wysiłków. A jednym z nich jest m.in. zmęczenie i skłonność do odpoczynku, do regeneracji sił. Byki w czasie rykowiska tracą nawet do 30% masy ciała. Konsekwencje muszą być. Tego wieczoru udało mi się zaobserwować sjestę byczej rodzinki, taki właśnie moment relaksu przerywany powolnym "dziamganiem". Pan król i władca leży otoczony łaniami i cielętami, a dwie łanie pozostały na straży jego spokoju. Zaskoczyła mnie ta sytuacja i niezwykle ucieszyła. Obserwacja, której długo nie zapomnę.
Najpierw "wzroku memu" ujawnił się taki obrazek. Łania układająca się obok byka.
Tym razem jednak muszę pokazać tych kilka zdjęć. Zaobserwowanie, a jeszcze uwiecznienie jakiejś sceny, akcji czy jakiegoś zwyczaju, celebracji, to nie to samo, co zdjęcia jeleni na łące. Mam na myśli oczywiście aspekt poznawczy obserwacji dla danego gatunku, bo przecież zdjęć jeleni na łące u mnie też nie brakuje. Wszyscy podniecamy się samym rykowiskiem, a po jego zakończeniu można podejrzeć równie interesujące efekty byczych wysiłków. A jednym z nich jest m.in. zmęczenie i skłonność do odpoczynku, do regeneracji sił. Byki w czasie rykowiska tracą nawet do 30% masy ciała. Konsekwencje muszą być. Tego wieczoru udało mi się zaobserwować sjestę byczej rodzinki, taki właśnie moment relaksu przerywany powolnym "dziamganiem". Pan król i władca leży otoczony łaniami i cielętami, a dwie łanie pozostały na straży jego spokoju. Zaskoczyła mnie ta sytuacja i niezwykle ucieszyła. Obserwacja, której długo nie zapomnę.
Najpierw "wzroku memu" ujawnił się taki obrazek. Łania układająca się obok byka.
Przysypiamy ... skąd ja to znam? :)))
Ta dama pozostała na straży i nie spuszczała oka z okolicy.
Spokój, przekąski, momentami nawet drzemka. Łania zdaje się ziewająca nieco, co chyba komplementem dla byka nie jest ;)
Nagle coś budzi ich niepokój, na szczęście to nie ja jestem tego przyczyną :)
Zaniepokojony Pan podniósł się łaskawie i wielce niespiesznie.
W takim też tempie towarzystwo oddaliło się. Dopiero wówczas przekonałem się ile ich tam było.
p.s. przepraszam za te jelenie Panią Ewę R. i Piotra P. ;)
wiem, wiem, co za dużo, to nie zdrowo!
wtorek, 6 października 2015
kwiecista miłość!
Okazało się, że trafiłem na teren niedawnego zrębu i prac higienizujących okolicę.
Nie dawałem sobie zbyt dużej nadziei na udaną obserwację, a o zmianie lokalizacji, nie było już mowy. Przyszła pora roku dla śpiochów, można wstać o 6.00 i obejrzeć wschód słońca! Niestety dwa miesiące wcześniej, mogłem przed pracą spędzić w lesie 3-4 godziny, a teraz tylko 1,5, a będzie gorzej, znacznie gorzej!
Tym większe było moje zaskoczenie, gdy w porannej szarości, w zasadzie niemal w półmroku, dojrzałem zabawiającą się parę; młodego cielaczka i młodą łanię. Doskakiwały do siebie, dotykały się pyskami i odskakiwały ganiając po polanie. Widok był tak zaskakujący, że zapatrzony, zapomniałem o zdjęciach! Nie zaskoczą Was jakością, ale coś jednak ukazują. Rzadki widok rozbrykanych jeleni, zatraconych w szalonej porannej zabawie,
Nieco dalej zauważyłem niewielką uprawę słonecznika, tego ozdobnego, nie wiem, może to jakaś pastewna odmiana. Muszę się dowiedzieć. Coś chyba wisiało w powietrzu, bo między kwiatami zauważyłem młodego jelenia zakochanego w wybrance swojego serca. Też niemal dotykały się pyskami.
