Dziś rano widząc wschodzące słońce wykrzyknąłem "więcej światła!" w oczywisty sposób plagiatując Goethego co do formy ale w zupełnie innym kontekście. On wyraził potrzebę oświecania społeczeństwa, ja lapidarny zachwyt nad zmianą pogodową. Jak łatwo zatem zgadnąć, celem tej opowieści nie jest oświecanie. Wręcz przeciwnie! To znaczy też nie ogłupianie. :)
Po ponad tygodniu "świetlnego mordoru", czyli ponurej chmurzycy, dziś będziemy wyłącznie delektować się słonecznym lasem, cieszyć zmianą ... prawdziwie i wymiernie dobrą zmianą na oczywiste lepsze.
W lesie towarzyszył mi niemal "nirwaniczny nastrój" wywołany przynajmniej dwoma czynnikami.
Światło, to po pierwsze, a po pierwsze pierwsze czyli najprzedpierwsze, dziś wstałem z łóżka po kilku dniach zalegania.
Niby przeziębienie ale upierdliwe na maksa. Nie muszę pisać co czuje taka powsinoga jak ja, gdy odkleja się od koja.
Oberwie mi się pewnie za ten centralizm ale tak mi się właśnie podobało ... tym razem ;)
Nie mogłem tego wszystkiego nie fotografować.
Co krok ulegałem fascynacji grą świateł, plastycznością, przestrzenią, pozytywnym zabarwieniem, no w ogóle wszystkim.
Ten młody dąb w lewym dolnym rogu ... od razu widać, że jest wybrańcem niebios! ;)
Może taki nawet powinien być tytuł tej opowieści - WYBRANIEC NIEBIOS!
No niestety. Oślepiony w słonecznych zachwytach, spłoszyłem jelenie ... amator to dla mnie komplement!
Piękny czernastak, o krótkich ale wysoko odsadzonych koronach, nie dał się uwiecznić. Podniósł się i czmychnął w gęstwinę. Tyle go widziałem. (wiadomo, że do niego wrócę :) )
Po chwili zastanowienia wybrałem miejsce, w którym wg mnie powinny się pojawić łanie.
Stanąłem w wąskiej, niesamowicie mglistej przesiece i czekam ....
... i słusznie! Jak zwykle cicho i jak zwykle nagle, ściana lasu wystawiła głowę. Było tak mlecznie, że o większym nasyceniu i kontraście nie było mowy. Widziałem wszystko jak przez kalkę.
Dopiero teraz, gdy ukazała się w nieco odważniejszej odsłonie, stało się jasne, że to głowa łani, nie lasu.
Krótka decyzja.
Ostatni rzut oka przed dalszą drogą. Zdawała się wyrazić - "Co to jest?!? Żeby się to coś chociaż poruszyło!"
Oj czaruś dziś był z tego lasu, oj był.
Mamił i wabił.
Z każdej perspektywy wydawał się interesujący.
Momentami ostry.
Momentami łagodny i miękki.
Miłe dla oczu o uszu akty jesieni.
Miliardy cudownych kryształów powołanych na tak krótką chwilę. Jak kwiat jednej nocy, żyją często tylko do wschodu.
"Pyszna" leśna droga. Jak ja lubię nimi podążać przed siebie nie dbając o czas i kierunek. Ech.
Do końca nie byłem pewny czy to sarna czy pniak. Stała tak nieruchomo i długo, że zwątpiłem. Dopiero w wizjerze aparatu przekonałem się z czym mam do czynienia :)
Idealna ilustracja z czym wiąże się leśna fotografia. Kontrasty wykręcone na maksa!
Przy takim świetle nie można zrobić poprawnego zdjęcia.
Pluszak :)
Na otwartej przestrzeni wcale nie było dziś lżej. Taki dzień, takie światło. Zdarza się.
Udało mi się odejść pozostawiając je w miejscu żeru. Przyglądały mi się ale ostatecznie nie uciekły.
piątek, 14 października 2016
wtorek, 11 października 2016
dzik, a sprawa polska ...
Absolutnie nie chcę jątrzyć. Staram się zrozumieć uzasadnienie tego wszystkiego co dzieje się wokół dzików.
Minister środowiska, Jan Szyszko, poinformował ostatnio, że roczny odstrzał dzików w związku z afrykańskim pomorem świń może wzrosnąć do 250 tys. sztuk.
To działanie ma docelowo zredukować ilość dzików do mniej niż 0,5 osobnika na 1 km. kw!
Do tego powiększono niebieską strefę, czyli zagrożoną ASF. Oznacza to wiele innych konsekwencji, w tym coraz poważniejsze problemy rolników ze sprzedażą tuczników.
Narasta więc konflikt między rolnikami, a kołami łowieckimi, między kołami, a rządem, między niepolującymi, a polującymi, w zasadzie wszyscy wszystkim mają coś do zarzucenia.
Powstają karkołomne pomysły, by rolnikom dać broń, żeby sami mogli zabijać dziki na swoich włościach ... . Z całym szacunkiem dla rolników, ale pozwolę sobie przemilczeć co naprawdę o tym myślę. To byłby zalegalizowany armagedon dla każdej żywej istoty. Koła łowieckie objęte prawem łowieckim, planami odstrzałowymi i wieloma innymi restrykcjami nie radzą sobie z kłusownictwem wśród myśliwych ani z bezhołowiem i samowolką, a co dopiero uzbrojony rolnik?!?
Chłop żywemu nie przepuści! - tak to się mówi? :)
Bój się Boga!
Oczywiście rolnicy nienawidzą dzików, choć część z Nich, jak doczytałem, rozumie, że częściej winni są ludzie niż dziki.
W jednym z mediów przeczytałem tytuł napisany wielkimi literami:
"WIRUS ASF PRZEMIESZCZA SIĘ W GŁĄB KRAJU!"
Okazało się, że u podstaw do tego szerzącego histerię tytułu, legło znalezienie dzika zarażonego ASF 70 km od granicy!!! Nie 200 km i nie 300 ... 70-siąt!
Jak rozumiem wcześniejsze dziki, o których pisało się, że były w strefie przygranicznej, znajdowane musiały być dosłownie na linii granicznej z Białorusią, skoro 70 km dalej to już "głąb kraju"!
Głąbem kraju jest bez wątpienia człowiek, który zredagował ten tytuł.
Oczywiście chorobie i wirusowi trzeba zaradzić. Problem polega jednak na tym, że rząd nie bardzo wie jak to zrobić i mamy do czynienia z klasycznym wylewaniem dziecka z kąpielą.
Ustanowiona "specustawa" dotycząca tej kwestii, czyli m.in. interwencyjnego skupu trzody również budzi wiele wątpliwości. W zasadzie poza kombinatorami nikt nie jest zadowolony.
I tak trzymając się z dala od spiskowych teorii, zastanawiam się ... kto ma w tym interes?
Komu tak bardzo zależy na zniszczeniu polskiej wieprzowiny?
Komu zależy na zniszczeniu polskiej przyrody, bezwzględnie jednej z najpiękniejszych w Europie i niezaprzeczalnie pozostającej naszym unikalnym majątkiem?
Im mniej mamy "swojego", tym więcej będziemy musieli kupić!
Najwyraźniej ktoś jeszcze, poza mną, wpadł na tę objawioną zależność ... ktoś jeszcze ... a niech to!
sobota, 8 października 2016
Polacy nie gęsi ...
A niechaj narodowie wżdy postronni znają,
iż Polacy nie gęsi, iż swój język znają ...
Świat tego cielęcia, jego poczucie bezpieczeństwa zaczyna się i kończy w matczynym zapachu, w jej pulsie wyczuwalnym przez skórę szyi, cieple, bliskości i obserwacji jej reakcji. Jeżeli to zdjęcie tego wszystkiego nie oddaje, to lepszego już nie zrobię, trudno! ;) Ta obserwacja, gdy matka jest wyraźnie zaniepokojona, a młody w absolutnym zaufaniu skupia się wyłącznie na matce, mnie osobiście rozmontowała. A w lesie twardym trzeba być, a nie "mnientkim"! Mimo tego osobliwego niedopasowania, poszedłem dalej w mokry i niezbyt gościnny las.