Trochę żałowałem, że znalazłem się w tym miejscu nieco za wcześnie. Piętnaście minut później było już dwa razy więcej światła. Zdjęcia mogły być o wiele lepsze. Ale mogłoby już nie być jeleni i takie to są dylematy fotoobserwatora :)
Zamykając krótką wyprawę, wykonałem jakiś taki ... porost, którego fragment do żywego przypomina sikorę bogatkę ;)
Będąc już niemal przy samochodzie, doszukałem się sam nie wiem czego w gałęziowej megakonstrukcji ...
W zasadzie pomyślałem, że gdyby ta gigantyczna sterta została do wiosny, tysiące, jeśli nie miliony małych stworzeń, głównie owadów, miałoby idealne schronienie, a potem lęgowisko.
sobota, 3 października 2015
Byłem w ósmym niebie!
Mam na głowie sporo obowiązków zawodowych i tym bardziej potrzebuję buforu dla przemęczonej psychy. Wstaję bardzo rano i "wypalam" do lasu. Wypalam ... zawsze jak użyję jakiegoś słowa zapożyczonego ze slangu pokolenia moich dzieci, czuję się jakoś lepiej. Młodziej i wydaje mi się, że mam kontakt z młodszym pokoleniem. Prawda jest jednak taka, że to tylko gra pozorów, a rzeczywisty kontakt mam wyłącznie z lasem. Podążam za jego logiką, czyli mój "abażurek skleja fakty" ;). W nim czuję się najlepiej.
Dzień zaczynał się krwiście.
Przed wyjściem do lasu zdarza mi się zrobić jajko sadzone ...
ale to zaproponowane przez napotkane śluzowce, jakoś niekoniecznie :)
Piątkowa wyprawa zaczęła się marnie.
Jedyne co szczególnie zwracało uwagę, to zamieszanie czynione przez sójki. O tej porze roku to oczywiste, przecież one wybierają się za morze!
Z niemal rozpaczy w takich sytuacja pochylam się nad ... grzybem! Determinacja sięga dna ...
Ale i tak bardziej podobają mi się takie egzemplarze:
Całe szczęście udało mi się podejść dzięcioła, który pracował na wysokości 2 metrów.
Z najwyższym trudem udało mi się go sfotografować. W młodej uprawie było bardzo ciemno. Kilkadziesiąt zdjęć do kosza!
Najchętniej dawał się utrwalić w ten sposób ...
Ryłem jak bóbr oglądając te zdjęcia :)))) Wygląda to tak, jakby próbował się zabić waląc głową w drzewo i ciągle mu nie wychodziło.
Moja wyprawa dobiegała końca. Wiara w spotkanie czegoś większego, wlokła się już kilka metrów za mną. Gdy jeszcze w ciemnościach wchodziłem do lasu, wszedłem prosto na dziki. Ciemne plamy warchlaków rozpierzchły się niczym pchły na przeglądanym psie, ale mamusia ostrzegła mnie wyraźnie z bliska. Wielkość jej plamy dała mi do myślenia. Poszedłem dalej, o zdjęciach i tak nie było mowy. Ona, w odległości kilkunastu metrów, szła równolegle do mnie na odcinku ponad stu metrów i warczała. Dziwne zachowanie. Chyba zwoływała młode.
Wracając, zbliżałem się do miejsca tego spotkania, wspomniałem je i w głębi duszy wyraziłem nadzieję, że być może one jeszcze tam się kręcą, może się uda.
W tym momencie usłyszałem szuranie. Suchy liściasty podszyt pozwolił mi usłyszeć ją wystarczająco wcześnie, by nie wejść jej na głowę. Była za krzewiną, nie więcej niż 4 metry ode mnie.
Ustawiłem aparat i czekam. Warto było.