W żadną inną pogodę nie można ujrzeć fragmentu Warmii zamkniętej w kropli wody...
W żadną inną pogodę nie cieszy tak spotkanie pospolitej sikory, która mając w tle szaro-bury las wydaje się być perłą, szmaragdem, czymś niezwykle pożądanym :)
Okazuje się, że Mikołajowi Rejowi bynajmniej nie chodziło o zestawienie Polaków z gęśmi w rozumieniu gatunku ptaków.
Polacy mają swój język, a nie język gęsi, mogą posługiwać się językiem polskim, a nie gęsim!
To miał na myśli, a tak to ujął, ponieważ wszechobecna wówczas łacina, kojarzyła Mu się odgłosami wydawanymi przez gęsi :)!
Mówił Wam to kiedyś nauczyciel? Mi nie lub nie pamiętam! :)))
Człowiek uczy się całe życie ...
I tak doszedłem do wniosku, że nie tylko podróże kształcą, pasje, w tym fotografia również.
Obiecałem znajomej, Grażynce C. - znanej, wyjątkowo uroczo piszącej blogerce, że w pewnym miejscu, które często odwiedzam, a które Ona wspominała sprzed lat, sfotografuję gęsi.
Szukałem w sieci jakiejś ciekawostki na temat gęsi i trafiłem na to wyjaśnienie. Może się okazać, że tylko ja jeden właśnie odkryłem tę pewnie oczywistą prawdę. Jeżeli tak, to serdecznie Was przepraszam za czas, który do tej pory bezowocnie Wam tu upłynął ;)
blog Grażynki C. polecam z najczystszą przyjemnością - http://warmiapieknajaksen.blogspot.com/
Grażynko - obiecałem, słowa dotrzymuję!
A teraz dygresja, czyli mokro wszędzie, ponuro wszędzie ...
Oczywiście ani ta, ani żadna inna aura nie zatrzyma mnie w domu i to mam nadzieję wyjaśniliśmy sobie już dawno :)
Deszczowy poranek przywitał mnie wyjątkowo miło.
Tu dwugłowa czujność. Wsparcie, synergia, współpraca. Mamo, jestem z Tobą, robię to co Ty i w ogóle pomagam Ci jak mogę :)
Wiecie, bardzo lubię "trudne pogody". Naprawdę wolę włóczyć się po takim lesie i w takich okolicznościach.
W żadną inną pogodę nie cieszy tak spotkanie pospolitej sikory, która mając w tle szaro-bury las wydaje się być perłą, szmaragdem, czymś niezwykle pożądanym :)
Ostatnio mam do nich szczęście. Dziś uradowały mnie szczególnie. :)
środa, 5 października 2016
Spacer wieczorno-leśny.
Nie umiem długo usiedzieć w miejscu. Od roku nie byłem ani razu w jakiejkolwiek czatowni. Jednak zaskakująco mocna tęsknota za krukami, za bliskością kruków, oznacza, że tej zimy wrócę do zasiadki. Jeszcze nie wiem gdzie się zaloguję, ale mam kilka wytypowanych miejsc. Ostatnio bez żadnego maskowania, tak po prostu usiadłem pod krzakiem - odwiedził mnie strzyżyk. Niezwykle miła bliskość tego ruchliwego maleństwa, bardzo urozmaiciła czas upływający na obserwowaniu okolicy.
Ciężko było mi się przebić przez trawy, które jak zwykle wyrastają między mną, a obiektem :)
Stonowana kolorystyka chmurnego poranka przypadła mi jednak do gustu.
Kilka metrów dalej sytuację opanowały mgły (i zamglenia:))) )
Zdjęcie przemykającej skrajem lasu sarny, wyszło ... tak:
Określenie "wyszło" jest w tym przypadku sporym nadużyciem.:)
Wczoraj nie mogłem się doczekać końca pracy. Słońce szalało między pchanymi wiatrem malowniczymi chmurami.
Gdy opuściłem granice miasta (mamy filharmonię, teatr, kilka "hiperów" i tramwaje, to już można powiedzieć miasto ;) rzutem na taśmę złapałem ostatnie efekty współpracy słońca i chmur.
Uwielbiam to "odwrócenie mas", gdy niebo wydaje się cięższe od ziemi.
Niestety nie wiem co to za ptak miał odwagę lecieć przy takich porywach wiatru.
A tu zupełnie niezwykły kolor nieba. Zjawisko było zachwycające, kolory wydawały się wprost nienaturalne.
Niestety chwilkę później zaczął padać deszcz. Mimo wszystko udałem się na wieczorny spacer do lasu. Nawet nie spodziewałem się, że w takich warunkach uda mi się cokolwiek sfotografować. W lesie, przy takim zachmurzeniu, panowała ciemność.
ISO powędrowało na 1250, a czas pracy migawki na ... 1/40 sek!
Dawno nie odwiedzane obszary lasu, ostatni raz byłem tu cztery lata temu. Szedłem z ciekawością odwiedzając stare kąty. I tak musiałem zmienić planowaną trasę, bo do lasu wjechali myśliwi.
Schowałem się czekając aż przejadą, bo nie miałem tym razem najmniejszej ochoty na odpowiadanie po raz setny w tym miesiącu, na najczęściej zadawane mi w lesie pytanie - "co pan tu robi???" Jakoś mi nigdy nie przyszło do głowy kogokolwiek o to zapytać ...
W sporej odległości przede mną, zauważyłem pasącego się przy leśnej drodze cielaka.
Dobry prognostyk, pomyślałem i starałem się podejść nieco bliżej.
Niestety w tej ciemnicy nie udało się zbytnio "nafikać". Światła ubywało dosłownie z każdą minutą.
Pojawił się szpicak :)
Na pożegnanie wieczornego spotkania, rodzeństwo zapozowało razem.
Przed nami kilka deszczowych dni, nie mogę obiecać, że w następnej opowieści rozjaśni się na zdjęciach :)
Ciężko było mi się przebić przez trawy, które jak zwykle wyrastają między mną, a obiektem :)
Stonowana kolorystyka chmurnego poranka przypadła mi jednak do gustu.
Kilka metrów dalej sytuację opanowały mgły (i zamglenia:))) )
Zdjęcie przemykającej skrajem lasu sarny, wyszło ... tak:
Określenie "wyszło" jest w tym przypadku sporym nadużyciem.:)
Wczoraj nie mogłem się doczekać końca pracy. Słońce szalało między pchanymi wiatrem malowniczymi chmurami.
Gdy opuściłem granice miasta (mamy filharmonię, teatr, kilka "hiperów" i tramwaje, to już można powiedzieć miasto ;) rzutem na taśmę złapałem ostatnie efekty współpracy słońca i chmur.
Uwielbiam to "odwrócenie mas", gdy niebo wydaje się cięższe od ziemi.
Niestety nie wiem co to za ptak miał odwagę lecieć przy takich porywach wiatru.
A tu zupełnie niezwykły kolor nieba. Zjawisko było zachwycające, kolory wydawały się wprost nienaturalne.
Niestety chwilkę później zaczął padać deszcz. Mimo wszystko udałem się na wieczorny spacer do lasu. Nawet nie spodziewałem się, że w takich warunkach uda mi się cokolwiek sfotografować. W lesie, przy takim zachmurzeniu, panowała ciemność.
ISO powędrowało na 1250, a czas pracy migawki na ... 1/40 sek!
Dawno nie odwiedzane obszary lasu, ostatni raz byłem tu cztery lata temu. Szedłem z ciekawością odwiedzając stare kąty. I tak musiałem zmienić planowaną trasę, bo do lasu wjechali myśliwi.
Schowałem się czekając aż przejadą, bo nie miałem tym razem najmniejszej ochoty na odpowiadanie po raz setny w tym miesiącu, na najczęściej zadawane mi w lesie pytanie - "co pan tu robi???" Jakoś mi nigdy nie przyszło do głowy kogokolwiek o to zapytać ...