Szła nie podejrzewając nawet mojej obecności... dopiero po komentarzu anonimowej czytelniczki, okazało się, że szedł! Na pierwszy rzut oka, uznałem go za loszkę. Jak się jednocześnie robi zdjęcia, nie ma czasu na dokładną analizę obiektu, a jak już uznałem, że loszka, przyznaję nie weryfikowałem tego później. Zdarza się :)
... spojrzał na mnie, ale nie odebrał mnie jako zagrożenia ...
... miał w planie dalej buchtować, gdy do jego przydługiej synapsy dotarło jakieś przemyślenie!
Zerwał się i jeszcze raz rzucił, tym razem już ostrzegawcze spojrzenie i coś jakby warknął ... to nie było klasyczne fuknięcie.
Obiegł mnie dookoła szukając wiatru i mimo wszystko odszedł. Byłem w ósmym niebie! Trzeba wierzyć do końca.
Dzień zaczynał się krwiście.
Przed wyjściem do lasu zdarza mi się zrobić jajko sadzone ...
ale to zaproponowane przez napotkane śluzowce, jakoś niekoniecznie :)
Piątkowa wyprawa zaczęła się marnie.
Jedyne co szczególnie zwracało uwagę, to zamieszanie czynione przez sójki. O tej porze roku to oczywiste, przecież one wybierają się za morze!
Z niemal rozpaczy w takich sytuacja pochylam się nad ... grzybem! Determinacja sięga dna ...
Ale i tak bardziej podobają mi się takie egzemplarze:
Całe szczęście udało mi się podejść dzięcioła, który pracował na wysokości 2 metrów.
Z najwyższym trudem udało mi się go sfotografować. W młodej uprawie było bardzo ciemno. Kilkadziesiąt zdjęć do kosza!
Najchętniej dawał się utrwalić w ten sposób ...
Ryłem jak bóbr oglądając te zdjęcia :)))) Wygląda to tak, jakby próbował się zabić waląc głową w drzewo i ciągle mu nie wychodziło.
Moja wyprawa dobiegała końca. Wiara w spotkanie czegoś większego, wlokła się już kilka metrów za mną. Gdy jeszcze w ciemnościach wchodziłem do lasu, wszedłem prosto na dziki. Ciemne plamy warchlaków rozpierzchły się niczym pchły na przeglądanym psie, ale mamusia ostrzegła mnie wyraźnie z bliska. Wielkość jej plamy dała mi do myślenia. Poszedłem dalej, o zdjęciach i tak nie było mowy. Ona, w odległości kilkunastu metrów, szła równolegle do mnie na odcinku ponad stu metrów i warczała. Dziwne zachowanie. Chyba zwoływała młode.
Wracając, zbliżałem się do miejsca tego spotkania, wspomniałem je i w głębi duszy wyraziłem nadzieję, że być może one jeszcze tam się kręcą, może się uda.
W tym momencie usłyszałem szuranie. Suchy liściasty podszyt pozwolił mi usłyszeć ją wystarczająco wcześnie, by nie wejść jej na głowę. Była za krzewiną, nie więcej niż 4 metry ode mnie.
Ustawiłem aparat i czekam. Warto było.
Szła nie podejrzewając nawet mojej obecności... dopiero po komentarzu anonimowej czytelniczki, okazało się, że szedł! Na pierwszy rzut oka, uznałem go za loszkę. Jak się jednocześnie robi zdjęcia, nie ma czasu na dokładną analizę obiektu, a jak już uznałem, że loszka, przyznaję nie weryfikowałem tego później. Zdarza się :)
... spojrzał na mnie, ale nie odebrał mnie jako zagrożenia ...
... miał w planie dalej buchtować, gdy do jego przydługiej synapsy dotarło jakieś przemyślenie!
Zerwał się i jeszcze raz rzucił, tym razem już ostrzegawcze spojrzenie i coś jakby warknął ... to nie było klasyczne fuknięcie.
Obiegł mnie dookoła szukając wiatru i mimo wszystko odszedł. Byłem w ósmym niebie! Trzeba wierzyć do końca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)