W sporej odległości przede mną, zauważyłem pasącego się przy leśnej drodze cielaka.
Niestety w tej ciemnicy nie udało się zbytnio "nafikać". Światła ubywało dosłownie z każdą minutą.
Na pożegnanie wieczornego spotkania, rodzeństwo zapozowało razem.
Przed nami kilka deszczowych dni, nie mogę obiecać, że w następnej opowieści rozjaśni się na zdjęciach :)
poniedziałek, 3 października 2016
Instynkt matki!
Tym razem zaczynam od zdjęć. Taki zastałem las rano i w zasadzie zastanawiałem się czy szukać czegoś więcej. Obcowanie z tak podaną jesienią wypełnia moje oczekiwania, które pokładam w obcowaniu z naturą. Jest miękko, puszyście, zwiewnie i plastycznie. Las oglądany przez mgliste tiule i firanki jest obietnicą pięknych wrażeń, ba nawet nie obietnicą, on jest pięknym wrażeniem.
Mgła zdaje się dbać o to, by nic, ani światło ani cień, nie zostały podane zbyt wulgarnie, bezpośrednio, w sposób prostacko oczywisty. Ona dozuje doznania, jednocześnie odsłaniając coraz to kolejne plany, zaprasza po więcej.
Siadłem na pniaku i dobre dwadzieścia minut kontemplowałem chwilę. Nie daje się nie dopuścić do głosu uczucia wdzięczności za taki spektakl, za tego typu powitanie.
Zwykle gdy nasycę duszę leśno-mglistą estetyką, moje oczekiwania i zapalczywość obserwacji zwierząt maleje. Planowane cele rozmywają się chyba w tej mgle ... czy coś :)
Opuściłem polanę. Poszedłem na niezbyt odległą przesiekę, gdzie jakiś czas temu fotografowałem łosie. Przesieka jest atrakcyjnym i naturalnym szlakiem wielu zwierząt światłolubnych. Do takich zaliczam jelenie i sarny.
Zbytnio się nie pomyliłem. Nie minęło długo wiele, a spoza wzniesienia wychynęła łania-matka.
To jedna z tych łań, które mają w nosie rykowisko. Takiego dokonała wyboru. W nadchodzącym roku nie podejmnie się wychowywania młodych, zrobi to w dogodniejszym dla siebie momencie. Przyroda stwarza taką możliwość. Wybór, to w naszym systemie wartości - wolność. Zwierzęta, jak widać, z niej korzystają. Nikt nie stara się w to ingerować. Osobnicza historia nie podlegająca ocenie.
Kilka zamieszczonych niżej zdjęć, mam nadzieję odda jej troskę i czujność.
Nie wiem czy jest w lesie zwierze ostrożniejsze, niż łania lub sarna, prowadząca młode.
Widać jak stara się wybiec zmysłami przed siebie.
Młode jedzą spokojnie - matka czuwa!
Ona nieprzerwanie obserwuje okolicę.
Młody w trakcie zajęć, a matka ukryta na skraju lasu pilnie obserwuje okolicę.
Ciągle czujna - instynkt matki!
Z szacunku do jej troskliwości nawet nie starałem się bliżej podchodzić. Mam zresztą nadzieję, że zdjęcia środowiskowe są ciekawsze z dokumentacyjnego punktu widzenia, tym bardziej w tej okolicy.
Nad moją głową zerwał się kruk. Nie mogę się doczekać zimowych obserwacji tych ptaków.
Brakuje mi kontaktu z ich przebiegłością. Tęsknię za ich głosami. Są boskie, ocierają się o absolut.
Dziś było sporo zdjęć czysto dokumentacyjnych, pokazałem łanię w naturalnej fotografii, więc kończę dwoma widokami mojej Warmii, która wydaje się być piękną w każdej odsłonie, nawet przy pochmurnym niebie. Warmia zawiera w sobie pierwiastek Irlandii, pogórza, nieco Skandynawii, jest jakby konglomeratem wielu miejsc, które uwielbiłem w życiu, ale przede wszystkim ... JEST SOBĄ!
p.s.
To jest blog przyrodniczy, staram się trzymać z daleka od polityki, no chyba, że mnie krew zaleje.
Dziś jest "czarny marsz". Protest kobiet przeciwko beznadziejnym decyzjom polityków, przeciwko wolności i swobodzie wyboru. Przeciwko chamskiej regulacji i odgórnemu stanowieniu w sprawach głęboko indywidualnych, osobistych, przeciwko tyranii małych umysłów i dyktaturze katoli. Piszę katoli, bo katolik kocha bliźniego swego wraz z jego decyzjami i błędami, z ułomnościami i wadami. Katolik ma pokorę i nie stawia się ponad innych, nie poucza. Katol wie lepiej, sieje strach i tyranię, manipuluje i karze, wywiera presję i jątrzy. Katol wpieprza się w sprawy, których nie rozumie, a jedyne w co wierzy naprawdę, to głęboko wierzy w swoją nieomylność ... w siebie wierzy!
Czy to, że w przedzień protestu, natura sama podsunęła mi taki temat - matka, opiekuńczość, wolność wyborów, instynkt, czy to przypadek? Może ... :)
sobota, 1 października 2016
Pętla czasu ...
Cały wrzesień, bez wyjątku, spędziłem w ostępach Puszczy. Rykowisko spowodowało, że niemal każdego dnia byłem w lesie dwa razy dziennie. Okazało się jednak, że nawet pierogi z jagodami mogą się przejeść :)
Dziś rano po sprawdzeniu kierunku wiatru, zastanawiałem się dokąd jechać i na samą myśl, że muszę wybierać między miejscami, w których ostatnio byłem, coś się we mnie zbuntowało.
Dawniej często odwiedzałem zachodnią część Puszczy. Postanowiłem wrócić na stare "śmieci".
Te lasy może nie są aż tak stare jak część Napiwodzko-Ramucka, ale znam je świetnie i potrafię z nich "wydłubać" to co mnie nteresuje.
Nagroda przyszła szybciej niż się spodziewałem, bo jeszcze w drodze do celu.
Na długo przed wschodem, na otwartej przestrzeni, dostrzegłem sylwetki jeleni. Opuściłem samochód.
W mglistym półmroku zamajaczyła sylwetka pięknego byka. Długość oczniaków daje do myślenia :)
Bliżej podejść nie chciałem, bo być może zastanę go tu jutro, a wiatr będzie korzystniejszy. Dzisiejsze spotkanie było zupełnie przypadkowe. Nie chciałem go spłoszyć. Odszedłem wierząc, że jutro się spotkamy w lepszych okolicznościach :)
Na leśnych polankach również dominowały mgły.
Poranek był prezentem dla pejzażystów. Osoby lubiące zabawę z mgłą, mogły dziś się wyżywać do woli.
Dopiero nieco wyżej powietrze pozwalało na uchwycenie detali.
Mama czujnie obserwuje czy maluchom nic nie grozi. To zrozumiałe, w końcu dawno mnie tu nie było :)
Beztroska.
Kilkaset metrów dalej, ponownie mgliście.
Młoda sarna w nieco pokracznym stępie. To efekt, jak sądzę, "rozkroku decyzyjnego" czyli niezborności psycho-ruchowej spowodowanej tym, że głowa chciałaby się zatrzymać, a nogi wciąż idą :)
Musiałem się pospieszyć, szkoda.
Tu też! Żałuję, że nie zostałem rewolwerowcem ;)
Jeszcze długo roślinność oddawała nadmiar wody i przyznać muszę, że robiła to z wdziękiem.
Gdy mgły się podniosły, zdjęcia straciły nieco na uroku.
Wiecie co? Przez lata byłem przekonany, że te dzyndzelki na nowych oponach ścierają się w trakcie jazdy. Dziś poznałem prawdziwą przyczynę ich zanikania!
Ja fotografuję las, a las w tym czasie zżera mi samochód! Ten kudłaty głodomór, tak się przypiął do dzyndzelka, że szok! Tajemnica znikania dzyndzelków została tym samym rozpracowana i niechybnie jam to uczynił! :)
Miło było odwiedzić stare kąty. To w odczuciu taka swoista pętla czasu. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że przeniosłem się do czasów, które już minęły.
Wierni czytelnicy bloga zapewne skojarzą stodołę, której pofalowany ciężarem wieku dach, wielokrotnie fotografowałem.
Zawaliła się! Dziwne, ale coś ścisnęło mnie za gardło. Tyle razy mi towarzyszyła, zachwycała i inspirowała. Już jej nie ma.
Towarzyszący stodole, opuszczony lata temu dom, również fotografowałem. Jak co roku o tej porze, porasta barwami jesieni. Ech, kocham tę okolicę, nie ma co.
Pętla czasu ... pętla czasu ...
Dziś rano po sprawdzeniu kierunku wiatru, zastanawiałem się dokąd jechać i na samą myśl, że muszę wybierać między miejscami, w których ostatnio byłem, coś się we mnie zbuntowało.
Dawniej często odwiedzałem zachodnią część Puszczy. Postanowiłem wrócić na stare "śmieci".
Te lasy może nie są aż tak stare jak część Napiwodzko-Ramucka, ale znam je świetnie i potrafię z nich "wydłubać" to co mnie nteresuje.
Nagroda przyszła szybciej niż się spodziewałem, bo jeszcze w drodze do celu.
Na długo przed wschodem, na otwartej przestrzeni, dostrzegłem sylwetki jeleni. Opuściłem samochód.
W mglistym półmroku zamajaczyła sylwetka pięknego byka. Długość oczniaków daje do myślenia :)
Bliżej podejść nie chciałem, bo być może zastanę go tu jutro, a wiatr będzie korzystniejszy. Dzisiejsze spotkanie było zupełnie przypadkowe. Nie chciałem go spłoszyć. Odszedłem wierząc, że jutro się spotkamy w lepszych okolicznościach :)
Na leśnych polankach również dominowały mgły.
Poranek był prezentem dla pejzażystów. Osoby lubiące zabawę z mgłą, mogły dziś się wyżywać do woli.
Dopiero nieco wyżej powietrze pozwalało na uchwycenie detali.
Mama czujnie obserwuje czy maluchom nic nie grozi. To zrozumiałe, w końcu dawno mnie tu nie było :)
Beztroska.
Kilkaset metrów dalej, ponownie mgliście.
Młoda sarna w nieco pokracznym stępie. To efekt, jak sądzę, "rozkroku decyzyjnego" czyli niezborności psycho-ruchowej spowodowanej tym, że głowa chciałaby się zatrzymać, a nogi wciąż idą :)
Musiałem się pospieszyć, szkoda.
Tu też! Żałuję, że nie zostałem rewolwerowcem ;)
Gdy mgły się podniosły, zdjęcia straciły nieco na uroku.
Wiecie co? Przez lata byłem przekonany, że te dzyndzelki na nowych oponach ścierają się w trakcie jazdy. Dziś poznałem prawdziwą przyczynę ich zanikania!
Ja fotografuję las, a las w tym czasie zżera mi samochód! Ten kudłaty głodomór, tak się przypiął do dzyndzelka, że szok! Tajemnica znikania dzyndzelków została tym samym rozpracowana i niechybnie jam to uczynił! :)
Miło było odwiedzić stare kąty. To w odczuciu taka swoista pętla czasu. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że przeniosłem się do czasów, które już minęły.
Wierni czytelnicy bloga zapewne skojarzą stodołę, której pofalowany ciężarem wieku dach, wielokrotnie fotografowałem.
Zawaliła się! Dziwne, ale coś ścisnęło mnie za gardło. Tyle razy mi towarzyszyła, zachwycała i inspirowała. Już jej nie ma.
Towarzyszący stodole, opuszczony lata temu dom, również fotografowałem. Jak co roku o tej porze, porasta barwami jesieni. Ech, kocham tę okolicę, nie ma co.
Pętla czasu ... pętla czasu ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)